sobota, 7 maja 2016

Wielki szaber w gettach (II)

Joe Rosenblum o typowych przykładach szabrownictwa w wykonaniu żydowskiej policji (rel.)

„Żydowska policja wiedziała, że mój ojciec miał naczynia kuchenne i bieliznę w swoim składzie (...) Wpadli do naszej jadalni, wrzeszcząc: „Żądamy wszystkich twoich garnków i rondli oraz bielizny. Teraz, do cholery, albo zastrzelimy ciebie i twoje dzieci”. (Podkr.-JRN). Mój ojciec nie miał wyboru. Zabrali wszystko, czego chcieli (...) Pomimo naszej ostrożności żydowska policja przybywała do naszego domu jeszcze kilka razy, zabierając nowe ubrania, płaszcze, futra i z pół tuzina nowych butów ojca. Żydowska policja żyła wśród nas. Oni wiedzieli, co mamy i gdzie mamy. Jeśli by nie wiedzieli, to jakiś kapuś prawdopodobnie powiedziałby im o tym”. (Por. Joe Rosenblum with David Kohn: „Defy the Darkness, A Tale of Courage in the Shadow of Mengele”, Westport, Connecticut 2001, s. 29).
     Jak z tego widać policjanci żydowscy byli szczególnie groźni w akcji szabrownictwa, bo lepiej niż ktokolwiek inny orientowali się w stanie posiadania Żydów. Znamienne - jak pokazuje ta relacja -żydowscy policjanci w czasie szabrowania mieszkań nie wahali się przed najbrutalniejszymi groźbami, łącznie z groźbą zastrzelenia mieszkańca domu i jego dzieci.

  Aron Einhorn - Nigdy jeszcze wśród Żydów nie było tyle kradzieży i rabunków, co teraz (Rel.)
Aron Einhorn, jeden z najwybitniejszych żydowskich dziennikarzy, przed wojną był redaktorem największej żydowskiej gazety „Hajnt” i współpracował z żydowską prasa zagraniczną.  W getcie był działaczem ŻSS. Zginął w 1942 r. Ciekawy jego portret znajdujemy u Emanuela Ringelbluma : Por. Emanuel Ringelblum :”Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939-styczeń 1943”. Tł. A. Rutkowski, Warszawa 1988.).. op. cit., s. 587-589. Cytuje się tam m.in. jego słowa: „Żydowska policja porządkowa przekształciła się w bandę „łapaczy, doprowadzających do rozpaczy masy żydowskie”. Poniżej przedstawiam fragmenty wypowiedzi Einhorna w jednym z wywiadów udzielonych podczas pobytu w getcie.
„Trudno powiedzieć, czy to moralne bagno, które dziś obserwujemy, jest rezultatem nienormalnych warunków panujących w getcie, czy też getto jedynie odsłoniło to, co przedtem było ukryte, zamaskowane. Możliwe, że inny naród w getcie upadłby jeszcze niżej, ale miejmy odwagę powiedzieć prawdę: osiągnęliśmy moralne dno.
Nigdy jeszcze wśród Żydów nie było tyle kradzieży i rabunków, co teraz. Nie można powierzyć żydowskiemu rzemieślnikowi niczego do wykonania lub do naprawy, bo nie mamy pewności, czy otrzymamy powierzoną rzecz z powrotem. Okrucieństwo na ulicach widać na każdym kroku. Mija się obojętnie obrazy i sceny, które w innym miejscu wywołałyby wstrząs. Depcze się z najzimniejszą obojętnością po ludzkich trupach. (Por.„ Archiwum Ringelbuma: Dzień po dniu Zagłady”, wybór i oprac. Marta Makowska, Warszawa 2008, s. 107).
     Prof. Henryk Makower o tym jak policjanci żydowscy chwalili się majątkiem uzyskanym dzięki szabrowaniu mieszkań (rel.)
Autor pamiętnika z getta warszawskiego profesor mikrobiologii Henryk Makower pisał o jakże niegodnym zachowaniu żydowskiej Służby Porządkowej w czasie blokad domów w getcie: „Blokady wyzwoliły wśród SP (Służby Porządkowej - J.R.N.) całą masę łajdactwa i draństwa. Opornych bito pałkami, nie gorzej od Niemców. Do tego dołączyło się rabowanie opuszczonych mieszkań pod jakimś pretekstem, np. żeby nie zostawiać rzeczy Niemcom. Wielu „porządnych” wyższych funkcjonariuszy SP dorobiło się na różnych tego rodzaju praktykach dużych majątków. Było to zjawisko tak masowe, że nawet tzw. przyzwoici ludzie się chwalili –„ja się na tej akcji dorobiłem” - lub „mój mąż nie nadaje się do dzisiejszych czasów, nic nie zarobił na akcji”. ( Por. H. Makower: „Pamiętnik z getta warszawskiego październik 1940 - styczeń 1943”, Wrocław 1987, s. 62). Szkoda, że Gross pominął to jakże ważne świadectwo profesora mikrobiologii Makowera w swoich, zajmujących tak wiele stron, dywagacjach o rabowaniu Żydów przez Polaków, zbrodniczej „moralności” polskich grabieżców itp.            
Rabunek w wileńskim getcie
W prowadzonym na bieżąco dzienniku Hermanna Kruka z wileńskiego getta niejednokrotnie natykamy się na sceny opisujące rabunek żydowskich mieszkańców przez żydowską policję. Np. pod datą 18 września 1941r. czytamy tekst:
„Żydowska policja ma swoje środki utrzymania”. A dalej w tekście czytamy: „Żydowska policja i jej biznes. „Heroizm” żydowskiej policji i jej biznes był już często omawiany. Jeśli stoisz przy bramie, bierzesz pieniądze za pozwalanie ludziom na wniesienie paczki. Jeśli spacerujesz do miasta, to przynosisz zawiniątka które Żydzi zostawili u swych chrześcijańskich przyjaciół, etc. I bierzesz za to również łapówkę. Skrótowo mówiąc policja żydowska robi biznes. Domy żydowskiej policji wypełnione są chlebem, masłem (...)Rzeczywiście praca policji to najlepszy środek utrzymania”.
(Tł. JR Nowak; por. Hermann Kruk: “The Last Days of the Jerusalem of Lithuania: Chronicles from the Vilna Ghetto and the Camps”, Paris 1985, s.115 ).
   W innej relacji z dziennika (pod datą 6 stycznia 1942 ) czytamy tekst pt. „Ludzie zabierają od martwych i od żywych” W tekście czytamy m.in: „Ludzie chodzą po domach, a jeśli tylko znajdą całe łóżko, porządny mebel, krzesło, stół, etc. zanotowują to, a następnego dnia przychodzą już żydowscy policjanci i zabierają wszystko, wyjaśniając, że tak nakazali Niemcy. Tego czego nie zabrali bolszewicy za ich dni, a potem Niemcy, i wreszcie Niemcy i Litwini razem, teraz jest zabierane w getcie przez policjantów żydowskich(...) Wielkie ryby z żydowskiej policji „zabawiają się” razem z niemieckimi kolegami z gestapo i innymi. Getto dostarcza... apartamenty szefów, dziewczyny, brandy, ostatnio zorganizowano również orkiestrę dla tych celów(...)”. (Por. tamże s. 160).
     Pod datą 25 stycznia 1942 znajdujemy zapis: „Żydowska siła policyjna w getcie jest wielkim konsumentem. Poza setkami i tysiącami konfiskat złota i pieniędzy zabieranych od mieszkańców getta, budżet policji ma wielki dochód z grzywien. Kary finansowe uderzają w mieszkańców dużo gwałtowniej niż ciosy od Niemców. Ludzi karze się grzywnami pieniężnymi za wszystko”. (Por. tamże, s. 182).
  „Szaberką” zajmowała się głównie żydowska policja.(Z raportu Werkschutzmanna z grudnia 1942 r.) (rel.)
Z rozlicznych relacji przebijają się informacje o wyjątkowych rozmiarach nadużyć i rabunku ze strony żydowskiej policji. W „Archiwum Ringelbluma” znajdujemy datowany na grudzień 1942 roku wymowny raport nie zidentyfikowanego Werkschutzmanna, drążący m.in. wspomniany temat. Według raportu:
„(...) Było nawet wielu tzw. nielegalnych, tzn. ukrywających się, którzy w krótkich odstępach pomiędzy dwiema blokadami wykradali się „na szaberkę”. Głównie rabunkiem zajmowała się żydowska policja, która nie szukając już tak pilnie ludzi, tym pilniej baczyła, by jak najwięcej zrabować. (Podkr.- JRN).Policjanci żydowscy nie nosili pałek za to każdy trzymał na ramieniu siekierę. Upozorowane to było tym, że Niemcy kazali rozbijać drzwi, częściej jednak służyło to do łatwiejszego rabunku.(...)
(Por. „Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie lipiec 1942 - styczeń 1982”, oprac. Ruta Sakowska, Warszawa 1980, s. 150).

Emanuel Ringelblum: „W getcie kradną wszystko” (rel.)
„(...)Żydowska gangsterska policja wykorzystuje każdą sytuację, aby zbijać pieniądze. Ostatnio wymyślili nowy szwindel. W związku z nakręcaniem filmu udają się do właścicieli restauracji i żądają np. na bal, który ma być filmowany, znacznie większej ilości potraw, niż potrzeba w rzeczywistości. Ostatnio przyszli do mieszkania przy Leszno 27 i oświadczyli, że w związku z przystąpieniem do filmowania należy od razu opuścić lokal. Gotowi są wszakże zrezygnować z tego mieszkania za cenę jedynie 50 zł. A tymczasem ściągnęli ze stołu złoty zegarek.(...)
W getcie kradną wszystko, nawet telefony. Monterzy robią następujące kombinacje: za pieniądze wstawiają sklepikarzowi telefon, którego numer skradziono komuś drugiemu. Wydarzyło się to np. w podwórzu Leszno 18. U dra Mesza telefon przestał dzwonić; okazało się, że ten sam numer telefonu miał sklepikarz na tejże ulicy.(...) (Por. Emanuel Ringelblum : op.cit.s.383).

Hillel Seidman o napaściach zbrojnych gangsterów w getcie
   Hillel Seidman w swym dzienniku wspomniał o przejawach bandytyzmu w getcie, pisząc: „Spotykało się w getcie indywidua należące do świata kryminalistów, zbrojnych gangsterów. Nocami podejmowali oni zbrojne napaści skierowane przeciw Żydom. Zagarniali pieniądze z mieszkań, przedstawiając się jako rzekomi emisariusze ruchu oporu, podczas gdy w rzeczywistości „pracowali na własny rachunek”. Wpadając do mieszkań nocą z rewolwerami w dłoni, zagarniali w pierwszym rzędzie ubrania. Wiedzieli bowiem, że Żydzi z getta zwykle zaszywali pieniądze i biżuterię w ubrania, aby ukryć je przed nazistami” . (Tł. JR Nowak; por. Hillel Seidman : „Du fond de l’ abime. Journal du getto de Varsovie”, Paris 1998,s.221).

Żydowskie bandy rabują w getcie (zapiski z dziennika) (rel.)
Sytuację mieszkańców getta pogarszały mnożące się napady różnych band żydowskich. Ich metody działania tak zostały sccharakteryzowane w „Dzienniku z warszawskiego getta” : „Życie tu staje się coraz straszniejsze i niemożliwe do zniesienia. Żyjemy w dżungli, gdzie prawo silniejszej pięści jest jedynym istniejącym prawem. Korzystając z ogólnego chaosu bandy rzezimieszków podszywają się pod bojówkarzy i w imieniu partii, napadają ludzi w biały dzień na ulicach, przychodzą do domów i terrorem wymuszają całe mienie swych bezsilnych ofiar. Napady takie zdarzają się ostatnio coraz częściej, nikt im nie przeciwdziała, nikt nie karze sprawców, w tym ogólnym rozprzężeniu i anarchii, do głosu dochodzą męty społeczne, pozbawione wszelkich skrupułów i wykorzystując przyjazną dla nich sytuację obławiają się, zabierając napadniętym ostatnie uciułane grosze. Ofiara zostaje zaskoczona przeważnie w opuszczonym domu, przez który przechodzi, zaciąga się ją do pustego mieszkania i tu z lufą rewolweru przytkniętą do skroni rozbiera do naga i pozbawia wszystkiego, co przedstawia jakąkolwiek wartość. Któż będzie ingerował? Niemcy, ci tylko z satysfakcją przyjmą do wiadomości, że Żydzi napadają Żydów i niszczą ich w ten, czy w inny sposób., gGładzenie Żydów przez Żydów jest dla nich grą, której przyglądają się nader chętnie. (…) Wysłannicy partii zjawili się u sąsiada. Rozebrano go do naga, a wobec tego, że nie znaleziono nic przy nim, zabrali go ze sobą. To są nowe gangsterskie metody dla wyduszania pieniędzy. Ofiarę się uprowadza na kilka dni, aż rodzina jej nie wykupi. Już nie odróżniam wcale, kiedy działa partia, kiedy znów podszywa się pod nią banda zwykłych rabusiów, bo jedni, jak i drudzy stosują ściśle te same metody. (Wg. „Patrzyłam na usta…Dziennik z warszawskiego getta”, red. Piotr Wieser, Kraków- Lublin 2008,ss.33,35).

Baruch Milch o rabowaniu trupów (rel.)
   Nie wahano się rabować trupów świeżo zamordowanych Żydów. Jeden z najrzetelniejszych pamiętnikarzy żydowskich Baruch Milch wspominał z Bełżca: „(...) w ciemnościach rozpoznałem jak członkowie Judenratu obrobili porozrzucane trupy, przeszukując ich ubrania od stóp do głów”. (Por. Baruch Milch: „Mój testament” w „Karta”, luty 1991, s. 21).
    (Fragment przygotowywanego do druku trzeciego tomu książki „Żydzi przeciw Żydom”. Tom będzie w całości poświęcony Judenratom, żydowskim kapo i donosicielom.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz