piątek, 30 grudnia 2016

Ponad dwieście pytań do p. prezydenta A.Dudy, p.premier B.Szydło oraz do władz PiS (XXIII)

Zbyt duża miękkość władz wobec awanturników z opozycji (IV)
Nowa „Lista Hańby” (I)
Przedziwna miękkość PiS-u wyraziła się w braku natychmiastowego zdemaskowania prawdziwego oblicza ideowego 32 sygnatariuszy listu otwartego b. działaczy opozycji w PRL do prezydenta Andrzeja Dudy, a faktycznie listu grupy lewaków i lemingów. Sygnatariusze listu atakowali, prezydenta A. Dudę w niezwykle agresywny sposób, zarzucając mu „ideowy nawrot do czasów komunistycznej władzy sprzed 1989 r.” Twierdzili: „Miała być IV RP ,jest PRL- bis”. Zarzucali jakoby obóz rządzący „wysługiwał się ugrupowaniami, „których program i praktyka niebezpiecznie zbliża się do faszyzmu, a historia „na wzór bolszewicki” staje się elementem propagandy”.
Dziwię się bardzo dziennikarzom prawicowym, a zwłaszcza tłumowi próżniaków z publicznej telewizji, że od razu nie rozszyfrowali manipulacji autorów „listu otwartego”. Chodzi o to, że za określeniem „list 32 działaczy opozycji” kryje się dość jednorodne ideowo stadko lewaków i lemingów. Składają się na nie następujące nurty : ludzie z „czerwonych dynastii”, b. współpracownicy KOR-u, działacze UD, UW i PO, oraz redaktorzy i współpracownicy znanej „żydowskiej gazety dla Polaków”, by użyć jakże trafnego określenia Stanisława Michalkiewicza. Odnosi się to do aż 31 z 32 sygnatariuszy „listu otwartego”. Jedyny wyjątek to b. minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski, tak służalczy wobec Wałęsy. Jegomość ten najwyraźniej ma wielkiego pietra, bo boi się wznowienia za rządu Zjednoczonej Prawicy umorzonego przeciw n niemu śledztwa za inwigilację prawicy , tj. PC, ROP-u i in. (osławiony zespól płk. J. Lesiaka). Przyjrzyjmy się więc po kolei wszystkim 32 postaciom sygnatariuszy „Listu otwartego”, a faktycznie swoistej „Listy Hańby”.
Sygnatariusze „Listu otwartego” do prezydenta A. Dudy
I) Ludzie z kręgów „czerwonych dynastii”
1) .Odpowiednio „czerwonym rodowodem” mógł się poszczycić jeden z czołowych sygnatariuszy wspomnianego „listu otwartego” do prezydenta A. Dudy Ernest Skalski, współzałożyciel „Gazety Wyborczej” i przez lata zastępca jej naczelnego redaktora A. Michnika. Jego ojciec Jerzy Wilker (Skalski) przed wojna był funkiem (funkcjonariuszem) partii zdrady narodowej -KPP. Był też więziony za zdradę Polski w II RP. Po wojnie awansował na szefa personalnego KM MO w Krakowie. Również matka Skalskiego Zofia Nimen należała do funków KPP, a nawet awansowała do rangi sekretarza technicznego KC znanej komunistycznej przybudówki - MOPR. Po wojnie pracowała w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie jako kierownik Wydziału Śledczego. (Por. szerzej Leszek .Żebrowski: Ludzie UD-trzy pokolenia, „Gazeta Polska” z 30 września 1993 r.) Tak więc oboje z rodziców obecnego „obrońcy demokracji” Skalskiego zaznaczyli się jako budowniczowie systemu komunistycznych represji po wojnie. Skalski był zawsze pełen skrajnych uprzedzeń do Kościoła katolickiego. Piętnował Kościół katolicki w Polsce jako „instytucję zasklepioną w sobie i skupioną na sobie, w oderwaniu od świata na zewnątrz”. Twierdził, że Kościół ten cechuje ułomne postrzeganie świata. Procesy cywilizacyjne, które nie są przez kogokolwiek planowane i sterowane, odbiera się jako świadomy i zorganizowany spisek, atak wrogich sił na wiarę, na utożsamianą z nią polskość, na Kościół i duchownych”. (Por. E. Skalski: Si Deus pro nobis, qui contra nos? w Studiu Opinii na Niezależnym Portalu Dziennikarskim w dniu 28 listopada 2013 r.)
2) Z „czerwonych dynastii” wywodzi się żona Henryka Wujca Ludmiła Wujec, córka działaczki partii zdrady narodowej -KPP- Reginy Okrent. Po wojnie matka Wujcowej R. Okrent pracowała w latach 1946-1949 w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi, a potem została dyrektorem Biura Kadr w Radiokomitecie. Sama Ludmiła Wujec była uważana za najbardziej wpływową kobietę w Unii Wolności „Wyróżniała się” tam bardzo mocno zakorzenionymi w jej mózgu uprzedzeniami do katolicyzmu.
Jak już wspomniałem matka Ludmiły Wujec- Regina Okrent działała w II Rzeczpospolitej w antypolskiej partii KPP, dążącej do rozbioru Polski, a po wojnie była pracownicą złowieszczego stalinowskiego UB. 3)Czyżby więc mąż L. Wujec Henryk Wujec. właśnie od swojej teściowej R. Okrent przejął skrajne uprzedzenia do Polski Niepodległej sprzed 1939 roku W wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” z 13 sierpnia 1989 roku jako domorosły historyk Wujec piętnował Drugą Rzeczpospolitą za rzekomy „ustrój niesprawiedliwości społecznej”. Nie powiedział jednak ani słowa o tym, że w przeciwieństwie do Polski Niepodległej lat 1918- 1939 jego własna partia Unia Demokratyczna vel Unia Wolności po 1989 r. dynamicznie wsparła rozgrabienie majątku Polski przez zachodni kapitał, prowadząc do neokolonizacji naszego kraju.
4) Jan Lityński, syn komunistycznego aktywisty. Złośliwie przezywany „pieszczoszkiem Bieruta” bo 22 lipca 1952 r. jako sześciolatek podczas uroczystości komunistycznego święta 22 lipca wręczył kwiaty sowieckiemu namiestnikowi w Polsce Bolesławowi Bierutowi. W latach 60-tych Lityński należał do lewackiej organizacji harcerskiej, walterowców, którym patronował Jacek Kuroń. Walterowcy noszący nazwę ku czci starego agenta NKWD gen. Karola Świerczewskiego walczyli z ideałami tradycyjnego polskiego harcerstwa i byli całkowicie antynarodowi. W pierwszym tomie moich pamiętników „Wichry życia”, (Warszawa 2016,s. 195) pisałem: „Część walterowców była antypolska. Bronisław Wildstein przypomniał w swym dłuższym książkowym wywiadzie, że „walterowcy śpiewali o Budionnym, który dorzynał białych i „polskich panów”.(Podkr.-JRN) (Por.B. Wildstein: „Niepokorny”-rozmowa Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby z B. Wildsteinem, Warszawa 2012,s.98). I takie śpiewające szuje jadły polski chleb! Lityński był .później współpracownikiem KOR-u, wreszcie posłem z UD i UW. Był zajadłym przeciwnikiem ustawy lustracyjnej w 1992 r. Został przyłapany w Sejmie przy głosowaniu na dwie ręce - stał się swego rodzaju pierwowzorem kanciarstwa tego typu. Był wiceprzewodniczącym Unii Wolności. Od 12 października 2010 r. był doradcą prezydenta B. Komorowskiego. W czasie kampanii prezydenckiej „wsławił się” określeniem dyskredytującym Andrzeja Dudę: „Pan Duda jest w zasadzie konferansjerem. nie samodzielnym politykiem”.
5). Barbara Toruńczyk, córka Henryka Toruńczyka, komunistycznego działacza sprzed wojny, dowódcy komunistycznych Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii, a po wojnie dyrektora departamentu w Ministerstwie Przemysłu Lekkiego. Przez wiele lat bardzo blisko współpracowała z A. Michnikiem.
6) Jan Kofman, syn Józefa, sekretarza i członka Prezydium komunistycznych związków zawodowych CRZZ do 1968 r., b. wiceprzewodniczącego Komitetu Pracy i Plac. Po 1989 r. „wsławiony” dość szczególną prywatyzacją wydawnictwa PWN.
II) Działacze związani z KOR-em, UD ,UW i PO 
7) Mitomanka i oszustka Henryka Krzywonos- Strycharska, , od 1995 r. w Unii Wolności, od 2015 r. posłanka z listy PO, bohaterka fałszywej legendy, spreparowanej przez PO, niektóre media i Andrzeja Wajdę. W zamieszczonym na portalu „Niezależna .pl” tekście: „Krzywonos – fałszywa legenda Solidarności. Opozycjoniści ujawniają kłamstwa” pisano m.in.: „Henryka Krzywonos nie ma prawa wypowiadać się w imieniu Solidarności – mówią zgodnie uczestnicy wydarzeń Sierpnia 1980 r. zbulwersowani wykorzystywaniem i zakłamywaniem przez obecną posłankę Platformy Obywatelskiej historii pierwszej Solidarności. W ubiegłym tygodniu podczas posiedzenia Sejmu, tuż przed głosowaniem ws. nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, posłanka Platformy Obywatelskiej Henryka Krzywonos, oburzając się na działania obecnego rządu, powoływała się wielokrotnie na swoją legendę. Trzymała w ręku Konstytucję RP z 1997 r. i wymachując nią w stronę Jarosława Kaczyńskiego, krzyczała: „Jest mi wstyd za taki Sejm […] ja tę konstytucję drukowałam w 1982 r.!”. „Siedzieliśmy i byliśmy poniewierani, drukowaliśmy i robiliśmy różne rzeczy” – wykrzykiwała Krzywonos, która – jak sama twierdzi – w Sierpniu 1980 r. miała zatrzymać tramwaj i tym samym rozpocząć strajki w Gdańsku. 
Powoływanie się na historię Solidarności zbulwersowało uczestników wydarzeń Sierpnia 1980 r. – Przede wszystkim, co należy podkreślić, Henryka Krzywonos nie zatrzymała żadnego tramwaju. Pojazd stanął, gdy już wszyscy dołączyli do strajku i postanowiono odciąć prąd – podkreśla stanowczo Karol Krementowski, przewodniczący Komitetu Założycielskiego w Gdańskich Zakładach Elektronicznych UNIMOR, doradca Solidarności w ponad stu zakładach na Wybrzeżu. – Nigdy też niczego nie drukowała, nie chciała się angażować nawet w kolportaż naszych ulotek – dodaje. 
Zarówno on, jak też Joanna i Andrzej Gwiazdowie wyjaśniają, że Krzywonos współpracowała z nimi od 17 sierpnia do połowy września. 17 września, kiedy wszystkie związki zjednoczyły się pod jednym sztandarem Solidarności, już jej nie było. Wbrew temu, co się mówi, nie było jej także wśród kobiet, które na czele z Anną Walentynowicz ratowały strajk, nawołując do pozostania w stoczni, po tym jak Wałęsa go poddał – podkreśla w rozmowie z nami Andrzej Gwiazda(Por. Krzywonos – fałszywa legenda Solidarności. Opozycjoniści ujawniają ...niezalezna.pl/73656-krzywonos-falszywa-legenda-solidarnosci-opozycjo..7 gru 2015 ).-. Jak pisał Krzysztof Feusette : „Historyk Arkadiusz Kazański z oddziału IPN w Gdańsku po przeanalizowaniu licznych materiałów tamtego okresu, nie ma jednak żadnych wątpliwości, że „wielka Henia” to w rzeczywistości wielka ściema”. (Por .szerzej K. Feusette: „Alfabet Salonu”, Warszawa 2015,s.114 ).
Mitomanka Krzywonos nie przejmuje się faktami miażdżącymi jej samochwalcze brechty. W oryginalnej, acz wielce prymitywnej polszczyźnie stwierdziła: „Mnie to loto (.. .) Ja wiem, co zrobiłam (...) Jeśli ktoś chce mówić o mnie „Hienia Łamistrajka”, to niech sobie mówi. Loto mi to”.(Cyt. za K. Feusette: op.cit .s,112)
Jak Krzywonos kradła pieniądze strajkujących w Stoczni
Na portalu „Frondy” pisano :Henryka Krzywonos od kilku lat kreowana jest na ważną postać, czy wręcz legendę „Solidarności”. Ten obraz  jednak wydaje się znacząco odbiegać od prawdy. Krzywonos miała się bowiem dopuszczać kradzieży na szkodę komitetu strajkowego - swoim świadectwem na ten temat podzielił się z nami Henryk Jagielski – współorganizator strajku w Stoczni Gdańskiej. Jagielski, który był jedną z najważniejszych postaci w Komitecie Strajkowym w stoczni, wspomina, jak  to dwóch innych stoczniowców – Sylwester Niezgoda i Marek Mikołajczuk – złapało za rękę Krzywonos.. „W komitecie strajkowym były dwadzieścia dwie osoby. Funkcjonował podział pracy, każdy miał przydzielone określone zadania. Jedni byli odpowiedzialni za stołówkę, inni za porządki itd. Codziennie rano o szóstej lub o siódmej każdy mówił o tym, co się wydarzyło dnia poprzedniego i w nocy. Pewnego dnia dwóch kolegów – Sylwek Niezgoda z Wolnych Związków Zawodowych i Marek Mikołajczuk opowiedziało o wydarzeniach związanych z Henryką Krzywonos, które miały miejsce poprzedniej nocy”.
Jak stwierdził Jagielski, Krzywonos została przyłapana na próbie kradzieży: „W Stoczni Gdańskiej były dwie sale – duża i mała. Duża sala przeznaczona była dla wszystkich delegatów. Mała sala zaś była przeznaczona dla komitetu strajkowego i do rozmów z rządem. W tej sali zawsze stało dwóch strażników, którzy pilnowali tej sali, nikt nie miał tam wstępu. Niezgoda i Mikołajczuk mieli pewnego razu wartę i pilnowali sali, nie mógł na nią wejść nikt poza przedstawicielami komitetu strajkowego i komitetu międzyzakładowego. W sali znajdowały się m.in. plastikowe worki, w których było bardzo dużo pieniędzy należących do strajkujących. Pani Krzywonos zakradła się tam, wyjmowała pieniądze z worków i chowała je sobie za biustonosz”.
Nad Krzywonos miał się zlitować Lech Wałęsa: „Pilnujący złapali ją i zaprowadzili do Lecha Wałęsy. Wałęsa był oburzony jej zachowaniem. Jednak stwierdził, żeby pozostawić Krzywonos w stoczni, jako że strajk dopiero się zaczął i pokazywanie, że miała tu miejsce próba kradzieży nie byłoby rzeczą dobrą dla sprawy” – wyznał Jagielski. Jak się okazuje, nie był to odosobniony przypadek. Jagielski wspomina: „Krzywonos zresztą również później oskarżano o kradzieże. Mówił o tym m.in. Zenon Kwoka, jeden z uczestników strajku. Natomiast to, że Krzywonos dopuściła się kradzieży pieniędzy w czasie strajku jest faktem, mam pełne zaufanie do relacji Marka Mikołajczuka, który jest jednym z najuczciwszych ludzi, jakich znam”. ( Por.Henryk Jagielski dla Fronda.pl: „Pani Krzywonos wyjmowała ...www.fronda.pl/.../henryk-jagielski-dla-frondapl-pani-krzywonos-wyjmo...16 gru 2015).
Przypominam, że relacjonujący sprawę złodziejstw H. Krzywonos Henryk Jagielski był współorganizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej w grudniu 1970 r., a także współorganizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Od września 1980 r. był wiceprzewodniczącym Komitetu Założycielskiego w Stoczni Gdańskiej i członkiem Prezydium Komitetu Zakładowego.
Na portalu „Nikezależna.pl” pisano r.: „Hasło: „Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą” zyskało całkiem nową jakość. Dzięki Henryce Krzywonos-Strycharskiej – poseł PO – która w jednym z kolorowych pism opowiedziała o swoim mężu. Okazało się, że Krzysztof Strycharski ma za sobą zaskakującą przeszłość – był zomowcem.
Robi się coraz ciekawiej. Niedawno pisaliśmy o tym, że w 2009 r. 56-letnia Henryka Krzywonos uzyskała od Donalda Tuska specjalną dodatkową emeryturę, która w sumie wyniosła ponad 6 tys. złotych. – Żadnemu z prawdziwych działaczy i twórców „Solidarności” nie przyznano nigdy tak wysokiej emerytury, wielu z nich żyło lub żyje do tej pory w nędzy. Widocznie tyle wynosi opłata za granie legendy „Solidarności” pogodzonej z tajną policją Kiszczaka – komentował ten fakt były opozycjonista Krzysztof Wyszkowski.” (Cyt. za portalem „Niezależna .pl” z 10 grudnia 2015 r.:
Henryka Krzywonos czule o swym mężu -zomowcu”.).
8) Waldemar Kuczyński, wyjątkowo antypatyczny nienawistnik do granic idiotyzmu, zakała polskiej publicystyki, człowiek, który potrafił napisać o wspaniałych reformach Viktora Orbana jako o „smrodku PRL-u”. Poznałem go w 1964 r wśród uczelnianej opozycji.. Przez kilka lat był jeszcze członkiem PZPR- i asystentem, na ekonomii u Włodzimierza Brusa, którego wychwalał ponad wszelką miarę. Dziwiło mnie to, bo już wówczas od znajomych sporo wiedziałem o skrajnie przyspieszonej karierze Brusa w czasach stalinowskich. (W wieku 29 lat został profesorem na SGPiS, choć jako jedyny dorobek miał straszne komunistyczne broszury piętnujące Drugą RP i wychwalające komunistyczny raj gospodarczy w Związku Sowieckim). Nie próbowałem wtedy wdawać się w polemiki z Kuczyńskim. Zdawałem sobie bowiem sprawę jak wiele znaczyła dla Kuczyńskiego, ubogiego chłopaka z akademika, asystentura u bardzo znanego profesora. Dopiero wiele lat później przeczytałem informacje o jakże ponurej roli Brusa w stalinowskim Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kuczyński miał zawsze wiele kompleksów z powodu ciężkiej ułomności trapiącej go od dzieciństwa. Swe kompleksy juz wtedy nadrabiał zarozumiałością i wielką dawką złośliwości wobec ludzi. Z jednym wyjątkiem Tadeusza Mazowieckiego, który wyniósł go z nicości do rangi zastępcy naczelnego redaktora tygodnika „Solidarność”. A potem uczynił nawet ministrem i swym głównym zausznikiem, czym, się Kuczyński chwali już w tytule swych wielce zakłamanych wspomnień „Zwierzenia zausznika”(Warszawa 1992). Jako minister u Mazowieckiego polecił mu do rządu -na nieszczęście Polski- Leszka Balcerowicza, realizatora pod wpływem G. Sorosa i J. Sachsa tak katastrofalnej dla nas terapii szokowej. Będąc w rządzie zdołał sobie załatwić przyznanie luksusowego (100 metrów kwadratowych) mieszkania komunalnego, które potem wykupił po zaniżonej cenie. Odsunięty od rządu wraz z fatalną przegraną wyborczą swego protektora Mazowieckiego w grudniu 1990 r. poczuł się wygnanym z raju i nie mógł przeboleć swego zepchnięcia z chwilowego wywyższenia. Wraz z latami ciągle rosła jego złośliwość i wręcz zoologiczna mizantropia aż w ostatnim dziesięcioleciu przekształciły się we wręcz patologiczne nienawistnictwo do obozu patriotycznej prawicy.
Wsławił się szczególnie ordynarnymi napaściami na braci Kaczyńskich i PiS. Niepohamowana, wręcz dzika wrogość do PiS-u juz w 2006 roku podyktowała Kuczyńskiemu obrzydliwe i antypolskie w swej istocie życzenia dla premiera J. Kaczyńskiego : „Życzę porażki na wszystkich frontach. Życzę także porażek gospodarczych, choć za to płacą ludzie. Wszystkiego złego, Panie premierze” (Podkr.-JRN). (Cyt., za : Kataryna : Poor Standards, „Do Rzeczy” 25 stycznia 2016). Nawiązując do tej niesławnej wypowiedzi Kuczyńskiego słynna blogerka Kataryna pisała: „
Te serdeczne „życzenia” Waldemar Kuczyński złożył Jarosławowi Kaczyńskiemu w 2006 r. i - jak sam twierdzi - dzisiaj je podtrzymuje, nienawiść do Kaczyńskiego okazała sie silniejsza niż miłość do Polski. I choć taki upadek byłego ministra to przykry widok, trzeba docenić szczerość (...)”.W „Rzeczpospolitej” z marca 2010 r. Kuczyński sugerował, że generał Jaruzelski lepiej zaprezentowałby Polskę w Moskwie niż prezydent Lech Kaczyński. (Por. tekst W. Kuczyńskiego : Generał Jaruzelski nie przyniesie Polsce wstydu, „Rzeczpospolita” z 31 marca 2010 r.) Czy takie porównanie na korzyść zbrodniczego twórcy stanu wojennego nie ilustruje szczególnie dobrze całej głębi upadku dawnego opozycjonisty W. Kuczyńskiego ? W swej nienawiści do prawicy posuwał się do wręcz groteskowej antypisowości” - jak zauważył Piotr Semka pisząc o Kuczyńskim: „Wzywa na przykład w TVN, by jednemu z posłów PiS przywalić kastetem w zęby”.(Por. P. Semka: Szermierze, którzy tworzą otulinę władzy”.). Ubecki zakapior Kuczyński mnie też groził pobiciem w 2006 r. tylko za to, że dokładnie zacytowałem niewygodna dlań jego wcześniejszą wypowiedź. Cóż nienawiść zaślepia. Tak zajadły wróg PiS-u Kuczyński odznacza się równocześnie niebywale wielkim zrozumieniem dla działań W. Jaruzelskiego, łącznie z wprowadzeniem przez niego stanu wojennego. Pisał w „Gazecie Wyborczej”: „Tkwiąc w środku walki, po stronie „Solidarności”, szukałbym w 1981 r. polubownego złagodzenia konfliktu. Ale jestem pewny, że znalazłszy się w kręgu uzależnień, w jakich działał generał Jaruzelski, doszedłbym do wniosku ,że nie ma szans na zatrzymanie katastrofy, że „Solidarność” musi zostać rozbita (podkr.-JRN) (...) I jest generał Polski satelickiej, ale Polski, którego patriotyzm dostrzegał Jan Paweł II i który wedle dużego prawdopodobieństwa czemuś bardzo tragicznemu zapobiegł, a siedzi od prawie 20 lat na ławie oskarżonych. Uważam to za mściwe, a nie za sprawiedliwe”. (Por. W. Kuczyński : Wyznanie po latach, „Gazeta Wyborcza” 8 października 2008 r.)
Już w 2009 dano bardzo trafną charakterystykę W. Kuczyńskiego na portalu „Niepoprawni.pl, pisząc m.in.: „Jest taki jeden dziennikarz, publicysta, polityk, w sumie to nawet nie mam pojęcia jak go nazwać, trudno bowiem określić z czego się obecnie utrzymuje, który w swojej ślepej nienawiści do poprzedniego rządu i braci Kaczyńskich bije na głowę wszystkich pozostałych redaktorów TVN24, Gazety Wyborczej, Trybuny, Przekroju i Polityki razem wziętych. Waldemar Kuczyński, bo o nim mowa, jest przykładem osoby która w swych żarliwych "odezwach", bo trudno to nazwać komentarzami, w sposób przeniknięty obsesyjną wręcz nienawiścią piętnuje wyimaginowane niegodziwości poprzedniej władzy, używając przy tym epitetów i tonu, przy którym nawet ostry język Stefana Niesiołowskiego wydaje się być delikatną, zmysłową kołysanką. Kuczyński, ilekroć ktokolwiek dopuszcza go do głosu, próbuje niczym kowal rozżarzonym żelazem wypalać wszystkie rzekome niegodziwości, kłamstwa i przewiny siepaczy ze środowisk bliskich Kaczyńskim - waląc przy tym czasami na oślep ale brutalnie i ostro.
Wystarczy zajrzeć na jego blog, aby przekonać się jak wyglądają prawdziwe, nieokiełznane seanse nienawiści w wykonaniu człowieka, który sam siebie uważa wręcz za świętego. W absurdalnych tekstach autor przekonuje nas do tez które już dawno zbankrutowały i ośmieszyły się. Chociażby co do Stanu Wojennego i 13 grudnia, który w oczach Kuczyńskiego z perspektywy czasu powinien zostać usprawiedliwiony "Dzisiaj patrzę na stan wojenny, a w każdym razie staram się na niego patrzeć okiem analityka. Moim zdaniem prawdopodobieństwo inwazji Paktu Warszawskiego było ogromne i odtajnione ostatnio materiały CIA je wzmacniają, a nie osłabiają". Zresztą co się tu dziwić skoro ze strony Kuczyńskiego możemy za pomocą wyeksponowanego linku trafić do oficjalnej witryny "człowieka honoru" jakim jest dla autora Wojciech Jaruzelski. Ten fragment, pokazuje też inną, bardzo ważną rzecz o Kuczyńskim. W sytuacji kiedy już wszystkie argumenty przemawiają przeciwko jego karkołomnym i zawsze fałszywym tezom odwołuje się on do najprostszej acz podłej metody - nikczemnego i rażącego kłamstwa. W przypadku dokumentów odtajnionych przez CIA nie może być bowiem mowy o złym ich zrozumieniu. Wynika z nich jednoznacznie i niezbicie że ZSRR nie miało wtedy najmniejszej ochoty wkraczać do Polski a rozprawa z "Solidarnością" miała jedynie zapewnić PZPR utrzymanie się przy władzy. Waldemar Kuczyński, prócz twarzy kłamcy ma też i inne twarze, jeszcze bardziej przygnębiające. Na swoim blogu i we wszystkich prawie wypowiedziach obraża ludzi którzy mają inne niż on poglądy. Najbardziej prostackie jest jednak to że masowo używa argumentów ad personam. O Kaczyńskich mówi "karły moralne" - a sam, moim zdaniem zachowuje się jak człowiek całkowicie pozbawiony honoru i godności. Kiedy atakuje, nie ma żadnych hamulców. Urzędującego prezydenta nazywa "Niegłową państwa" - to jedno z delikatniejszych określeń, a także "prezydentem swojego brata". O Jarosławie Kaczyńskim wypowiada się jeszcze ostrzej. Jego wystąpienia nazywa "parszywymi", a na blogu dodaje "więcej takich mów, by nam nigdy nie wywietrzał do końca zapach IV RP, czyli Chwasta, jak długo będziesz w polityce", a samego zainteresowanego nazywa "szkodnikiem", "karzełkiem", "trollem"... Można by tak wymieniać długo. Jego blogi pełne są dwuznacznych, obrzydliwych i co tu dużo mówić, po prostu niegodziwych aluzji, czasem o zabarwieniu wręcz łajdackim do tego niezwykle prymitywnych. Naśmiewanie się z kobiet z otoczenia PiS, czy żony prezydenta są tam na porządku dziennym, przy jednoczesnych atakach za rzekome wielkie chamstwo działaczy Prawa i Sprawiedliwości”.
(Por. Firmus Piett: Przypadki Waldemara Kuczyńskiedgo, „niepoprawni.pl 28 stycznia 2009 r.)http://niepoprawni.pl/blog/434/przypadki-waldemara-kuczynskiego).
K. Feusette w cytowanym już „Alfabecie Salonu” (op.cit.,ss.120-123) pisał o Kuczyńskim jako „o „Strasznym Dziaduniu”, „herbu Zaciśnięte Usta”, który „przepoczwarzył się w zawodowego nienawistnika”. I który „uznał, iż kopać jest dobrze, ale pluć i gryźć poniżej pasa jeszcze lepiej”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz