))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

sobota, 8 września 2018

Rozbić fałszywe mity o stosunkach polsko-żydowskich (IV) cz.2

Dominacja Żydów w KPP

Szczególnie fatalne skutki dla postrzegania Żydów w Polsce przyniosły związki ich znacznej części z Sowietami. Swego rodzaju symbolem tych związków był fakt, że w samozwańczym rządzie probolszewickim w Białymstoku wielką rolę grało dwóch towarzyszy żydowskiego pochodzenia: Feliks Kon i Józef Unszlicht (później zastępca F. Dzierżyńskiego w Czeka.). Innym symbolem był fakt, że żydowski komunista Adolf Warski (Adolf Jerzy Warszawski) był najbardziej znanym przywódcą Komunistycznej Partii Polski, „partii zdrady narodowej”. Komunistyczny Historyk Henryk Cimek ustalił, że „w 1935 roku „w aktywie terenowym było 54% Żydów, w aktywie technicznym 75%. Żydzi stanowili 90% oskarżonych w procesach komunistów”. (Cyt. za: Mieczysław Ryba: „Naród i polityka”, Lublin 1999, s. 96). Żydowski badacz J. Schatz pisał: „Dramatycznie wzrosło członkostwo Żydów w komunistycznej organizacji w Warszawie, z 44 procent w 1930 do 65 procent w 1937 roku (w 1930 żydzi stanowili 51 procent KZMP (Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej), podczas gdy etniczni Polacy tylko 19 procent (...) żydowscy komuniści stanowili 54 procent aktywnego kierownictwa KPP w 1935”.

Wielka, wręcz dominująca rola w KPP polityków pochodzenia żydowskiego, obojętnych wobec polskich interesów narodowych, była tym bardziej haniebną w sytuacji, gdy partia ta pod naciskiem stalinistów ze Związku Sowieckiego popierała najbardziej nawet agresywne roszczenia niemieckie wobec Polski. Dość przypomnieć, co pisał na temat poparcia KPP dla roszczeń niemieckich były przywódca PZPR Władysław Gomułka w swych pamiętnikach - o antypolskim stanowisku KPP w jej uchwałach dotyczących Górnego Śląska, Pomorza i Gdańska. (Por. W. Gomułka: „Pamiętniki”, red. nauk. Andrzej Werblan, Warszawa 1994, t. I, s. 382). Gomułka zacytował tam m.in. szkaradne antypolskie sformułowania z projektu programu KPP w 1934 r.: „Burżuazja polska włada również na mocy imperialistycznych podbojów i traktatów Górnym Śląskiem i „korytarzem”, ciemięży „Wolny Gdańsk” (...) W stosunku do Górnego Śląska i do Pomorskiego Korytarza zwycięski proletariat polski przekreśli orzeczenia imperialistycznych traktatów i zapewni ludności tych ziem prawo samookreślenia aż do oderwania od Polski. W stosunku do Gdańska KPP zwalcza narzucone mu jarzmo Polski i Ligi Narodów, zwalcza aneksjonistyczną politykę imperializmu polskiego i uznaje prawo ludności gdańskiej, siłą oderwanej od Niemiec do ponownego złączenia się z Niemcami”. (Por. tamże, s. 365). I takie to tezy głosiła KPP w rok po zwycięstwie Hitlera w Niemczech!

Destrukcyjna rola I.Grünbauma

Dodajmy do tego nader destrukcyjną role przywódcy posłów żydowskich w Kongresówce Icchaka Grünbauma. W odróżnieniu od szukających jakiejś formy porozumienia z polskimi politykami posłów żydowskich z Galicji, zajmował on wciąż skrajnie nieprzejednaną postawę wobec Polaków. Właśnie Grünbaum odegrał szczególnie wielką rolę w stworzeniu, głównie we współdziałaniu z działaczami mniejszości niemieckiej, tzw. Bloku Mniejszości Narodowych. W żadnym razie nie było to nic „państwowotwórczego”, wręcz przeciwnie. Wspomniany już historyk żydowski E. Mendelsohn twierdził w odniesieniu do czasów II RP, że „najbardziej naturalnym sojusznikiem Żydów” była inna rozproszona w Polsce narodowość - Niemcy”. (Por. E. Mendelsohn: „Zionism...”, op.cit., s. 135)., Otóż tego typu sojusznik Żydów mógł budził tylko tym większą zrozumiałą nieufność po stronie polskiej i podejrzenia co do siły poczucia „państwowotwórczego” wśród Żydów.

Prawdą jest, że wśród żydowskich środowisk politycznych trwał ciągle bój o charakter stosunku do Polski i Polaków. Antypolskim jątrzeniom Grünbauma ciągle przeciwstawiali się Żydzi z terenów dawnej Galicji na czele ze słynnym posłem Leo Reichem. Niestety w 1929 r. Reich nagle zmarł w czasie operacji przeprowadzonej przez kolegę lekarza, następnego na liście kandydatów do Sejmu po Reichu. Po operacji i śmierci Reicha „zręczny” chirurg wszedł na jego miejsce do Sejmu.

Niektórzy żydowscy posłowie występowali na forum sejmowym głównie z różnymi agresywnymi filipikami i pretensjami, których gwałtowna forma nie sprzyjała pozyskiwaniu im aliantów po polskiej stronie. I to nawet wśród polskiej lewicy, którą niejednokrotnie w enuncjacjach (np. I. Grünbauma) traktowali jako potencjalnego sojusznika. Jeden z czołowych polityków lewicy w II Rzeczpospolitej Stanisław Thugutt stwierdził jako prezes Klubu Poselskiego PSL „Wyzwolenie” w polemice z wystąpieniami posłów z Klubu Żydowskiego (19 czerwca 1923 r.): „(...) I ta właśnie falanga nieustannych kłamstw, oszczerstw, jakie na Polskę spadały, niewątpliwie nie mogła ustalić dobrych stosunków między Polską a Żydami. Otóż ja nie chcę w tej chwili prawować się z Panami, nie chcę o nic oskarżać, nie chcę wdawać się w żadne spory. Muszę jednak stwierdzić, że ta niesłychana namiętność, z jaką rzucacie oskarżenia - już nie na jedną klasę, nie na stronnictwa, ale na całe Państwo Polskie, nie pozwoli nawet członkom lewicy podtrzymać złożonego przez Panów wniosku”. (Por. S. Thugutt: „Wybór pism i autobiografia”, Glasgow 1943, ss. 181-182).

Jątrzące działania Grünbauma et consortes nie przyniosły niczego dobrego polskim Żydom, tylko zatruły na trwałe ich stosunki z Polakami. Lider najagresywniejszych Żydów, nieprzejednanych wobec Polski I. Grübaum po latach sam uznał kompletne fiasko swej napastliwej polityki wobec Polaków. Osobiście przyznał, że jego idea Bloku Mniejszości Narodowych „dała jak najgorsze dla Żydów wyniki”. (Cyt. za. Dr M. Kaufman: „Krytyka polityki żydowskiej”, Warszawa 1937, s. 35.) Grünbaumn przyznał również, że narodowa polityka Żydów przyczyniła się do „wykopania przepaści między Żydami a Polakami”. (Por. tamże, s. 35 ).

W zagranicznej prasie żydowskiej pojawiały się ciągle nowe kłamstwa na temat rzekomej dyskryminacji Żydów w Polsce. Była już mowa o opublikowanej w Londynie w tygodniku „Jewish Chronicle” z dnia 14 lutego 1919 r. wiadomości pt. „Norma procentowa w Krakowie”, jakoby na Uniwersytecie Jagiellońskim wszedł w życie nowy specjalny przepis, na mocy którego odsetek nowo przyjętych studentów żydowskich nie może przekraczać 5% studentów nie-żydowskich, co było hucpiarskim fałszem. Przypominając, że ta fala brudnych oszczerstw żydowskich wlecze się za nami już ponad sto lat, od początków pierwszej wojny światowej aż po inwektywy dzisiejszego premiera Izraela Netanjahu i prezydenta Reuvena Rivlina, zapytajmy, kiedy wreszcie znajdą się uczciwe środowiska żydowskie gotowe do przeproszenia Polaków za rozliczne kalumnie.
Profesor Norman Davies przypomniał w swym „Bożym Igrzysku” opinię Sir Horace Rumbolda, ambasadora W. Brytanii w Polsce w 1920 r., który stwierdził bez ogródek: „Bardzo mało korzyści przynosi Żydom wybieranie jako przedmiotu krytyki i zemsty jedynego kraju, w którym zapewne najmniej ucierpieli”. (Cyt. za N. Davies: „Boże Igrzysko”, Kraków 2007. s. 741).

Rola Żydów asymilatorów w III RP

Różnorodność postaw Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej była bardzo barwna i ogromnie zróżnicowana. Nie można ulegać czarnemu obrazowi ich stosunku do Polski wyłącznie na podstawie wielkich rozmiarów dywersyjnej żydokomuny czy skandalicznych antypolskich ekscesów fanatyków spod znaku I. Grünbauma. Wspominałem już o żydowskich środowiskach i partiach politycznych typu Agudy, które konsekwentnie chciały dogadywać się z Polakami i były lojalne wobec Rzeczypospolitej. Na szczególne podkreślenie zasługuje jednak rola propolskich Żydów - asymilatorów. Stanowili oni tylko ok. 10 procent ludności żydowskiej, ale mieli tym większe znaczenie, jako że należała do nich wielka część ówczesnych żydowskich elit. Dość przypomnieć takie nazwiska jak poeci: Antoni Słonimski, Julian Tuwim i Boleslaw Leśmian, a także dramaturg Brandstater. Mało pamięta się dziś, że do Żydów - asymilatorów zaliczał się słynny doktor Janusz Korczak, który wraz z wychowanymi przez niego dziećmi trafił do obozu zagłady. Dr Korczak należał do bliskiego otoczenia Marszałka Józefa Piłsudskiego i całkowicie utożsamiał się z polskością i polską kulturą. W jednym z opowiadań dość szyderczo wypowiedział się o żydowskim żargonie - jidish. Asymilatorzy odgrywali prawdziwie dużą rolę w polskim życiu naukowym i kulturalnym międzywojennego dwudziestolecia. Po drugiej wojnie światowej byli jednak przemilczani lub deprecjonowani w większości polskich publikacji żydowskich, pisanych wyraźnie z pozycji lewicowego syjonizmu. Dość przypomnieć tego typu przemilczenia w syntezie „Najnowsze dzieje Żydów w Polsce”, wydanej pod auspicjami skrajnego fałszerza w duchu syjonistyczno-postkomunistycznym łże-profesora Jerzego Tomaszewskiego.

Największym publicznym zamanifestowaniem siły tendencji ruchu asymilatorów był zorganizowany w Warszawie w dniach 10-12 maja 1919 roku zjazd organizacji, reprezentujących asymilatorów ze wszystkich zaborów. Był to zjazd Żydów patriotów polskich wyznania mojżeszowego. Dzień przed zjazdem delegacja asymilatorów została przyjęta przez samego Józefa Piłsudskiego. Na zjeździe, któremu przewodniczył poseł Nathan Loewenstein powołano do życia Zjednoczenie Polaków Wyznania Mojżeszowego Wszystkich Ziem Polskich. W czasie zjazdu bardzo ostro napiętnowano różne próby narzucania Polsce z zewnątrz regulacji żydowskiej kwestii w Polsce w sposób ingerujący w suwerenność Polski. W referacie jednego z najwybitniejszych asymilatorów Kazimierza Sterlinga (bezczelnie pominiętego w drugim tomie „Słownika Judaistycznego”) szczególnie mocno potępiono wszystkie projekty zmierzające do zapewniania środowiskom żydowskim pozycji państwa w państwie, począwszy od osławionych nikczemnych koncepcji Judeo-Polonii. Sterling potępił również rozliczne nietaktowne wystąpienia Żydów wobec Polaków i „hałaśliwą propagandę nacjonalistyczną, prowadzoną przez żargonowe pisma żydowskie”. (Por. „Pamiętnik I Zjazdu Zjednoczenia Polaków Wyznania Mojżeszowego Wszystkich Ziem Polskich”, Warszawa 1919, s. 28).
Uczestnicy zjazdu zdecydowanie odcinali si od wszystkich tych Żydów, którzy ustosunkowali się obojętnie lub wręcz niechętnie do sprawy polskiej, zwłaszcza na Kresach Wschodnich. Tym mocniej uwypuklano za to postawy tych osób pochodzenia żydowskiego, które jednoznacznie zaangażowały się po stronie walczącej Polski, tak jak ówczesny rektor Uniwersytetu Lwowskiego prof. Adolf Abraham Beck oraz przywódca żydowskiej młodzieży Gerfein. Podobną wymowę wyrażały liczne depesze i listy nadesłane do uczestników zjazdu, Typowe pod tym względem były słowa depeszy dr Marka Amsztajna z Lublina: „Potępiając wszelkie roszczenia nacjonalistów żydowskich z całego serca witam Zjazd, dążący do podporządkowania Żydów idei państwowości polskiej”. Na zakończenie trzydniowego zjazdu wszyscy jego uczestnicy wznieśli okrzyk „Niech żyje Polska”. Jakże brak nam dziś takich Żydów w czasach prosperowania A. Michnika, D. Warszawskiego, P. Śpiewaka, czy A. Holland!

Liczni asymilatorzy zdobyli wysokie pozycje w życiu publicznym Drugiej Rzeczypospolitej. Świetną karierę zrobił m.in. Henryk Janusz Rajchman (1893--1951), były oficer Legionów, major dyplomowany WP. Już w grudniu 1922 r. należał do grupy piłsudczyków, która przejęła centralne ogniwa aparatu państwowego bezpośrednio po zamordowaniu prezydenta Gabriela Narutowicza. W latach 1933-1934 Rajchman był wiceministrem, a w latach 1934-1935 ministrem handlu i przemysłu. Później w czasach wojny należał w lipcu 1943 r. do współzałożycieli Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Prawdziwym skandalem był fakt, że ten tak wybitny Żyd - asymilator został całkowicie pominięty w tendencyjnym, opracowanym z żydowskich pozycji nacjonalistycznych „Słowniku Judaistycznym”, wydanym w Warszawie w 2003 r.

Bardzo wpływową pozycję w życiu publicznym Drugiej Rzeczypospolitej zdobył również inny asymilator, prawnik, poseł i senator Henryk Loevenherz. W czasie pierwszej wojny światowej był on aktywnie zaangażowany w akcji na rzecz Legionów Polskich. Później w czasie walk polsko-ukraińskich o Lwów, zachował się zdecydowanie odmiennie od postawy większości Żydów lwowskich, akcentujących swą neutralność w czasie walk lub wręcz wspierających Ukraińców. Był zdecydowanie zaangażowany po stronie polskiej. Jako delegat Polskiej Partii Socjaldemokratycznej był współtwórcą i członkiem Rady Naczelnej Obrony Lwowa. Później został odznaczony Krzyżem Obrony Lwowa z mieczami i honorową odznaką „Orlęta”. Po wojnie w czasie konferencji pokojowej w Wersalu prowadził zabiegi o korzystne dla Polski ustalenie jej wschodniej granicy. Uznał stanowisko PPS za nie dość zdecydowanie popierające polską rację stanu i ostatecznie wystąpił z PPS przed wyborami sejmowymi w 1922 r. Odtąd coraz bardziej przesuwał się na prawo, popierając koncepcje Piłsudskiego. Od 1928 r. był wiceprezesem Instytutu Badań Spraw Narodowościowych w Warszawie,. W 1930 r. został wiceprezesem klubu parlamentarnego BBWR i przewodniczył senackiej Komisji Spraw Zagranicznych. Przewodniczył również polskiej grupie Unii Międzyparlamentarnej. Był współzałożycielem i prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ligi Narodów. Ten wybitny Żyd, polski patriota, podobnie jak Rajchman, został skandalicznie pominięty we wspomnianym „Słowniku Judaistycznym”.

W odniesieniu do Drugiej Rzeczypospolitej niejednokrotnie upowszechnia się fałszywe informacje o różnych wymyślonych przejawach dyskryminacji Żydów, głosząc, jakoby nie było wówczas w Polsce Żydów profesorów. Kłamano tak, pomimo faktu, że w II RP było wielu znaczących profesorów pochodzenia żydowskiego, choćby profesorowie Szymon Askenaqzy, Marceli Handelsman, Ludwik Hirszfeld. Szczególnie chętnie nagłaśniano oszczerstwo, jakoby Żyd nie mógł być oficerem w polskiej armii. Tak twierdzono np. w wydanej w w 1987 r. w Niemczech obszernej publikacji E. R. Wiehna „Kaddish” o zagładzie Żydów na terytorium Polski. W Polsce do najgorszych oszczerców na ten temat należał związany z „Gazetą Wyborczą” lewak i szowinista żydowski Dawid Warszawski, syn wypróbowanego agenta sowieckiego w USA Geberta. (Por. moją książkę „Czerwone Dynastie” ). Warszawski w dodatku „Ex libro” do „Życia Warszawy” z 26 lipca 1996 r. w tekście pt. „Biedni chrześcijanie patrzą na Kielce” posunął się do oszczerstwa, iż w „w Polsce międzywojennej Żyd nie mógł prawie nigdy zostać wyższym urzędnikiem, oficerem, sędzią”. (Podkr.-JRN). Oszczerstwo Warszawskiego o tym, że Żyd „nie mógł prawie nigdy” zostać oficerem najlepiej obala przypominana przez licznych autorów informacja, że w Katyniu zginęło około 400 oficerów - Żydów. Dodajmy do tego choćby wspomnienia pisarza żydowskiego pochodzenia Mariana Brandysa, który pisał, że w jednym z niemieckich obozów było wraz z nim około 80 oficerów pochodzenia żydowskiego.

Wielu z oficerów żydowskiego pochodzenia, na ogół wywodzących się ze środowiska asymilatorów zaczęło karierę wojskową jeszcze w legionach Piłsudskiego. Tak jak choćby podpułkownik WP A. Bertold (Menkes) Merwin, autor wydanej w 1915 r. w Wiedniu książki „Legiony w Karpatach”, a wspólnie z J. Kaden-Bandrowskim książki „Polnische Legionen 1914-1915”. (Por. szerzej na temat działalności twórczej B. Merwina, w tym jego książki „Syjoniści”, ostrzegającej Polaków przed zakamuflowanymi wrogami Polski - w mojej publikacji „Przemilczani obrońcy Polski”, Warszawa 2003, ss. 30-31). Andrzej Wróblewski, znany krytyk teatralny pochodzenia żydowskiego, autor jednej z obiektywniejszych książek o stosunkach polsko - żydowskich „Być Żydem”, pisał na temat marszałka Józefa Piłsudskiego: „Był gwarantem praw obywatelskich dla Żydów. W organizowanych przez niego Legionach, które stanowiły zaczątek armii polskiej, nie pytano o pochodzenie. Byli tam oficerowie Żydzi i to w najbliższym jego otoczeniu. Do ostatniej wojny przetrwał na ważnym stanowisku dowódcy krakowskiego okręgu wojskowego generał Bernard Mond, Żyd”.

Generał brygady Bernard Stanisław Mond był chyba najsłynniejszym wojskowym żydowskiego pochodzenia w armii II RP. W listopadzie 1918 r. był dowódcą odcinka „Cytadela” w walce z Ukraińcami we Lwowie. Od lipca 1920 r. dowodził 205. pułkiem piechoty w czasie walk z bolszewikami nad Wkrą, Niemnem i na Grodzieńszczyźnie. W 1939 r. dowodził 6. dywizją piechoty w walkach pod Pszczyna i w bitwie w Lasach biłgorajskich. Polonijny działacz Australii Marian Kałuski w ciekawej, ale przemilczanej w Polsce, książce „W podzięce i ku pamięci Jankielom” (Warszawa 2001, ss. 88 i 148) wymienił dwóch innych zasłużonych generałów żydowskiego pochodzenia: Jakuba Mariana Krzemińskiego i Wilhelma Rückemanna. J. M. Krzemiński już w czerwcu 1919 r. uzyskał stopień generała brygady, w latach 1926-1930 był prezesem Najwyższego Sądu Wojskowego, a od 1930 do 1939 r. prezesem Najwyższej Izby Kontroli. W. Rückemann, generał brygady od 1933 r., w 1939 r. został dowódcą Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP-u).

Znacząca karierę w życiu Drugiej Rzeczypospolitej zrobił Mieczysław Kaplicki (pierwotnie Maurycy Kapellner), działacz społeczno-polityczny, lekarz dermatolog. Kaplicki ukończył kampanie 1914-1916 w Legionach w stopniu podpułkownika. Od 1926 r. kierował zza kulis całą polityką komunalną w Krakowie. W 1933 r. został wybrany prezydentem Krakowa. Kolejny raz wybrany prezydentem Krakowa w 1934 r., zarządzał nim do lutego 1939 r. Według przywódcy opozycji z PPS - J. Stańczyka Kaplicki miał jako prezydent wielkie zasługi dla miasta. Inny oficer żydowskiego pochodzenia - płk. Mieczysław Wyżeł- Ścieżyński doszedł do funkcji szefa Agencji Prasowej i Publicystycznej „Iskra”. Asymilator - podpułkownik Anatol Minkowski został dyrektorem Polskiego Instytutu Rozrachunkowego. Jego brat - Paweł Minkowski, jeden z najbardziej wpływowych posłów BBWR, od 1930 r. był przewodniczącym Komisji Przemysłowo-Handlowej w Sejmie.

Znamienne, że zarówno prezydent Krakowa M. Kaplicki, jak i płk. M. Wyżeł-Ścieżyńskii, ppłk A. Minkowski i poseł P. Minkowski zostali całkowicie pominięci w „Słowniku Judaistycznym”. Pominięty został również inny wybitny polski patriota pochodzenia żydowskiego Anatol Muhlstein zaprzyjaźniony z J. Pilsudskim - przez lata dyplomata II RP. W tym samym „Słowniku” nie zabrakło jednak miejsca dla najgorszych zbrodniarzy żydowskiego pochodzenia, katów Polaków: J. Bermana, L. Brystygierowej, J. Różańskiego (Goldberga). Czyżby ci żydowscy zbrodniarze byli bliżsi żydowskim nacjonalistom redagującym „Słownik Judaistyczny” od wybitnych polskich patriotów pochodzenia żydowskiego? Pikanterii całej sprawy dodaje fakt, że tych tak rażących dysproporcji i pominięć nie dopatrzyli się sponsorzy „Słownika Judaistycznego”: Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Ministerstwo Kultury i Sztuki, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Komitet Badań Naukowych, Gmina Warszawa Centrum, Polski Komitet do Spraw Unesco i in. I tak to polskie publiczne pieniądze wydaje się na dofinansowywanie publikacji przygotowanej z żydowskich pozycji nacjonalistycznych i świadomie pomijających polskich patriotów żydowskiego pochodzenia. W jakim kraju my żyjemy?

Zdecydowanie najlepszy ówczesny polski tygodnik kulturalny „Wiadomości Literackie”, znakomicie redagowany przez polskiego wydawcę żydowskiego pochodzenia, Mieczysława Grydzewskiego, miał wśród swych współpracowników całą plejadę wybitnych twórców z nurtu Żydów asymilatorów, w tym Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima. Ich działania i wielka integracja z polskością budziły jednak skrajną agresywną niechęć żydowskich szowinistów, atakujących ich wciąż za rzekomą „kulturalną i naukową dezercję” z życia żydowskiego,. Ataki te wywołały w końcu bardzo ostre riposty rozzłoszczonego na żydowski fanatyzm świetnego pisarza, poety i felietonisty, Antoniego .Słonimskiego. Żona Jarosława Iwaszkiewicza - Anna Iwaszkiewiczowa zanotowała w swym dzienniku pod datą 15 września 1923 r., jak Słonimski, skrajnie poirytowany żydowskimi atakami i nietolerancją wobec Żydów asymilatorów, wykrzyknął w pewnej chwili: „Psiakrew, żydostwo się panoszy, jestem Polakiem, katolikiem i endekiem”. (Podkr.-JRN). Paradoksalnie mocne słowa ze strony intelektualisty żydowskiego pochodzenia! W niewiele miesięcy później Słonimski szczególnie dotkliwie odczuł na własnej skórze skutki wybujałej drażliwości narodowej niektórych Żydów z kręgów artystycznych. Stało się to po opublikowaniu przez niego artykułu negatywnie oceniającego wystawę prac Henryka Berlewiego, otwartą w marcu 1924 r. Natychmiast znalazła się grupa Żydów, którzy oskarżyli Słonimskiego o antysemityzm (!) z powodu krytyki prac artysty żydowskiego. A. Iwaszkiewiczowa odnotowała w swych dziennikach uwagi o starciu Słonimskiego z generacją żydowskich artystów, „którzy swą ordynarnością i blagą starają się tyle hałasu urządzić w Warszawie”. Komentowała: „Zawsze nie znosiłam całej tej bandy i nigdy nie chciałam, żeby mi kogokolwiek z nich przedstawiano. Oni po prostu wszyscy nie mogą znieść i strawić tego, że Tolek (Słonimski-JRN) czuje się Polakiem. Nie mogą mu wybaczyć tego, że w ich produkcjach wytknął im wszystkie charakterystyczne cechy narodowe. Tolek mówi, że najwięcej w tym wszystkim oburza go i irytuje ta niesłychana bezczelność, i to, że według nich są nietykalni. Można krytykować wszystkich: Francuzów, Niemców, Rosjan, ale nie Żydów”. (Por. A. Iwaszkiewicz: „Dzienniki”, Warszawa 1993, s. 36 ).

Oburzony na fanatycznych żydowskich krytyków, Słonimski opublikował wówczas w „Wiadomościach Literackich” (nr 35 z 31 sierpnia 1924 r.) bardzo głośny wówczas artykuł: „O drażliwości Żydów”. Napisał w nim wprost, bez ogródek: „Prócz wstrętu, budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Naród który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić”. (Podkr.-JRN).

Przeciw kłamstwom o dyskryminowaniu Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej
 
Zagraniczni i krajowi propagatorzy antypolonizmu upowszechniają oszczerczą wizję Drugiej Rzeczypospolitej jako kraju „antysemickiego, skompromitowanego okrutnymi prześladowaniami Żydów”, a nawet licznymi pogromami. Niektórzy z rzeczników żydowskiego antypolonizmu, typu Celii S. Heller czy Pawła Korca (przed wyjazdem na Zachód dogmatycznego historyka marksistowskiego, stryja b. męża prof. Jadwigi Staniszkis) posuwają się wręcz do stwierdzeń, iż atmosfera antyżydowskich prześladowań w Polsce międzywojennej rzekomo przygotowała „odpowiedni” grunt dla eksterminacji Żydów przez nazistowskie Niemcy, zepchnęła biednych Żydów na „skraj katastrofy”. (Szerzej przedstawię te żydowskie oszczerstwa w drugiej części mego szkicu). Absurdalnym kłamstwom tego typu zaprzeczali zarówno uczciwi autorzy żydowscy typu słynnego asymilatora Józefa Lichtena, jak i liczni obiektywni zachodni badacze polskiej historii (m.in. prof. N. Davies, Richard C. Lukas ). Już w latach 20. i 30.-tych XX wieku nie brakowało wybitnych autorów zachodnich, piętnujących skrajne filosemickie fałsze antypolonizmu m.in., słynny pisarz angielski Gilbert Keith Chesterton, Karol Sarolea z Edynburga, ambasador Francji w Polsce Leon Noel.
Angielski autor Raymond Leslie Buell tak pisał w wydanej pod koniec lat 30. XX wieku książce o Polsce na temat stosunku Polaków do Żydów: „Podczas gdy niektórzy Żydzi twierdzą, że rząd przeszkadza w asymilacji, niewiele jest wątpliwości, że najpotężniejszym czynnikiem oddzielającym Żydów od Polaków jest typ ortodoksji, która dominowała u wielkiej części żydowskiej ludności. Zagraniczny obserwator jest bez wątpienia uderzony przez gotowość zwykłego Polaka do akceptowania zasymilowanego czy ochrzczonego Żyda jako równego sobie. W departamentach rządu, w armii, bankach i w gazetach znajdują się ochrzczeni Żydzi na ważnych stanowiskach. Klasa, która w nazistowskich Niemczech jest poddana bezwzględnym prześladowaniom, w Polsce jest w pełni akceptowana (...) w polskiej postawie wobec Żydów widać w mniejszym stopniu spojrzenie ze względów rasowych niż u innych narodów”. (Por. R. L. Buell: „Poland, key to Europe”, London 1938, s. 296).

Ambasador L. Noel o złożoności problemu żydowskiego w Polsce

Problemy stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej były ogromnie skomplikowane i trudne do rozwiązania. Jakże wymowne pod tym względem były uwagi ambasadora Francji w Polsce lat 30--tych Leona Noela. Pisał on: „W 1935 r. ilość Żydów w Polsce przekraczała trzy i pół miliona na przeszło 33 miliony ogółu ludzi (...) Ten, kto w okresie międzywojennym nie podróżował po dawnych zaborach rosyjskim i austriackim, kto nie widział w każdej większej wsi, miasteczku czy mieście, niezliczonej ilości Żydów pomieszanych z ludnością chrześcijańską i żyjących z niej, Żydów brudnych, brodatych, wynędzniałych, nerwowo poszukujących jakiegokolwiek zarobku lub stojących na progu domostw i pogrążonych w marzeniach mesjanistycznych czy kupieckich, ten nie zrozumie nigdy, czym był w rzeczywistości problem żydowski w Europie. Wielkie mocarstwa okazały się bardzo nieprzewidujące, nie zająwszy się nim w odpowiednim czasie. W tych okolicach Żydzi opanowali całkowicie niektóre rzemiosła (....) Kwestia żydowska była zatem sprawą nie tyle wyznaniową i rasową, lecz raczej społeczną, gospodarczą”. (Por. L. Noel: „Agresja niemiecka na Polskę”, Warszawa 1966, ss. 32,330.,
 
Uczciwi żydowscy i zagraniczni obserwatorzy sytuacji Żydów w Polsce dobrze widzieli, o ileż lepszy był prawdziwy obraz ich losu od obrazu kreślonego przez krajowych i zagranicznych wrogów Polski. By przypomnieć w tym względzie jakże wymowne zapiski z dziennika niemieckiego Żyda z Wrocławia - Waltera Tauska „Dżuma w mieście Breslau”. Oto, co pisał on np. na s. 66 pod data 14 marca 1933 r.: „Polska nie zna pojęcia „wschodni Żyd”, bo każdy polski Żyd jest obywatelem polskim ochranianym przez swój rząd”. Pod datą 4 kwietnia 1933 r. Tausk pisał: „W Katowicach odbyły się masowe demonstracje przeciw Rzeszy niemieckiej i jej rządowi. W obronie Żydów! I to się dzieje w Polsce! Na s. 83 pod datą 1 maja 1933 r. Tausk pisał: „W Polsce trwają zebrania protestacyjne (...) Rząd Polski jest na wskroś filosemicki i to mówi samo za siebie”.
Dlaczego więc w tej sytuacji i tak niektórzy Żydzi polscy piętnowali stosunki w Polsce? 

Może najlepiej wyjaśni to zapisane pod datą 15 maja 1936 r. inne stwierdzenie Tauska, który jak widać aż za dobrze poznał różnych ówczesnych J. T. Grossów: „Wśród Żydów znowu rej wodzą „100-procentowi” Żydzi ze wschodniej Europy, przede wszystkim polscy Żydzi, ci nadsyjoniści, którzy wszędzie na kuli ziemskiej wytwarzają antysemityzm”. (Podkr.-JRN). (Por. W. Tausk: „Dżuma w mieście Breslau”, wybór, przekład i oprac. R. Kincel), Warszawa 1973, s. 155).

Co przemilczał Marek A. Chodakiewicz?

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak bardzo po macoszemu jest od dziesięcioleci traktowana w Polsce problematyka stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej. Na Zachodzie ukazały się na ten temat liczne książki, niestety głównie pisane przez autorów żydowskich deformujących prawdziwy obraz losów Żydow w ówczesnej Polsce (vide choćby książki Heller i Korca ). W Polsce poza ciekawymi wycinkowymi obrazami sytuacji Żydów, choćby w tekstach M. Ryby czy Z. Zaporowskiego ciągle brak pełnej syntezy historii stosunków polsko-żydowskich w latach 1918-1939. Niestety w żadnym stopniu nie spełnia tej roli opracowany przez Marka A. Chodakiewicza 90 -stronicowy zapis tej historii w jego grubaśnej książce „Żydzi polscy 1918 – 1955”, Warszawa 2000. Chodakiewicz jest niewątpliwie dobrym badaczem historii stosunków polsko-żydowskich czasu drugiej wojny światowej i pierwszych lat powojennych; ma w tych sprawach wiele do powiedzenia. Niestety, jak to już pisałem w „Nowych kłamstwach Grossa” (Warszawa 2006, s. 6) wyraźnie nie ma pojęcia o prawdziwej historii lat 1918 -1939. Jako specjalista badający od dziesięcioleci tematykę stosunków polsko-żydowskich muszę niestety skonstatować, że to, co Marek A. Chodakiewicz napisał na około 90 stronach swej książki o stosunkach polsko-żydowskich w latach 1918-1939, jest niebywałym wprost partactwem, wynikającym z prawdziwie nikłej jego wiedzy o historii tamtego okresu. Faktycznie pominął 95 proc ważnych informacji do historii tego okresu. Zacznę od tego, że Chodakiewicz nie napisał ani jednego zdania o tak ważnym temacie jak żydowskie działania odśrodkowe wobec państwa polskiego w pierwszym okresie kształtowania naszej niepodległości po listopadzie 1918 r. Nie dowiemy się u Chodakiewicza dosłownie nic o poparciu środowisk żydowskich dla Ukraińców, Litwinów, czy Niemców w sporze o granice z Polską. Nie dowiemy się nic o wielkiej żydowskiej antypolskiej kampanii propagandowej w czasie konferencji w Wersalu, czy o antypolskiej roli Namierowskiego-Namiera przy boku Lloyd George’a. Nie dowiemy się nic o narzuceniu nam przez naciski żydowskie krzywdzącego traktatu mniejszościowego, traktacie krytykowanym m.,in. przez uczciwych polskich patriotów żydowskiego pochodzenia. Nie dowiemy się o tak szerokich rozmiarach żydowskiego wsparcia dla najazdu bolszewickiego. Chodakiewicz nie zatroszczył sie nawet o pokazanie wielkich podziałów wśród środowisk żydowskich w stosunku do Polski, nie pokazał sylwetek czołowych przedstawicieli dwóch głównych nurtów polityki żydowskiej w tej sprawie. Myślę tu o przywódcy absolutnie wrogiego Polsce nurtu I. Grünbaumie i przywódcy nurtu Żydów, chcącego dogadania się z Polską - Leo Reichu. Z książki Chodakiewicza czytelnik nic się nie dowie o bardzo przychylnej dla Żydów polityce Józefa Piłsudskiego i powołanego przez niego w 1926 r. pierwszego rządu Bartla,. Nie dowie się o udzieleniu w Polsce schronienia 600 tysiącom Żydów, uciekających z Rosji w czasie rosyjskiej wojny domowej i po jej zakończeniu. Nie dowie się też o nazbyt pochopnym przyznaniu im polskiego obywatelstwa. Nie dowie się o tak ważnych sprawach jak kolejne misje zagraniczne dla zbadania sytuacji Żydów w Polsce - misji Morgenthau i M. Samuela. Nie dowie się o stworzonym z inicjatywy I. Grünbauma Bloku Mniejszościowym, godzącym w interesy Polski, Nie dowie się również nic o zdradzieckiej antypolskiej roli czołowych żydowskich komunistów: Feliksa Kona, Józefa Unszlichtga czy Adolfa Warskiego.

Z książki Chodakiewicza nie dowiadujemy się nic o roli Żydów - asymilatorów w życiu publicznym (generał Mond, prezydent Krakowa Kaplicki, minister Rajchman), w życiu kulturalnym („Wiadomości Literackie” - najlepszy polski tygodnik kulturalny, zdominowany przez Żydów, takich jak A. Słonimski, czy J. Tuwim). Nie dowiemy się nic o roli w życiu naukowym takich historyków jkak profesorowie Szymon Askenazy, Marceli Handelsman czy słynny lekarz profesor Ludwik Hirszfeld. Nie dowiemy się o burzliwych sporach sejmowych wokół tematyki żydowskiej, i to zarówno sporach między posłami polskimi i żydowskimi, jak i sporach między żydowskimi antypolskimi fanatykami typu I. Grünbauma z żydowskimi rzecznikami dogadania się z Polską, typu L. Reicha. Nie dowiemy się prawie nic o wybitnych zachodnich i żydowskich autorach prostujących kłamstwa o rzekomej dyskryminacji narodowościowej i rasowej Żydów w Polsce lat 1918-1939. Nie dowiemy się nic o ostrych wystąpieniach policjantów sanacyjnych i polityków polskich przeciwko środowiskom narodowym w związku z ich akcjami wobec Żydów. Nie dowiemy się o niebywałej wprost wyjątkowości praw żydowskich w Polsce na tle ogromnej części innych krajów Europy, o czym pisali tak wybitni żydowscy badacze historii lat 1918-1939 jak profesor E. Mendelsohn czy prof. J. Goldberg. Nie dowiemy się o wypędzeniu do Polski w październiku 1938 roku przez Niemców w ramach tzw. Polenaktion  ok. 17 tysięcy Żydów nie posiadających obywatelstwa niemieckiego, i o udzieleniu im schronienia w Polsce po pobycie w obozie internowania w Zbąszyniu.

Z tekstu M. A. Chodakiewicza dowiemy się za to wiele rzeczy nie mających nic wspólnego z poruszanym tematem - np. co staruszek K. Marks myślał o Żydach, o encyklice papieża Leona XIII z 1884 o liberałach, o stosunku Hitlera do Kościoła, o separacji etniczno-rasowej w USA, o bójkach między chłopami w Godziszewie, o antyżydowskich ekscesach w Londynie w 1935 r, etc., etc. Wszystko to typowe temaciki zapchajdziury, mające przesłonić nikłą wiedzę Chodakiewicza o historii lat 1918-1939. .
Przedstawiany przeze mnie w tym i w kolejnych numerach „Magna Polonii” kilkuczęściowy szkic o stosunkach polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej stanowi próbę wypełnienia wielkich luk badawczych w tej tematyce. Chciałbym, by ten szkic stał się podstawą do otwarcia szerszych tak potrzebnych badań na ten temat. Faktyczny obraz stosunków polsko-żydowskich w Drugiej Rzeczypospolitej jest dużo sympatyczniejszy dla Polski niż to, co na ogół jest dotąd przedstawiane w większości publikacji krajowych i zagranicznych. Najwyższy czas, by sprostować niektóre krzywdzące dla nas opinie, a zarazem pokazać całą złożoność ówczesnej sytuacji.