niedziela, 18 października 2015

Czy PiS nie jest zbyt miękki?

     Niedawno na tym blogu ubolewałem z powodu nadmiernej moim zdaniem miękkości PiS-u, przejawionej w tym, że nie wytoczono procesu T. Lisowi i M. Olejnik za ich obrzydliwe wybryki godzące w postać prezydenta Andrzeja Dudy. Moje obawy o nadmierną miękkość PiS-u nasilają się w związku z paru nowymi wydarzeniami. Po pierwsze zupełnie nie rozumiem jak PiS mógł się zgodzić na wybranie do debaty telewizyjnej między Beatą Szydło a Ewą Kopacz trzech dziennikarzy o tak jednoznacznej anty-PiS-owskiej opcji jak J. Gugała, J. Pochanke i P.Kraśko z „czerwonych dynastii”. Przecież to stwarzało w planowanej debacie stosunek głosów 4 do 1 na niekorzyść B. Szydło. Dobrze, że w końcu zamieniono Gugałę na dużo bardziej umiarkowaną Gawryluk, ale i tak pozostaje w planowanej debacie wyraźna przewaga na niekorzyść wiceszefowej PiS-u.

    Mam również wiele wątpliwości co do ogłoszonego składu Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie. Z jednej strony jest tam wiele naprawdę cennych osób. Wymienię tu choćby takie nazwiska jak prof. Andrzej Nowak, Roman Kluska, Bronisław Wildstein, ks. prof. Paweł Bortkiewicz, Andrzej Waśko, prof. Witold Modzelewski, prof. Elżbieta Mączyńska- Ziemacka, świetna specjalistka od spraw służby zdrowia Maria Ochman, ekonomista Andrzej Sadowski, znakomity klimatolog Maciej Sadowski, przeciwstawiający się naciskom na Polskę w sprawie zmniejszenia emisji dwutlenku węgla kosztem społeczeństwa, dr hab. Ryszard Bugaj, dr hab. Eryk Łoń, samorządowiec Adam Jakubas. Równocześnie jednak widoczne są bardzo znaczące braki, jeśli chodzi o reprezentacje niektórych dziedzin. A z drugiej strony jest kilka wyraźnych nieporozumień personalnych w postaci osób, które w żadnym razie nie powinny znaleźć się w kręgu Rady wspierającej patriotycznego prezydenta, podejmującego program odnowy Polski. Swoje zastrzeżenia chciałbym dużo szerzej przedstawić na przykładzie jakże skandalicznego pomysłu z włączeniem do tej Rady znanego komunisty i postkomunisty Daniela Adama Rotfelda. 



Kompromitacje Adama Daniela Rotfelda

    Adama Daniela Rotfelda znam osobiście bardzo dobrze. Przez wiele lat przyjaźniliśmy się pracując w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Ogromnie ceniłem jego zmarłą kilka lat temu żonę Basię Sikorską- Rotfeld, katoliczkę, znakomitą, pełną fantazji redaktorkę. Sam Rotfeld był niewątpliwie najzdolniejszym naukowcem spośród bardzo licznej grupy pracowników naukowych pochodzenia żydowskiego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Bardzo lubiłem go, bo w prywatnych rozmowach, choć był członkiem PZPR-u, potrafił bardzo krytycznie oceniać partyjny beton i nawet sam komunizm i przedstawiał się jako typ ukrytego opozycyjnego liberała. Dlatego z tym większym rozczarowaniem patrzyłem na jego karierę po 1989 r, a zwłaszcza wylądowanie jako ministra spraw zagranicznych w postkomunistycznym rządzie M. Belki. Już wcześniej jednak nie mogłem nigdy zrozumieć, dlaczego człowiek tak inteligentny przez całe lata nader aktywnie uczestniczył w tak straszliwie nudnym propagandowym przedsięwzięciu jak ruch obrońców pokoju i jeździł na różne konferencje próżniaków z tego ruchu. (Sam mi przyznawał, że było to ogromnym nudziarstwem). Ale cóż - wiązały się z tym różne splendory, luksusowe hotele, wyjazdy, wpływowe znajomości. Daniel w końcu - wg. „Kto jest kim w Polsce” z 1984 r. awansował na członka prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju i został odznaczony Medalem Światowej Rady Pokoju, (Oba te wyróżnienia wyparowały z jego biogramu w edycji :”Kto jest kim w Polsce w 1993 r. i nie ma o nich ani słowa w życiorysie Rotfelda w Wikipedii). Rotfeld zawsze miał skłonność do samoreklamy - jego biogram jako doktora nauk prawnych w 1984 r. był dużo większy niż zamieszczone w 1984 w „Kto jest kim w Polsce’ biogramy tak wielkich naukowców jak prof. Aleksander Gieysztor i i prof. Stefan Kieniewicz, a także takich osób jak Ryszard Kapuściński czy Jerzy Turowicz. Rotfeld zawsze był niezwykle ostrożny i unikał wychylania się nawet w najdrobniejszych sprawach. Pamiętam jak gdzieś chyba w 1975 roku pokazał mi jakiś artykuł we francuskim lewicowym „Le Nouvel Observateur”, z furią atakujący Kościół katolicki w Polsce za rzekomy antysemityzm. Daniel powiedział, wtedy, że jest to bzdurne oszczerstwo, bo na przykład on uratował życie w czasie wojny, dzięki schronieniu udzielonemu mu w katolickim klasztorze. – No to – powiedziałem do Daniela- napisz co szybciej sprostowanie do francuskiej redakcji, powołując się na swój przykład. Tego jednak już nie chciało mu się zrobić. W przygotowywanych do druku pamiętnikach „Wichry życia” podam więcej przykładów dość szczególnych zachowań Daniela.

    Jako minister spraw zagranicznych w postkomunistycznym rządzie Marka Belki Rotfeld nie wyróżnił się żadnym oryginalnym podejściem w polityce zagranicznej, kontynuując służalczą politykę MSZ wobec Niemiec i USA. Nie zrobił też praktycznie nic dla zapewnienia obrony prawdy o Polsce na Zachodzie i obrony interesów Polaków na Wschodzie czy Polonii w świecie (zwłaszcza tak dyskryminowanej Polonii w Niemczech). Już jako były minister spraw zagranicznych A.D. Rotfeld odebrał z rąk prezydenta B. Obamy Prezydencki Medal Wolności, pośmiertnie przyznany kurierowi RP Janowi Karskiemu. I wtedy doszło do skrajnej kompromitacji Rotfelda. W trakcie uroczystości prezydent Obama powiedział o „polskim obozie śmierci”. A Rotfeld haniebnie milczał zamiast choć jednym zdaniem sprostować oszczercze słowa Obamy. Naprawiło by to szkodę wyrządzoną Polsce tym oszczerstwem, a zarazem byłoby wielką przysługą w tak trudnej walce w obronie prawdy o Polsce. Były minister spraw zagranicznych Rotfeld wolał jednak milczeć…

   28 listopada 2013 r. A. D. Rotfeld zbłaźnił się wyjątkowo mocno jako współautor godzącego w narodowe interesy Polski artykułu: „Koniecznie należy budować Wielką Europę” (Nieobchodimo stroit’ Bolszuju Jewropu), opublikowanego we wpływowym rosyjskim dzienniku „Kommiersant”. Współautorami artykułu byli b. minister spraw zagranicznych Rosji Igor Iwanow i i b. minister obrony Wielkiej Brytanii Desmond Brown. Artykuł był przedrukowany w „Gazecie Wyborczej” pod tytułem „Nowy projekt paneuropejski”. Skandaliczną wymowę tekstu „Kommiersanta”, współ firmowanego przez A.D.Rotfelda w pełni obnażył znakomity historyk i politolog prod. Tadeusz Marczak, w publikowanym 24 grudnia 2013 r. w ‘Naszym Dzienniku:” artykule: Powrót do paktu Ribbentrop-Mołotow. Według profesora Marczaka przedstawiony w „Kommiersancie” projekt przewidywał utworzenie „Bolszoj Jewropy” , od Norwegii po Turcje i od Portugalii po Rosję”. Zdaniem prof. Marczaka projekt ten zmierzał do „zmiany globalnego układu sił i obalenia prymatu Stanów Zjednoczonych w polityce światowej” dzięki utworzeniu paneuropejskiego bloku kontynentalnego. Jak pisał prof. Marczak: „firmowana przez Iwanowa, Browne’a i Rotfelda Bolszaja Jewropa sprowadza się w istocie do stworzenia osi Moskwa – Berlin” i jest swego rodzaju kontynuacją paktu Ribbentrop-Mołotow. Na koniec swego wielce alarmistycznego tekstu prof. T.Marczak konkludował: „Spośród trzech autorów Iwanow jest w pełni świadomym reprezentantem rosyjskiego, putinowskiego programu geopolitycznego. Des Browne to raczej beztroski poputczik. Jaką rolę odgrywa w tym spektaklu Adam Rotfeld? I czy ma tego świadomość?”. (Podkr.-JRN). (





Inne oczywiste omyłki
.
     Uważam, że Narodowa Rada Rozwoju powinna być wielkim laboratorium reform, a nie schronieniem dla zużytych potencjalnych hamulcowych typu Daniela Rotfelda. Przykładów tego typu jest znacznie więcej. Wielkim nieporozumieniem w składzie Rady wydaje się postać skrajnego germanofila Piotra Burasa, b. publicysty „Gazety Wyborczej” i dyrektora utworzonego w 2011 r. przy Fundacji Batorego Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. Niezbyt dobrym pomysłem wydaje się włączenie w skład Rady Dariusza Stoły, członka tak jątrzącego w stosunkach polsko-żydowskich przez szczujne tropienie rzekomego antysemityzmu stowarzyszenia Otwartej Rzeczypospolitej. Mam bardzo mocne zastrzeżenia co do wciągnięcia do Rady prof. Stanisława Gomułki, protektora planu Sachsa- Balcerowicza czy prof. W. Orłowskiego, b. doradcy Balcerowicza i szefa zespołu doradców A. Kwaśniewskiego.


Projekt rozszerzenia Narodowej Rady Rozwoju

    Szczególne wątpliwości mam co do skądinąd bardzo szerokiego składu komisji na temat gospodarki, pracy, przedsiębiorczości. Z jednej strony przyciągnięto do niej szereg naprawdę znaczących postaci typu R. Kluski, prof. W. Modzelewskiego, prof. E. Mączyńskiej-Ziemackiej, dr hab. R. Bugaja, A. Sadowskiego, dr hab. E. Łońa. Nastąpił tam jednak wyraźny przechył w stronę liberalizmu gospodarczego w związku z wejściem do Rady prof. Stanisława Gomułki, prof. W. Orłowskiego, oraz Z. Gilowskiej, niefortunnej rzeczniczki polityki liberalnej w rządzie PiS- u w 2006 roku, która w interesie finansowego lobby biurokratycznego okroiła słynny pakiet antybiurokratyczny R. Kluski do skromnego pakieciku. Bardzo mi brak w Radzie kilku wybitnych narodowych ekonomistów, przeciwników liberalizmu, i rzeczników działań w stylu Orbána. Myślę tu m.in. o twórcy programu gospodarczego PiS-u w 2005 r., b. wiceministrze finansów Cezarym Mechu, odsuniętym przez Gilowską, o głównym ekspercie Skoków Januszu Szewczaku, profesorze Arturze Śliwińskim. Włączyłbym do sekcji gospodarczej i m.in. bardzo ostrego krytyka MFW prof. Tomasza Tokarczuka, słynną krytyk OFE prof. Leokadię Oręziak prof. Krzysztofa Rybińskiego, optującego za dużo silniejszą ochroną polskiego rynku i lepszym wsparciem polskich przedsiębiorstw w konkurencji z koncernami zagranicznymi, czy dr ekonomii Ryszarda Ślęzaka, specjalistę w dziedzinie finansów międzynarodowych, m. .in. autora świetnych prac obalających zagraniczne roszczenia wobec polski,.

    W niezbyt udanym składzie sekcji ds. polityki zagranicznej zalecałbym bardzo znaczące rozszerzenia. Myślę tu o takich osobach jak politolog i historyk prof. dr hab. Tadeusz Marczak, kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego, znakomity znawca problematyki niemieckiej i rosyjskiej, zdecydowany przeciwnik prób germanizacji Ziem Odzyskanych, Krzysztof Grzelczyk, b. wojewoda wrocławski, stanowczy obrońca polskości na Dolnym Śląsku, znakomita znawczyni polityki międzynarodowej red. Krystyna Grzybowska, b. wieloletnia korespondentka w Niemczech, b. poseł, świetny znawca problematyki międzynarodowej Janusz Dobrosz, red.. naczelny „Frondy” Grzegorz Górny, świetny znawca spraw węgierskich doskonały łącznik do Węgier Orbána. Jakże przydałoby się rozszerzenie Rady o przynajmniej jedną osobę z bardzo silnego kręgu znawców problematyki ukraińskiej, wolnych od jakże typowych w naszych mediach tendencji do skrajnego idealizowania naszego wschodniego sąsiada. Myślę tu m, in, o takich naukowcach jak dr Lucyna Kulińska i prof. Bogumił Grott oraz Ewa Siemaszko, współautorka monumentalnego dzieła o ludobójstwie na Polakach na Wołyniu. W sytuacji, gdy prezydent Duda obiecywał bardzo dużą aktywizację polityki wobec Polaków za granica, tak zaniedbanej przez rządy PO, tym bardziej zdumiewa brak fachowych badaczy spraw Polonii w składzie Rady. A przecież akurat w Krakowie mieszka jeden z najlepszych znawców Polonii profesor Jan Ryn.
Za bardzo słaby uważam skład sekcji ds. bezpieczeństwa i obronności. Jaki ma sens umieszczenie w Radzie gen. Edwarda Pietrzyka, od lat oderwanego od spraw polskich- w okresie od 2009 do 2014 r. był ambasadorem w Koreańskiej Republice ludowo-Demokratycznej, gdzie raczej niczego się nie nauczył w interesie polskiej wojskowości. Powiem wprost - nie mam za grosz zaufania do człowieka, który dobrowolnie skazał się na setki dni przerażającej nudy jako ambasador w Korei Północnej. Powiem nawet, że wręcz powątpiewam w jego zdolności intelektualne. Tym mocniej optowałbym natomiast za wprowadzeniem w skład komisji ds. obronności b. wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa, nie wiadomo czemu wciąż pomijanego przez PiS .Dodałbym do tej komisji również b. wiceministra obrony w rządzie PO gen. Waldemara Skrzypczaka. znanego z wielu gruntownych krytycznych przemyśleń na temat aktualnej polityki obronnej.

      Od dłuższego czasu obserwujemy prawdziwą katastrofę w sferze mediów, tak jednostronnie upolitycznionych kosztem uczciwej polityki informacyjnej. Na tym tle prawdziwie zdumiewające jest to, że nie pomyślano o powołaniu w składzie Rady osobnej komisji, która zajęłaby się naprawą sytuacji w tej stajni Augiasza. A można by byłoby do niej włączyć cały rząd znakomitych fachowców. Służę nazwiskami osób, które warto byłoby powołać do proponowanej komisji do spraw mediów i wydawnictw: red. Krzysztof Skowroński, prezes SDP i dyrektor Radia Wnet, red. Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, red. Michał Mońko, założyciel Solidarności Dziennikarskiej i b. szef Publicystyki Programu II, red. Krzysztof Czabański, b. prezes zarządu Polskiego Radia, red. i publicysta Jan Pospieszalski, b. dyrektor sieci katolickich rozgłośni Radia Plus., red. Lech Jęczmyk, eseista i publicysta, b. szef publicystyki w TVP, Ewa Polak-Pałkiewicz, chyba najlepsza dziś publicystka katolicka, publicysta red. Maciej Pawlicki, b. red. naczelny „Filmu”, b. dyr. TVP 1, b.dyrektor programu RTL, czy wreszcie jeden z najwybitniejszych wydawców patriotycznych, prezes patriotycznego wydawnictwa Biały Kruk Leszek Sosnowski.
Bardzo przydałoby się rozszerzenie sekcji ds. kultury, tożsamości narodowej i polityki historycznej. Ma ona znakomitego koordynatora w osobie prof. Andrzeja Nowaka, niewątpliwie najlepszego dziś polskiego badacza historii XX wieku. Trudno nie docenić też dobrze dobranych innych członków tej komisji, m.in. ks. prof. Pawła Bortkiewicza czy Bronisława Wildsteina. W sytuacji jednak, gdy zrobiono tak wiele dla niszczenia patriotyzmu i ograniczenia świadomości historycznej Polaków bardzo przydałoby się wzmocnienie tej sekcji przez tak wybitnych badaczy historii jak prof. Wojciech Roszkowski, prof. Krzysztof Kawalec czy badaczy IPN-u takich jak dr Piotr Gontarczyk, dr Piotr Szubarczyk i prof. Krzysztof Szwagrzyk oraz tak znakomitych obrońców prawdy o Polsce jak ks. prof. Waldemar Chrostowski i prof. Bogdan Musiał. Widziałbym w tej sekcji także prof. Jacek Bartyzela. Poszerzyłbym także znacznie reprezentację kinematografii ( teraz w Radzie jest tylko szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski). W sytuacji, gdy kino polskie jest zalewane przez antypatriotyczne gnioty typu „Pokłosia”, gdy wiele odważnych „niepoprawnie politycznie” dzieł jest poddawanych zajadłej nowej cenzurze, tym bardziej potrzeba twórców, którzy będą walczyć o utorowanie drogi dla prawdy w polskim kinie. Myślę tu przede wszystkich o tych reżyserach, którzy zapłacili szczególnie ciężką cenę za odwagę swych pomysłów rozliczeniowych, takich jak Alina Czerniakowska czy Jerzy Zalewski. Jakże przydałoby się również wzmocnienie sekcji kultury przez dokooptowanie do niej Wandy Żwinogrodzkiej, znakomitej znawczyni teatru. b. szefowej teatru Telewizji TVP, wyrzuconej za rządów PO, świetnego pisarza i dramaturga Bohdana Urbankowskiego oraz prof. Wiesława P. Szymańskiego, pisarza i historyka literatury. EW sekcji zdrowia polecałbym jako eksperta do Rady bardzo popularnego urologa częstochowskiego dr Zenona Rudzkiego i zarazem bardzo zaangażowanego działacza społecznego, b. prezesa Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich w Częstochowie i pomysłodawcę pierwszego światowego Kongresu Polonii Medycznej w 1992 r.

    Szczególnie szokujące dla mnie było pominięcie w Radzie utworzonej przy prawniku z zawodu prezydencie Andrzeju Dudzie tak ważnej sekcji na temat prawa i wymiaru sprawiedliwości Nie rozumiem jak można było zrezygnować z takiej sekcji w sytuacji, gdy kalectwo wymiaru sprawiedliwości jest największą patologią Trzeciej RP. Nie będę tu podsuwał propozycji nazwisk, bo akurat prawników jest w PiS-ie i wokół PiS-u bardzo wielu. Jedno jednak sugerowałbym, żeby przy utworzeniu takiej sekcji maksymalnie konsultowano się z najodważniejszym, a zarazem doskonałym merytorycznie prokuratorem Andrzejem Witkowskim z Lublina. Prawnikiem kilkakrotnie odsuwanym od różnych spraw właśnie ze względu na jego śmiałość drążenia niewygodnych dla tzw. elit faktów.

Na koniec tych uwag dodam, że szkoda, że nie wyjaśniono, dlaczego w tej tak ważnej Radzie nie znalazły się tak wybitne postacie jak prof. Zdzisław Krasnodębski czy prof. Michał Kleiber.



Pluralistyczna czy skuteczna

    Prezydencki minister Maciej Łopiński tłumaczył zasady doboru składu Narodowej Rady Rozwoju chęcią zapewnienia pluralizmu, stąd m.in. dobór ludzi związanych z PO i lewicą. Nie mam nic przeciw stosowaniu zasady pluralizmu pod warunkiem, że będzie ona sprzyjała skutecznemu prowadzeniu spraw do przodu w duchu zdecydowanych reform na wzór V. Orbána. Wątpię, czy będzie to możliwe jednak wtedy, gdy w sekcji zagranicznej będzie dominował stary postkomunistyczny cwaniak D. Rotfeld obok dużo mniej doświadczonych ludzi naszej opcji. Sądzę, że będzie on raczej robił co tylko możliwe jako hamulcowy zmian. Podobnie może być w niektórych innych sekcjach. Boję się, że może powtórzyć sytuacja z seminarium w Lucieniu organizowanym pod egidą dobrotliwego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdzie obok intelektualistów zdecydowanych reformatorów brylowały tak odległe od polskich narodowych interesów jak prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar, zajadły agresywny liberał („Stefan Niesiołowski blogosfery”) prof. Wojciech Sadurski, czy fanatycznie prorosyjski, bardziej prorosyjski od Rosjan, prof. Andrzej de Lazari. Dzięki ich wystąpieniom dyskusje w Lucieniu zamiast posuwać sprawy do przodu ulegały ciągłemu świadomemu rozwodnieniu.

    Osobiście byłbym za mocnym poszerzeniem składu Rady na prawo i na lewo od PiS-u, ale pod warunkiem, że wejdą do niej ludzie widzący potrzebę radykalnych zmian i zdolni do dyskusji, a nie do jej blokowania. Podam tu z dziewięć przykładów takich osób spoza PiS-u, które na pewno wzbogaciłyby dyskusję swoimi pomysłami. Byliby to m.in.: b. czołowy polityk PO Jan Rokita, „państwowiec”, którego zawsze fascynowały projekty udoskonalenia państwa, b. wiceminister obrony w rządzie PO gen. Waldemar Skrzypczak, Tadeusz Fiszbach, b. prawdziwy reformator w PZPR-ze, który zdecydowanie sprzyja PiS—owi, do niedawna posłanka PO Lidia Staroń, która odeszła z Platformy, zdegustowana blokowaniem przez E. Kopacz ustawy ograniczającej wybryki komorników, a także zdecydowana rzeczniczka naprawy funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowych, b. szef doradców Gierka, a od 1989 r. konsekwentnie antybalcerowiczowski prof. Paweł Bożyk, „nawrócony” na bardziej krytyczne poglądy w stosunku do III RP b. redaktor „Gazety Wyborczej” Roman Graczyk, aktorka Joanna Szczepkowska, która na własnej skórze przekonała się, do czego prowadzi dyktat „poprawności politycznej” w mediach, podobnie jak tak długo tkwiący przy „Salonie’ reżyser Krzysztof Zanussi, atakowany za film „Obce ciało” oraz b. naczelny „Wprost” Marek Król. A swoją drogą proponowałbym poszerzenie składu Rady do stu osób. Rada Stu, jak to ładnie brzmi.

18 października 2015 r.

2 komentarze:

  1. Narodowość (nie obywatelstwo) cwaniaka D. Rotfelda i jemu podobnych tłumaczy wszystko!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje, że szykowana jest dla Pana jakaś super pozycja doradcy. Przy okazji chciałbym Pana namówić do wiekszej aktywności na Facebooku, gdzie można umieszczać linki do bloga, filmow na youtube, spotkan autorskich, ksiazek itd. Sila rozprzestrzeniania tego portalu jest ogromna, a warto, żeby Pana poglądy docierały do jak najszerszego grona.

    OdpowiedzUsuń