))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

sobota, 8 września 2018

Rozbić fałszywe mity o stosunkach polsko-żydowskich (IV) cz.2

Dominacja Żydów w KPP

Szczególnie fatalne skutki dla postrzegania Żydów w Polsce przyniosły związki ich znacznej części z Sowietami. Swego rodzaju symbolem tych związków był fakt, że w samozwańczym rządzie probolszewickim w Białymstoku wielką rolę grało dwóch towarzyszy żydowskiego pochodzenia: Feliks Kon i Józef Unszlicht (później zastępca F. Dzierżyńskiego w Czeka.). Innym symbolem był fakt, że żydowski komunista Adolf Warski (Adolf Jerzy Warszawski) był najbardziej znanym przywódcą Komunistycznej Partii Polski, „partii zdrady narodowej”. Komunistyczny Historyk Henryk Cimek ustalił, że „w 1935 roku „w aktywie terenowym było 54% Żydów, w aktywie technicznym 75%. Żydzi stanowili 90% oskarżonych w procesach komunistów”. (Cyt. za: Mieczysław Ryba: „Naród i polityka”, Lublin 1999, s. 96). Żydowski badacz J. Schatz pisał: „Dramatycznie wzrosło członkostwo Żydów w komunistycznej organizacji w Warszawie, z 44 procent w 1930 do 65 procent w 1937 roku (w 1930 żydzi stanowili 51 procent KZMP (Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej), podczas gdy etniczni Polacy tylko 19 procent (...) żydowscy komuniści stanowili 54 procent aktywnego kierownictwa KPP w 1935”.

Wielka, wręcz dominująca rola w KPP polityków pochodzenia żydowskiego, obojętnych wobec polskich interesów narodowych, była tym bardziej haniebną w sytuacji, gdy partia ta pod naciskiem stalinistów ze Związku Sowieckiego popierała najbardziej nawet agresywne roszczenia niemieckie wobec Polski. Dość przypomnieć, co pisał na temat poparcia KPP dla roszczeń niemieckich były przywódca PZPR Władysław Gomułka w swych pamiętnikach - o antypolskim stanowisku KPP w jej uchwałach dotyczących Górnego Śląska, Pomorza i Gdańska. (Por. W. Gomułka: „Pamiętniki”, red. nauk. Andrzej Werblan, Warszawa 1994, t. I, s. 382). Gomułka zacytował tam m.in. szkaradne antypolskie sformułowania z projektu programu KPP w 1934 r.: „Burżuazja polska włada również na mocy imperialistycznych podbojów i traktatów Górnym Śląskiem i „korytarzem”, ciemięży „Wolny Gdańsk” (...) W stosunku do Górnego Śląska i do Pomorskiego Korytarza zwycięski proletariat polski przekreśli orzeczenia imperialistycznych traktatów i zapewni ludności tych ziem prawo samookreślenia aż do oderwania od Polski. W stosunku do Gdańska KPP zwalcza narzucone mu jarzmo Polski i Ligi Narodów, zwalcza aneksjonistyczną politykę imperializmu polskiego i uznaje prawo ludności gdańskiej, siłą oderwanej od Niemiec do ponownego złączenia się z Niemcami”. (Por. tamże, s. 365). I takie to tezy głosiła KPP w rok po zwycięstwie Hitlera w Niemczech!

Destrukcyjna rola I.Grünbauma

Dodajmy do tego nader destrukcyjną role przywódcy posłów żydowskich w Kongresówce Icchaka Grünbauma. W odróżnieniu od szukających jakiejś formy porozumienia z polskimi politykami posłów żydowskich z Galicji, zajmował on wciąż skrajnie nieprzejednaną postawę wobec Polaków. Właśnie Grünbaum odegrał szczególnie wielką rolę w stworzeniu, głównie we współdziałaniu z działaczami mniejszości niemieckiej, tzw. Bloku Mniejszości Narodowych. W żadnym razie nie było to nic „państwowotwórczego”, wręcz przeciwnie. Wspomniany już historyk żydowski E. Mendelsohn twierdził w odniesieniu do czasów II RP, że „najbardziej naturalnym sojusznikiem Żydów” była inna rozproszona w Polsce narodowość - Niemcy”. (Por. E. Mendelsohn: „Zionism...”, op.cit., s. 135)., Otóż tego typu sojusznik Żydów mógł budził tylko tym większą zrozumiałą nieufność po stronie polskiej i podejrzenia co do siły poczucia „państwowotwórczego” wśród Żydów.

Prawdą jest, że wśród żydowskich środowisk politycznych trwał ciągle bój o charakter stosunku do Polski i Polaków. Antypolskim jątrzeniom Grünbauma ciągle przeciwstawiali się Żydzi z terenów dawnej Galicji na czele ze słynnym posłem Leo Reichem. Niestety w 1929 r. Reich nagle zmarł w czasie operacji przeprowadzonej przez kolegę lekarza, następnego na liście kandydatów do Sejmu po Reichu. Po operacji i śmierci Reicha „zręczny” chirurg wszedł na jego miejsce do Sejmu.

Niektórzy żydowscy posłowie występowali na forum sejmowym głównie z różnymi agresywnymi filipikami i pretensjami, których gwałtowna forma nie sprzyjała pozyskiwaniu im aliantów po polskiej stronie. I to nawet wśród polskiej lewicy, którą niejednokrotnie w enuncjacjach (np. I. Grünbauma) traktowali jako potencjalnego sojusznika. Jeden z czołowych polityków lewicy w II Rzeczpospolitej Stanisław Thugutt stwierdził jako prezes Klubu Poselskiego PSL „Wyzwolenie” w polemice z wystąpieniami posłów z Klubu Żydowskiego (19 czerwca 1923 r.): „(...) I ta właśnie falanga nieustannych kłamstw, oszczerstw, jakie na Polskę spadały, niewątpliwie nie mogła ustalić dobrych stosunków między Polską a Żydami. Otóż ja nie chcę w tej chwili prawować się z Panami, nie chcę o nic oskarżać, nie chcę wdawać się w żadne spory. Muszę jednak stwierdzić, że ta niesłychana namiętność, z jaką rzucacie oskarżenia - już nie na jedną klasę, nie na stronnictwa, ale na całe Państwo Polskie, nie pozwoli nawet członkom lewicy podtrzymać złożonego przez Panów wniosku”. (Por. S. Thugutt: „Wybór pism i autobiografia”, Glasgow 1943, ss. 181-182).

Jątrzące działania Grünbauma et consortes nie przyniosły niczego dobrego polskim Żydom, tylko zatruły na trwałe ich stosunki z Polakami. Lider najagresywniejszych Żydów, nieprzejednanych wobec Polski I. Grübaum po latach sam uznał kompletne fiasko swej napastliwej polityki wobec Polaków. Osobiście przyznał, że jego idea Bloku Mniejszości Narodowych „dała jak najgorsze dla Żydów wyniki”. (Cyt. za. Dr M. Kaufman: „Krytyka polityki żydowskiej”, Warszawa 1937, s. 35.) Grünbaumn przyznał również, że narodowa polityka Żydów przyczyniła się do „wykopania przepaści między Żydami a Polakami”. (Por. tamże, s. 35 ).

W zagranicznej prasie żydowskiej pojawiały się ciągle nowe kłamstwa na temat rzekomej dyskryminacji Żydów w Polsce. Była już mowa o opublikowanej w Londynie w tygodniku „Jewish Chronicle” z dnia 14 lutego 1919 r. wiadomości pt. „Norma procentowa w Krakowie”, jakoby na Uniwersytecie Jagiellońskim wszedł w życie nowy specjalny przepis, na mocy którego odsetek nowo przyjętych studentów żydowskich nie może przekraczać 5% studentów nie-żydowskich, co było hucpiarskim fałszem. Przypominając, że ta fala brudnych oszczerstw żydowskich wlecze się za nami już ponad sto lat, od początków pierwszej wojny światowej aż po inwektywy dzisiejszego premiera Izraela Netanjahu i prezydenta Reuvena Rivlina, zapytajmy, kiedy wreszcie znajdą się uczciwe środowiska żydowskie gotowe do przeproszenia Polaków za rozliczne kalumnie.
Profesor Norman Davies przypomniał w swym „Bożym Igrzysku” opinię Sir Horace Rumbolda, ambasadora W. Brytanii w Polsce w 1920 r., który stwierdził bez ogródek: „Bardzo mało korzyści przynosi Żydom wybieranie jako przedmiotu krytyki i zemsty jedynego kraju, w którym zapewne najmniej ucierpieli”. (Cyt. za N. Davies: „Boże Igrzysko”, Kraków 2007. s. 741).

Rola Żydów asymilatorów w III RP

Różnorodność postaw Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej była bardzo barwna i ogromnie zróżnicowana. Nie można ulegać czarnemu obrazowi ich stosunku do Polski wyłącznie na podstawie wielkich rozmiarów dywersyjnej żydokomuny czy skandalicznych antypolskich ekscesów fanatyków spod znaku I. Grünbauma. Wspominałem już o żydowskich środowiskach i partiach politycznych typu Agudy, które konsekwentnie chciały dogadywać się z Polakami i były lojalne wobec Rzeczypospolitej. Na szczególne podkreślenie zasługuje jednak rola propolskich Żydów - asymilatorów. Stanowili oni tylko ok. 10 procent ludności żydowskiej, ale mieli tym większe znaczenie, jako że należała do nich wielka część ówczesnych żydowskich elit. Dość przypomnieć takie nazwiska jak poeci: Antoni Słonimski, Julian Tuwim i Boleslaw Leśmian, a także dramaturg Brandstater. Mało pamięta się dziś, że do Żydów - asymilatorów zaliczał się słynny doktor Janusz Korczak, który wraz z wychowanymi przez niego dziećmi trafił do obozu zagłady. Dr Korczak należał do bliskiego otoczenia Marszałka Józefa Piłsudskiego i całkowicie utożsamiał się z polskością i polską kulturą. W jednym z opowiadań dość szyderczo wypowiedział się o żydowskim żargonie - jidish. Asymilatorzy odgrywali prawdziwie dużą rolę w polskim życiu naukowym i kulturalnym międzywojennego dwudziestolecia. Po drugiej wojnie światowej byli jednak przemilczani lub deprecjonowani w większości polskich publikacji żydowskich, pisanych wyraźnie z pozycji lewicowego syjonizmu. Dość przypomnieć tego typu przemilczenia w syntezie „Najnowsze dzieje Żydów w Polsce”, wydanej pod auspicjami skrajnego fałszerza w duchu syjonistyczno-postkomunistycznym łże-profesora Jerzego Tomaszewskiego.

Największym publicznym zamanifestowaniem siły tendencji ruchu asymilatorów był zorganizowany w Warszawie w dniach 10-12 maja 1919 roku zjazd organizacji, reprezentujących asymilatorów ze wszystkich zaborów. Był to zjazd Żydów patriotów polskich wyznania mojżeszowego. Dzień przed zjazdem delegacja asymilatorów została przyjęta przez samego Józefa Piłsudskiego. Na zjeździe, któremu przewodniczył poseł Nathan Loewenstein powołano do życia Zjednoczenie Polaków Wyznania Mojżeszowego Wszystkich Ziem Polskich. W czasie zjazdu bardzo ostro napiętnowano różne próby narzucania Polsce z zewnątrz regulacji żydowskiej kwestii w Polsce w sposób ingerujący w suwerenność Polski. W referacie jednego z najwybitniejszych asymilatorów Kazimierza Sterlinga (bezczelnie pominiętego w drugim tomie „Słownika Judaistycznego”) szczególnie mocno potępiono wszystkie projekty zmierzające do zapewniania środowiskom żydowskim pozycji państwa w państwie, począwszy od osławionych nikczemnych koncepcji Judeo-Polonii. Sterling potępił również rozliczne nietaktowne wystąpienia Żydów wobec Polaków i „hałaśliwą propagandę nacjonalistyczną, prowadzoną przez żargonowe pisma żydowskie”. (Por. „Pamiętnik I Zjazdu Zjednoczenia Polaków Wyznania Mojżeszowego Wszystkich Ziem Polskich”, Warszawa 1919, s. 28).
Uczestnicy zjazdu zdecydowanie odcinali si od wszystkich tych Żydów, którzy ustosunkowali się obojętnie lub wręcz niechętnie do sprawy polskiej, zwłaszcza na Kresach Wschodnich. Tym mocniej uwypuklano za to postawy tych osób pochodzenia żydowskiego, które jednoznacznie zaangażowały się po stronie walczącej Polski, tak jak ówczesny rektor Uniwersytetu Lwowskiego prof. Adolf Abraham Beck oraz przywódca żydowskiej młodzieży Gerfein. Podobną wymowę wyrażały liczne depesze i listy nadesłane do uczestników zjazdu, Typowe pod tym względem były słowa depeszy dr Marka Amsztajna z Lublina: „Potępiając wszelkie roszczenia nacjonalistów żydowskich z całego serca witam Zjazd, dążący do podporządkowania Żydów idei państwowości polskiej”. Na zakończenie trzydniowego zjazdu wszyscy jego uczestnicy wznieśli okrzyk „Niech żyje Polska”. Jakże brak nam dziś takich Żydów w czasach prosperowania A. Michnika, D. Warszawskiego, P. Śpiewaka, czy A. Holland!

Liczni asymilatorzy zdobyli wysokie pozycje w życiu publicznym Drugiej Rzeczypospolitej. Świetną karierę zrobił m.in. Henryk Janusz Rajchman (1893--1951), były oficer Legionów, major dyplomowany WP. Już w grudniu 1922 r. należał do grupy piłsudczyków, która przejęła centralne ogniwa aparatu państwowego bezpośrednio po zamordowaniu prezydenta Gabriela Narutowicza. W latach 1933-1934 Rajchman był wiceministrem, a w latach 1934-1935 ministrem handlu i przemysłu. Później w czasach wojny należał w lipcu 1943 r. do współzałożycieli Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Prawdziwym skandalem był fakt, że ten tak wybitny Żyd - asymilator został całkowicie pominięty w tendencyjnym, opracowanym z żydowskich pozycji nacjonalistycznych „Słowniku Judaistycznym”, wydanym w Warszawie w 2003 r.

Bardzo wpływową pozycję w życiu publicznym Drugiej Rzeczypospolitej zdobył również inny asymilator, prawnik, poseł i senator Henryk Loevenherz. W czasie pierwszej wojny światowej był on aktywnie zaangażowany w akcji na rzecz Legionów Polskich. Później w czasie walk polsko-ukraińskich o Lwów, zachował się zdecydowanie odmiennie od postawy większości Żydów lwowskich, akcentujących swą neutralność w czasie walk lub wręcz wspierających Ukraińców. Był zdecydowanie zaangażowany po stronie polskiej. Jako delegat Polskiej Partii Socjaldemokratycznej był współtwórcą i członkiem Rady Naczelnej Obrony Lwowa. Później został odznaczony Krzyżem Obrony Lwowa z mieczami i honorową odznaką „Orlęta”. Po wojnie w czasie konferencji pokojowej w Wersalu prowadził zabiegi o korzystne dla Polski ustalenie jej wschodniej granicy. Uznał stanowisko PPS za nie dość zdecydowanie popierające polską rację stanu i ostatecznie wystąpił z PPS przed wyborami sejmowymi w 1922 r. Odtąd coraz bardziej przesuwał się na prawo, popierając koncepcje Piłsudskiego. Od 1928 r. był wiceprezesem Instytutu Badań Spraw Narodowościowych w Warszawie,. W 1930 r. został wiceprezesem klubu parlamentarnego BBWR i przewodniczył senackiej Komisji Spraw Zagranicznych. Przewodniczył również polskiej grupie Unii Międzyparlamentarnej. Był współzałożycielem i prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ligi Narodów. Ten wybitny Żyd, polski patriota, podobnie jak Rajchman, został skandalicznie pominięty we wspomnianym „Słowniku Judaistycznym”.

W odniesieniu do Drugiej Rzeczypospolitej niejednokrotnie upowszechnia się fałszywe informacje o różnych wymyślonych przejawach dyskryminacji Żydów, głosząc, jakoby nie było wówczas w Polsce Żydów profesorów. Kłamano tak, pomimo faktu, że w II RP było wielu znaczących profesorów pochodzenia żydowskiego, choćby profesorowie Szymon Askenaqzy, Marceli Handelsman, Ludwik Hirszfeld. Szczególnie chętnie nagłaśniano oszczerstwo, jakoby Żyd nie mógł być oficerem w polskiej armii. Tak twierdzono np. w wydanej w w 1987 r. w Niemczech obszernej publikacji E. R. Wiehna „Kaddish” o zagładzie Żydów na terytorium Polski. W Polsce do najgorszych oszczerców na ten temat należał związany z „Gazetą Wyborczą” lewak i szowinista żydowski Dawid Warszawski, syn wypróbowanego agenta sowieckiego w USA Geberta. (Por. moją książkę „Czerwone Dynastie” ). Warszawski w dodatku „Ex libro” do „Życia Warszawy” z 26 lipca 1996 r. w tekście pt. „Biedni chrześcijanie patrzą na Kielce” posunął się do oszczerstwa, iż w „w Polsce międzywojennej Żyd nie mógł prawie nigdy zostać wyższym urzędnikiem, oficerem, sędzią”. (Podkr.-JRN). Oszczerstwo Warszawskiego o tym, że Żyd „nie mógł prawie nigdy” zostać oficerem najlepiej obala przypominana przez licznych autorów informacja, że w Katyniu zginęło około 400 oficerów - Żydów. Dodajmy do tego choćby wspomnienia pisarza żydowskiego pochodzenia Mariana Brandysa, który pisał, że w jednym z niemieckich obozów było wraz z nim około 80 oficerów pochodzenia żydowskiego.

Wielu z oficerów żydowskiego pochodzenia, na ogół wywodzących się ze środowiska asymilatorów zaczęło karierę wojskową jeszcze w legionach Piłsudskiego. Tak jak choćby podpułkownik WP A. Bertold (Menkes) Merwin, autor wydanej w 1915 r. w Wiedniu książki „Legiony w Karpatach”, a wspólnie z J. Kaden-Bandrowskim książki „Polnische Legionen 1914-1915”. (Por. szerzej na temat działalności twórczej B. Merwina, w tym jego książki „Syjoniści”, ostrzegającej Polaków przed zakamuflowanymi wrogami Polski - w mojej publikacji „Przemilczani obrońcy Polski”, Warszawa 2003, ss. 30-31). Andrzej Wróblewski, znany krytyk teatralny pochodzenia żydowskiego, autor jednej z obiektywniejszych książek o stosunkach polsko - żydowskich „Być Żydem”, pisał na temat marszałka Józefa Piłsudskiego: „Był gwarantem praw obywatelskich dla Żydów. W organizowanych przez niego Legionach, które stanowiły zaczątek armii polskiej, nie pytano o pochodzenie. Byli tam oficerowie Żydzi i to w najbliższym jego otoczeniu. Do ostatniej wojny przetrwał na ważnym stanowisku dowódcy krakowskiego okręgu wojskowego generał Bernard Mond, Żyd”.

Generał brygady Bernard Stanisław Mond był chyba najsłynniejszym wojskowym żydowskiego pochodzenia w armii II RP. W listopadzie 1918 r. był dowódcą odcinka „Cytadela” w walce z Ukraińcami we Lwowie. Od lipca 1920 r. dowodził 205. pułkiem piechoty w czasie walk z bolszewikami nad Wkrą, Niemnem i na Grodzieńszczyźnie. W 1939 r. dowodził 6. dywizją piechoty w walkach pod Pszczyna i w bitwie w Lasach biłgorajskich. Polonijny działacz Australii Marian Kałuski w ciekawej, ale przemilczanej w Polsce, książce „W podzięce i ku pamięci Jankielom” (Warszawa 2001, ss. 88 i 148) wymienił dwóch innych zasłużonych generałów żydowskiego pochodzenia: Jakuba Mariana Krzemińskiego i Wilhelma Rückemanna. J. M. Krzemiński już w czerwcu 1919 r. uzyskał stopień generała brygady, w latach 1926-1930 był prezesem Najwyższego Sądu Wojskowego, a od 1930 do 1939 r. prezesem Najwyższej Izby Kontroli. W. Rückemann, generał brygady od 1933 r., w 1939 r. został dowódcą Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP-u).

Znacząca karierę w życiu Drugiej Rzeczypospolitej zrobił Mieczysław Kaplicki (pierwotnie Maurycy Kapellner), działacz społeczno-polityczny, lekarz dermatolog. Kaplicki ukończył kampanie 1914-1916 w Legionach w stopniu podpułkownika. Od 1926 r. kierował zza kulis całą polityką komunalną w Krakowie. W 1933 r. został wybrany prezydentem Krakowa. Kolejny raz wybrany prezydentem Krakowa w 1934 r., zarządzał nim do lutego 1939 r. Według przywódcy opozycji z PPS - J. Stańczyka Kaplicki miał jako prezydent wielkie zasługi dla miasta. Inny oficer żydowskiego pochodzenia - płk. Mieczysław Wyżeł- Ścieżyński doszedł do funkcji szefa Agencji Prasowej i Publicystycznej „Iskra”. Asymilator - podpułkownik Anatol Minkowski został dyrektorem Polskiego Instytutu Rozrachunkowego. Jego brat - Paweł Minkowski, jeden z najbardziej wpływowych posłów BBWR, od 1930 r. był przewodniczącym Komisji Przemysłowo-Handlowej w Sejmie.

Znamienne, że zarówno prezydent Krakowa M. Kaplicki, jak i płk. M. Wyżeł-Ścieżyńskii, ppłk A. Minkowski i poseł P. Minkowski zostali całkowicie pominięci w „Słowniku Judaistycznym”. Pominięty został również inny wybitny polski patriota pochodzenia żydowskiego Anatol Muhlstein zaprzyjaźniony z J. Pilsudskim - przez lata dyplomata II RP. W tym samym „Słowniku” nie zabrakło jednak miejsca dla najgorszych zbrodniarzy żydowskiego pochodzenia, katów Polaków: J. Bermana, L. Brystygierowej, J. Różańskiego (Goldberga). Czyżby ci żydowscy zbrodniarze byli bliżsi żydowskim nacjonalistom redagującym „Słownik Judaistyczny” od wybitnych polskich patriotów pochodzenia żydowskiego? Pikanterii całej sprawy dodaje fakt, że tych tak rażących dysproporcji i pominięć nie dopatrzyli się sponsorzy „Słownika Judaistycznego”: Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Ministerstwo Kultury i Sztuki, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Komitet Badań Naukowych, Gmina Warszawa Centrum, Polski Komitet do Spraw Unesco i in. I tak to polskie publiczne pieniądze wydaje się na dofinansowywanie publikacji przygotowanej z żydowskich pozycji nacjonalistycznych i świadomie pomijających polskich patriotów żydowskiego pochodzenia. W jakim kraju my żyjemy?

Zdecydowanie najlepszy ówczesny polski tygodnik kulturalny „Wiadomości Literackie”, znakomicie redagowany przez polskiego wydawcę żydowskiego pochodzenia, Mieczysława Grydzewskiego, miał wśród swych współpracowników całą plejadę wybitnych twórców z nurtu Żydów asymilatorów, w tym Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima. Ich działania i wielka integracja z polskością budziły jednak skrajną agresywną niechęć żydowskich szowinistów, atakujących ich wciąż za rzekomą „kulturalną i naukową dezercję” z życia żydowskiego,. Ataki te wywołały w końcu bardzo ostre riposty rozzłoszczonego na żydowski fanatyzm świetnego pisarza, poety i felietonisty, Antoniego .Słonimskiego. Żona Jarosława Iwaszkiewicza - Anna Iwaszkiewiczowa zanotowała w swym dzienniku pod datą 15 września 1923 r., jak Słonimski, skrajnie poirytowany żydowskimi atakami i nietolerancją wobec Żydów asymilatorów, wykrzyknął w pewnej chwili: „Psiakrew, żydostwo się panoszy, jestem Polakiem, katolikiem i endekiem”. (Podkr.-JRN). Paradoksalnie mocne słowa ze strony intelektualisty żydowskiego pochodzenia! W niewiele miesięcy później Słonimski szczególnie dotkliwie odczuł na własnej skórze skutki wybujałej drażliwości narodowej niektórych Żydów z kręgów artystycznych. Stało się to po opublikowaniu przez niego artykułu negatywnie oceniającego wystawę prac Henryka Berlewiego, otwartą w marcu 1924 r. Natychmiast znalazła się grupa Żydów, którzy oskarżyli Słonimskiego o antysemityzm (!) z powodu krytyki prac artysty żydowskiego. A. Iwaszkiewiczowa odnotowała w swych dziennikach uwagi o starciu Słonimskiego z generacją żydowskich artystów, „którzy swą ordynarnością i blagą starają się tyle hałasu urządzić w Warszawie”. Komentowała: „Zawsze nie znosiłam całej tej bandy i nigdy nie chciałam, żeby mi kogokolwiek z nich przedstawiano. Oni po prostu wszyscy nie mogą znieść i strawić tego, że Tolek (Słonimski-JRN) czuje się Polakiem. Nie mogą mu wybaczyć tego, że w ich produkcjach wytknął im wszystkie charakterystyczne cechy narodowe. Tolek mówi, że najwięcej w tym wszystkim oburza go i irytuje ta niesłychana bezczelność, i to, że według nich są nietykalni. Można krytykować wszystkich: Francuzów, Niemców, Rosjan, ale nie Żydów”. (Por. A. Iwaszkiewicz: „Dzienniki”, Warszawa 1993, s. 36 ).

Oburzony na fanatycznych żydowskich krytyków, Słonimski opublikował wówczas w „Wiadomościach Literackich” (nr 35 z 31 sierpnia 1924 r.) bardzo głośny wówczas artykuł: „O drażliwości Żydów”. Napisał w nim wprost, bez ogródek: „Prócz wstrętu, budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Naród który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić”. (Podkr.-JRN).

Przeciw kłamstwom o dyskryminowaniu Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej
 
Zagraniczni i krajowi propagatorzy antypolonizmu upowszechniają oszczerczą wizję Drugiej Rzeczypospolitej jako kraju „antysemickiego, skompromitowanego okrutnymi prześladowaniami Żydów”, a nawet licznymi pogromami. Niektórzy z rzeczników żydowskiego antypolonizmu, typu Celii S. Heller czy Pawła Korca (przed wyjazdem na Zachód dogmatycznego historyka marksistowskiego, stryja b. męża prof. Jadwigi Staniszkis) posuwają się wręcz do stwierdzeń, iż atmosfera antyżydowskich prześladowań w Polsce międzywojennej rzekomo przygotowała „odpowiedni” grunt dla eksterminacji Żydów przez nazistowskie Niemcy, zepchnęła biednych Żydów na „skraj katastrofy”. (Szerzej przedstawię te żydowskie oszczerstwa w drugiej części mego szkicu). Absurdalnym kłamstwom tego typu zaprzeczali zarówno uczciwi autorzy żydowscy typu słynnego asymilatora Józefa Lichtena, jak i liczni obiektywni zachodni badacze polskiej historii (m.in. prof. N. Davies, Richard C. Lukas ). Już w latach 20. i 30.-tych XX wieku nie brakowało wybitnych autorów zachodnich, piętnujących skrajne filosemickie fałsze antypolonizmu m.in., słynny pisarz angielski Gilbert Keith Chesterton, Karol Sarolea z Edynburga, ambasador Francji w Polsce Leon Noel.
Angielski autor Raymond Leslie Buell tak pisał w wydanej pod koniec lat 30. XX wieku książce o Polsce na temat stosunku Polaków do Żydów: „Podczas gdy niektórzy Żydzi twierdzą, że rząd przeszkadza w asymilacji, niewiele jest wątpliwości, że najpotężniejszym czynnikiem oddzielającym Żydów od Polaków jest typ ortodoksji, która dominowała u wielkiej części żydowskiej ludności. Zagraniczny obserwator jest bez wątpienia uderzony przez gotowość zwykłego Polaka do akceptowania zasymilowanego czy ochrzczonego Żyda jako równego sobie. W departamentach rządu, w armii, bankach i w gazetach znajdują się ochrzczeni Żydzi na ważnych stanowiskach. Klasa, która w nazistowskich Niemczech jest poddana bezwzględnym prześladowaniom, w Polsce jest w pełni akceptowana (...) w polskiej postawie wobec Żydów widać w mniejszym stopniu spojrzenie ze względów rasowych niż u innych narodów”. (Por. R. L. Buell: „Poland, key to Europe”, London 1938, s. 296).

Ambasador L. Noel o złożoności problemu żydowskiego w Polsce

Problemy stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej były ogromnie skomplikowane i trudne do rozwiązania. Jakże wymowne pod tym względem były uwagi ambasadora Francji w Polsce lat 30--tych Leona Noela. Pisał on: „W 1935 r. ilość Żydów w Polsce przekraczała trzy i pół miliona na przeszło 33 miliony ogółu ludzi (...) Ten, kto w okresie międzywojennym nie podróżował po dawnych zaborach rosyjskim i austriackim, kto nie widział w każdej większej wsi, miasteczku czy mieście, niezliczonej ilości Żydów pomieszanych z ludnością chrześcijańską i żyjących z niej, Żydów brudnych, brodatych, wynędzniałych, nerwowo poszukujących jakiegokolwiek zarobku lub stojących na progu domostw i pogrążonych w marzeniach mesjanistycznych czy kupieckich, ten nie zrozumie nigdy, czym był w rzeczywistości problem żydowski w Europie. Wielkie mocarstwa okazały się bardzo nieprzewidujące, nie zająwszy się nim w odpowiednim czasie. W tych okolicach Żydzi opanowali całkowicie niektóre rzemiosła (....) Kwestia żydowska była zatem sprawą nie tyle wyznaniową i rasową, lecz raczej społeczną, gospodarczą”. (Por. L. Noel: „Agresja niemiecka na Polskę”, Warszawa 1966, ss. 32,330.,
 
Uczciwi żydowscy i zagraniczni obserwatorzy sytuacji Żydów w Polsce dobrze widzieli, o ileż lepszy był prawdziwy obraz ich losu od obrazu kreślonego przez krajowych i zagranicznych wrogów Polski. By przypomnieć w tym względzie jakże wymowne zapiski z dziennika niemieckiego Żyda z Wrocławia - Waltera Tauska „Dżuma w mieście Breslau”. Oto, co pisał on np. na s. 66 pod data 14 marca 1933 r.: „Polska nie zna pojęcia „wschodni Żyd”, bo każdy polski Żyd jest obywatelem polskim ochranianym przez swój rząd”. Pod datą 4 kwietnia 1933 r. Tausk pisał: „W Katowicach odbyły się masowe demonstracje przeciw Rzeszy niemieckiej i jej rządowi. W obronie Żydów! I to się dzieje w Polsce! Na s. 83 pod datą 1 maja 1933 r. Tausk pisał: „W Polsce trwają zebrania protestacyjne (...) Rząd Polski jest na wskroś filosemicki i to mówi samo za siebie”.
Dlaczego więc w tej sytuacji i tak niektórzy Żydzi polscy piętnowali stosunki w Polsce? 

Może najlepiej wyjaśni to zapisane pod datą 15 maja 1936 r. inne stwierdzenie Tauska, który jak widać aż za dobrze poznał różnych ówczesnych J. T. Grossów: „Wśród Żydów znowu rej wodzą „100-procentowi” Żydzi ze wschodniej Europy, przede wszystkim polscy Żydzi, ci nadsyjoniści, którzy wszędzie na kuli ziemskiej wytwarzają antysemityzm”. (Podkr.-JRN). (Por. W. Tausk: „Dżuma w mieście Breslau”, wybór, przekład i oprac. R. Kincel), Warszawa 1973, s. 155).

Co przemilczał Marek A. Chodakiewicz?

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak bardzo po macoszemu jest od dziesięcioleci traktowana w Polsce problematyka stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej. Na Zachodzie ukazały się na ten temat liczne książki, niestety głównie pisane przez autorów żydowskich deformujących prawdziwy obraz losów Żydow w ówczesnej Polsce (vide choćby książki Heller i Korca ). W Polsce poza ciekawymi wycinkowymi obrazami sytuacji Żydów, choćby w tekstach M. Ryby czy Z. Zaporowskiego ciągle brak pełnej syntezy historii stosunków polsko-żydowskich w latach 1918-1939. Niestety w żadnym stopniu nie spełnia tej roli opracowany przez Marka A. Chodakiewicza 90 -stronicowy zapis tej historii w jego grubaśnej książce „Żydzi polscy 1918 – 1955”, Warszawa 2000. Chodakiewicz jest niewątpliwie dobrym badaczem historii stosunków polsko-żydowskich czasu drugiej wojny światowej i pierwszych lat powojennych; ma w tych sprawach wiele do powiedzenia. Niestety, jak to już pisałem w „Nowych kłamstwach Grossa” (Warszawa 2006, s. 6) wyraźnie nie ma pojęcia o prawdziwej historii lat 1918 -1939. Jako specjalista badający od dziesięcioleci tematykę stosunków polsko-żydowskich muszę niestety skonstatować, że to, co Marek A. Chodakiewicz napisał na około 90 stronach swej książki o stosunkach polsko-żydowskich w latach 1918-1939, jest niebywałym wprost partactwem, wynikającym z prawdziwie nikłej jego wiedzy o historii tamtego okresu. Faktycznie pominął 95 proc ważnych informacji do historii tego okresu. Zacznę od tego, że Chodakiewicz nie napisał ani jednego zdania o tak ważnym temacie jak żydowskie działania odśrodkowe wobec państwa polskiego w pierwszym okresie kształtowania naszej niepodległości po listopadzie 1918 r. Nie dowiemy się u Chodakiewicza dosłownie nic o poparciu środowisk żydowskich dla Ukraińców, Litwinów, czy Niemców w sporze o granice z Polską. Nie dowiemy się nic o wielkiej żydowskiej antypolskiej kampanii propagandowej w czasie konferencji w Wersalu, czy o antypolskiej roli Namierowskiego-Namiera przy boku Lloyd George’a. Nie dowiemy się nic o narzuceniu nam przez naciski żydowskie krzywdzącego traktatu mniejszościowego, traktacie krytykowanym m.,in. przez uczciwych polskich patriotów żydowskiego pochodzenia. Nie dowiemy się o tak szerokich rozmiarach żydowskiego wsparcia dla najazdu bolszewickiego. Chodakiewicz nie zatroszczył sie nawet o pokazanie wielkich podziałów wśród środowisk żydowskich w stosunku do Polski, nie pokazał sylwetek czołowych przedstawicieli dwóch głównych nurtów polityki żydowskiej w tej sprawie. Myślę tu o przywódcy absolutnie wrogiego Polsce nurtu I. Grünbaumie i przywódcy nurtu Żydów, chcącego dogadania się z Polską - Leo Reichu. Z książki Chodakiewicza czytelnik nic się nie dowie o bardzo przychylnej dla Żydów polityce Józefa Piłsudskiego i powołanego przez niego w 1926 r. pierwszego rządu Bartla,. Nie dowie się o udzieleniu w Polsce schronienia 600 tysiącom Żydów, uciekających z Rosji w czasie rosyjskiej wojny domowej i po jej zakończeniu. Nie dowie się też o nazbyt pochopnym przyznaniu im polskiego obywatelstwa. Nie dowie się o tak ważnych sprawach jak kolejne misje zagraniczne dla zbadania sytuacji Żydów w Polsce - misji Morgenthau i M. Samuela. Nie dowie się o stworzonym z inicjatywy I. Grünbauma Bloku Mniejszościowym, godzącym w interesy Polski, Nie dowie się również nic o zdradzieckiej antypolskiej roli czołowych żydowskich komunistów: Feliksa Kona, Józefa Unszlichtga czy Adolfa Warskiego.

Z książki Chodakiewicza nie dowiadujemy się nic o roli Żydów - asymilatorów w życiu publicznym (generał Mond, prezydent Krakowa Kaplicki, minister Rajchman), w życiu kulturalnym („Wiadomości Literackie” - najlepszy polski tygodnik kulturalny, zdominowany przez Żydów, takich jak A. Słonimski, czy J. Tuwim). Nie dowiemy się nic o roli w życiu naukowym takich historyków jkak profesorowie Szymon Askenazy, Marceli Handelsman czy słynny lekarz profesor Ludwik Hirszfeld. Nie dowiemy się o burzliwych sporach sejmowych wokół tematyki żydowskiej, i to zarówno sporach między posłami polskimi i żydowskimi, jak i sporach między żydowskimi antypolskimi fanatykami typu I. Grünbauma z żydowskimi rzecznikami dogadania się z Polską, typu L. Reicha. Nie dowiemy się prawie nic o wybitnych zachodnich i żydowskich autorach prostujących kłamstwa o rzekomej dyskryminacji narodowościowej i rasowej Żydów w Polsce lat 1918-1939. Nie dowiemy się nic o ostrych wystąpieniach policjantów sanacyjnych i polityków polskich przeciwko środowiskom narodowym w związku z ich akcjami wobec Żydów. Nie dowiemy się o niebywałej wprost wyjątkowości praw żydowskich w Polsce na tle ogromnej części innych krajów Europy, o czym pisali tak wybitni żydowscy badacze historii lat 1918-1939 jak profesor E. Mendelsohn czy prof. J. Goldberg. Nie dowiemy się o wypędzeniu do Polski w październiku 1938 roku przez Niemców w ramach tzw. Polenaktion  ok. 17 tysięcy Żydów nie posiadających obywatelstwa niemieckiego, i o udzieleniu im schronienia w Polsce po pobycie w obozie internowania w Zbąszyniu.

Z tekstu M. A. Chodakiewicza dowiemy się za to wiele rzeczy nie mających nic wspólnego z poruszanym tematem - np. co staruszek K. Marks myślał o Żydach, o encyklice papieża Leona XIII z 1884 o liberałach, o stosunku Hitlera do Kościoła, o separacji etniczno-rasowej w USA, o bójkach między chłopami w Godziszewie, o antyżydowskich ekscesach w Londynie w 1935 r, etc., etc. Wszystko to typowe temaciki zapchajdziury, mające przesłonić nikłą wiedzę Chodakiewicza o historii lat 1918-1939. .
Przedstawiany przeze mnie w tym i w kolejnych numerach „Magna Polonii” kilkuczęściowy szkic o stosunkach polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej stanowi próbę wypełnienia wielkich luk badawczych w tej tematyce. Chciałbym, by ten szkic stał się podstawą do otwarcia szerszych tak potrzebnych badań na ten temat. Faktyczny obraz stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej jest dużo sympatyczniejszy dla Polski niż to, co na ogół jest dotąd przedstawiane w większości publikacji krajowych i zagranicznych. Najwyższy czas, by sprostować niektóre krzywdzące dla nas opinie, a zarazem pokazać całą złożoność ówczesnej sytuacji.

czwartek, 6 września 2018

Rozbić fałszywe mity o stosunkach polsko-żydowskich (IV), cz.I.

Próba porozumienia miedzy endecją a Żydami w grudniu 1918 r.

Mało znany jest fakt, że jeszcze w grudniu 1918 roku, po wielu latach wzajemnego zwalczania się endecji i środowisk żydowskich, podjęta została właśnie z inicjatywy endecji próba zakopania topora wojennego w stosunkach między nimi. Doszło do rozmów między liberalnym endekiem Stanisławem Grabskim a Żydami. Szybko okazało się, że przebieg wzajemnych rokowań będzie uzależniony od stanowiska wielkich międzynarodowych organizacji żydowskich. Według „Pamiętników” S. Grabskiego, 20 grudnia 1918 r. został on powiadomiony przez syjonistycznego działacza Aleksandra Więckowskiego, iż sami syjoniści polscy nie mogą się podjąć żadnej akcji o zasięgu międzynarodowym, bo nie mają ku temu odpowiednich uprawnień. Chodziło między innymi o zgodę Żydów na poparcie polskiego programu w sprawie granic, a w tej kwestii, według Więckowskiego, decyzję mogła zostać podjęta jedynie przez Światową Organizację Syjonistyczną. Więckowski stwierdził, że jeden z najwybitniejszych jej członków przyjechał świeżo z Ameryki do Szwecji i gotów byłby przyjechać do Warszawy dla porozumienia się za pośrednictwem Grabskiego z obozem Komitetu Narodowego, ale najpierw musi wiedzieć, czy są serio widoki na takie porozumienie. Pragnie więc z góry wiedzieć, czy Grabski przyjmie jego postulaty za podstawę dyskusji.

Na pytanie Grabskiego o te postulaty Więckowski poinformował go, że „Żydzi zamieszkali na Białorusi i Ukrainie nie chcą być podzieleni między dwa państwa, a więc w ich interesie leży, żeby wschodnia granica Polski była albo na Bugu, albo obejmowała całe wschodnie terytorium Rzeczypospolitej sprzed pierwszego rozbioru. Syjoniści potrafią pozyskać decydujące sfery w Anglii i w Stanach Zjednoczonych dla przywrócenia Polsce całości ziem zabranych podczas rozbiorów. Zrobią to jednak tylko wtedy, gdy otrzymają od stronnictw, na których opiera się Komitet Narodowy, zapewnienie, że na tych ziemiach język żydowski będzie obok polskiego drugim językiem urzędowym i we wszystkich władzach administracyjnych Żydzi otrzymają połowę wyższych stanowisk urzędowych”. (Por. Stanisław Grabski: „Pamiętniki” Warszawa 1989, t. I, s. 97). Propozycje granic z 1772 r. nie odpowiadały endecji, która obawiała się zbyt wielkiego procentu mniejszości narodowych w granicach Rzeczypospolitej.
Cała sprawa najlepiej dowodzi jak kłamliwym wymysłem jest przypisywanie R. Dmowskiemu chronicznej nienawiści do Żydów. Chciał on poprawy stosunków z Żydami i nie jego obciąża fakt, że ze strony Żydów stawiano niewiarygodnie wysokie żądania w czasie negocjacji.

Żydzi zachowujący się jak „krajowi cudzoziemcy” po powstaniu Polski Niepodległej w 1918 r.
 
Już w pierwszym okresie po powstaniu Drugiej Rzeczypospolitej okazało się, że większość Żydów odniosła się do niej niechętnie, a duża część wręcz wrogo. Na próżno osławiony hochsztapler żydowski Jan Tomasz Gross zapewniał w swej książce „Strach” (s. 242), iż: „Polscy Żydzi byli najbardziej przestrzegającą prawo i wspierającą państwo społecznością w Polsce międzywojennej”. Wcześniej (na s. 198 „Strachu”) Gross twierdził, że po 1918 r., Żydzi w ich politycznych zachowaniu ucieleśniali „państwowotwórczy element”. Były to absolutne banialuki ze strony czołowego żydowskiego kłamcy i mitomana Grossa. Wywołały nawet sprzeciw jego panegirysty i zaprzańca prof. Piotra Wróbla z Toronto, znanego ze skrajnie prożydowskiej, wręcz aberracyjnej tendencyjności. Tak się złożyło jednak, że Wróbel sam zajmował się kiedyś badaniem historii Polski bezpośrednio po 1918 r. Stąd szybko dostrzegł, jak bardzo mocno przeholował Gross w swych kłamstwach i napisał: „Gross nazywa mniejszość żydowską jednym z najbardziej „państwowotwórczych elementów” II RP. Nie wiem, czy zgodziłaby się z tym ludność żydowska z niektórych regionów - np. z Wileńszczyzny, Białegostoku i Śląska - która szczególnie na początku okresu międzywojennego nie ukrywała, że nie chce należeć do Polski”. (Por. P. Wróbel: Mord i strach, „Gazeta Wyborcza”, 29-30 lipca 2006 r.).
 
Dodajmy do tych regionów zdecydowanie antypolskie zachowanie ogromnej części Żydów w Poznańskiem. Odwołam się tu do świadectwa znanego żydowskiego historyka, profesora Ezry Mendelsohna. Według niego zgermanizowani syjoniści utworzyli w Poznaniu proniemiecką Narodową Radę (Volksrat) w 1918 r. Niechętnie nastawieni do nowego układu władzy w Poznańskiem, w którym rządy przechodziły do Polaków, domagali się odrębnej narodowej autonomii dla małej mniejszości żydowskiej w byłym zaborze pruskim. (Wg. E. Mendelsohn: „Zionism in Poland. The Formative Years, 1915-1926”, New Heaven and London 1981, s. 105). Warto tu przypomnieć, że jeszcze w 1910 r. w Poznańskiem na 26.422 Żydów 26.400 podało się przy spisie ludności za Niemców, a tylko 22 za Polaków. (Według M. Steckiej: „Żydzi w Polsce”, Warszawa 1921, s. 45). Bzdurne uogólnienia Grossa o Żydach jako „jednym z najbardziej państwowotwórczych elementów” po 1918 r. warto porównać np. z opinią przebywającego od 1940 r. w USA wybitnego socjologa żydowskiego pochodzenia Aleksandra Hertza: „Masy tego żydostwa przyjęły fakt powstania państwa polskiego jako coś nieoczekiwanego, niezbyt zrozumiałego, przyjęły go nieufnie, powątpiewająco. W tym sensie Żydzi w 1918 r. byli krajowymi cudzoziemcami”.

Prolitewskość kosztem Polski
 
Wśród Żydów na Litwie wyraźnie dominowała skłonność do popierania Litwinów we wszystkich ich sporach z Polakami o przyszły kształt granic polsko-litewskich. Warto przytoczyć w tym kontekście znów uwagi cytowanego już Ezry Mendelsohna. Pisząc o sytuacji na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim, w tym w regionie Wilna i okolic, Mendelsohn stwierdził, że „Żydzi nie identyfikowali się z Polakami ani kulturowo, ani politycznie i nie mieli powodów, by woleć rządy polskie. Większość żydowskich przywódców politycznych skłaniała się ku orientacji prolitewskiej, opierając się na założeniu, że Litwini gwałtownie potrzebujący międzynarodowego poparcia zgodzą się na daleko idące ustępstwa na rzecz dużej i wpływowej mniejszości żydowskiej. W swej orientacji prolitewskiej przywódcy żydowscy głosili hasła „wielkiej Litwy” ze stolicą w dużym centrum żydowskim - Wilnie, zarówno dlatego, że takie państwo objęłoby pokaźną liczbę Żydów, jak i dlatego, że ex definitione stałoby się państwem wielu narodowości, a nie litewskim państwem narodowym”. (Wg. E. Mendelsohn: „Żydzi Europy Środkowo-Wschodniej w okresie międzywojennym”, Warszawa 1992, s. 83). Na konferencji syjonistów litewskich w grudniu 1918 r. tylko jeden z delegatów otwarcie sprzeciwił się występowaniu przez Żydów litewskich z „polityką wyzwania” przeciw Polsce. (Według E. Mendelsohn: „Zionism…”, op.cit., s. 102).
 
Znany z przychylności do Żydów Józef Piłsudski pisał o sytuacji w Wilnie po wyzwoleniu go od bolszewików: „(...) Gdym na drugi dzień świąt przyjechał do Wilna, przez parę dni widziałem całe miasto płaczące ze wzruszenia i radości (...) Znacznie gorzej było z Żydami, którzy przy panowaniu bolszewickim byli warstwą rządzącą. Z wielkim trudem wstrzymałem pogrom, który wisiał w powietrzu, z powodu tego, że ludność cywilna żydowska strzelała z okien i dachów i rzucała stamtąd granaty ręczne (...)”. (Cyt. za.: Andrzej Zwoliński: „Starsi bracia”, Kraków 1994, s. 76).

Żydzi za odebraniem Białegostoku Polsce
 
Dla Polaków szczególnie oburzające było zachowanie Żydów w Białymstoku i ich sprzeciw wobec przynależności tego miasta do Polski. Historyk Zbigniew Zaporowski pisał w wydanej w 1992 r. książce o Sejmie RP 1919-1939: „Niepodległa Polska - jak się wydaje - była szokiem dla szerokich rzesz społeczeństwa żydowskiego, zwłaszcza tzw. Litwaków, wychowywanych przez rosyjską szkołę i administrację w duchu co najmniej obojętności , żeby nie powiedzieć wrogości do Polski i Polaków”. (Por. Z. Zaporowski: „Sejm Rzeczpospolitej Polskiej 1919-1939”, Lublin 1992, s. 159). Zaporowski pisał, że: „Niezadowolenie wspomnianej części Żydów z powstania niepodległej Polski „owocowało mało sensownymi a drażniącymi projektami, np. postulatem wysuniętym przez gminę białostocką, przyłączenia Białegostoku do Litwy czy też protestem żydowskich mieszkańców tego miasta przeciwko uznaniu ich za obywateli polskich, ponieważ uznali, że przynależność tego miasta nie jest jeszcze zdecydowaną. (1919 r.)”.(Por. Tamże, s. 160).

Wspomniany już skrajnie prożydowski historyk P. Wróbel przyznawał: „Jeszcze w 1918 r., a później w pierwszych miesiącach 1919 r. (...) grupa działaczy żydowskich wysunęła ideę stworzenia z Białegostoku wolnego miasta, lub go włączenia do Litwy, tak jak to było w granicach wytyczonych przez traktat brzeski. Niektórzy politycy żydowscy uważali, że wewnątrz państwa litewskiego byliby równorzędną grupą etniczną wobec niewiele liczniejszych Polaków i Litwinów. (Podkr. - JRN. Cyt. za P. Wróbel: „Na równi pochyłej. Żydzi Białegostoku w latach 1918-1939: demografia, ekonomika, dezintegracja, konflikty z Polakami”, „Studia Podlaskie”, 1989, t. II,ss. 192-193). Zajadła niechęć białostockich środowisk żydowskich do pozostawienia ich miasta w granicach Rzeczypospolitej wyrażała się na przeróżne sposoby. Znalazła np. wyraz jesienią 1919 r. w ostrym proteście skierowanym do Ministerstwa Spraw Wojskowych przeciw poborowi do armii polskiej. Jako argument numer jeden podano stwierdzenie: „Wschodnie granice Polski nie są jeszcze ostatecznie ustalone i los Białegostoku nie jest przesądzony”. (Por. tamże, s. 136). Innym wyrazem niepogodzenia się ludności żydowskiej Białegostoku z przynależnością tego miasta do Polski było zbojkotowanie przez Żydów wyborów do białostockich władz miejskich w 1919 r. (Tamże, s. 196). Jeszcze 7 października 1919 r. żydowska gazeta „Naje Lebn” pisała w artykule „Los Białegostoku”, że pomimo zatwierdzenia przez polski Sejm przynależności Białegostoku do Polski, sprawa wcale nie jest przesądzona. (Tamże, s. 193)

Szczególnie szokujące były wydarzenia w 1920 r. po wkroczeniu wojsk sowieckich do Białegostoku, gdzie natychmiast zabrano się do dyskryminowania Polaków na rzecz żydowskich szowinistów. Świadczy o tym świadek, którego trudno zakwestionować - Julian Marchlewski, przewodniczący samozwańczego rządu prosowieckiego. Marchlewski, znany z ostrego potępienia dla wszelkich form antysemityzmu, autor książeczki „Antysemityzm i robotnicy” (1913 r.), tym razem nie ukrywał swego wielkiego zniesmaczenia szowinistycznym zachowaniem się dużej części białostockich Żydów w pierwszych dniach po wejściu tam armii sowieckiej. Jak pisał w tekście: „Rosja proletariacka a Polska burżuazyjna”: „Po wkroczeniu Armii Czerwonej do (Białegostoku- JRN) popełniono tu jeden (..) z błędów (...) w mieście, w którym niewątpliwie ludność polska stanowi większość, w pierwszych dniach w urzędach uznawano tylko język rosyjski i żydowski, powierzono stanowiska tylko tym, którzy tym językiem władali (...) Źle było pod tym względem, że przed przybyciem TKRP (Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polskiego - JRN) wydział oświaty został chwilowo opanowany przez nacjonalistów żydowskich, którzy tam uprawiali różne brewerie. Dowiedzieli się oni o statucie Ludowego Komisariatu Oświaty w Rosji, w którym przewidziane było istnienie sekcji „mniejszości narodowościowych”, więc urządzili sobie w Białymstoku „sekcję polską”, uważając widocznie, że Polacy mają tu być traktowani jaklo owa „mniejszość.. Czy „większością” w ich rozumieniu mieli być Żydzi, czy może wyobrażali sobie, że za język większości będzie uważany język rosyjski, nie wiadomo”. (Cyt. za: J Marchlewski: „Pisma wybrane”, Warszawa 1956, t. II,ss. 768,773),

Warto porównać ten opis zachowania zbolszewizowanych Żydów w Białymstoku w 1920 r. z kłamliwym uogólnieniem J. T. Grossa („Fear”,s. 62): „Żydzi byli zawsze lojalnymi obywatelami. Tradycyjnie traktowali państwo jako obrońcę przeciw potencjalnym agresjom ksenofobicznych sąsiadów”.

Dlaczego poparli Ukraińców?

Z kolei wśród Żydów w Galicji wyraźnie dominowały nastroje proukraińskie i niechętne Polsce. Czołowym rzecznikiem opcji proukraińskiej był Israel Waldman. Zarówno on, jak i inny wybitny żydowski polityk galicyjski, Leo Reich (prezes Rady Narodowej Żydowskiej Wschodniej Ukrainy, wielokrotny poseł do parlamentu), głosili, że zarówno Żydzi jak i syjoniści żydowscy zyskają dużo lepsze warunki rozwoju wewnątrz ukraińskiej struktury państwowej niż polskiej. Leo Reich tak wyjaśniał 4 kwietnia 1919 r. na łamach „Izraelitischen Wochenblatt fur Schweis” przyczyny proukraińskich sympatii wśród Żydów: „Musimy jednak nalegać, aby zamieszkane w większości przez Ukraińców obszary należały do Ukrainy, nie tylko w imię sprawiedliwości, lecz i we własnym interesie. Sytuacja nasza na Ukrainie będzie bowiem o wiele lepsza niż w Polsce, gdyż Ukraińcy nas potrzebują. Będzie to miało miejsce zwłaszcza w najbliższych 40-50 latach. Ukraińcy, mając mało inteligencji, będą nas potrzebowali do handlu, bankowości, urzędów itd. We własnym interesie muszą więc protegować żydowską inteligencję (...) W Polsce mogą ulec Żydzi o wiele łatwiej asymilacji, ponieważ kultura polska jest bądź co bądź silna. Inaczej ma się rzecz na Ukrainie, gdyż ukraińska kultura w stosunku do żydowskiej jest minimalna. Żadnemu Żydowi nie przyszłoby do głowy asymilować się z Ukraińcami”. (Por. również J. R. Nowak: Antysemityzm w Polsce, „Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2000, t. I, s. 217). Te proukraińskie złudzenia Żydów prysnęły całkowicie w czasie drugiej wojny światowej, gdy Ukraińcy zgotowali im niezwykle okrutne ludobójcze rzezie.
Warto w tym kontekście przypomnieć uwagi włoskiego dyplomaty Eugenio Reale, znanego z wnikliwości jego polskich obserwacji. (Reale był w 1945 r. włoskim ministrem spraw zagranicznych, a od września 1945 r. do lutego 1947 r. ambasadorem Włoch w Warszawie). W skierowanym do włoskiego MSZ obszernym opracowaniu nt. problemu żydowskiego w Polsce (z 5 lipca 1946 r.) Reale pisał m.in.: „Po zawarciu pokoju w Brześciu Litewskim Żydzi polscy prowadzili w dalszym ciągu akcję antynarodową, popierając niepodległość Ukrainy i przyłączenie do niej polskiego terytorium Chełma. Po zakończeniu wojny występowali przeciwko zajęciu przez Polaków Gdańska, Poznania, Opola, Cieszyna, Lwowa, Wilna (...) Antysemityzm polski jest przede wszystkim uczuciowy i wśród przyczyn, które wywołały jego powstanie, może najważniejsze było owo obojętne, a nawet wrogie stanowisko Żydów wobec problemów narodowych Polski; tego rodzaju postawa musiała z konieczności budzić oburzenie narodu tak sentymentalnego jak naród polski”. (Por. E. Reale: „Raporty Polska 1945-1946”, Paryż 1968, ss. 200-201).

Żarliwi żydowscy germanofile przeciw Polsce
 
Jeden z najwybitniejszych polskich uczonych XX wieku, słynny historyk i historiozof Feliks Koneczny pisał w książce „Cywilizacja żydowska” o skrajnym germanofilstwie polskich Żydów: „Powtórzymy: przez całą wojnę (pierwszą wojnę światową - JRN) stali po stronie niemieckiej. Ujął to inny autor doskonale w kilku zdaniach: „Dzięki wpływom żydowskim w kongresie wersalskim Gdańsk nie dostał się Polsce. Ten sam Jakub Schiff, który zorganizował subwencję na wywołanie rewolucji w Rosji, posyłał memoriał do Wilsona przeciwko żywotnym interesom Polski, a na korzyść Niemiec”. Jak stwierdza R. Vogel w pracy „Deutsche Presse des Abstimmungskampfs im Obertschlessien”, uchwalenie plebiscytu na Śląsku, zamiast przyznania tego kraju w całości Polsce, zawdzięczają Niemcy tylko rabinom żydowskim, którzy za pośrednictwem lóż żydowsko-masońskich, wpływali decydująco na Wilsona i Lloyd George’a”. (Por. F. Koneczny: „Cywilizacja żydowska”, London 1974, s. 358).

Jakże smutny był fakt, że tylko mniejszość polskich Żydów, głównie z nurtu asymilatorów, aktywnie wspierała polskie boje o granice. Jak wynika z przeróżnych źródeł, przeważająca część polskich Żydów zachowywała obojętne lub wręcz niechętne stanowisko wobec wizji niepodległości Polski. By przytoczyć tu choćby jakże wymowną relację z pamiętników Józefa Dominika Kłoczowskiego (ojca znanego dziś historyka, prof. KUL-u Jerzego Kłoczowskiego). Czytamy tam o sytuacji w Warszawie w październiku 1918 r. : „U nas na SGGW nie było przeciw wstąpieniu do wojska opozycji (...) Gdy dyskusja trwała, przyniesiono wieść z miasta, że ogromna część młodzieży - wszyscy Żydzi i część zagorzałych socjalistów - nie chce absolutnie iść do wojska, nie chce uchwalić wniosku o zawieszeniu studiów”.
Zapytajmy wiec, cóż to była za „postawa państwowotwórcza”? Wielka część Żydów nie widziała dosłownie żadnej motywacji dla walki o Polskę, dla ginięcia za granice państwa, z którego interesami się nie utożsamiała. Szokująco pod tym względem wyglądały informacje podane przez profesora Wacława Sobieskiego, członka Polskiej Akademii Umiejętności, w III tomie jego głośnych „Dziejów Polski”: Otóż wśród zbiegłych na Śląsk, a następnie wydanych władzom Polski było dezerterów 202, w tym Żydów 193, uchylających się od poboru wojskowego 411, w tym Żydów 398, działających na szkodę państwa polskiego 328, w tym Żydów 325. (Podkr. - JRN). (Por. W. Sobieski: „Dzieje Polski”, t. III 1864 - 1938, Warszawa 1938, s. 251).
 
W świetle powyższych faktów absolutnie niezgodne z prawdą wydaje mi się dość pochopne uogólnienie Marka Jana Chodakiewicza, wyraźnie nie znającego realiów pierwszych lat niepodległej Polski, iż: „Żydzi, ogólnie rzecz biorąc, byli obojętni w stosunku do Polski”. (Por. M. J. Chodakiewicz: „Żydzi i Polacy 1918-1955”, Warszawa 2000, s. 16).

Mimo tak licznych przejawów nielojalności ze strony środowisk żydowskich na Kresach, w Polsce wspaniałomyślnie przyjęto po wojnie domowej w Rosji aż 600 tysięcy Żydów, którzy schronili się w Polsce. W 1926 r. za rządu Bartla uzyskali oni obywatelstwo polskie.,

Oskarżanie Polaków o rzekome „pogromy”

Najbardziej niebezpieczną i skuteczną okazała się zakrojona na bardzo szeroką skalę międzynarodowa akcja wielu wpływowych żydowskich polityków i dziennikarzy przeciw Polsce w dobie konferencji pokojowej w Wersalu. Szczególnie mocne były powtarzające się w niej bez przerwy oskarżenia o rzekome ciągłe „pogromy” Żydów w Polsce oraz różne formy polskiej dyskryminacji Żydów. W zagranicznej prasie żydowskiej pojawiały się ciągle kolejne oszczerstwa na temat rzekomej dyskryminacji Żydów w Polsce. Na przykład w Londynie we wpływowym tygodniku „Jewish Chronicle” z dnia 14 lutego 1919 r. podano wiadomość pt. „Norma procentowa w Krakowie”. Autor „informacji” podawał, że na Uniwersytecie Jagiellońskim jakoby właśnie wszedł w życie nowy specjalny przepis, na mocy którego odsetek nowo przyjętych studentów żydowskich nie może przekraczać 5% studentów nie-żydowskich. Był to hucpiarski fałsz. Znany PPS-owski historyki niepodległościowy Adam Ciołkosz, przypominając po latach ten tekst z „Jewish Chronicle”, stwierdził: „Wiadomość była wyssana z palca, na Uniwersytecie Jagiellońskim nigdy nie wprowadzono numerus clausus, do samej chwili wejścia wojsk niemieckich w roku 1939 do Krakowa senat tego uniwersytetu nie uległ naciskom nacjonalizmu i rasizmu, a po wejściu wojsk niemieckich nie uległ im tym bardziej, że ciało profesorskie poszło w całości do Sachsenhausen. Lecz fałszywa i oszczercza wiadomość nie została nigdy sprostowana. Więc kto by dziś pisał historię Żydów w Drugiej Rzeczpospolitej na podstawie roczników „Jewish Chronicle” zapewne uznałby tę wiadomość za godną szczególnej uwagi i uwzględniłby ją w swym czarnym rejestrze. Gdy zastanawiam się nad zagadką, skąd i dlaczego ta pasja przesadnych i nieprawdziwych wiadomości, dochodzę do wniosku, chciano jak najgłośniej bić w dzwon alarmowy, by skłonić wielkie mocarstwa Zachodu do interwencji w Polsce w obronie ludności żydowskiej. Interwencje były, jak wspomniana już misja rządu brytyjskiego i amerykańska misja Morgenthaua, ale były późne i ani Żydom polskim nie pomogły, ani nie zaszkodziły. Natomiast w opinii publicznej na Zachodzie utrwalił się obraz Polski jako kraju krwiożerczego antysemityzmu, gdzie mienie i życie Żydów nieustannie narażone jest na niebezpieczeństwo (....) I tak wlecze się za nami brudna smuga oszczerstw, odmalowujących naród polski w jego całości jako barbarzyńców, czarnosecińcow, hitlerowców” (Por. A. Ciołkosz: Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978”, Londyn 1983, s. 245).

Wojujący antypolonizm L. Bernsteina-Namierowskiego (Namiera)

Wśród polityków pochodzenia żydowskiego szczególnie zajadłym i niestety bardzo wpływowym był pochodzący z Polski Lewis Berstein-Namierowski, później znany jako Namier. Był ekspertem w brytyjskich ministerstwach propagandy (1915-1917), informacji (1917-1918) oraz w ministerstwie spraw zagranicznych (1918-1920). Odznaczał się dość nieprzyjemnymi cechami charakteru: natarczywością, egocentryzmem i chęcią całkowitego intelektualnego zdominowania innych. (Por. uwagi Bartłomieja Rusina z UJ w internetowym tekście „Lewis Namier a kwestia ,,linii Curzona’’i kształtowania się polskiej granicy wschodniej po I wojnie światowej”) . W czasie swego wcześniejszego pobytu w Polsce (urodził się na lubelszczyźnie, później przebywał m.in. we Lwowie) Namierowski wyniósł trwały uraz do Polaków, których po prostu nienawidził. W efekcie miał bardzo duży wpływ w duchu antypolskim na i tak skrajnego wroga Polski premiera Lloyd George’a. (Por. na ten temat szerokie bardzo cenne spostrzeżenia wspomnianego już B. Rusina).
Wpływ Namierowskiego (Namiera) na premiera Lloyd George’a był szczególnie niebezpieczny w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Działo się tak też dlatego, że i sam Lloyd George był tak bardzo mocno antypolski i nawet probolszewicki. By odwołać się tu do opinii znanego brytyjskiego historyka prof. Normana Daviesa, który przytoczył w kontekście Lloyda George’a opinię lorda Curzona, iż „kłopot z premierem polega na tym, że on sam jest trochę bolszewikiem; można odnieść wrażenie, że za jedyną bratnią duszę na arenie międzynarodowej uznaje Trockiego”. (Cyt. za: N. Davies: „Orzeł Biały i Czerwona Gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920”. Kraków 2002, s. 88). Davies bardzo krytycznie podsumował ostateczny bilans działań premiera Lloyd George’a w czasie wojny polsko-bolszewickiej: „Nieustanna gotowość, by dawać wiarę bolszewikom zraziła do niego Francuzów, swoją niechęcią do udzielenia pomocy materialnej zraził Polaków (podkr.-JRN). (...) obraził (...) pozostałych członków misji międzysojuszniczej, gdy odrzucił ich apel o pomoc dla Polski”. (Por. N. Davies: op.cit., s. 178 )
Namier szczególnie mocno nienawidził Romana Dmowskiego, którego wciąż zwalczał i obrzucał oszczerstwami. Namierowi zarzucano m.,in,. ciągłe manipulowanie w duchu antypolskim statystykami etnograficznymi na Kresach Wschodnich i w Galicji[. Część historyków zarzuca Namierowskiemu vel Namierowi sfałszowanie, zapisu linii demarkacyjnej, zwanej linią Curzona, tak, aby odcinała Lwów i Wilno od Polski. W późniejszych latach był bardzo aktywnym działaczem syjonistycznym. Jedno jest pewne - nikt z polityków zachodnich nie przyniósł tyle szkód interesom Polski, co wspomniany żydowski polityk Namierowski (Namier.).

Zagraniczne misje dla zbadania sytuacji Żydów

Żydowskie naciski polityczne przyniosły bardzo negatywne skutki dla Polski. 28 września 1919 roku Polska musiała podpisać strasznie krzywdzący dla nas traktat mniejszościowy (mały traktat wersalski). Nawet to nie zadowoliło jednak podnoszącego histeryczny wrzask przeciw Polsce międzynarodowego lobby żydowskiego. Antypolska kampania prasowa, alarmująca co do rzekomych pogromów w Polsce spowodowała wysłanie do Polski paru kolejnych komisji zagranicznych dla zbadania losu rzekomo okrutnie prześladowanych Żydów. Pierwsza z tych komisji pod kierownictwem amerykańskiego Żyda Henry Morgenthaua przebywała w Polsce od lipca do września 1919 r. Nawet stronniczo prożydowski Morgenthau przyznał w swym raporcie, że używanie wobec Polski stwierdzeń o „pogromach” jest nieprecyzyjne . Zaznaczył jednak,że w Polsce doszło do ekscesów antyżydowskich, w których zginęło 280 Żydów. Nie zaakceptował jednak części oskarżeń wysuwanych przeciw Polakom przez polskich Żydów. M.in. Morgenthau nie zgodził się z próbami przedstawiania przez część Żydów działalności polskich spółdzielni jako rzekomego przejawu dyskryminowania Żydów. Uznał spółdzielnie za „uzasadnioną formę działania dla ograniczenia zysków pośredników, a więc formę gospodarczej aktywności, którą każde społeczeństwo ma prawo prowadzić”. (Por. „The Jewsin Poland. Official Reports of The American and British Investigating Missions”, Chicago 1919, s. 8 ).
 
Z konkluzjami Morgenthaua nie zgodzili się dwaj pozostali członkowie jego misji: generał Edgar Jadwin i Homer H. Johnson. Ogłosili oni utrzymany w bardzo mocny w tonie odrębny drugi raport. Jak pisze Rafał Żebrowski w „Słowniku Judaistycznym” (Warszawa 2003, t. II, s. 186 ) autorzy drugiego raportu „Uważali, że sprawa prześladowań społeczności żydowskiej w Polsce została rozdmuchana propagandowo przez Niemców w celu zdyskredytowania Polski na arenie międzynarodowej. Znacznie szerzej prezentowali tło „ekscesów”, uznając, że były one wynikiem sytuacji kraju (wojna, nie ustabilizowana sytuacja, głód itp.), a nie wrogości władz i społeczeństwa wobec Żydów. Nie podnosili kwestii dyskryminacji”. Jak pisał autor polonijny dr Karol Wachtl: „Gen. Jadwin stwierdził z całą wyraźną i niedwuznaczną stanowczością, iż pogromów w Polsce nie było, że to Niemcy w świat puszczali pogłoski o pogromach, by Polsce szkodzić, by ją osłabić w opinii zagranicznej, z nimi skwapliwie połączyli się żydzi, Polsce wrodzy. Omawiając nieznaczne i nieliczne zajścia antyżydowskie, stwierdza Jadwin, że winę za nie ponosi stanowisko żydów nieżyczliwe Polakom oraz „wyczekiwanie ich - kto zwycięży”, które musiało Polaków zrazić do żydów”. (Por. K. Wachtl: „Polonia w Ameryce”, Filadelfja 1944, s. 374 ).

Od września do grudnia 1919 r. działała w Polsce kolejna komisja zagraniczna, również pod przewodnictwem Żyda, Sir Stuarta M. Samuiela, brytyjskiego polityka i przewodniczącego Board of Deputies of British Jews. Przewodniczący delegacji napisał raport w skrajnie jednostronny prożydowski sposób, deformując fakty. Ale to nie wystarczyło. Szczególnie zirytowała niektóre środowiska żydowskie dołączona do raportu Samuela Stuarta treść dystansującego się od niego odrębnego raportu brytyjskiego kapitana Wrighta. Ustalenia Wrighta w dużej części obciążały polskich Żydów, winiąc ich za zakłócenia w stosunkach polsko-żydowskich,. Wright przypomniał, że duża część polskich Żydów uległa rusyfikacji i germanizacji, stąd jawili się dla Polaków jako przedstawiciele ich ciemiężycieli. (Por.: „The Jews in Poland. Officiel reports...”, op.cit., s. 39. ). Pisał: „Jest wielu Żydów w Polsce, znających trzy języki: hebrajski, yidish i rosyjski, ale nie znających polskiego”. (Tamże, s. 39 )

Na tle nagonki prasowej na Polskę w niektórych krajach Europy i Stanów Zjednoczonych tym wymowniejsze było stwierdzenie z raportu kapitana Wrighta, iż: „raczej jest zaskoczony tym, że w Polsce było tak mało ekscesów antyżydowskich w porównaniu z setki razy większymi na Ukrainie, czy nawet ekscesami na Węgrzech i w Czechosłowacji”. („The Jews”, s. 42). Wright zwrócił uwagę na wyjątkowo stronnicze antypolskie komentarze niektórych Żydów amerykańskich. Przytoczył m.in. opinię sędziego Aarona Levy z sądu w Nowym Jorku, który po powrocie z Warszawy oświadczył na łamach „New York American” z 12 sierpnia 1920 r. w duchu absolutnej pogardy dla Polski, ze „Polska jest mniej przygotowana do samodzielnego rządzenia niż Filipiny, a polska armia jest w gorszym stanie niż meksykańscy bandyci”. (Por. „Jews in Poland...”, op.cit., s. 50).,

Pisząc o ekscesach antyżydowskich w Wilnie i Lwowie kpt. Wright przypomniał, że „były to miasta, w których wcześniej bardzo mocno zaznaczyły się probolszewickie sympatie miejscowych Żydów”. Według Wrighta: „we Lwowie i w Wilnie Żydzi (...) byli bardzo dobrze nastawieni do bolszewików, ponieważ ci byli Rosjanami, preferując jakikolwiek rząd rosyjski niż jakikolwiek rząd polski, nawet najlepszego typu”.(Tamże, s. 46 ). Według Wrighta młodzi Żydzi masowo zasilali garnizony bolszewickie w obu miastach, wykorzystując przy tym wszystkie możliwości robienia biznesu, zwłaszcza sprzedaży i spekulacji żywnością. I właśnie ci Żydzi z garnizonów walczyli i to twardo walczyli przeciw polskim wojskom”. (Tamże, s. 46). Kpt. Wright bardzo krytycznie oceniał również separatystyczne tendencje Żydów i ich wygórowane postulaty pod adresem nowego państwa polskiego. Pisał, że Żydzi równocześnie pragną „narodowej autonomii w Polsce i narodowej ojczyzny w Palestynie”. (Tamże, s. 34 ). Wyliczał postulaty Żydów, chcących mieć prawo wyboru własnego reprezentatywnego ciała z rozległymi kompetencjami ustawodawczymi i podatkowymi, żądających przyznania jednej szóstej albo jednej siódmej mandatów poselskich wyłącznie dla Żydów. Według Wrighta niektórzy Żydzi domagali się nawet osobnych sądów dla Żydów. Przytaczając te postulaty Wright komentował, iż gdyby z czymś takim wystąpili Żydzi w Anglii - po pomnożeniu ich liczby - to szybko wzbudziliby wyraźną niechęć angielskiej opinii publicznej. Konkludując Wright stwierdził: „Jeśli Żydzi na Zachodzie są lepiej przyjmowani niż w Europie Wschodniej, to dlatego, że mają mniejsze roszczenia”.

Kpt. Wright dał również własne wyjaśnienie przyczyn wyjątkowo silnej niechęci do Żydów w polskim wojsku. Tłumaczył ją przede wszystkim tym, że „Żydzi unikają służby wojskowej, przez przekupstwo, dezercje lub przez jakieś inne fortele wymigując się od służby na froncie”. Wzbudzało to, według Wrighta, tym silniejsze nastroje antyżydowskie wśród polskich żołnierzy, znoszących życie na froncie bez żywności, czy odpowiedniej odzieży w przejmującym zimnie. Rozwiązanie polsko-żydowskich konfliktów Wright widział przede wszystkim w umocnieniu polskiej państwowości. Uważał, że prawdziwie silna i sprawiedliwa administracja „uczyni ich lojalnymi wobec Polski, choć dziś są od tego dalecy”. (Podkr. - J.R.N.) (Tamże, s. 47).

Warto przypomnieć, że poseł amerykański w Polsce, Hugh Gibson, „pierwszy, nie pytany, nie proszony, przesłał do Waszyngtonu oficjalne zaprzeczenie pogłosek o pogromach, a w urzędowym komunikacie stanowczo stwierdził i ogłosił, że żadnych pogromów w Polsce nie było”. (Wg. K. Wachtel: op.cit. ss. 386-387). Gibson był jednym z bardziej znaczących dyplomatów amerykańskich: w 1927 r. był przewodniczącym delegacji amerykańskiej na międzynarodowej Konferencji dla spraw Rozbrojenia,.

Prof. Norman Davies o łgarstwach antypolskich oskarżeń w 1919 r..

Jak już wspomniałem wcześniej, celem wielkiej skoordynowanej międzynarodowej ofensywy przeciw Polsce było narzucenie w 1919 r. powstającej Rzeczypospolitej Polskiej jak największych ograniczeń międzynarodowych, a przede wszystkim korzystnego dla Żydów traktatu o mniejszościach narodowych. Sugerowano, że jeśli nie narzuci się Polakom takich ograniczeń, to nigdy nie uspokoją się w swych „sadystyczno-eksterminacyjnych” skłonnościach wobec Żydów. Profesor Norman Davies pisał w swym podstawowym dziele „Boże Igrzysko”, że: „Doniesienia w prasie zachodniej o „pogromach w Polsce”, mimo, że akceptowali je komentatorzy zachodni, były wielokrotnie poddawane w wątpliwość przez badających je niezależnych obserwatorów brytyjskich i amerykańskich. Tak zwany pogrom lwowski w listopadzie 1918 roku okazał się być masakrą wojskową, w której zginęło trzy razy więcej chrześcijan niż Żydów. Tak zwany pogrom w Pińsku okazał się być dziełem spanikowanego porucznika, który wydał rozkaz egzekucji trzydzieści pięciu osób podejrzanych o współpracę z bolszewikami; rozkaz określony przez badającego sprawę Amerykanina jako w pełni uzasadniony przez okoliczności”. Pogromy w Wilnie w kwietniu 1919 r., a następnie w październiku 1920 roku były spowodowane śpiesznym odwrotem Armii Czerwonej oraz wojskową akcja odwetową wymierzoną przeciwko osobom podejrzanym o kolaborację”. (Por. N. Davies: „Boże Igrzysko”, Kraków 2007, s. 740).

Poparcie dużej część Żydów dla nawały bolszewickiej w 1920 r.
 
Historyk, profesor Mieczysław Ryba, pisał, że „częste solidaryzowanie się Żydów z najazdem bolszewickim w 1920 r., było kolejnym powodem zaognienia ich stosunków z Polakami”. (Por. M. Ryba: „Naród i polityka”, Lublin 1999, s. 6). M. Ryba przywołał w tym kontekście m.in. wspomnienia Stanisława Grabskiego: „Z codziennych walk i rozważań” (Poznań 1923, s. 73) i książkę prof. Feliksa Konecznego: „Cywilizacja żydowska”. Warto przytoczyć odpowiedni fragment z tej książki prof. Konecznego (wydanie londyńskie 1974, s. 357): „Najazd bolszewicki przyjęli żydzi w Polsce z entuzjazmem. Tworzyli po miastach własne bojówki, strzelali do Polaków (w Wilnie żydówki wylewały kubły ukropu na przechodzące oddziały polskie). Oficerowie żydowscy szerzyli panikę w armii i przeszkadzali należytemu funkcjonowaniu swych oddziałów”.
Znany polityk i publicysta, Stanisław Głąbiński, w swych wspomnieniach pisał o jednoznacznie wrogim stosunku Żydów do Polski w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Jak wspominał: „Wówczas - w dniu 14 sierpnia wyjechała do Mińska delegacja polska z szerszymi pełnomocnictwami. W drodze do Mińska miała delegacja sposobność przekonać się w miastach i miasteczkach polskich, jakich to wiernych obywateli karmi Ojczyzna na swoim łonie. Oto Żydzi, licząc na pewny upadek Polski i na bezkarność, napastowali delegatów wszędzie naigrywaniem się, obelgami, pluciem i przekleństwem”. (Por. S. Głąbiński: „Wspomnienia polityczne”, Londyn 1986, cz. I. s. 481).
 
„Kurier Warszawski” z 1 września 1920 r. pisał:W całym szeregu miejscowości wystąpiły żydowskie oddziały wojskowe, udzielając swej pomocy hordzie bolszewickiej; w bardzo wielu miastach znalazła się zawsze pokaźna część ludności żydowskiej, witająca okrutnych najeźdźców życzliwie, a nawet z zapałem.” Bywało jednak i gorzej W „Dzienniku Porannym” z 13 lipca 1920 r. pisano: „Mamy świadectwo przede wszystkim wodza naczelnego, który w rozmowie z dziennikarzem stwierdził, iż w Łukowie, Siedlcach, Kałuszynie, Białymstoku, Włodawie miały miejsce liczne, czasem nawet masowe ze strony Żydów przypadki zdrady stanu” („Dziennik Poranny”, 13 lipca 1920).

wtorek, 4 września 2018

Hańba teścia Dudy Juliana Kornhausera

Teść Dudy, poeta i krytyk literacki Julian Kornhauser (ur. 1946 r.) był przez lata kretyńsko zadurzony w komunizmie. Był jednym z nielicznych poetów, którzy jeszcze po 1956 r. (!) wychwalał osławionego zbrodniarza komunistycznego Włodzimierza Ilicza Lenina w wierszu „Moja żona śpi, Iljiczu”. Znakomity bezkompromisowy poeta eseista, krytyk literacki i filozof Bohdan Urbankowski napisał w swej demaskatorskiej „Czerwonej Mszy”: „(...) Julian Kornhauser połączył poezję z działalnością na rzecz partii i w sposób niezwykle sprytny próbuje sprzedać młodzieży niezbyt świeżego Lenina w nowym opakowaniu, jako człowieka łączącego znaną rewolucyjność z taktem i delikatnością”. (Por. B. Urbankowski: „Czerwona Msza czyli uśmiech Stalina”, Warszawa 1998, t.2, s. 225).

Czołowy publicysta „Warszawskiej Gazety” i „Polski Niepodległej” Marcin Hałaś pisał o tym wierszu Dudy na cześć Lenina jako utworze, w którym Kornhauser „Lenina zaplątał do czegoś, mającego przypominać przeintelektualizowany erotyk”. (Por. M. Hałaś; Słowa hańby, słowa zdrady”. „Polska Niepodległa” z 14 marca 2018 r. Znamienne, że , o ile wiem, nikt poza red. Hałasiem nie przypomniał tego wiersza Kornhausera w ostatnich latach, a poświęcony Kornhauserowi tekst Wikipedii milczy o tym jego haniebnym wyskoku, szeroko omawiając jego działalność opozycyjną od 1973 r. A przecież haniebny poetycki panegiryk Kornhausera o Leninie nie był u niego wcale czymś odosobnionym. Urbankowski przypomniał w swej książce inny utworek Kornhausera pt. „Cyrk Moderne” Scheidemanna „,poświęcony Róży Luksemburg, w którym pisze o jej „twarzy całowanej przez Lenina”. Przypomnijmy, że w tym wierszu żydowski poeta wychwalał Żydówkę R. Luksemburg, która była zajadłym wrogiem niepodległości Polski. A przy tym Kornhauser, pisząc o całowaniu twarzy R. Luksemburg przez Lenina, całkowicie rozmija się z prawdą historyczną. Jak przypomniał B. Urbankowski : „Kornhauser był za bardzo marksistą - leninistą, by nie wiedzieć, jak ostro Róża Luksemburg krytykowała Lenina za to, że walcząc o władzę dla swej grupki, topi Rosję we krwi. O bolszewikach mówiła z przekąsem: „Lenin i jego nadludzie”. O tym jak Lenin wyrażał się o Róży Luksemburg, wspominać tu nie wypada (...) Szantażujący tematem śmierci, grający na sentymentach tekst Kornhausera, to udoskonalona wersja socjalistycznych agitek. Nawet Róża Luksemburg była w nich piękna jak komunizm”. 
(Por. B. Urbankowski : „Czerwona Msza... op. cit., ss. 226-227).
 
Ohydny paszkwil J. Kornhausera na Polaków
 
Jeszcze haniebniejszym od wypocin Kornhausera o Leninie było jego paszkwilanckie wierszydło o NKWD-owskiej i ubeckiej zbrodni kieleckiej w 1946r, , przedstawionej przez niego jako okrutna polska rzeź na Żydach. W Wierszu o zabiciu doktora Kahane” Kornhauser pisał :

A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,
żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!
Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych
iże tako marnie zeszli od nierównia swojego!
Chciałci i jego bracia miła królowi służyć
swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić.
Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice
świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli!
Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli,
Polacy, kielczanie jako psy kłamacze.
Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali,
krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili.
Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku
drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach
dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew”.
 
Groteskowe było już nazwanie przez Kornhausera Żyda Seweryna Kahane „panem” mieszczan i chłopów kieleckich. Najpodlejsze było jednak kłamstwo o tym, że to chłopi i mieszczanie kieleccy zabili Kahane kamieniami i sztachetami. Prawdą historyczną, o której można z łatwością przeczytać w tekście o Kahane w „Wikipedii”, było to, że nie zabili go żadni mieszczanie i chłopi, lecz zastrzelił go oficer Ludowego Wojska Polskiego. A ten mord był faktycznym początkiem NKWD-owskiej i ubeckiej prowokacji. Dlaczego Kornhauser nie przeprosił dotąd kielczan za swe ohydne oszczerstwo?. Przypomnijmy, że jego paszkwilancki wiersz był nawet uroczyście odczytywany w lipcu 2016 r. w Kielcach n uroczystości zorganizowanej przez sławetnego kieleckiego syjonistę Bogdana Białka jako swoisty akompaniament do kłamliwego wystąpienia A.Dudy.
Aleksander Szumański przypomniał w internecie o rozmowie „Wirtualnej Polonii” z prezydentem A. Dudą:

WP: Na pewno dotarły do pana zarzuty o antypolski charakter jednego z jego utworów.
 
A.Duda: Nie jest to utwór antypolski. Uważam, że artysta ma prawo wyrażać swoje odczucia.”.
 
  Szumański komentował: „Takie kłamstwo jest w Polsce karalne. Dzisiejsze badania pokazują aż nadto dobitnie, że nie zabijali Kielczanie. Ani nie organizowali tego pogromu. (...) To już jest udowodnione. Kielczanie jak i polski rząd powinien założyć sprawę sądową. Szczególnie uderza to w Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudę i jego małżonkę Agatę Kornhauser – Dudę Stawia ją w sytuacji dwuznacznej. Jako żona prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powinna się odnieść do takiego kłamstwa. Rzeczywiście stawia ją to w trudnej sytuacji. Albo opowie się po stronie prawdy, wówczas zaprzeczy własnemu ojcu, ale stanie w prawdzie i w obronie godności Polaków, albo po stronie kłamstwa. Milczenie w tej tak dramatycznej treści – kłamstwie nie mającego nic wspólnego z literaturą piękną nie przystoi Pierwszej Damie”.  
(Por. KŁAMSTWO KIELECKIE Z „WIERSZEM O ZABICIU DR. KAHANE” W TLE, internet).

(Fragment tekstu z przygotowywanej do druku mojej książki: „Andrzej Duda. Biografia prawdziwa”).