środa, 21 października 2015

Węgrzy nie pozwalają na obrażanie swego narodu

           W Polsce od wielu lat bezkarnie obraża się uczucia narodowe i obrzuca oszczerstwami historię narodową. A robi się to na skalę nie spotykaną chyba nigdzie indziej w świecie. Dzieje się tak głównie dlatego, że w czasie wojny Niemcy i Sowieci zdziesiątkowali polska inteligencję patriotyczną, a później przyszły czasy stalinowskie, gdy dalej prześladowano, a nawet masakrowano patriotów. W efekcie tym mocniej nasiliły się, nie znajdując odporu, zastępy narodowych masochistów i nihilistów, których nigdy u nas nie brakowało. Ileż to dziesięcioleci temu pisał słynny historyk i historiozof profesor Feliks Koneczny:” Polacy są gotowi w każdej chwili krzywdzić Polskę z obawy, żeby nie skrzywdzić kogoś innego”. Nawet w czasach W. Gomułki, gdy przerwane zostały dotychczasowe brutalne ataki na polski patriotyzm, trwało bezustanne wyszydzanie polskiej historii w filmach ( A. Wajdy, czy A. Munka ) w dziesiątkach tekstów łże – publicystów, od Z. Kałużyńskiego i K. Koźniewskiego po KTT i W. Górnickiego. Warto przypomnieć jak komentował stan uczuć patriotycznych u młodzieży w 1975 r. nasz wielki Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński: „młodzież już w pewnym stopniu jest odnarodowiona. To znaczy wszyscy nazywamy się Polakami, ale wrażliwość na polskość w pewnym stopniu jest w zaniku”. (Podkr.- JRN). A potem doszły skrajne ataki na powstania narodowe w dobie jaruzelszczyzny i nowa fala antypatriotycznych oszczerstw po 1989 r., w której przewodziła „Gazeta Wyborcza”. W takim klimacie mogło dojść do tego, że różne salony, zdominowane przez krajowych targowiczan posuwały się do fetowania najzajadlejszego polakożercy Jana Tomasza Grossa i jemu podobnych hochsztaplerów.
  Dlatego tym mocniej należy przypomnieć, że w innych krajach zachowują się zupełnie inaczej w tych sprawach. I robią tak nie tylko w tak krytykowanej u nas za imperialne ciągotki Rosji, ale nawet w rzekomo wyzwolonych z dominacji uczuć narodowych Niemczech. Podam tu przynajmniej jeden bardzo wymowny przykład, który nie bez kozery cytował tak nie odżałowany Stefan Kisielewski. Przewodniczący Bundestagu Philips Jenniger w 1988 r. przypomniał sprawę odpowiedzialności narodu narodu niemieckiego za eksterminacje Żydów, przemawiając w rocznicę tzw. Nocy Kryształowej. Swą bezwzględna szczerość natychmiast przypłacił utratą stanowiska przewodniczącego Bundestagu i złamaniem całej politycznej kariery. Stefan Kisielewski,. Komentując ten tak pouczający casus Jennigera pisał w "Tygodniku Solidarność” z 21 grudnia 1990 r.: „Niemcy wyrzucili przewodniczącego bońskiego parlamentu, który powiedział, że to nie tylko Hitler, lecz cały naród niemiecki był antysemicki. (….) U nas za to zarzuca się narodowi, że jest, jest antysemicki (…) Dzięki wiec dyskrecji jednej strony o Niemcach się milczy, a o Polakach się mówi. Czyżby komar ważniejszy był od słonia?”. A wszystko to pisał Kisiel w 1990 r,., na tyle lat przed falą oszczerstw Grossa.

Węgrzy zerwali z samobiczowaniem

      Warto w kontekście niszczenia patriotyzmu przypomnieć Węgry, w których od czasów stalinowskiego „krwawego Macieja” M. Rákosiego po czasy J. Kádára na skalę bez porównania większą niż w Polsce dominowały uczucia antynarodowe i piętnowanie narodowej historii. Bardzo wymowne słowa na ten temat wypowiedział Viktor Orbán w fascynującym wywiadzie udzielonym naczelnemu redaktorowi "Frondy" Grzegorzowi Górnemu w 2009 r. : "Komunizm węgierski zaprzeczał idei narodowej. Był antynarodowy, antywęgierski. (...) Ta deprecjacja wartości narodowych szczególnie objawiała się w walce elit, gdzie czołowe stanowiska przejmowali ci, którzy wyznawali wyższość internacjonalizmu. Przedstawiciele kultury narodowej byli spychani przynajmniej do drugiego rzędu”.
Węgry jednak wyleczyły się z tego poniżania narodu po 1989 r., w szczególności za rządów Orbána. Decydującą rolę odegrał tu fakt, że na Węgrzech w przeciwieństwie do Polski nie zdziesiątkowano patriotycznej inteligencji, która po 1989 potrafiła bardzo ostro przeciwstawiać się antynarodowym oszczercom i ich konsekwentnie uciszać. Przytoczę tu dwa jakże wymowne przykłady, prawie zupełnie nieznane w Polsce. W lutym 1993 r. główny rabin Budapesztu György Landeszmann pozwolił sobie publicznie w wywiadzie prasowym na niesamowity wybryk antywęgierski, mówiąc :”Gdybyśmy zabrali żydowskie skarby z węgierskiej kultury, to nie pozostałoby tam nic poza przewiewnymi chłopskimi gaciami i gwiżdżącą palinką” (czyli węgierską wódką- JRN). (Cyt. za przekładem znakomitej książki węgierskiej : „Janusowe oblicze transformacji na Węgrzech 199-1998”, Warszawa 2001, s. 328). Po tej wypowiedzi natychmiast rozpętała się prawdziwa burza potępień po adresem głównego rabina Budapesztu. Sam premier Węgier Józef Antall napisał list piętnujący Landeszmanna do izraelskiego ambasadora w Budapeszcie Davida Krausa. Piętnowali go rozliczni przedstawiciele środowisk węgierskich, w tym burmistrz i wiceburmistrz Budapesztu oraz minister spraw wewnętrznych Péter Boross. (Por. szerzej informacje w książce : „Landeszmann dosszié”, Budapeszt 1993, ss.11-12). Stanowczo odcięli się od Landeszmanna wpływowi przedstawiciele środowisk żydowskich, żądając, aby natychmiast zrezygnował z urzędu głównego rabina Budapesztu. Landeszmann za nic nie chciał tego zrobić, kurczowo trzymając się swego stanowiska. W tej sytuacji żydowska wspólnota religijna skasowała urząd głównego rabina i Landeszmann musiał jak niepyszny wyjechać do Kanady. Po tego typu nauczce przez wiele lat nie doszło do podobnego incydentu. Do czasu.

       W 2010 r. do władzy na Węgrzech doszedł Viktor Orbán, który ostatecznie podniósł naród z klęczek i przywrócił Węgrom poczucie godności narodowej po dziesięcioleciach dominacji narodowego masochizmu na Węgrzech .Skończyły się czasy, gdy bezkarnie lżono naród węgierski, wypisując najohydniejsze plugastwa na jego temat. Boleśnie odczuł to na własnej skórze bardzo znany węgierski pisarz pochodzenia żydowskiego Ákos Kertész, laureat głównej Nagrody Państwowej im. Kossutha i honorowy obywatel stolicy kraju – Budapesztu. W 2011 r. pojechał on do Stanów Zjednoczonych i tam wypichcił straszliwy paszkwil na Węgrów. Pisał, że Węgrzy tylko dlatego tolerują takiego „strasznego dyktatora”, jak Viktor Orbán, bo jest to naród od stuleci potulny, o niewolniczej duszy. Przypomnijmy tu, że Węgrzy mieli więcej powstań narodowych niż Polacy, a jedno z nich – powstanie Rakoczego trwało aż 8 lat (1703–1711). Kertész oskarżył również Węgrów o to, że są jedynym narodem świata, który nie rozliczył się ze swych zbrodni wobec Żydów podczas Holocaustu. Już w trzy dni po powrocie Kertésza na Węgry Rada Miejska stolicy odebrała mu honorowe obywatelstwo Budapesztu. Co więcej, został powszechnie potępiony przez bardzo liczną mniejszość żydowską w Budapeszcie (około 100 tys. osób). Oskarżono go, że swym tekstem próbował zatruć bardzo dobre stosunki między Żydami a Węgrami. Piętnowany zewsząd 80-letni Kertész nie miał wyjścia i rad nierad, udał się na emigrację do Kanady, gdzie poprosił o azyl, jako twórca rzekomo prześladowany na Węgrzech. Niemądrzy Kanadyjczycy mu ten azyl przyznali. W związku ze  skandaliczną sprawą Kertésza parlament węgierski zabrał się zaś za przygotowanie dość szczególnej ustawy, godnej naśladowania przez polskie środowiska patriotyczne. Otóż w parlamencie węgierskim postanowiono, że w przyszłości można będzie natychmiast odbierać wszelkie odznaczenia i tytuły honorowe każdemu, kto po ich przyznaniu zachowa się niegodnie wobec Węgier. Prawnicy spierali się tylko o to, czy należałoby też odbierać wartość pieniężną wcześniej przyznanych nagród państwowych. Jakże przydałoby się wprowadzenie podobnej ustawy w Polsce. Oczyma wyobraźni widzę już, jak będzie się odbierać serię niesłusznie przyznanych Orderów Orła Białego przeróżnym nie zasługującym na nie osobom, począwszy od Adama Michnika, który tak mocno zaszkodził Polsce po 1989 r. Warto dodać, że Kertéśz w wywiadzie dla wydawanej w Toronto „Jewish Tribune” z 25 listopada 2014 r. oskarżył premiera V.Orbána, że to on „zainaugurował orkiestrę ataków przeciw niemu”. Według Kertésza „Orbán stanął w parlamencie, nazwał mnie antywęgierskim rasistą i zażądał odebrania mi Nagrody Kossutha’. 27 maja 2015 r. Kerteśz w swej nienawiści do Węgier posunął się do najobrzydliwszego wybryku. Powiedział w wywiadzie, że „Węgrzy otrzymali w Trianon to, na co zasłużyli”. Przypomnijmy tu, że w skrajnie krzywdzącym dla Węgier pokoju w Trianon w 1920 r. Węgrom zabrano aż 71,5 % terytorium.

19 października 2015 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz