))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

czwartek, 6 września 2018

Rozbić fałszywe mity o stosunkach polsko-żydowskich (IV), cz.I.

Próba porozumienia miedzy endecją a Żydami w grudniu 1918 r.

Mało znany jest fakt, że jeszcze w grudniu 1918 roku, po wielu latach wzajemnego zwalczania się endecji i środowisk żydowskich, podjęta została właśnie z inicjatywy endecji próba zakopania topora wojennego w stosunkach między nimi. Doszło do rozmów między liberalnym endekiem Stanisławem Grabskim a Żydami. Szybko okazało się, że przebieg wzajemnych rokowań będzie uzależniony od stanowiska wielkich międzynarodowych organizacji żydowskich. Według „Pamiętników” S. Grabskiego, 20 grudnia 1918 r. został on powiadomiony przez syjonistycznego działacza Aleksandra Więckowskiego, iż sami syjoniści polscy nie mogą się podjąć żadnej akcji o zasięgu międzynarodowym, bo nie mają ku temu odpowiednich uprawnień. Chodziło między innymi o zgodę Żydów na poparcie polskiego programu w sprawie granic, a w tej kwestii, według Więckowskiego, decyzję mogła zostać podjęta jedynie przez Światową Organizację Syjonistyczną. Więckowski stwierdził, że jeden z najwybitniejszych jej członków przyjechał świeżo z Ameryki do Szwecji i gotów byłby przyjechać do Warszawy dla porozumienia się za pośrednictwem Grabskiego z obozem Komitetu Narodowego, ale najpierw musi wiedzieć, czy są serio widoki na takie porozumienie. Pragnie więc z góry wiedzieć, czy Grabski przyjmie jego postulaty za podstawę dyskusji.

Na pytanie Grabskiego o te postulaty Więckowski poinformował go, że „Żydzi zamieszkali na Białorusi i Ukrainie nie chcą być podzieleni między dwa państwa, a więc w ich interesie leży, żeby wschodnia granica Polski była albo na Bugu, albo obejmowała całe wschodnie terytorium Rzeczypospolitej sprzed pierwszego rozbioru. Syjoniści potrafią pozyskać decydujące sfery w Anglii i w Stanach Zjednoczonych dla przywrócenia Polsce całości ziem zabranych podczas rozbiorów. Zrobią to jednak tylko wtedy, gdy otrzymają od stronnictw, na których opiera się Komitet Narodowy, zapewnienie, że na tych ziemiach język żydowski będzie obok polskiego drugim językiem urzędowym i we wszystkich władzach administracyjnych Żydzi otrzymają połowę wyższych stanowisk urzędowych”. (Por. Stanisław Grabski: „Pamiętniki” Warszawa 1989, t. I, s. 97). Propozycje granic z 1772 r. nie odpowiadały endecji, która obawiała się zbyt wielkiego procentu mniejszości narodowych w granicach Rzeczypospolitej.
Cała sprawa najlepiej dowodzi jak kłamliwym wymysłem jest przypisywanie R. Dmowskiemu chronicznej nienawiści do Żydów. Chciał on poprawy stosunków z Żydami i nie jego obciąża fakt, że ze strony Żydów stawiano niewiarygodnie wysokie żądania w czasie negocjacji.

Żydzi zachowujący się jak „krajowi cudzoziemcy” po powstaniu Polski Niepodległej w 1918 r.
 
Już w pierwszym okresie po powstaniu Drugiej Rzeczypospolitej okazało się, że większość Żydów odniosła się do niej niechętnie, a duża część wręcz wrogo. Na próżno osławiony hochsztapler żydowski Jan Tomasz Gross zapewniał w swej książce „Strach” (s. 242), iż: „Polscy Żydzi byli najbardziej przestrzegającą prawo i wspierającą państwo społecznością w Polsce międzywojennej”. Wcześniej (na s. 198 „Strachu”) Gross twierdził, że po 1918 r., Żydzi w ich politycznych zachowaniu ucieleśniali „państwowotwórczy element”. Były to absolutne banialuki ze strony czołowego żydowskiego kłamcy i mitomana Grossa. Wywołały nawet sprzeciw jego panegirysty i zaprzańca prof. Piotra Wróbla z Toronto, znanego ze skrajnie prożydowskiej, wręcz aberracyjnej tendencyjności. Tak się złożyło jednak, że Wróbel sam zajmował się kiedyś badaniem historii Polski bezpośrednio po 1918 r. Stąd szybko dostrzegł, jak bardzo mocno przeholował Gross w swych kłamstwach i napisał: „Gross nazywa mniejszość żydowską jednym z najbardziej „państwowotwórczych elementów” II RP. Nie wiem, czy zgodziłaby się z tym ludność żydowska z niektórych regionów - np. z Wileńszczyzny, Białegostoku i Śląska - która szczególnie na początku okresu międzywojennego nie ukrywała, że nie chce należeć do Polski”. (Por. P. Wróbel: Mord i strach, „Gazeta Wyborcza”, 29-30 lipca 2006 r.).
 
Dodajmy do tych regionów zdecydowanie antypolskie zachowanie ogromnej części Żydów w Poznańskiem. Odwołam się tu do świadectwa znanego żydowskiego historyka, profesora Ezry Mendelsohna. Według niego zgermanizowani syjoniści utworzyli w Poznaniu proniemiecką Narodową Radę (Volksrat) w 1918 r. Niechętnie nastawieni do nowego układu władzy w Poznańskiem, w którym rządy przechodziły do Polaków, domagali się odrębnej narodowej autonomii dla małej mniejszości żydowskiej w byłym zaborze pruskim. (Wg. E. Mendelsohn: „Zionism in Poland. The Formative Years, 1915-1926”, New Heaven and London 1981, s. 105). Warto tu przypomnieć, że jeszcze w 1910 r. w Poznańskiem na 26.422 Żydów 26.400 podało się przy spisie ludności za Niemców, a tylko 22 za Polaków. (Według M. Steckiej: „Żydzi w Polsce”, Warszawa 1921, s. 45). Bzdurne uogólnienia Grossa o Żydach jako „jednym z najbardziej państwowotwórczych elementów” po 1918 r. warto porównać np. z opinią przebywającego od 1940 r. w USA wybitnego socjologa żydowskiego pochodzenia Aleksandra Hertza: „Masy tego żydostwa przyjęły fakt powstania państwa polskiego jako coś nieoczekiwanego, niezbyt zrozumiałego, przyjęły go nieufnie, powątpiewająco. W tym sensie Żydzi w 1918 r. byli krajowymi cudzoziemcami”.

Prolitewskość kosztem Polski
 
Wśród Żydów na Litwie wyraźnie dominowała skłonność do popierania Litwinów we wszystkich ich sporach z Polakami o przyszły kształt granic polsko-litewskich. Warto przytoczyć w tym kontekście znów uwagi cytowanego już Ezry Mendelsohna. Pisząc o sytuacji na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim, w tym w regionie Wilna i okolic, Mendelsohn stwierdził, że „Żydzi nie identyfikowali się z Polakami ani kulturowo, ani politycznie i nie mieli powodów, by woleć rządy polskie. Większość żydowskich przywódców politycznych skłaniała się ku orientacji prolitewskiej, opierając się na założeniu, że Litwini gwałtownie potrzebujący międzynarodowego poparcia zgodzą się na daleko idące ustępstwa na rzecz dużej i wpływowej mniejszości żydowskiej. W swej orientacji prolitewskiej przywódcy żydowscy głosili hasła „wielkiej Litwy” ze stolicą w dużym centrum żydowskim - Wilnie, zarówno dlatego, że takie państwo objęłoby pokaźną liczbę Żydów, jak i dlatego, że ex definitione stałoby się państwem wielu narodowości, a nie litewskim państwem narodowym”. (Wg. E. Mendelsohn: „Żydzi Europy Środkowo-Wschodniej w okresie międzywojennym”, Warszawa 1992, s. 83). Na konferencji syjonistów litewskich w grudniu 1918 r. tylko jeden z delegatów otwarcie sprzeciwił się występowaniu przez Żydów litewskich z „polityką wyzwania” przeciw Polsce. (Według E. Mendelsohn: „Zionism…”, op.cit., s. 102).
 
Znany z przychylności do Żydów Józef Piłsudski pisał o sytuacji w Wilnie po wyzwoleniu go od bolszewików: „(...) Gdym na drugi dzień świąt przyjechał do Wilna, przez parę dni widziałem całe miasto płaczące ze wzruszenia i radości (...) Znacznie gorzej było z Żydami, którzy przy panowaniu bolszewickim byli warstwą rządzącą. Z wielkim trudem wstrzymałem pogrom, który wisiał w powietrzu, z powodu tego, że ludność cywilna żydowska strzelała z okien i dachów i rzucała stamtąd granaty ręczne (...)”. (Cyt. za.: Andrzej Zwoliński: „Starsi bracia”, Kraków 1994, s. 76).

Żydzi za odebraniem Białegostoku Polsce
 
Dla Polaków szczególnie oburzające było zachowanie Żydów w Białymstoku i ich sprzeciw wobec przynależności tego miasta do Polski. Historyk Zbigniew Zaporowski pisał w wydanej w 1992 r. książce o Sejmie RP 1919-1939: „Niepodległa Polska - jak się wydaje - była szokiem dla szerokich rzesz społeczeństwa żydowskiego, zwłaszcza tzw. Litwaków, wychowywanych przez rosyjską szkołę i administrację w duchu co najmniej obojętności , żeby nie powiedzieć wrogości do Polski i Polaków”. (Por. Z. Zaporowski: „Sejm Rzeczpospolitej Polskiej 1919-1939”, Lublin 1992, s. 159). Zaporowski pisał, że: „Niezadowolenie wspomnianej części Żydów z powstania niepodległej Polski „owocowało mało sensownymi a drażniącymi projektami, np. postulatem wysuniętym przez gminę białostocką, przyłączenia Białegostoku do Litwy czy też protestem żydowskich mieszkańców tego miasta przeciwko uznaniu ich za obywateli polskich, ponieważ uznali, że przynależność tego miasta nie jest jeszcze zdecydowaną. (1919 r.)”.(Por. Tamże, s. 160).

Wspomniany już skrajnie prożydowski historyk P. Wróbel przyznawał: „Jeszcze w 1918 r., a później w pierwszych miesiącach 1919 r. (...) grupa działaczy żydowskich wysunęła ideę stworzenia z Białegostoku wolnego miasta, lub go włączenia do Litwy, tak jak to było w granicach wytyczonych przez traktat brzeski. Niektórzy politycy żydowscy uważali, że wewnątrz państwa litewskiego byliby równorzędną grupą etniczną wobec niewiele liczniejszych Polaków i Litwinów. (Podkr. - JRN. Cyt. za P. Wróbel: „Na równi pochyłej. Żydzi Białegostoku w latach 1918-1939: demografia, ekonomika, dezintegracja, konflikty z Polakami”, „Studia Podlaskie”, 1989, t. II,ss. 192-193). Zajadła niechęć białostockich środowisk żydowskich do pozostawienia ich miasta w granicach Rzeczypospolitej wyrażała się na przeróżne sposoby. Znalazła np. wyraz jesienią 1919 r. w ostrym proteście skierowanym do Ministerstwa Spraw Wojskowych przeciw poborowi do armii polskiej. Jako argument numer jeden podano stwierdzenie: „Wschodnie granice Polski nie są jeszcze ostatecznie ustalone i los Białegostoku nie jest przesądzony”. (Por. tamże, s. 136). Innym wyrazem niepogodzenia się ludności żydowskiej Białegostoku z przynależnością tego miasta do Polski było zbojkotowanie przez Żydów wyborów do białostockich władz miejskich w 1919 r. (Tamże, s. 196). Jeszcze 7 października 1919 r. żydowska gazeta „Naje Lebn” pisała w artykule „Los Białegostoku”, że pomimo zatwierdzenia przez polski Sejm przynależności Białegostoku do Polski, sprawa wcale nie jest przesądzona. (Tamże, s. 193)

Szczególnie szokujące były wydarzenia w 1920 r. po wkroczeniu wojsk sowieckich do Białegostoku, gdzie natychmiast zabrano się do dyskryminowania Polaków na rzecz żydowskich szowinistów. Świadczy o tym świadek, którego trudno zakwestionować - Julian Marchlewski, przewodniczący samozwańczego rządu prosowieckiego. Marchlewski, znany z ostrego potępienia dla wszelkich form antysemityzmu, autor książeczki „Antysemityzm i robotnicy” (1913 r.), tym razem nie ukrywał swego wielkiego zniesmaczenia szowinistycznym zachowaniem się dużej części białostockich Żydów w pierwszych dniach po wejściu tam armii sowieckiej. Jak pisał w tekście: „Rosja proletariacka a Polska burżuazyjna”: „Po wkroczeniu Armii Czerwonej do (Białegostoku- JRN) popełniono tu jeden (..) z błędów (...) w mieście, w którym niewątpliwie ludność polska stanowi większość, w pierwszych dniach w urzędach uznawano tylko język rosyjski i żydowski, powierzono stanowiska tylko tym, którzy tym językiem władali (...) Źle było pod tym względem, że przed przybyciem TKRP (Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polskiego - JRN) wydział oświaty został chwilowo opanowany przez nacjonalistów żydowskich, którzy tam uprawiali różne brewerie. Dowiedzieli się oni o statucie Ludowego Komisariatu Oświaty w Rosji, w którym przewidziane było istnienie sekcji „mniejszości narodowościowych”, więc urządzili sobie w Białymstoku „sekcję polską”, uważając widocznie, że Polacy mają tu być traktowani jaklo owa „mniejszość.. Czy „większością” w ich rozumieniu mieli być Żydzi, czy może wyobrażali sobie, że za język większości będzie uważany język rosyjski, nie wiadomo”. (Cyt. za: J Marchlewski: „Pisma wybrane”, Warszawa 1956, t. II,ss. 768,773),

Warto porównać ten opis zachowania zbolszewizowanych Żydów w Białymstoku w 1920 r. z kłamliwym uogólnieniem J. T. Grossa („Fear”,s. 62): „Żydzi byli zawsze lojalnymi obywatelami. Tradycyjnie traktowali państwo jako obrońcę przeciw potencjalnym agresjom ksenofobicznych sąsiadów”.

Dlaczego poparli Ukraińców?

Z kolei wśród Żydów w Galicji wyraźnie dominowały nastroje proukraińskie i niechętne Polsce. Czołowym rzecznikiem opcji proukraińskiej był Israel Waldman. Zarówno on, jak i inny wybitny żydowski polityk galicyjski, Leo Reich (prezes Rady Narodowej Żydowskiej Wschodniej Ukrainy, wielokrotny poseł do parlamentu), głosili, że zarówno Żydzi jak i syjoniści żydowscy zyskają dużo lepsze warunki rozwoju wewnątrz ukraińskiej struktury państwowej niż polskiej. Leo Reich tak wyjaśniał 4 kwietnia 1919 r. na łamach „Izraelitischen Wochenblatt fur Schweis” przyczyny proukraińskich sympatii wśród Żydów: „Musimy jednak nalegać, aby zamieszkane w większości przez Ukraińców obszary należały do Ukrainy, nie tylko w imię sprawiedliwości, lecz i we własnym interesie. Sytuacja nasza na Ukrainie będzie bowiem o wiele lepsza niż w Polsce, gdyż Ukraińcy nas potrzebują. Będzie to miało miejsce zwłaszcza w najbliższych 40-50 latach. Ukraińcy, mając mało inteligencji, będą nas potrzebowali do handlu, bankowości, urzędów itd. We własnym interesie muszą więc protegować żydowską inteligencję (...) W Polsce mogą ulec Żydzi o wiele łatwiej asymilacji, ponieważ kultura polska jest bądź co bądź silna. Inaczej ma się rzecz na Ukrainie, gdyż ukraińska kultura w stosunku do żydowskiej jest minimalna. Żadnemu Żydowi nie przyszłoby do głowy asymilować się z Ukraińcami”. (Por. również J. R. Nowak: Antysemityzm w Polsce, „Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2000, t. I, s. 217). Te proukraińskie złudzenia Żydów prysnęły całkowicie w czasie drugiej wojny światowej, gdy Ukraińcy zgotowali im niezwykle okrutne ludobójcze rzezie.
Warto w tym kontekście przypomnieć uwagi włoskiego dyplomaty Eugenio Reale, znanego z wnikliwości jego polskich obserwacji. (Reale był w 1945 r. włoskim ministrem spraw zagranicznych, a od września 1945 r. do lutego 1947 r. ambasadorem Włoch w Warszawie). W skierowanym do włoskiego MSZ obszernym opracowaniu nt. problemu żydowskiego w Polsce (z 5 lipca 1946 r.) Reale pisał m.in.: „Po zawarciu pokoju w Brześciu Litewskim Żydzi polscy prowadzili w dalszym ciągu akcję antynarodową, popierając niepodległość Ukrainy i przyłączenie do niej polskiego terytorium Chełma. Po zakończeniu wojny występowali przeciwko zajęciu przez Polaków Gdańska, Poznania, Opola, Cieszyna, Lwowa, Wilna (...) Antysemityzm polski jest przede wszystkim uczuciowy i wśród przyczyn, które wywołały jego powstanie, może najważniejsze było owo obojętne, a nawet wrogie stanowisko Żydów wobec problemów narodowych Polski; tego rodzaju postawa musiała z konieczności budzić oburzenie narodu tak sentymentalnego jak naród polski”. (Por. E. Reale: „Raporty Polska 1945-1946”, Paryż 1968, ss. 200-201).

Żarliwi żydowscy germanofile przeciw Polsce
 
Jeden z najwybitniejszych polskich uczonych XX wieku, słynny historyk i historiozof Feliks Koneczny pisał w książce „Cywilizacja żydowska” o skrajnym germanofilstwie polskich Żydów: „Powtórzymy: przez całą wojnę (pierwszą wojnę światową - JRN) stali po stronie niemieckiej. Ujął to inny autor doskonale w kilku zdaniach: „Dzięki wpływom żydowskim w kongresie wersalskim Gdańsk nie dostał się Polsce. Ten sam Jakub Schiff, który zorganizował subwencję na wywołanie rewolucji w Rosji, posyłał memoriał do Wilsona przeciwko żywotnym interesom Polski, a na korzyść Niemiec”. Jak stwierdza R. Vogel w pracy „Deutsche Presse des Abstimmungskampfs im Obertschlessien”, uchwalenie plebiscytu na Śląsku, zamiast przyznania tego kraju w całości Polsce, zawdzięczają Niemcy tylko rabinom żydowskim, którzy za pośrednictwem lóż żydowsko-masońskich, wpływali decydująco na Wilsona i Lloyd George’a”. (Por. F. Koneczny: „Cywilizacja żydowska”, London 1974, s. 358).

Jakże smutny był fakt, że tylko mniejszość polskich Żydów, głównie z nurtu asymilatorów, aktywnie wspierała polskie boje o granice. Jak wynika z przeróżnych źródeł, przeważająca część polskich Żydów zachowywała obojętne lub wręcz niechętne stanowisko wobec wizji niepodległości Polski. By przytoczyć tu choćby jakże wymowną relację z pamiętników Józefa Dominika Kłoczowskiego (ojca znanego dziś historyka, prof. KUL-u Jerzego Kłoczowskiego). Czytamy tam o sytuacji w Warszawie w październiku 1918 r. : „U nas na SGGW nie było przeciw wstąpieniu do wojska opozycji (...) Gdy dyskusja trwała, przyniesiono wieść z miasta, że ogromna część młodzieży - wszyscy Żydzi i część zagorzałych socjalistów - nie chce absolutnie iść do wojska, nie chce uchwalić wniosku o zawieszeniu studiów”.
Zapytajmy wiec, cóż to była za „postawa państwowotwórcza”? Wielka część Żydów nie widziała dosłownie żadnej motywacji dla walki o Polskę, dla ginięcia za granice państwa, z którego interesami się nie utożsamiała. Szokująco pod tym względem wyglądały informacje podane przez profesora Wacława Sobieskiego, członka Polskiej Akademii Umiejętności, w III tomie jego głośnych „Dziejów Polski”: Otóż wśród zbiegłych na Śląsk, a następnie wydanych władzom Polski było dezerterów 202, w tym Żydów 193, uchylających się od poboru wojskowego 411, w tym Żydów 398, działających na szkodę państwa polskiego 328, w tym Żydów 325. (Podkr. - JRN). (Por. W. Sobieski: „Dzieje Polski”, t. III 1864 - 1938, Warszawa 1938, s. 251).
 
W świetle powyższych faktów absolutnie niezgodne z prawdą wydaje mi się dość pochopne uogólnienie Marka Jana Chodakiewicza, wyraźnie nie znającego realiów pierwszych lat niepodległej Polski, iż: „Żydzi, ogólnie rzecz biorąc, byli obojętni w stosunku do Polski”. (Por. M. J. Chodakiewicz: „Żydzi i Polacy 1918-1955”, Warszawa 2000, s. 16).

Mimo tak licznych przejawów nielojalności ze strony środowisk żydowskich na Kresach, w Polsce wspaniałomyślnie przyjęto po wojnie domowej w Rosji aż 600 tysięcy Żydów, którzy schronili się w Polsce. W 1926 r. za rządu Bartla uzyskali oni obywatelstwo polskie.,

Oskarżanie Polaków o rzekome „pogromy”

Najbardziej niebezpieczną i skuteczną okazała się zakrojona na bardzo szeroką skalę międzynarodowa akcja wielu wpływowych żydowskich polityków i dziennikarzy przeciw Polsce w dobie konferencji pokojowej w Wersalu. Szczególnie mocne były powtarzające się w niej bez przerwy oskarżenia o rzekome ciągłe „pogromy” Żydów w Polsce oraz różne formy polskiej dyskryminacji Żydów. W zagranicznej prasie żydowskiej pojawiały się ciągle kolejne oszczerstwa na temat rzekomej dyskryminacji Żydów w Polsce. Na przykład w Londynie we wpływowym tygodniku „Jewish Chronicle” z dnia 14 lutego 1919 r. podano wiadomość pt. „Norma procentowa w Krakowie”. Autor „informacji” podawał, że na Uniwersytecie Jagiellońskim jakoby właśnie wszedł w życie nowy specjalny przepis, na mocy którego odsetek nowo przyjętych studentów żydowskich nie może przekraczać 5% studentów nie-żydowskich. Był to hucpiarski fałsz. Znany PPS-owski historyki niepodległościowy Adam Ciołkosz, przypominając po latach ten tekst z „Jewish Chronicle”, stwierdził: „Wiadomość była wyssana z palca, na Uniwersytecie Jagiellońskim nigdy nie wprowadzono numerus clausus, do samej chwili wejścia wojsk niemieckich w roku 1939 do Krakowa senat tego uniwersytetu nie uległ naciskom nacjonalizmu i rasizmu, a po wejściu wojsk niemieckich nie uległ im tym bardziej, że ciało profesorskie poszło w całości do Sachsenhausen. Lecz fałszywa i oszczercza wiadomość nie została nigdy sprostowana. Więc kto by dziś pisał historię Żydów w Drugiej Rzeczpospolitej na podstawie roczników „Jewish Chronicle” zapewne uznałby tę wiadomość za godną szczególnej uwagi i uwzględniłby ją w swym czarnym rejestrze. Gdy zastanawiam się nad zagadką, skąd i dlaczego ta pasja przesadnych i nieprawdziwych wiadomości, dochodzę do wniosku, chciano jak najgłośniej bić w dzwon alarmowy, by skłonić wielkie mocarstwa Zachodu do interwencji w Polsce w obronie ludności żydowskiej. Interwencje były, jak wspomniana już misja rządu brytyjskiego i amerykańska misja Morgenthaua, ale były późne i ani Żydom polskim nie pomogły, ani nie zaszkodziły. Natomiast w opinii publicznej na Zachodzie utrwalił się obraz Polski jako kraju krwiożerczego antysemityzmu, gdzie mienie i życie Żydów nieustannie narażone jest na niebezpieczeństwo (....) I tak wlecze się za nami brudna smuga oszczerstw, odmalowujących naród polski w jego całości jako barbarzyńców, czarnosecińcow, hitlerowców” (Por. A. Ciołkosz: Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978”, Londyn 1983, s. 245).

Wojujący antypolonizm L. Bernsteina-Namierowskiego (Namiera)

Wśród polityków pochodzenia żydowskiego szczególnie zajadłym i niestety bardzo wpływowym był pochodzący z Polski Lewis Berstein-Namierowski, później znany jako Namier. Był ekspertem w brytyjskich ministerstwach propagandy (1915-1917), informacji (1917-1918) oraz w ministerstwie spraw zagranicznych (1918-1920). Odznaczał się dość nieprzyjemnymi cechami charakteru: natarczywością, egocentryzmem i chęcią całkowitego intelektualnego zdominowania innych. (Por. uwagi Bartłomieja Rusina z UJ w internetowym tekście „Lewis Namier a kwestia ,,linii Curzona’’i kształtowania się polskiej granicy wschodniej po I wojnie światowej”) . W czasie swego wcześniejszego pobytu w Polsce (urodził się na lubelszczyźnie, później przebywał m.in. we Lwowie) Namierowski wyniósł trwały uraz do Polaków, których po prostu nienawidził. W efekcie miał bardzo duży wpływ w duchu antypolskim na i tak skrajnego wroga Polski premiera Lloyd George’a. (Por. na ten temat szerokie bardzo cenne spostrzeżenia wspomnianego już B. Rusina).
Wpływ Namierowskiego (Namiera) na premiera Lloyd George’a był szczególnie niebezpieczny w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Działo się tak też dlatego, że i sam Lloyd George był tak bardzo mocno antypolski i nawet probolszewicki. By odwołać się tu do opinii znanego brytyjskiego historyka prof. Normana Daviesa, który przytoczył w kontekście Lloyda George’a opinię lorda Curzona, iż „kłopot z premierem polega na tym, że on sam jest trochę bolszewikiem; można odnieść wrażenie, że za jedyną bratnią duszę na arenie międzynarodowej uznaje Trockiego”. (Cyt. za: N. Davies: „Orzeł Biały i Czerwona Gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920”. Kraków 2002, s. 88). Davies bardzo krytycznie podsumował ostateczny bilans działań premiera Lloyd George’a w czasie wojny polsko-bolszewickiej: „Nieustanna gotowość, by dawać wiarę bolszewikom zraziła do niego Francuzów, swoją niechęcią do udzielenia pomocy materialnej zraził Polaków (podkr.-JRN). (...) obraził (...) pozostałych członków misji międzysojuszniczej, gdy odrzucił ich apel o pomoc dla Polski”. (Por. N. Davies: op.cit., s. 178 )
Namier szczególnie mocno nienawidził Romana Dmowskiego, którego wciąż zwalczał i obrzucał oszczerstwami. Namierowi zarzucano m.,in,. ciągłe manipulowanie w duchu antypolskim statystykami etnograficznymi na Kresach Wschodnich i w Galicji[. Część historyków zarzuca Namierowskiemu vel Namierowi sfałszowanie, zapisu linii demarkacyjnej, zwanej linią Curzona, tak, aby odcinała Lwów i Wilno od Polski. W późniejszych latach był bardzo aktywnym działaczem syjonistycznym. Jedno jest pewne - nikt z polityków zachodnich nie przyniósł tyle szkód interesom Polski, co wspomniany żydowski polityk Namierowski (Namier.).

Zagraniczne misje dla zbadania sytuacji Żydów

Żydowskie naciski polityczne przyniosły bardzo negatywne skutki dla Polski. 28 września 1919 roku Polska musiała podpisać strasznie krzywdzący dla nas traktat mniejszościowy (mały traktat wersalski). Nawet to nie zadowoliło jednak podnoszącego histeryczny wrzask przeciw Polsce międzynarodowego lobby żydowskiego. Antypolska kampania prasowa, alarmująca co do rzekomych pogromów w Polsce spowodowała wysłanie do Polski paru kolejnych komisji zagranicznych dla zbadania losu rzekomo okrutnie prześladowanych Żydów. Pierwsza z tych komisji pod kierownictwem amerykańskiego Żyda Henry Morgenthaua przebywała w Polsce od lipca do września 1919 r. Nawet stronniczo prożydowski Morgenthau przyznał w swym raporcie, że używanie wobec Polski stwierdzeń o „pogromach” jest nieprecyzyjne . Zaznaczył jednak,że w Polsce doszło do ekscesów antyżydowskich, w których zginęło 280 Żydów. Nie zaakceptował jednak części oskarżeń wysuwanych przeciw Polakom przez polskich Żydów. M.in. Morgenthau nie zgodził się z próbami przedstawiania przez część Żydów działalności polskich spółdzielni jako rzekomego przejawu dyskryminowania Żydów. Uznał spółdzielnie za „uzasadnioną formę działania dla ograniczenia zysków pośredników, a więc formę gospodarczej aktywności, którą każde społeczeństwo ma prawo prowadzić”. (Por. „The Jewsin Poland. Official Reports of The American and British Investigating Missions”, Chicago 1919, s. 8 ).
 
Z konkluzjami Morgenthaua nie zgodzili się dwaj pozostali członkowie jego misji: generał Edgar Jadwin i Homer H. Johnson. Ogłosili oni utrzymany w bardzo mocny w tonie odrębny drugi raport. Jak pisze Rafał Żebrowski w „Słowniku Judaistycznym” (Warszawa 2003, t. II, s. 186 ) autorzy drugiego raportu „Uważali, że sprawa prześladowań społeczności żydowskiej w Polsce została rozdmuchana propagandowo przez Niemców w celu zdyskredytowania Polski na arenie międzynarodowej. Znacznie szerzej prezentowali tło „ekscesów”, uznając, że były one wynikiem sytuacji kraju (wojna, nie ustabilizowana sytuacja, głód itp.), a nie wrogości władz i społeczeństwa wobec Żydów. Nie podnosili kwestii dyskryminacji”. Jak pisał autor polonijny dr Karol Wachtl: „Gen. Jadwin stwierdził z całą wyraźną i niedwuznaczną stanowczością, iż pogromów w Polsce nie było, że to Niemcy w świat puszczali pogłoski o pogromach, by Polsce szkodzić, by ją osłabić w opinii zagranicznej, z nimi skwapliwie połączyli się żydzi, Polsce wrodzy. Omawiając nieznaczne i nieliczne zajścia antyżydowskie, stwierdza Jadwin, że winę za nie ponosi stanowisko żydów nieżyczliwe Polakom oraz „wyczekiwanie ich - kto zwycięży”, które musiało Polaków zrazić do żydów”. (Por. K. Wachtl: „Polonia w Ameryce”, Filadelfja 1944, s. 374 ).

Od września do grudnia 1919 r. działała w Polsce kolejna komisja zagraniczna, również pod przewodnictwem Żyda, Sir Stuarta M. Samuiela, brytyjskiego polityka i przewodniczącego Board of Deputies of British Jews. Przewodniczący delegacji napisał raport w skrajnie jednostronny prożydowski sposób, deformując fakty. Ale to nie wystarczyło. Szczególnie zirytowała niektóre środowiska żydowskie dołączona do raportu Samuela Stuarta treść dystansującego się od niego odrębnego raportu brytyjskiego kapitana Wrighta. Ustalenia Wrighta w dużej części obciążały polskich Żydów, winiąc ich za zakłócenia w stosunkach polsko-żydowskich,. Wright przypomniał, że duża część polskich Żydów uległa rusyfikacji i germanizacji, stąd jawili się dla Polaków jako przedstawiciele ich ciemiężycieli. (Por.: „The Jews in Poland. Officiel reports...”, op.cit., s. 39. ). Pisał: „Jest wielu Żydów w Polsce, znających trzy języki: hebrajski, yidish i rosyjski, ale nie znających polskiego”. (Tamże, s. 39 )

Na tle nagonki prasowej na Polskę w niektórych krajach Europy i Stanów Zjednoczonych tym wymowniejsze było stwierdzenie z raportu kapitana Wrighta, iż: „raczej jest zaskoczony tym, że w Polsce było tak mało ekscesów antyżydowskich w porównaniu z setki razy większymi na Ukrainie, czy nawet ekscesami na Węgrzech i w Czechosłowacji”. („The Jews”, s. 42). Wright zwrócił uwagę na wyjątkowo stronnicze antypolskie komentarze niektórych Żydów amerykańskich. Przytoczył m.in. opinię sędziego Aarona Levy z sądu w Nowym Jorku, który po powrocie z Warszawy oświadczył na łamach „New York American” z 12 sierpnia 1920 r. w duchu absolutnej pogardy dla Polski, ze „Polska jest mniej przygotowana do samodzielnego rządzenia niż Filipiny, a polska armia jest w gorszym stanie niż meksykańscy bandyci”. (Por. „Jews in Poland...”, op.cit., s. 50).,

Pisząc o ekscesach antyżydowskich w Wilnie i Lwowie kpt. Wright przypomniał, że „były to miasta, w których wcześniej bardzo mocno zaznaczyły się probolszewickie sympatie miejscowych Żydów”. Według Wrighta: „we Lwowie i w Wilnie Żydzi (...) byli bardzo dobrze nastawieni do bolszewików, ponieważ ci byli Rosjanami, preferując jakikolwiek rząd rosyjski niż jakikolwiek rząd polski, nawet najlepszego typu”.(Tamże, s. 46 ). Według Wrighta młodzi Żydzi masowo zasilali garnizony bolszewickie w obu miastach, wykorzystując przy tym wszystkie możliwości robienia biznesu, zwłaszcza sprzedaży i spekulacji żywnością. I właśnie ci Żydzi z garnizonów walczyli i to twardo walczyli przeciw polskim wojskom”. (Tamże, s. 46). Kpt. Wright bardzo krytycznie oceniał również separatystyczne tendencje Żydów i ich wygórowane postulaty pod adresem nowego państwa polskiego. Pisał, że Żydzi równocześnie pragną „narodowej autonomii w Polsce i narodowej ojczyzny w Palestynie”. (Tamże, s. 34 ). Wyliczał postulaty Żydów, chcących mieć prawo wyboru własnego reprezentatywnego ciała z rozległymi kompetencjami ustawodawczymi i podatkowymi, żądających przyznania jednej szóstej albo jednej siódmej mandatów poselskich wyłącznie dla Żydów. Według Wrighta niektórzy Żydzi domagali się nawet osobnych sądów dla Żydów. Przytaczając te postulaty Wright komentował, iż gdyby z czymś takim wystąpili Żydzi w Anglii - po pomnożeniu ich liczby - to szybko wzbudziliby wyraźną niechęć angielskiej opinii publicznej. Konkludując Wright stwierdził: „Jeśli Żydzi na Zachodzie są lepiej przyjmowani niż w Europie Wschodniej, to dlatego, że mają mniejsze roszczenia”.

Kpt. Wright dał również własne wyjaśnienie przyczyn wyjątkowo silnej niechęci do Żydów w polskim wojsku. Tłumaczył ją przede wszystkim tym, że „Żydzi unikają służby wojskowej, przez przekupstwo, dezercje lub przez jakieś inne fortele wymigując się od służby na froncie”. Wzbudzało to, według Wrighta, tym silniejsze nastroje antyżydowskie wśród polskich żołnierzy, znoszących życie na froncie bez żywności, czy odpowiedniej odzieży w przejmującym zimnie. Rozwiązanie polsko-żydowskich konfliktów Wright widział przede wszystkim w umocnieniu polskiej państwowości. Uważał, że prawdziwie silna i sprawiedliwa administracja „uczyni ich lojalnymi wobec Polski, choć dziś są od tego dalecy”. (Podkr. - J.R.N.) (Tamże, s. 47).

Warto przypomnieć, że poseł amerykański w Polsce, Hugh Gibson, „pierwszy, nie pytany, nie proszony, przesłał do Waszyngtonu oficjalne zaprzeczenie pogłosek o pogromach, a w urzędowym komunikacie stanowczo stwierdził i ogłosił, że żadnych pogromów w Polsce nie było”. (Wg. K. Wachtel: op.cit. ss. 386-387). Gibson był jednym z bardziej znaczących dyplomatów amerykańskich: w 1927 r. był przewodniczącym delegacji amerykańskiej na międzynarodowej Konferencji dla spraw Rozbrojenia,.

Prof. Norman Davies o łgarstwach antypolskich oskarżeń w 1919 r..

Jak już wspomniałem wcześniej, celem wielkiej skoordynowanej międzynarodowej ofensywy przeciw Polsce było narzucenie w 1919 r. powstającej Rzeczypospolitej Polskiej jak największych ograniczeń międzynarodowych, a przede wszystkim korzystnego dla Żydów traktatu o mniejszościach narodowych. Sugerowano, że jeśli nie narzuci się Polakom takich ograniczeń, to nigdy nie uspokoją się w swych „sadystyczno-eksterminacyjnych” skłonnościach wobec Żydów. Profesor Norman Davies pisał w swym podstawowym dziele „Boże Igrzysko”, że: „Doniesienia w prasie zachodniej o „pogromach w Polsce”, mimo, że akceptowali je komentatorzy zachodni, były wielokrotnie poddawane w wątpliwość przez badających je niezależnych obserwatorów brytyjskich i amerykańskich. Tak zwany pogrom lwowski w listopadzie 1918 roku okazał się być masakrą wojskową, w której zginęło trzy razy więcej chrześcijan niż Żydów. Tak zwany pogrom w Pińsku okazał się być dziełem spanikowanego porucznika, który wydał rozkaz egzekucji trzydzieści pięciu osób podejrzanych o współpracę z bolszewikami; rozkaz określony przez badającego sprawę Amerykanina jako w pełni uzasadniony przez okoliczności”. Pogromy w Wilnie w kwietniu 1919 r., a następnie w październiku 1920 roku były spowodowane śpiesznym odwrotem Armii Czerwonej oraz wojskową akcja odwetową wymierzoną przeciwko osobom podejrzanym o kolaborację”. (Por. N. Davies: „Boże Igrzysko”, Kraków 2007, s. 740).

Poparcie dużej część Żydów dla nawały bolszewickiej w 1920 r.
 
Historyk, profesor Mieczysław Ryba, pisał, że „częste solidaryzowanie się Żydów z najazdem bolszewickim w 1920 r., było kolejnym powodem zaognienia ich stosunków z Polakami”. (Por. M. Ryba: „Naród i polityka”, Lublin 1999, s. 6). M. Ryba przywołał w tym kontekście m.in. wspomnienia Stanisława Grabskiego: „Z codziennych walk i rozważań” (Poznań 1923, s. 73) i książkę prof. Feliksa Konecznego: „Cywilizacja żydowska”. Warto przytoczyć odpowiedni fragment z tej książki prof. Konecznego (wydanie londyńskie 1974, s. 357): „Najazd bolszewicki przyjęli żydzi w Polsce z entuzjazmem. Tworzyli po miastach własne bojówki, strzelali do Polaków (w Wilnie żydówki wylewały kubły ukropu na przechodzące oddziały polskie). Oficerowie żydowscy szerzyli panikę w armii i przeszkadzali należytemu funkcjonowaniu swych oddziałów”.
Znany polityk i publicysta, Stanisław Głąbiński, w swych wspomnieniach pisał o jednoznacznie wrogim stosunku Żydów do Polski w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Jak wspominał: „Wówczas - w dniu 14 sierpnia wyjechała do Mińska delegacja polska z szerszymi pełnomocnictwami. W drodze do Mińska miała delegacja sposobność przekonać się w miastach i miasteczkach polskich, jakich to wiernych obywateli karmi Ojczyzna na swoim łonie. Oto Żydzi, licząc na pewny upadek Polski i na bezkarność, napastowali delegatów wszędzie naigrywaniem się, obelgami, pluciem i przekleństwem”. (Por. S. Głąbiński: „Wspomnienia polityczne”, Londyn 1986, cz. I. s. 481).
 
„Kurier Warszawski” z 1 września 1920 r. pisał:W całym szeregu miejscowości wystąpiły żydowskie oddziały wojskowe, udzielając swej pomocy hordzie bolszewickiej; w bardzo wielu miastach znalazła się zawsze pokaźna część ludności żydowskiej, witająca okrutnych najeźdźców życzliwie, a nawet z zapałem.” Bywało jednak i gorzej W „Dzienniku Porannym” z 13 lipca 1920 r. pisano: „Mamy świadectwo przede wszystkim wodza naczelnego, który w rozmowie z dziennikarzem stwierdził, iż w Łukowie, Siedlcach, Kałuszynie, Białymstoku, Włodawie miały miejsce liczne, czasem nawet masowe ze strony Żydów przypadki zdrady stanu” („Dziennik Poranny”, 13 lipca 1920).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz