sobota, 13 lutego 2016

Judzący tekst w „Rzeczpospolitej” – przeciw Węgrom Orbána

       Od kilku lat obserwowaliśmy ogromną ilość ataków na Węgry Orbana w mediach typu„Wyborczej”, „Polityki”, „Newsweek”-a, TVN 24, zmierzających do zapobieżenia przerzuceniu się węgierskiej „zarazy” reformatorskiej do Polski. W tych nierzadko bardzo agresywnych atakach wielokrotnie „wyróżniali się” żurnaliści z "Gazety Wyborczej” na czele z samym Michnikiem, który posunął się do przyrównania Orbána do Hitlera ( na łamach tygodnika „Der Spiegel”. Z furią atakował Orbána „czerwony liberał” prof. Wojciech Sadurski, przyrównując premiera Węgier do Mussoliniego i nazywając naszego tradycyjnego węgierskiego sojusznika „małym śmiesznym kraikiem”. Inny liberał Ryszard Petru, główny obrońca banksterów niemal łkał nad losem zachodnich banków „skrzywdzonych” przez podatek bankowy na Węgrzech. W dziesiątkach artykułów starano się przedstawić Węgry jako upadający gospodarczo kraj, zmierzający ku dyktaturze. Nieoczekiwane duże sukcesy gospodarcze Orbána, przyznane w maju 2015 r. nawet przez jego przeciwników z wypędzonego przezeń z Węgier Międzynarodowego Funduszu Walutowego zmusiły polskich wrogów węgierskich reform do radykalnej zmiany taktyki. W świetle sukcesów Orbána nie można było dłużej pisać o upadku gospodarczym Węgier. Na dodatek Orbán zyskał sławę skutecznego obrońcy Europy przed najazdem hord muzułmańskich. W tej sytuacji nagle zaczęto wychwalać Orbána jako bardzo zręcznego polityka, ale tym bardziej niebezpiecznego, bo może oszukać swych polskich sojuszników z J. Kaczyńskim na cele. W rozlicznych artykułach (omówię je później na tym blogu) alarmowano – rzekomo ze współczucia dla PiS-u, że chytry Madziar próbuje wykorzystać polskiego sojusznika tylko dla własnych ukrytych celów, ze szkodą dla Polski. Cel tego wszystkiego był i jest jasny- divide et impera. Powtarzające się alarmy - ostrzeżenia przed arcycwanym Orbánem mają doprowadzić do wywołania zaniepokojenia w Polsce, zwłaszcza u „podejrzliwego” J. Kaczyńskiego, tak aby zreflektował się i uznał, że premier Węgier chce go oszwabić.

Jak Węgier D. Héjj próbuje przestrzec Polaków przed Orbánem 

Szczególnie nieodpowiedzialny i perfidny był atak na Węgrzy Orbána w „Rzeczypospolitej” z 11 lutego 2012 r. pod jakże prowokacyjnym tytułem „Niebezpieczne związki z Budapesztem”. Autorem tekstu jest młody politolog Dominik Héjj, Węgier z pochodzenia (! ), choć obywatel polski. Artykuł był jednym wielkim atakiem na zbliżenie między Polską a Węgrami, ostrzegając, że premier Orbán może „wykorzystać Polskę w rozgrywce o swoje interesy”. Autor zapowiadał, że:„Bardzo bliskie stosunki z Węgrami mogą okazać się dla polskiego rządu pułapką” .Héjj twierdził, że „sojusz z Węgrami nie może być w pełni przewidywalny” i może „doprowadzić do tworzenia wydmuszkowego modelu relacji”. Szczególnie mocno przestrzegał przy tym Polaków przed „wyrachowaniem” premiera Orbána, który chce jakoby zostać liderem sojuszów w koncepcji Międzymorza, wygrywając w rywalizacji z Polską.

Héjj fałszywie oskarża V. Orbána o przemilczanie stuleci tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej
Hej za wszelka cenę stara się udowodnić interesowność premiera Orbána w jego stosunkach z Polską. Dlatego insynuuje pod adresem Orbána, jakoby przed spotkaniem z premier Szydło w lutym 2015 r. milczał na temat wspólnych tradycji historycznych Polski i Węgier. Młody ekspert nieprawdziwie stwierdził (być może ze zwykłej niewiedzy) że Orbán dopiero podczas spotkania z premier Szydło mówił „niesłychanie wiele” o wspólnym dziedzictwie polsko-węgierskim, podczas gdy dotąd jakoby zazwyczaj na wspólną historię … wskazywali przedstawiciele strony polskiej, a nie Węgrzy. Twierdzenie to jest całkowicie sprzeczne z faktami. By przytoczyć choćby kilka bardzo znaczących wypowiedzi premiera Orbána o tradycjach przyjaźni polsko-węgierskiej, wygłoszonych przed spotkaniem z premier Beata Szydło. I tak np. 29 stycznia 2014 r. w uroczystym przemówienie z okazji koncertu pod wspólnym patronatem premierów węgierskiego i polskiego w Akademii Muzycznej im. Ferenca Liszta w Budapeszcie Orbán szeroko omówił historyczne tradycje związków z Polską, stwierdzając m.in.:!„Niewielu wie, że w bitwie pod Mohácsem [1526], obok węgierskich bohaterów zginęło również 1600 polskich rycerzy. Również mało się mówi o tym, że w XV. wieku centrum intelektualnym nie tylko dla polskich studentów, lecz również dla węgierskich, był Kraków. Wówczas na tamtejszym Uniwersytecie liczba Węgrów przekroczyła 1200 osób, co stanowiło 20 procent studentów. No i razem przeżywaliśmy rok 1956. W październiku i w listopadzie po całej Polsce zbierane były dary i krew dla Węgrów. Liczba ochotników była tak wielka, że – jak piszą notatki z tamtych czasów – pracownicy Czerwonego Krzyża z trudem sobie radzili (…) Powszechnie wiadomo, że polscy żołnierze walczyli na Węgrzech w latach 1848-49 obok węgierskich powstańców. W 1863 natomiast Węgrzy wsparli polskich powstańców. W 1920 – i o tym mało się zbyt mówi - w bardzo ważnym dla Polski momencie, który Polacy pamiętają jako cud nad Wisłą, również my, Węgrzy zdobyliśmy zasługi.”
15 marca 2012 r. premier Orbán podziękował kilku tysiącom Polaków z Klubów Gazety Polskiej za przybycie do Budapesztu. Odniósł się również do pomocy udzielonej Węgrom w 1848 r. i wspomniał gen. Józefa Bema.15 marca 2012 r. Warto przypomnieć również wcześniejsze jakże ciepłe słowa wobec Polaków , wygłoszone przez premiera Viktora Orbána w grudniu 2010 r.: „Przyjaźń polsko-węgierska oparta na istniejącej od zarania dziejów solidarności między naszymi narodami może być traktowana jako ideowy pierwowzór Unii Europejskiej. Warto zachować w pamięci słowa XV-wiecznego kronikarza Jana Długosza, który – być może jako pierwszy w historii – w pełni świadomie pisał o przyjaźni polsko-węgierskiej. Przytoczył on słowa wypowiedziane ponad 1000 lat temu przez papieża Sylwestra II, który przekazując przedstawicielowi narodu węgierskiego klejnoty koronne, podobno napomniał stojących przed nim posłów polskich i węgierskich, by póki świat światem ich narody żyły w przyjaźni, wzajemnie się wspierając, bo gdyby którykolwiek z nich chciał przyczynić się do zguby drugiego, także na siebie ściągnie nieszczęście” W tymże przemówieniu premier Orbán dodał, , że bez wielkiego poparcia Polski, Węgry nie byłyby wolnym krajem. Przypomniał, że Polacy dali światu papieża i "Solidarność", a przez to wolność i niezależność poglądów. Warto tu również dodać,, że od razu po zwycięstwie w wyborach 2010 r. premier Orbán wybrał właśnie Polskę jako kraj pierwszej swej oficjalnej wizyty. Wicepremier i prawa ręka przywódcy Fideszu Tibor Navracsics skomentował ten fakt :”To nasz moralny obowiązek wobec Polski – naszego tradycyjnego sojusznika”.
Całkowitym kłamstwem są sugestie Héjja, że Polsce grozi rywalizacja o pozycję „lidera sojuszów w koncepcji Międzymorza”, do której rzekomo aspirują Węgry Orbána.. Przypomnijmy, że to właśnie Orbán konsekwentnie publicznie wysuwał. pomysł przejęcia przez Polskę pozycji lidera regionu Europy Środkowej. Już w 2009 r. w publikowanym we „Frondzie” (nr 51) wywiadzie naczelnego redaktora "Frondy” Grzegorza Górnego z Orbánem polityk ten powiedział „Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytykę pod adresem Polski, że ma aspiracje, by na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej, to wtedy głośno mówię do siebie: „No wreszcie”. Jakże wymowna jest niedawna ( z 26 lipca 2015 r.) wypowiedź premiera Orbána na ten temat. Według relacji Igora Janke na portalu salon24.pl, Orbán , przemawiając w Tusnádfürdő w szeklerskim, zamieszkałym przez Węgrów Siedmiogrodzie, powiedział:  "Polska powinna być liderem Środkowej Europy”.
Oskarżanie Orbána o „wyrachowanie polityczne”
Uparcie strasząc Polaków „niebezpiecznymi związkami z Budapesztem”, Héjj apeluje: „wszyscy zafascynowani Orbánem winni dostrzec, że to wyrachowany polityk”. To jego pomówienie jest absolutnym skandalem. Orbán jest przede wszystkim wielkim idealistą i wizjonerem. Ten w moim odczuciu największy polityk węgierski ostatnich 120 lat jest przede wszystkim wspaniałym patriotą, który niezwykle głęboko przeżywa los swego narodu i zrobił wszystko, by podnieść Węgrów z klęczek, na które zepchnęła je masochistyczna polityka rządów i mediów w okresie po 1945 r.. Nie jestem Węgrem, ale sam przeżywam niebywałe wzruszenie słuchając jakże przejmujących charyzmatycznych przemówień Orbána, choćby z okazji węgierskiego święta narodowego w dniu 15 marca . Podziwiam Jego prawdziwie misyjną rolę, wyrażaną w obronie odnowy chrześcijaństwa w Europie i państw narodowych, podczas przemówień wygłaszanych wspaniałą angielszczyzną podczas kongresów katolików w Madrycie, Bilbao czy w debatach w Parlamencie Europejskim. Nie ma zaś nic zdrożnego w tym, że Orban łączy szczery głęboki idealizm z wielkim pragmatyzmem Zapytam, a czemuż to miał odkrywać wszystkie karty przed takimi wrogami Węgier jak półanalfabeta, brutal („kapo”) Schulz, Verhofstadt, czy osławiony Cohn-Bendit?. Héjj oskarżając Orbana o elastyczność, którą nazywa wyrachowaniem, otwiera otwarte drzwi Przecież już parę lat temu Martin Schulz oskarżał Orbana o dwulicowość.Schulz mówił :”Europejscy partnerzy widzą, że Orbán jest mądrym człowiekiem, ale i on musi pamiętać, że europejscy partnerzy nie są głupcami” .I dodawał słowa, o tym, że jak Orban przyjeżdża do Brukseli, to zapewnia o swych chęciach maksymalnego dogadania się, ale gdy tylko wraca do Budapesztu znów atakuje przywódców UE jako nowych kolonizatorów.. Jestem niemal w 100 procentach pewny, że Orban od razu po zdobyciu władzy w 2010 r. myślał o wypędzeniu MFW z Węgier. Póki czuł się słabszym, kluczył, udawał, że negocjuje z MFW, aż doczekał właściwej chwili i wyrzucił złodziejski Fundusz z Węgier. I chwała mu za to, I taki właśnie realizm Orbana połączony z szerszą idealistyczną wizją zalecałbym gorąco naszym politykom.
Prawdziwie wyrachowanym jest natomiast w moim odczuciu „dziwny” Węgier Hejj, który biega jak kameleon do każdego z możliwych mediów, z prawa i lewa, byle tylko się nagłośnić . Sam się przechwalał swą obecnością w tak przeciwstawnych mediach jak "Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Polska codziennie”, postkomunistyczna „Polityka”, postkomunistyczny „Przegląd" i „Tygodnik Solidarność” „Tygodnik Powszechny” „TV Republika i TVN 24 oraz Tok FM.i „Newsweek”. Przy tym wyraźnie stara się „elastycznie” dostosować do politycznego profilu mediów, w których występuje. W TV Republika” przychylnie wypowiadał się o polityce Orbana. Za to na portalu :”Gazety Wyborczej” walił z grubej rury w rzekome groźby ograniczenia demokracji i prowadzenia dyktatury przez Orbana. (Por. tekst Héjja na portalu „Gazety Wyborczej” z 24 stycznia 2016 r. :”Prawo do odcięcia Internetu i zakazania telewizji. Orbán szykuje zmiany konstytucyjne.” I jego artykuł w „Gazecie Wyborczej” z 25 stycznia 2016 r.: „Walka z terroryzmem czy dyktatura”).. Według Héjja restrykcją na Węgrzech mają być objęte kontakty z cudzoziemcami.Jeden z podtytułów jego tekstu brzmiał : „Terroryzm czy dyktatura”. W „Rzeczypospolitej” zaś odstrasza Polaków przed „niebezpiecznymi związkami z Budapesztem”.  

Jak Węgier może występować w ten sposób przeciw krajowi, z którego pochodzi ?

Na swym portalu Hej pisał; „Moim celem jest odczarowanie Węgier” . Pytanie po co chce to robić w sytuacji, gdy jest tak wiele oszczerstw przeciw Węgrom ze strony Michnika i rozlicznych redaktorów ‘Gazety Wyborzej”, oraz Petru , Balcerowicza, Sadurskiego etc. A młody tytan pochodzący z Węgier chce jeszcze mocniej „odczarowywać Węgry”, czy raczej oczerniać, jak zrobił to w omawianym tekście z „Rzeczypospolitej” Przejrzałem wiele tekstów z portalu Héjja. Zauważyłem pewną prawidłowość w dokonywanej przez niego rzekomo obiektywnej selekcji tekstów z Węgier. Héjj wyraźnie stara się szczególnie eksponować różne słabsze punkty rządów Orbána, a równocześnie pomijać wiele prawdziwych osiągnięć tego rządu. Tak było m.in. w audycji w Raiu Szczecin 29o października 2015 r., gdzie Hej akcentował : „Przestrzegam przed zbytnim zafascynowaniem Orbánem”. Krytykował przy tym m.in. ponad 100 poprawek do konstytucji, ograniczenie węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego jako ograniczenie trójpodziału władzy, zbyt małe emerytury, ogromne wydatki na pijar. Dywagacje Héjja, którym towarzyszyły stronnicze antyorbanowskie uwagi redaktora Radia Szczecin, wyraźnie zdenerwowały innego rozmówcę – b. ministra Artura Balazsa, który przeciwstawił się im mówiąc w oparciu o konkrety: „Trzeba docenić, co Orbán zrobił".

Ekspert Héjj z faktami na bakier

Zupełnie nieprawdziwe jest stwierdzenie Hejja, że przeszło 50 proc .poparcia, jakim cieszy się Fidesz , to w ogromnej mierze (podkr.-JRN) wypadkowa kryzysu migracyjnego (…). I bez tego kryzysu Orban i Fidesz miały w 2014 r. poparcie bardzo dużej części Węgrów i zdecydowanie wygrali wybory parlamentarne.

Całkowitą bzdurą jest wysunięty przez Hejja przeciw Orbanowi zarzut, że jest w stanie poświęcić Węgrów poza granicami, którzy dali mu zwycięstwo w 2014 roku. Do kluczowych rzeczy w polityce Orbana stanowi niebywale wielka troską o prawa i węgierska tożsamość Węgrów za granicami Węgier. Dość przytoczyć tu świadectwo obiektywnego obserwatora spoza Fideszu – narodowego komunistę i b. prezydenta Węgier w latach 1989-1990 Mátyása Szűrösa. Powiedział on o rządzie Orbána w 2015 r.: „Obecny rząd węgierski zrobił więcej dla umocnienia jedności Węgrów i w obronie interesów Węgrów poza granicami kraju niż razem wzięte wszystkie dotychczasowe rządy od czasu zmiany systemu”. Dodajmy również, że wcale nie jest prawdą to, że Węgrzy poza granicami dali Orbanowi zwycięstwo w 2014 r- jak pisze Hej. W wyborach w 2014 r. głosowało ok. 200 tysięcy Węgrów zza granicy, z tego 95 % oddało głosy na Fidesz. Partia Orbana uzyskała razem jednak aż 2 mln. 100 tysięcy głosów.. Po co więc to nieuzasadnione faktograficznie uogólnienie eksperta Hejja.?

Dziwnie brzmi w tekście Hejja stwierdzenie „zawiłe czasy II wojny światowej” w stosunkach polsko-wgierskich.. Nie żadne „zawiłe czasy”, lecz jakże ryzykowne kilkakrotne odrzucenie przez Węgry nacisków potężnych Niemiec w sprawie przepuszczenia wojsk niemieckich przez tereny Węgier przeciw Polsce, co by całkowicie odcięłoby nas od reszty Europy. Bez tej tak honorowej i wręcz heroicznej decyzji rządu węgierskiego nie byłoby ucieczki 140 tysięcy Polaków na Zachód, w tym zmotoryzowanej brygady generała Stanisława Maczka i setek lotników polskich. Być może dla młodego politologa to wszystko jest zawiłe . Dla mnie jednak stanowi piękny jednoznaczny powód Węgrów do dumy z zachowania swego rządu w 1939 r.

Pan Héjj napisał na swym portalu przedziwne słowa „Latami węgierska narodowość i nazwisko były dla mnie przekleństwem. "Inność" była przedmiotem niepochlebnych i przykrych żartów, by w pewnym momencie stać się pozytywnym wyróżnikiem”. Jest to ewidentna bzdura, bo każdy wie, jak bardzo Węgrzy są lubiani w Polsce i węgierska narodowość nie jest u nas żadnym przekleństwem, lecz jakże wielkim ułatwieniem we wszelkich znajomościach. 
 
Zdając sobie sprawę z wyjątkowo szkodliwego charakteru artykułu Héjja, który wyraźnie chce wbić klin między Polskę i Węgry i zniechęcić Polaków do zbliżenia z Węgrami, warto zastanowić się nad intencjami "Rzeczypospolitej”, która wydrukowała ten paszkwilancki tekst. Nasuwa się też pytanie, czy Hej pisze tego typu teksty wyłącznie z własnej inicjatywy, czy też jest wspierany przez środowiska lewacko-liberalnej opozycji na Węgrzech. Czy w swych jakże stronniczych komentarzach nie jest po prostu narzędziem rozgrywki prowadzonej przeciw Orbánowi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz