środa, 24 lutego 2016

To wszystko jest nienormalne III


     Znany chuligan pióra , „Hiena Roku 2015” Tomasz Lis pozwolił sobie ostatnio jako naczelny „Newsweek”- a na „ozdobienie” okładki swego tygodnika „Newsweek”-a wstrętnymi karykaturami prezydenta ; Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło. Szczególnie grubiańsko skarykaturowano portret Pani Premier. Beata Szydło, mająca tak miły, ciepły wyraz twarzy, została  ukazana jako typ odstraszającej Baby Jagi,. Nie  należałoby właściwie komentować zalet i wad wyglądu różnych polityków. Ponieważ  jednak  Lis  to zaczął ,powiem tylko to, co o czym wiedzą miliony Polaków. Prezydent Duda i jego małżonka oraz premier Szydło są niezwykle wielkim odświeżeniem estetycznym po częstowaniu nas przez lata widokami tak mało powabnej osoby jak Komorowska, na dodatek wciąż nachalnie wysuwającej się przed swego męża „bul-Komorowskiego” i  wściekle zajadłej histerycznej facjaty premierzycy Kopacz. Jakąż ulgę estetyczną dla milionów Polaków spowodowało ich zniknięcie z ekranów telewizorów!

         Nieuczciwe ataki Roberta Mazurka

    W obecnej jakże trudnej  walce o wyciągnięcie Polski z bagna, do jakiego wepchnięto nas za  rządów PO, powinno się maksymalnie wspierać ludzi szczególnie oddanych tej walce, i co najważniejsze ludzi kompetentnych. Z tym większym zaskoczeniem przyjąłem więc w najnowszej, zawsze świetnej „w Sieci”( nr z 15 lutego 2016 ) dwa skrajnie jątrzące i niesprawiedliwe ataki Roberta Mazurka w tekście pt.  „Ranking przecenianych”. Oba ataki  Mazurka uderzały w ludzi kompetentnych zaangażowanych w dokonanie Przełomu w Polsce, a nazwanych przez niego „wydmuszkami”. Taką „wydmuszką” jest – według Mazurka jeden z najlepszych ministrów w rządzie Beaty Szydło- minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Mazurek  określił jako przecenianą  „wydmuszkę” , znakomitego fachowca, ogromnie zasłużonego w rozbijaniu monopoli, zwłaszcza monopolu  Telekomunikacji Polskiej SA.  Dziwny i wielce stronniczy jest tekst Mazurka  .  Znany z kąśliwości publicysta z furią rzucił się na  Streżyńską m.in. za odwołanie szefa Centralnego Ośrodka informatyki Nikodema Bończę- Tomaszewskiego, określając go jako „powszechnie szanowanego eksperta”. Równocześnie  jednak Mazurek ani słowem nie  wspomniał o oficjalnie przedstawionych przez  minister Streżyńską powodach odwołania N. Bończy –Tomaszewskiego ze stanowiska. Przypomnijmy więc jak wyjaśniła swą decyzję minister Stróżyńska  na konferencji prasowej z 26 stycznia  2016 r. –wg. w Polityce z tegoż dnia..„Przyczyną odwołania szefa Centralnego Ośrodka Informatyki było właśnie to, że nie mieliśmy gwarancji, że rozpoczęte tam projekty zostaną zakończone. Wszystkie dokumenty i raporty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (od którego MC przejęło nadzór nad COI) wskazują na te same problemy COI - totalną niesterowność i niezależność od nadzorującego ministra. W wyniku tej sytuacji grozi nam zwrot dotacji wysokości 284 mln zł, dlatego stanowcze działania są uzasadnione”. Streżyńska zwróciła uwagę na „niezdrowe dysproporcje” między ilością obsługi administracyjnej w stosunku do pracujących nad systemami informatycznymi programistów. Firma ta uchodziła za +polski Microsoft+, a przy 150 osobach obsługi administracyjnej, było tylko 30 programistów, zatrudnionych do tak ambitnych projektów jak elektroniczne dowody osobiste, Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców. Z tego też powodu  wystąpiły opóźnienia w samym połączeniu rejestrów państwowych.  Całkowite przemilczenie   wymienionych tu  motywów decyzji minister Streżyńskiej było skrajnie nieuczciwym popisem Mazurka,.
     Równie nieuczciwym działaniem było zaatakowanie przez Mazurka w tym samym tekście jako rzekomo przecenianą „wydmuszkę”  publicystę Matthew Tyrmanda, syna  słynnego Leopolda Tyrmanda.  Jego ojciec  był symbolem niepoprawności politycznej, a syn jakże skutecznie idzie w jego ślady w  rozlicznych tekstach  atakowanych przez  lemingów i lewakow. Mazurek  zdumiewa się, że  młody Tyrmand stał się „idolem prawej strony Internetu” (zawiść Mazurka jest oczywista). I pisze, że trudno powiedzieć, skąd ta popularność Tyrmanda,. Bo „nie napisał żadnej książki, z rzadka publikuje coś w Internecie, nie są znane jego osiągnięcia biznesowe”. Odpowiem Mazurkowi –młody Tyrmand zyskał sobie sympatię na prawicy  licznymi jakże celnymi „niepoprawnymi politycznie” artykułami,  uderzającymi w patologie  Trzeciej RP i oceniającymi je tym kompetentniej – przez porównanie swoich wcześniejszych obserwacji amerykańskich. Ma  również, w odróżnieniu od  R Mazurka,  już dziś wcale niemałe zasługi w walce z antypolonizmem. Tyrmand prowadzi trudną do przecenienia ostrą kampanie przeciwko oczernianiu polskiego rządu w zachodnich mediach. W swych wystąpieniach atakował za kłamstwa na temat  dzisiejszej sytuacji w Polsce m.in. Radosława Sikorskiego i jego żonę Annę Applebaum,   Jacka Rostowskiego i jego córkę osławioną kłamczuchę Marię, oraz licznych kłamliwych korespondentów  czasopism zachodnich w Polsce. Jak pisał świeżo w świetnym tekście o młodym Tyrmandzie Artur Bartkiewicz :  „Tyrmand ewidentnie próbuje  się więc obsadzić w roli anglojęzycznego obrońcy polskiego rządu, co czyni go interesującym sojusznikiem PiS w sytuacji, gdy zachodnie media w większości krytycznie oceniają działalność ekipy Beaty Szydło”. (Por. A. Bartkiewicz: Kim pan jest panie Tyrmand? "Rzeczpospolita.Plus minus”, 20-21 lutego 2016 ). I takiego, tak potrzebnego dziś publicystę, jadowicie atakuje Robert Mazurek. Po co? Jakie  są prawdziwe intencje Mazurka?

      Niezadługo opublikuję na tym blogu odrębny tekst konkretnie omawiający zalety publicystyki M. Tyrmanda :pt.”Dwaj panowie Tyrmand”. Powiem na koniec jedno: Matthew Tyrmandowi za jego teksty należą się wielkie słowa uznania, zwłaszcza w takim tygodniku jak „ w Sieci”, a nie  paszkwilancki atak Mazurka.
    Młody Tyrmand  pisze teksty o dzisiejszej Polsce  ,pod którymi można się podpisać oburącz. W przypadku  R Mazurka natomiast szereg razy zauważałem teksty skrajnie nie licujące z jego opinią jako  prawicowego publicysty. Szczególnie  niegodziwy  pod tym względem był jego atak sprzed kilku laty w „Uważam rze”  na węgierską ustawę medialną, którą  nazwał „szambem”. Z  tym swoim  atakiem  Mazurek stanął  w jednym szeregu z  nienawidzącymi Orbána A. Michnikiem et consortes, w przeciwieństwie do prawdziwych obrońców wolności słowa takich jak Jan Pospieszalski, którzy z zachwytem aprobowali  wspomnianą ustawę medialną. (Por. fragmenty wypowiedzi J. Pospieszalskiego na ten temat w książce : J. R. Nowak : Węgierska droga do zwycięstwa”, Warszawa 2015, t.II,s. 74 ).

      „Rzeczpospolita” znowu szkaluje Orbána

       Zaskakują mnie intencje redaktorów „Rzeczypospolitej”. Z jednej strony  od pewnego czasu mnożą się w niej ataki na PiS (w tym szczególnie skrajne teksty Marka Migalskiego). Z drugiej strony zaś „Rzeczpospolita” nie ustaje z podgryzaniem Węgier Orbána akurat w czasie, gdy panuje  najmocniejsze zbliżenie miedzy nimi a Polską, rządzoną przez PiS. Szczególnie szokujący, wręcz wredny,  był zamieszczony w tym dzienniku  11 lutego 2016 r. niedawny atak Węgra (!) D. Héjja : „Niebezpieczne związki z Budapesztem”., opisany przeze mnie na blogu. Tym razem- w dniu 18 lutego 2016 r. w "Rzeczypospolitej” opublikowano  agresywnie antywęgierski tekst  Andrzeja Łomanowskiego  „Trojański koń Putina”. Już sam tytuł paszkwilanckiego tekstu mówi  sam za siebie,. Jego autor oskarża premiera V Orbána o dywersyjną prorosyjską rolę w  sytuacji, gdy chodzi tylko o  przymus sytuacyjny Węgier, uzależnionych od  rosyjskiej energii. Plotącemu brechty Łomanowskiemu, stałemu współpracownikowi „Gazety Polskiej Codziennie” radziłbym przeczytać  opublikowany dokładnie rok temu tekst w tejże gazecie pióra b. wiceministra spraw zagranicznych z PiS-u Krzysztofa Szczerskiego.. Pisał on tam m.in. : „Oceniając politykę Orbána wobec Moskwy nie można zapominać o uwzględnieniu kontekstu sytuacji Węgier, które są uzależnione od jednego dostawcy gazu- Rosji. Ci, którzy tak mocno oburzają się na rozmowy, które Orbán toczy z Putinem, powinni mieć świadomość, że węgierski premier robi to, co na jego miejscu uczyniłby każdy polityk  działający na rzecz własnej ojczyzny - zabezpiecza jej interesy energetyczne (...) Skupianie się w takiej krytyce wyłącznie na Orbánie jest zresztą hipokryzją w sytuacji, w której w całej Europie następuje wzrost importu surowców z Rosji (...)” ( Por. K. Szczerski :Pragmatyzm Orbána w „Gazeta Polska codziennie” z 18 lutego 2015 r.). Ciekawe, że  "Rzeczpospolita” nie wypomina  jakoś Niemcom Schrödera i Merkel, że samolubnie  poparły rozbudowę gazociągu z Rosja kosztem choćby Polski.
        
      Łomanowski „popisał się” szczególnie ohydnym porównaniem, pisząc: „ Ale w Europie  wskazują nie na  „realizm”. Tylko na bliskość ideową Putina i Orbána.- Jest (węgierski lider ) jedynym putinistą, który znajduje się u władzy w Europie- mówił o nim były niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer”. Jak widać w swych antywęgierskich oszczerstwach Łomanowski zyskał sobie wreszcie „odpowiedni” autorytet. Jak wiadomo Joschka Fischer był niegdyś skrajnym awanturniczym lewakiem w 1968 r, oskarżanym o brutalną napaść na policjanta. Przypomnijmy, że  pan Lomanowski jest stałym współpracownikiem „Gazety Polskiej Codziennie”.„Gazeta Polska”  słusznie z werwą nawołuje do kolejnej „Wielkiej Wyprawy” na Węgry w dniu 15 marca, a tymczasem jej współpracownik A. Łomanowski  z równą werwą szkaluje  Węgry Orbána. Czy to jest normalne? Gdzie tu sens, gdzie logika?\


            Antyimigrancka manifestacja

  6 lutego 2016 r.  w Warszawie odbyła się antyimigrancka manifestacja. Przemawiali na niej  m.in. prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki, posłanka Kukiz 15 Anna Siarkowska i poseł tegoż  Ruchu Tomasz Rzymkowski. Zdecydowanie najwspanialsze było wielokrotnie oklaskiwane przemówienie  przedstawicielki niemieckiej PEGIDY Tatiany Festerlin., która z pasją przepraszała za ingerowanie niemieckich polityków i mediów w polskie sprawy, mówiąc m.in. : „ Jest nam wstyd za ich arogancję i ich mieszanie się w wasze narodowe sprawy. Jest nam wstyd za to, co mówią niemieccy politycy, którzy krytykują wasz rząd wybrany demokratycznie. Wstydzimy się za bezczelność niemieckich polityków, którzy są zdania, żeby udzielać lekcji Polsce w sprawach demokracji i wolności. To wszystko, co zostało zrobione dla polsko-niemieckiej przyjaźni jest systematyczne niszczone przez lewicowy rząd Merkel i niemieckie media  (Podkr.-JRN) (…) Ci zarozumiali feudałowie, którzy siedzą w Brukseli w swoich pałacach, ale nie robią nic przeciwko upadkowi europejskiego kontynentu udowadniają, że zawiedli.”  Swe wystąpienie Festerlin zakończyła  przypomnieniem roli polskiego króla Jana III Sobieskiego jako lidera chrześcijańskiej krucjaty przeciwko muzułmanom.
        W manifestacji uczestniczyło około 2 tysięcy osób. Było to więc znaczące wydarzenie. A mimo to zabrakło o nim nawet kilku sekundowej informacji w „Wiadomościach” Programu I TVP. Te same „Wiadomości”  nie omieszkały poinformować o jakichś drobniutkich manifestacjach otumanionych frajerów z KOD-u. Reformowane „Wiadomości”  TVP zachowały się w sprawie informacji z tej manifestacji gorzej niż TVN 24 czy Polsat, które o manifestacji poinformowały.  Dodajmy, że w Telewizji Trwam był dłuższy kilkunastominutowy program na wspomniany temat.  Kolejny raz swą antyprawicową stronniczość okazała „Rzeczypospolita’, w której całkowicie przemilczano manifestację. Za to w „Gazecie Polskiej codziennie” znalazła się szersza informacja,. choć nie wolna od błędów. Np. moje wystąpienie  podczas manifestacji przypisano  prof. Andrzejowi Nowakowi z Krakowa. Dziwne, że redaktor wspomnianej gazety  jeszcze nie potrafi nas odróżnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz