))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

piątek, 26 maja 2017

Kościół katolicki w Polsce na rozdrożach (III)

Księża - ofiary hierarchów - lemingów lub lewaków
 
Niebywale wielka zależność księży od hierarchów przynosi fatalne skutki, pozwalając butnym hierarchom - lemingom lub lewakom znęcać się nad księżmi „nie poprawnymi politycznie”. Nader jaskrawym przykładem pod tym względem było zachowanie ks. abp. Gocłowskiego wobec ks. prałata Henryka Jankowskiego. Przypomnijmy, że jeden z księży, prawa ręka arcybiskupa, był zamieszany po same uszy w aferę wydawnictwa kościelnego „Stella Maris”, razem z jakimś PZPR-owskim cenzorem, etc..Świetnie wykorzystywali to polityczni przeciwnicy ks. prałata Jankowskiego. Wystarczyło, by komornik zagroził zabraniem luksusowego auta, czy mebli ks. abp. Gocłowskiemu, a ten natychmiast spieszył z „dyscyplinowaniem” księdza prałata Jankowskiego, nie bacząc na jego wcześniejsze tak wielkie zasługi dla „Solidarności”. Mocno zatruło to ks. prałatowi Jankowskiemu ostatnie lata jego życia - aż nadto pamiętam, jak mi się uskarżał w szczerych rozmowach.
 
Jak „TW Filozof” dyscyplinował „niepoprawnego politycznie” ks. J. Kozłowskiego
 
Inny dość osobliwy przypadek to sprawa retorsji zastosowanych przez „TW Filozofa” abp. J. Życińskiego wobec podległego mu „niepoprawnego politycznie” księdza poety Janusza Kozłowskiego. Życiński po przybyciu z Tarnowa do diecezji lubelskiej zwołał zebranie pracowników prasy katolickiej i nakazał im współpracę z „Gazetą Wyborczą”. I wtedy powstał z miejsca na sali ks. Janusz i powiedział, że on osobiście nie będzie w żadnym razie współpracował z „Wyborczą”. Ks. J. Kozłowski miał wtedy dużą parafię w centrum Lublina (ok.18 tys. parafian) i był kierownikiem lubelskiego oddziału katolickiego periodyku „Gość Niedzielny”. Po tym zebraniu ks. Kozłowski pojechał na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Gdy wrócił z pielgrzymki czekały go dwie decyzje arcybiskupa Życińskiego. Po 1) został zesłany z parafii w środku Lublina do małej wioski koło Łęcznej (ok.700 parafian.). Po 2.) arcybiskup spowodował usunięcie ks. Kozłowskiego z kierownictwa lubelskiego oddziału „Gościa Niedzielnego”. Ksiądz Kozłowski ma silną odporność psychiczną, więc nie załamał się, pisał kolejne tomiki poezji, zorganizował parę teatrów katolickich i krajowe, a później międzynarodowe konkursy poetyckie na wsiach.
Co pewien czas dalej narażał się arcybiskupowi, przez swoje listy do „Naszego Dziennika”, a to krytykujące UE za niszczenie wartości chrześcijańskie, a to wspierające mnie przeciw tak ulubionemu przez „TW Filozofa” J.T..Grossowi. Arcybiskup Życiński wzywał księdza „na dywanik”, a raz rozjuszony jego uporem nawet tupał przy nim ze złości. Ks. Kozłowski nie uległ, ma twardy charakter i jest bardzo wytrwały, od wielu lat organizuje 28-dniowe pielgrzymki rowerowe do Fatimy. Niestety według relacji moich przyjaciół z tarnowskiego i Lubelszczyzny w archidiecezjach kolejno podległych Życińskiemu paru księży nie wytrzymało jego brutalności i popełniło samobójstwo.
 
Jak Nycz niszczył ks. Stanisława Małkowskiego

Kardynał Kazimierz Nycz ma apodyktyczny, wręcz brutalny wyraz twarzy i dokładnie taki sam charakter. Dość przypomnieć jego stosunek do podległych mu prawdziwie wybitnych duszpasterzy katolickich: księży Stanisława Małkowskiego i księdza Józefa Maja. Ks. Stanisław Małkowski był jednym z duchownych najbardziej zasłużonych dla opozycji antykomunistycznej i znajdował się na czarnej liście SB księży do zamordowania obok księdza J. Popiełuszki. W 2010r. naraził się na gniewne retorsje kardynała Nycza. Wg. Wikipedii ks. Małkowski „3 sierpnia 2010 poświęcił tzw. krzyż smoleński który w kwietniu 2010 roku postawili przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego polscy harcerze. 13 września 2010 roku postępowaniem tym ściągnął na siebie ostrzeżenie kurii archidiecezji warszawskiej i groźbę obłożenia karą suspensy. Mimo upomnień pozostał nadal sympatykiem Społecznej Inicjatywy Obrońców Krzyża, dla której poświęcił nowy krzyż. .W listopadzie 2010 na życzenie kurii archidiecezji warszawskiej przestał pełnić posługę w Domu Opieki i Hospicjum Res Sacra Miser w Warszawie(...)”.
Niezależny publicysta Wojciech Sumliński pisał o ks. Maju: „Ostatecznie Stanisława Małkowskiego, którego postawa stanowiła wzór dla wszystkich kapłanów, „nagrodzono” odebraniem duszpasterstwa w Hospicjum dla umierających Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu - służby, którą kochał i którą pełnił od lat. Taka „nagroda” za obronę krzyża spotkała bohaterskiego kapłana, który w stanie wojennym cudem uniknął śmierci z rąk Służby Bezpieczeństwa, ale nie uniknął rozlicznych przykrości, a nawet prześladowań w wolnej, podobno, Polsce, w której do dziś, gdyby nie mieszkanie matki na Saskiej Kępie, nie miałby gdzie się podziać (...)
O tym, jak to możliwe, że taki kapłan traktowany jest  w taki sposób w wolnej – podobno – Polsce, szerzej w książce – już jesienią. A niniejszym publicznie apeluję do przełożonych księdza Stanisława Małkowskiego o godne traktowanie tego niezwykłego kapłana. Od dłuższego czasu ten przyjaciel Błogosławionego Księdza Jerzego nie jest traktowany tak, jak na to zasługuje. Czy jednak to, że tak jest oznacza, że tak być musi? (Sumliński : Zniszczyć Księdza Małkowskiego. Apeluję do jego...wpolityce.pl/.../199743-sumlinski-zniszczyc-ksiedza-malkowskiego-apeluje-do-jego-...8 cze 2014).
Represje kościelnych zwierzchników nie złamały kapelana Solidarności” ks. Małkowskiego. 

W 2015 r, w rozmowie z "Super Expressem" ostro zaatakował byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który jego zdaniem, zachowywał się jak "uczeń szatana". - To jest błazen. Pajac, który kompromituje się do cna i przy tym ośmiela się świętokradczo przyjmować komunię świętą. I co gorsza, znajduje duchownych, którzy go w tej schizofrenii utwierdzają”. (Por. Ks. Stanisław Małkowski : Komorowskio zachowywał się jak uczeń wiadomosci.onet.pl/kraj/ks-stanislaw-malkowski-komorowski-zachowywal.../wjjxh37 paź 2015).- Przypomnijmy, że do takich duchownych należał m.in. kardynał Nycz, który odegrał decydującą rolę w usunięciu krzyża z Krakowskiego Przedmieścia.

Banicja ks. Józefa Maja

Księdza Józefa Maja - niestrudzonego społecznika, prowadzącego po cichu wytężoną działalność opozycyjną znam od dziesięcioleci; był niemal moim rówieśnikiem (studiował na polonistyce, a ja na historii). Bardzo pomógł mi w wydaniu jednej z moich ważniejszych książek. Tym mocniej chciałbym więc przypomnieć jego jakże wielostronną działalność. W końcowych latach życia Prymasa Tysiąclecia ks. Maj był jednym z jego tajnych emisariuszy, wysyłanych w teren z poufnymi poleceniami ks. Prymasa do różnych biskupów. A później - według Wikipedii ks. Józef Maj:
Był (...) współorganizatorem Prymasowskiego Komitetu Charytatywno -Społecznego. Działał jako łącznik wielu represjonowanych. 15 sierpnia 1984 został pod naciskiem władz komunistycznych przesunięty do pracy parafialnej w parafii św. Katarzyny na warszawskim Służewie, gdzie od 1 sierpnia 1985 do przejścia na emeryturę 14 sierpnia 2013 był proboszczem. Kapelan Niezależnego Zrzeszenia Studentów Związku Młodzieży Demokratycznej. Członek założyciel Społeczno - Kościelnego Komitetu Uczczenia Ofiar terroru Władzy z lat 1944-1956. Doprowadził do ujawnienia tajnych pochówków ofiar reżimu komunistycznego na cmentarzu służewskim (...) Zorganizował i uczestniczył w pracach politycznych Konwentu św. Katarzyny. Kapelan Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, Towarzystwa naukowego im Stanisława ze Skarbimierza. Wchodzi w skład kapituły nadającej Medal im. księdza Ignacego Skorupki...

W innym tekście internetowym czytamy o ks. J. Maju : „Równocześnie piastował funkcję kapelana Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Związku Młodzieży Demokratycznej. Po upadku PRL doprowadził do wzniesienia przed kościołem pomnika Męczenników Terroru Komunistycznego w Polsce w latach 1944-56 składającego się ze spiżowego krzyża, surowych głazów i rozerwanej (...) kraty. (...)
Będąc proboszczem, ks. Józef Maj uratował kościół św. Katarzyny przed katastrofą budowlaną. Jego mury zaczęły pękać, gdy Doliną Służewiecką skierowano tiry. Ksiądz wezwał ekspertów. Ściany budowli spięto prętami i żelbetową opaską, a pod fundamenty wbito 156 żelbetowych pali i przykryto je stropem. Pod posadzką archeolodzy odkryli fundament poprzedniej świątyni z XV w., groby, miecz katowski, monetę z czasów Konrada Mazowieckiego i średniowieczną biżuterię. Ks. Maj zdobył fundusze na zabezpieczenie kościoła, jego remont i budowę podziemnych krypt.(...) Po katastrofie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 r. ks. Maj wyraźnie zaostrzył ton. W wywiadzie dla prawicowego portalu Nowy Ekran mówił, że w Smoleńsku zginęli jego uczniowie: Stefan Melak, Paweł Wypych, Władysław Stasiak. "Dla mnie to był dzień rzezi moich wychowanków, ludzi, który byli nadzieją establishmentu patriotycznego w Polsce. Mnie się wydaje, że to wydarzenie, straszliwe, jest kamieniem węgielnym nowego ładu w Polsce, który kiedyś, wcześniej czy później, będzie" - stwierdził „ (.Por. Kontrowersyjny ksiądz ze Służewca odesłany na emeryturę.
warszawa.wyborcza.pl/.../1,34889,14196928,Kontrowersyjny_ksiadz_ze_Sluzewa_o...1 lip 2013). 
Z okazji przejścia na emeryturę ks. Maj otrzymał Specjalną Laudację Senatu Stanów Zjednoczonych.
 
Tę tak wielostronną działalność ks. Józefa Maja przerwał kardynał Nycz, któremu wyraźnie nie odpowiadała postać niezwykle pracowitego patriotycznego duchownego. (Generalnie patriotyzm nie jest jak się wydaje cechą Nycza, który jak przypominam w 2007 r. „czujnie” zapobiegł memu wykładowi przeciw polakożercy i katolikożercy J. T. Grossowi). W internecie napisano o skrajnej decyzji Nycza, który w roku 2013 pozbył się ks. Józefa Maja z kościoła w podległej mu archidiecezji warszawskiej : „W ten sposób kard. Nycz niewątpliwie chce likwidacji jedynego w Warszawie środowiska chrześcijańsko - patriotycznego działającego bez przerwy od 1980 roku.
 
Na Służewie miały swój punkt kontaktowy liczne środowiska. I SoliDeo, i ludzie przypominający o KL Warschau i kilka mniej znanych ale bardzo zacnych stowarzyszeń, i dawni działacze NZS oraz Solidarności. Tam też było miejsce kontaktu polityków naszej opcji z zapleczem społecznym, zwłaszcza ze środowiskiem naukowym. Tam spotykali się profesorowie warszawskich wyższych uczelni, działacze związkowi, dyplomaci (Ks. Maj był bowiem również kapelanem kilku ambasad) i „nasi” przedsiębiorcy. (...) Po przejściu na emeryturę ks Maj wcale nie zamierzał likwidować tego ośrodka. Czynił przygotowania do przeniesienia go do nowo powstałego ośrodka szkolenia kapelanów środowiskowych, którego funkcjonowanie zamierzał sfinansować z własnych pieniędzy.
Niestety wszystkie te plany chyba nie będą zrealizowane ponieważ abp. Nycz postanowił pójść na rękę tym wszystkim, którzy chcą w Polsce doprowadzić do konfrontacji społecznej, być może do użycia siły przeciwko opozycji i zlikwidował ostatni chyba punkt kontaktowy tak odległych środowisk, środowisk które łączyło tylko jedno – Polska jako miejsce ich funkcjonowania i skazał ks. Maja na banicję. To oczywiście nie prawda, że wszyscy którzy przychodzili do św. Katarzyn byli Polakami, że chcieli dobra naszego kraju, ale wszyscy byli związani z naszym krajem i można było rozmawiać o sprawach publicznych. (...) Jedyne co w tej chwili pozostaje to modlić się o łaskę rozumu dla kard. Nycza”.( Por. Kard. Nycz uśmiercił św. Katarzynę - Ex Cathedra @ mixxtec.mixxt.pl/networks/forum/thread.29581719 sie 2013 - Z tą „łaską rozumu”dla Nyucza , to chyba jednak przesada, to na prawdę jakiś niewykonalny cel-JRN). 
Ilość księży prześladowanych przez niektórych hierarchów za „niepoprawność polityczną” jest niewątpliwie o wiele większa, niż tu wymieniłem. Ja pisałem tylko o tych duchownych, których znam osobiście.
 
W przeciwieństwie do omówionych wcześniej hierarchów ksiądz biskup Jan Tyrawa nie jest ani lemingiem, ani lewakiem. Mam nadzieję więc, że jak najszybciej wycofa się z decyzji godzących w tak wspaniałego duchownego intelektualistę jak ks. prałat Roman Kneblewski.
 
A teraz przypomnę parę faktów pro domo sua. Z jednej strony byłem uderzany przez paru niegodziwców w purpurze: Życińskiego i Nycza. Z drugiej strony jednak miałem zaszczyt być przez dwie doby gościem u wspaniałego intelektualisty i patrioty ks. arcybiskupa szczecińskiego Andrzeja Dziengi. Jeden z wcześniejszych arcybiskupów szczecińskich. Przykucki zawsze przybywał na moje spotkania w Szczecinie i nazwał mnie „ apostołem współczesnego patriotyzmu”. Miałem przyjemność gościć na kolacji u innego wspaniałego hierarchy ks. arcybiskupa Henryka Hosera. Wielkim przyjacielem duchowym był dla mnie od zawsze ks. biskup Edward Frankowski, prawdziwy święty za życia, który napisał piękny wstęp do jednej z moich książek. Najwybitniejszy znawca mediów w Kościele katolickim w Polsce ks. biskup Adam Lepa nazwał mnie na spotkaniu w Łodzi „najodważniejszym z Polaków”. Od innego wspaniałego hierarchy ks. biskupa Ignacego Deca otrzymałem w darze pamiątkowy pierścień. Ksiądz biskup Stanisław Stefanek uczestniczył w uroczystości przyznania mi honorowego obywatelstwa miasta Jedwabne.
Bardzo mocno zaprzyjaźniłem się z niezwykle szlachetnym „Sprawiedliwym wśród Narodów Świata” ks. Albinem Małysiakiem, który uczestniczył w dwóch moich spotkaniach antygrossowych. Mała anegdota o ks. biskupie Małysiaku. Dzwonię do niego kiedyś o godz. 22- ej. Siostra zakonna mówi, że ten 93 -letni biskup jest nieobecny w domu, gdzieś biega po mieście. Dzwonię o 23- ej -to samo -ks. biskupa nie ma jeszcze w domu. Sytuacja powtarza się następnego dnia. Dopiero trzeciego dnia udało mi się schwytać księdza biskupa telefonicznie. Zadowolony z tego, mówię do ks. biskupa: „Ekscelencjo, jak ja księdzu biskupowi zazdroszczę tego, że może tak późno wracać do domu. Moja żona daje mi szlaban już o 21 3o, po której to godzinie już muszę bezwzględnie być w domu”. O ks. biskupie K. Ryczanie już wspominałem. Dzięki ks. biskupowi E. Frankowskiemu udało mi się odbyć bardzo wzruszającą rozmowę z ks. arcybiskupem Ignacym Tokarczukiem. Z kolei ks. arcybiskup Józef Michalik dziękował mi w liście do katolickiego tygodnika „Niedziela” za wystąpienie na łamach tego tygodnika w jego obronie przeciw głupawemu i złośliwemu artykułowi redaktora „Wyborczej” M. Beylina. Dodajmy do tego licznych zaprzyjaźnionych duchownych, takich jak ksiądz infułat Ireneusz Skubiś, ksiądz Józef Maj, ksiądz Stanisław Małkowski, ks. prof. Zygmunt Zieliński, ks. red. Ryszard Halva, ks.prałat Stanisław Mac ks. prof. Roman Piwowarczyk, ks. poeta Janusz Kozłowski, o. Piotr Andrukiewicz, o. Janusz Cydzik, o. Janusz Dyrek, o. Janusz Zbudniewek, o. paulin Eustachy Rakoczy, oraz zmarli już niestety: o. Zacharjasz Jabłoński, o. Gordiasz Józef Słaboń, ks. Bolesław Witwicki z Malmö w Szwecji i kapłan Rodzin Katyńskich ks. prałat Zdzisław Peszkowski i wielu, wielu innych. Pomimo tego jednak wciąż myślę z goryczą o niektórych duchownych - szkodnikach , którzy jak widać nie mieli Polski w sercu (Życiński, Nycz, etc.) i o tych duchownych, którzy mnie zdradzili. Czyż nie może być przykro komuś, kto od dziesięcioleci konsekwentnie walczy w obronie polskości i wiary, a dostaje niejednokrotnie razy od szemranych niby „swoich”- złych ludzi - arcybiskupów i innych. Jeśli mnie nie przeproszą, wszyscy będą dokładnie opisani i rozliczeni w mym kilkutomowym „Alfabecie Jerzego Roberta Nowaka”. W myśl zasady „Spisane będą czyny i rozmowy” nie będzie żadnego „zmiłuj”. Jako historyk mam obowiązek ujawniać także bardzo gorzką prawdę!
 
P.S. W poprzednim numerze „Warszawskiej Gazecie” (nr z 19 maja 2017 roku ) ukazało się kilka kolejnych tekstów w obronie księdza prałata Romana Kneblewskiego, w tym podpisane przez 17 osób ze środowisk intelektualnych, m.in. dwóch znaczących księży, oświadczenie naszego Forum Myśli Polskiej na ten temat.

Ta szybka reakcja w sprawie tak niesłusznie szkalowanego znakomitego duchownego pokazuje jak bardzo potrzebna była inicjatywa naszego intelektualnego Forum Myśli Polskiej. Nota bene był to pomysł słynnego pisarza Stanisława Srokowskiego. Dzięki nam nikt uczciwy i myślący niezależnie, po zaatakowaniu nie będzie samotny. I zawsze będzie mógł liczyć na nasze zdecydowane wsparcie. I to jest jeden z najważniejszych celów naszego Forum Myśli Polskiej. Czas przystąpić do kontrofensywy intelektualnej wobec dogorywającego, ale jeszcze umiejącego boleśnie ranić ludzi, michnikowskiego szmatławca z Czerskiej.

niedziela, 21 maja 2017

Kościół katolicki w Polsce na rozdrożach (II)

Agent SB , anty- Polak J. Życiński

TW Filozof” abp. Józef Życiński był niewątpliwie najzdolniejszą, a zarazem najnikczemniejszą z postaci lemingów, którzy znaleźli się w Episkopacie po 1989 r. Życiński wpisał się w nasze życie publiczne jako pełen pychy „znawca od wszystkiego”, bez litości prześladujący w swej diecezji księży i świeckich, którzy odważyli się mieć choćby cień innej niż on myśli. Za to tym chętniej adorujący znanego z tylu kłamstw antykatolickich i antypolskich Adama Michnika i Bronisława Geremka, czy jawnego przeciwnika Kościoła katolickiego Jerzego Owsiaka. (Por. na ten temat trzeci tom moich „Czerwonych dynastii” o Owsiaku, rozdziałek : „Antykościelne fobie”, Warszawa 2014 ,ss. 190-193). Jakże celnie podsumował tę dość patologiczną, daleka od jakiegokolwiek dialogu i ekumenizmu działalność Życińskiego wiersz drukowany w „Kurierze Lubelskim” z 23 lipca 2002 r., i przedrukowany w znakomitych „Rozmaitościach” w „Naszej Polsce przez prof. dr. hab. Zbigniewa Żmigrodzkiego:

Kto ty jesteś? - Jam Życiński
Głos twój słychać...- Po mur chiński.
Słowa twoje...- Tną jak miecze.
Ładnie mówisz. - Nie zaprzeczę.
Skromny jesteś...Bom jest sługa.
Twoje hobby?- Wszystkich rugać.
Ostry jesteś...Jak papryka.
Co cię kręci? - Polityka.
Co rajcuje? - Występ w tivi.
Wierni patrząc...- Są szczęśliwi!
A co mówią? - Zośka, odłóż na bok to zboże i leć tu
prędko, to piaty raz zobaczysz dziś naszego
biskupa, jak święci stację benzynową w
telewizorze!!!
Co cię martwi? ...- Biedna taca
Czy jest wyjście?- Ubogacać”.

Kogo atakował Życiński
 
Do najnikczemniejszych wystąpień Życińskiego należał jego brutalny atak na tak wybitną postać z dziejów „Solidarności” jak Anna Walentynowicz. Powiedział o niej z nienawiścią: „Walentynowicz występuje w roli ostatniego Mohikanina cywilizacji nienawiści”. (Cyt. za.: Sławomir Cenckiewicz: Śmierć Anny Walentynowicz i narodziny „Heni Solidarność”, czyli historia w służbie polityki, „ Arcana” nr 4 z 2011 r.,s.287). Tak były agent SB spostponował ikonę „Solidarności”!
 
Wielokrotnie atakował Radio Maryja i związany z Radiem Maryja „Nasz Dziennik”. Pisał m.in.: „Nasz Dziennik” ma tyle wspólnego z katolicyzmem, co „Trybuna Ludu” miała z wspólnego z klasa robotniczą”. (Por. Zbigniew Żmigrodzki : Złowrogi triumwirat, „Nasza Polska” z 12 października 2004 r. Wielokrotnie atakował ROP i prawe skrzydło AWS, zwłaszcza posła Jana Łopuszańskiego. Jeszcze w 2006 r. ostro zaatakował rządy PiS. Jak pisali Tomasz Terlikowski i Amelia Lukasiak w „Newsweek”-u 5 lutego 2006 r. o Życińskim : „ (...)Tym razem zachował się wręcz jak lider opozycyjnej partii. .W ubiegłym tygodniu ni mniej, ni więcej wezwał Polaków dl obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec władzy. Zaapelował, aby nie zajmowali stanowisk w administracji po usuwanych przez PiS urzędnikach.- Jeśli ludzie zwalniani przez obecną ekipę są uczciwi, nie obejmujcie po nich stanowisk- wzywał Życiński”. Prawdziwy warchoł na stanowisku arcybiskupa! Patrząc na dawniejsze zachowania Życińskiego aż nadto łatwo można sobie wyobrazić: gdyby Życiński żył dzisiaj przypuszczalnie zająłby odpowiednie miejsce obok najskrajniejszych szefów totalnej opozycji: Rzeplińskiego, Schetyny, Petru i alimenciarza z KOD-u Kijowskiego.
 
Zajadły przeciwnik lustracji
 
Życiński bardzo wcześnie, bo już w 2004 r. dał się poznać jako zajadły wróg lustracji Nie było to rzeczą przypadku bo sam Życiński (”TW Filozof”) przez wiele lat współpracował z SB, jak to ujawnił po raz pierwszy Stanisław Cenckiewicz, a potem potwierdził ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski. Stopniowo popisywał się coraz skrajniejszym antylustracyjnym zacięciem i zadęciem. Oburzony na zdecydowane działania lustracyjne w Klubie Inteligencji Katolickiej w Lublinie ostro atakował rzecznika tej lustracji prof. Ryszarda Bendera i i zażądał usunięcia z nazwy lubelskiego KiK-u zwrotu Katolicki. (Por. drukowane w tej sprawie oświadczenie prezesa lubelskiego KIK-u prof. R. Bendera, „Nasz Dziennik” z 5 stycznia 2005 r.). Stanisław Michalkiewicz już 1 stycznia 2005 r. nawet w tytule swego tekstu w „Najwyższym Czasie” nazwał Życińskiego „Protector confidentorum” .Bronisław Wildstein pisał na ten temat w „Rzeczpospolitej” 17 maja 2007 r. w tekście „Polska czyli Rwanda”. Według Wildsteina: „Ze słów arcybiskupa (Życińskiego- JRN) można wnosić, że odpowiednik czerwonego terroru rozpętują w Polsce ci, którzy posługują się „ubecką grafomanią”, dziejami Rzeczpospolitej na użytek SB”. Nie trzeba głębszej egzegezy, aby zrozumieć, że grafomania ta znajduje się w IPN i to zwolennicy lustracji chcą się nią posłużyć. (...) Najżarliwiej arcybiskupa oklaskiwał Aleksander Kwaśniewski”. W marcu 2017 r. pisano w o wystąpieniach antylustracyjnych Życińskiego: „Druzgocącej krytyce abp. Życiński poddał też raport z weryfikacji WSI, twierdząc, że jest to dokument, za który przyszłe pokolenia będą się wstydzić”....) „Śmieszne wydaje się porównywanie lustracji, mającej miejsce w Polsce, do „polowania na czarownice”. Autorem takiego stwierdzenia na sesji był znów abp. Życiński”. ”. (Por. Michał Krupa: Antylustracyjny „show” arcybiskupa Życińskiego, „Goniec Lubelski, marzec 2007 r. (...) Życiński wystąpił w obronie SLD-owskiego premiera Marka Belki, sprzeciwiając się jego lustracji. (Por. tekst Grzegorza Józefczaka: „To przejaw uberracji”, „Gazeta Wyborcza” z 24 czerwca 2005 r ).. „Wprost „ informowało, że Życiński skrytykował projekt ligi Polskich Rodzin w sprawie ujawnienia teczek, nazywając go „pośmiertnym triumfem SB”
 
Panegiryczny chwalca UE
 
Życiński maniacko wychwalał Unię Europejska najgorszymi słowami linczując krytykę jej wad. Dość przypomnieć jakże tendencyjny tytuł jednego z jego tekstów: „Kto przeciw Unii, ten z Rosją”, „Gazeta Wyborcza” z 27 stycznia 2003 r.) Łajał tych, którzy opóźniali podpisanie traktatu lizbońskiego.(Por. Abp. Życiński o traktacie, „Gazeta Wyborcza” z 20 marca 2008). Dariusz Hybel pisał o Życińskim w tekście „Dobrowolny rzecznik Unii” („Najwyższy Czas” z 6 marca 2004 r. : „Książę lubelskiego Kościoła obrzucał przeciwników Unii epitetami (...) Lubelski hierarcha stał się chyba najgłośniejszym, dobrowolnym kościelnym rzecznikiem Unii Europejskiej w Polsce (...) Ludzie mają już po dziurki w nosie Unii Europejskiej i jej socjalistycznych dobrodziejstw, które objawiają się coraz większymi kosztami życia (nowe bajońskie podwyżki jeszcze przed nimi!), a arcybiskup Życiński dalej zachęca ich do „kochania Brukseli”.
 
Czy mam przypominać jak mocno arcybiskup Józef Życiński przeciwstawiał się prawicy i środowiskom patriotycznym i prawicowym, wybraniał za wszelką ceną polakożercę i katolikożercę Jana Tomasza Grossa. Sam doczekałem się z tej okazji od łajdaka Życińskiego (jakże celna jego ocena przez reżysera Grzegorza Brauna) z 15 ataków Życińskiego, z furią broniacego zajadłego wroga Kościoła Grossa. Życiński atakował mnie m.in. w półgodzinnym programie telewizyjnym Moniki Olejnik, atakował nawet w konsulacie RP w Toronto (znalazłem się tam w prawdziwie dobrym towarzystwie opluwanych przez Życińskiego: ks. prof. Waldemara Chrostowskiego i Radia Maryja.). Mam na dowód kasetę z tego spotkania w konsulacie. Nota bene ten dość anormalny, pełen mało chrześcijańskiej złości atak spotkał się z bardzo ostrą polemiką w kanadyjskiej prasie polonijnej.
 
Przypomnę tu, że ks. Adam Gardiasz obronił w 2003 r. doktorat z filozofii, dowodzący, że abp. Życiński jest ateistą (Por.Biskup-ateista? | - WordPress.comhttps://wzzw.wordpress.com/2011/02/05/biskup-ateista). Prace tę ksiądz Gardiasz napisał pod kierunkiem prof. Zofii Zdybickiej. Niestety w parę lat później ks. Gardiasz zginął przejechany w katastrofie samochodowej przez nieznanego sprawcę. (Pytanie, czy sprawcą tym był jakiś kolega abp. Życińskiego z bezpieki). Ksiądz A. Gardiasz był niezwykle popularny - w jego pogrzebie w Stalowej Woli uczestniczyło 4 biskupów, 40 księży i wielka rzesza wiernych. Antypolskiemu szkodnikowi Życińskiemu poświęcę aż 3O strony w moim „Alfabecie Jerzego Roberta Nowaka”. Szkoda, że dopiero w trzecim tomie!

Antynarodowy hierarcha
 
W sprawach międzynarodowych nie liczył się z interesami Polski i polską racją stanu. To on przeforsował przyznanie doktoratu honoris causa na KUL-u dla prezydenta Ukrainy W. Juszczenki, nie bacząc na jego skrajne poparcie dla ludobójczych banderowców. Jako domniemany znawca polityki zagranicznej (w swoim odczuciu) bronił pochwalnych ocen znanego maturzysty W. Bartoszewskiego pod adresem kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Powołał się przy tym na to, że Kohlowi przyznano w Polsce doktorat honoris causa. Życiński jak widać przeoczył fakt, że Kohl był najzajadlejszym przeciwnikiem uznania granicy na Odrze i Nysie i uznał ją tylko pod wzmożonym naciskiem USA i W. Brytanii. Nie było chyba rzeczą przypadku, że do pierwszej w Polsce próby wybielania Krzyżaków doszło w Wydawnictwie Diecezji Tarnowskiej w 1996 r. Tam ukazała się panegiryczna i wielce słabiuteńka pod każdym względem praca niejakiej Zofii Kowalskiej :„Krzyżacy w innym świetle”.

Rola Życińskiego w relatywizowaniu i podważaniu wartości chrześcijańskich

Arcybiskup Życiński miał nader wielkie „zasługi” w podważaniu wartości chrześcijańskich. Dość przypomnieć jego rolę w usprawiedliwianiu głupawego i amoralnego sloganu Jerzego Owsiaka „Róbta co chceta”. Nader celnie podsumował rolę Życińskiego w relatywizowaniu i podważaniu wartości chrześcijańskich prezes PiS Jarosław Kaczyński, stwierdzając: „ Abp. Życiński prezentuje poglądy, które wydaja mi się odosobnione, choć interesujące. Jako katolik obawiałbym się jednak ich upowszechnienia wśród duchowieństwa, skończyłoby się jak w Holandii”. )Cyt. za wywiadem .z „Przekroju” z Życińskim). Jak w Holandii, czyli na skrajnej laicyzacji i upadku wartości chrześcijańskich.
 
Przypomnę tu, że ksiądz Adam Gardiasz obronił w 2003 r. doktorat z filozofii, dowodzący, że abp. Życiński jest ateistą (Por.Biskup-ateista? | - WordPress.comhttps://wzzw.wordpress.com/2011/02/05/biskup-ateista). Pracę tę ksiądz Gardiasz napisał pod kierunkiem prof. Zofii Zdybickiej. Niestety w parę lat później ks. Gardiasz zginął przejechany w katastrofie samochodowej przez nieznanego sprawcę. (Pytanie, czy sprawcą tym był jakiś kolega abp. Życińskiego z bezpieki). Ksiądz A. Gardiasz był niezwykle popularny - w jego pogrzebie w Stalowej Woli uczestniczyło 4 biskupów, 40 księży i wielka rzesza wiernych.

Wskazując niebywałą troskę , z jaką „Zadufek z lublina” Życiński troszczył się o pyszałkowate nagłośnienie swej osoby w mediach, opowiadano żartobliwie: „Otwieram „Gazetę Wyborczą”, a tam Życiński, otwieram „Rzeczpospolitą”- tam Życiński. Włączam radio -Życiński, włączam telewizję - Życiński Idę odprawić mszę i aż się boję otworzyć tabernakulum”. (Żart jakiegoś księdza, cytowany za tekstem Aleksandry Klich :Człowiek niebywały, „Gazeta Wyborcza” z 11 lutego 2011 r.).

Zaangażowanie Życińskiego w walce z lustracją , dekomunizacją i tradycyjnym patriotyzmem wywoływało coraz większe oburzenie w szerszych kręgach społeczeństwa. Na portalu „Ojczyzna” napisano : „Niech Pan Bóg wybaczy ks.arcybiskupowi, bo nam coraz trudniej”.
 
Nadęty do nieskończoności, bezpłodny intelektualnie kardynał K.Nycz
 
Cóż, Kościół katolicki w Polsce jest bardzo podzielony. Czyż mam tu przypominać jednostronnie upolitycznione zachowanie kardynała Kazimierza Nycza, z jego wystąpieniami wyraźnie popierającymi PO, z jego sprzeciwem wobec Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, z jego upartymi głupawymi próbami narzucenia rządowi Zjednoczonej Prawicy przyjęcia imigrantów z Bliskiego Wschodu, z jego ględzeniami o tym, że Polska jako państwo ponosi za to odpowiedzialność. Już parę razy wspominałem w różnych wystąpieniach, że tak gorliwy w swych zabiegach o muzułmańskich imigrantów Nycz powinien sam przyjąć z 30 tychże przybyszów do swego pałacu. A potem pilnie strzec, by nie obrabowali jego pałacu i nie zgwałcili mu gosposi, a nawet jego samego. Mieliby na pewno dużą radość z tej okazji! Uważam tegoż kardynała za niegodziwca moralnego. Bo jak wytłumaczyć jego zachowanie, jeszcze jako arcybiskupa w 2007 roku, gdy zabronił mego spotkania antygrossowego zaledwie na pięć godzin przed jego odbyciem. Nie protestowałbym, gdyby zrobił to tydzień przed spotkaniem. A ten nadęty złośliwiec w purpurze zrobił to na pięć godzin przed spotkaniem, aby je uniemożliwić Spotkanie miało się odbyć na Ochocie w kościele przy ul. Dickensa i gospodarz pomieszczenia miejscowy ksiądz wcześniej sympatycznie nas zapraszał. A potem przyszedł zakaz od arcybiskupa. Na szczęście organizator spotkania p. Ryszard Strzałkowski błyskawicznie załatwił możliwość spotkania się w sali „Solidarności” przy pobliskiej ul Białobrzeskiej. Była ona jednak za mała. Przyszło 500 osób, a tylko 200 znalazło miejsce na sali. A reszta przez parę godzin w zimowe popołudnie stała przed oknem sali słuchając (musieliśmy otworzyć okna)... Tak zachował się „katolicki” arcybiskup, blokując odczyt piętnujący antypolskiego i antychrześcijańskiego fałszerza Grossa.
 
Co reprezentuje ten hierarcha? Jak dotąd nie usłyszano żadnej jego mądrzejszej i oryginalniejszej wypowiedzi. Stad przypisywana Nyczowi ksywa „Nic”. Ciekawe, że kardynał Nycz jest pod względem publikacji prawdziwie dziewiczo czysty. Ani w Wikipedii, ani w biogramie archidiecezji warszawskiej nie wymieniono ani jednej jego książki, a nawet ani jednego artykułu. Na próżno szukałem też w internecie jakiejś informacji o publikacjach Nycza pod hasłem „Kardynał Nycz-książki”. Znalazłem zero informacji na ten temat. A to ci „intelektualista” z Bożej łaski. I taki niedouczony fagas zadecydował o zablokowaniu mego wykładu przeciw katolikożercy i polakożercy J. T. Grossowi. Pewno nie tylko nic nie pisał, ale i niewiele czytał. No, cóż, wystarczy być, jak głosił tytuł filmu o amerykańskim Nikodemie Dyzmie. I ten tak bezpłodny intelektualnie jegomość jest kardynałem, a gruntownie wykształcony, autor kilkunastu ważnych książek, najlepszy katolicki znawca mediów - ks. biskup Adam Lepa tylko sufraganem. Pytam, dlaczego ja, jako obrońca Kościoła i polskości, musiałem parę razy spotkać się z takimi agresywnymi zachowaniami wobec mnie ze strony paru niedouczonych katolickich hierarchów w stylu Nycza, tak potwornie sprzecznymi z patriotycznym przesłaniem wielkiego Prymasa Tysiąclecia.

Inny przykład. Ks. abp. Stanisław Nowak, bliski przyjaciel osławionego Życińskiego też zrobił mi brzydki kawał, w ostatniej chwili zakazując odbycia przeze mnie tego samego dnia antygrossowego spotkania w jednym z kościołów częstochowskim (proboszcz był mi zdecydowanie przychylny). Dobrze, że wtedy przybył mi w sukurs patriotyczny paulin doktor habilitowany Eustachy Rakoczy. Błyskawicznie załatwił mi możliwość wykładu w Sali Rycerskiej w klasztorze jasnogórskim. Ojciec E. Rakoczy był wtedy prorektorem Akademii Polonijnej. Jej rektor, wyraźnie prolewacki, niejaki brat Kryński, dość szemrany duchowny, od którego roli jako rektora „katolickiej” uczelni odciął się Kościół. (Por. Ksiądz, ale nie nasz - Częstochowa - NaszeMiasto.plczestochowa.naszemiasto.pl/archiwum/ksiadz-ale-nie-nasz,792694,art,t,id,tm.html15 wrz 2004|. Lewak brat Kryński za karę za zorganizowanie mi wykładu usunął o. Rakoczego ze stanowiska prorektora na swej uczelni. I na dodatek, Kryński, zapytał o. Rakoczego: „Ile Nowak zapłacił mu za zorganizowanie jego wystąpienia?”. No, cóż nie zwykłem płacić nigdzie za moje odczyty. I takich głupawych „duchownych” też mamy! Co prawda Kryńskiego wyświęcono na duchownego w Kamerunie, gdzie przypuszczalnie nie przyjrzano się zbyt dokładnie rozmiarom ograniczoności jego umysłu.

Fatalny politykier abp. T. Gocłowski
 
Szczególnie absurdalnie, a nawet wręcz komicznie wyglądały bezustanne ataki ks. arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego na rzekome nadmierne upolitycznienie Radia Maryja. Bo przecież sam Gocłowski był najgorszego typu politykierem, wręcz kompromitującym Kościół katolicki swoimi mieszaniami się w sprawy różnych partii. Przypomnijmy, że rozpolitykowanie Gocłowskiego stało się przyczyną prawdziwej tragedii politycznej na prawicy, za którą ten hierarcha powinien bić się w piersi do końca swego życia. Jak wiadomo Gocłowski jeszcze jako biskup odegrał decydującą rolę w wymuszeniu powstania katolickiego bloku „Ojczyzna” z udziałem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i paru małych partyjek , w tym Partii Konserwatywnej zaprzyjaźnionego z Gocłowskim swego rodzaju „dywersanta na prawicy” Aleksandra Halla, b. ministra w rządzie T. Mazowieckiego. (Zob. szerzej tekst Piotra Zaremby: Politycy i biskupi. Kościół patronuje, pośredniczy, konsoliduje, „Życie Warszawy” z 23 lipca 1993 r.) Lansowany przez Gocłowskiego pomysł koalicyjnego bloku „Ojczyzna” okazał się śmiertelnym ciosem dca tak silnej przedtem prawicowej partii - ZChN . Sama bez trudu dostałaby się do Sejmu. „Wzbogacona” przez sojusz z małymi, a zwłaszcza z kanapową partyjka Halla, nie przekroczyła minimalnego progu wymaganego w przypadku koalicji, tj. 8 proc. głosów. Uzyskała tylko 6,37 proc. głosów.
 
Sprawa odpowiedzialności Gocłowskiego za wymuszenie tego nieszczęsnego bloku koalicyjnego jest bezdyskusyjna. Według znanego historyka Antoniego Dudka „Ojczyzna w ogóle nie powstałaby bez inicjatywy metropolity gdańskiego, który patronował blokowi „Ojczyzna”. (Por. A. Dudek: „Pierwsze lata III Rzeczpospolitej 1989-2001, Kraków 2002,s. 343). Dudek przypomniał, że w czasie głosowania w 6- osobowym Komitecie Politycznym ZChN na temat zawarcia koalicji wyborczej czy samodzielnego startu rozstrzygnięta została decyzja o samodzielnym starcie zamiast koalicji. Sprawę rozstrzygnął sam „prezes ZChN, który opowiedział się za samodzielnym startem”. (Por. A. Dudek: op.cit.,s.343). I wtedy na rzecz koalicji zamiast samodzielnego startu oddziałała katastrofalna w skutkach interwencja biskupa Gocłowskiego (Por. A. Dudek: tamże.). Był to przypadek najbardziej fatalnego w skutkach wmieszania się wysokiego przedstawiciela Kościoła w sprawy polityczne w całym okresie powojennej Polski.
 
Warto dodać, ze arcybiskup Gocłowski uczestniczył w swoim czasie razem z księdzem (później biskupem) Alojzym Orszulikiem w innej, jakże fatalnej dla Polski inicjatywie - obradach Okrągłego Stołu. Jego wyjątkową aktywność w owym czasie świetnie ilustrują zdjęcia zamieszczone w książce Petera Rainy „Droga do Okrągłego Stołu. Zakulisowe rozmowy przygotowawcze” (Warszawa 1999 ). Przed s. 241 tej książki znajdujemy bogaty zestaw zdjęć z udziałem ks. biskupa T.Goclowskiego, m. in. biskup Gocłowski z A. Kwaśniewskim, biskup Gocłowski z Czesławem Kiszczakiem, L. Wałęsą, członkiem Biura Politycznego KC PZPR J. Reykowskim i ks. Orszulikiem, biskup Goclowski z C. Kiszczakiem, bp. Gocłowski z Ireneuszem Sekułą i J.Reykowskim.

Agent „ksiądz” M. Czajkowski i skrajny filosemita ksiądz Boniecki

Przypomnę tu, ze wielokrotnie atakował mnie, występując w obronie polakożercy i katolikożercy J. T. Grossa stary zajadły agent SB ks. Michał Czajkowski, który w swoim czasie donosił nawet na ks. Jerzego Popiełuszkę. Głupawego szabesgoja Czajkowskiego tak zmiażdżyłem intelektualnie w czasie panelu na tematy polsko-żydowski we wrześniu 2001 r. we Wrocławiu, że pośpiesznie zrejterował z sali debaty przy akompaniamencie wyszydzających go okrzyków. (Por. mój tekst: „Jak ks.Czajkowski uciekł z panelu” w książce „W obronie wiary”, Warszawa 2008,ss. 254-255). W obronie Grossa atakował mnie we łże-katolickiej „Więzi” arogancki „buntownik” przeciw ks. abp. H. Hoserowi, tak nagłaśniany przez „Wyborczą” ks. Wojciech Lemański. Osławiony ksiądz Boniecki opublikował w „Tygodniku Powszechnym” atak na mnie i na Radio Maryja ze strony jakiegoś łże -naukowca -ateisty, i w sposób haniebny, łamiąc istniejące przepisy prawne, nie opublikował nawet mojego sprostowania. Wiadomo jak tenże ksiądz, skrajny filosemita i faktycznie „obce ciało” w Kościele katolickim zaangażował się w obronie katolikożercy i polakożercy Grossa. W ostatnim roku Boniecki protestował nawet przeciw odebraniu orderu J. T. Grossowi. I takich zdegenerowanych duchownych też mamy! Dlaczego Kościół katolicki nie zrobi wreszcie porządku z różnymi Bonieckimi czy Sowami i nie wyrzuci ich poza obręb Kościoła, który ośmieszają i kompromitują. Prymas Tysiąclecia Stefan Kardynał Wyszyński błyskawicznie uporałby się z takimi szemranymi typkami!

A bp. T. Pieronek bruździ dalej
 
Dalej bruździ osławiony biskup Tadeusz Pieronek, b. żarliwy zwolennik Unii Demokratycznej i Mumii Wolności, który kiedyś publicznie zaatakował nawet kolejny wybór abp. Józefa Michalika na przewodniczącego Episkopatu. W swych antyprawicowych uprzedzeniach Pieronek „wsławił się” w kwietniu 2011 r. stwierdzeniem „Panu Kaczyńskiemu chodzi o zdobycie władzy i żeby wygrać za wszelką cenę, a to oznacza iść po trupach”..(Por. onet.pl z 24 kwietnia 2011 r.). W „Rzeczpospolitej sprzed kilku dni można było przeczytać kolejny niemądry wywiad ks. biskupa T. Pieronka: „Przyjęcie uchodźców to obowiązek”. Biskup Pieronek chciałby narzucić polskiemu rządowi jako „obowiązek” przyjmowanie imigrantów muzułmańskich, nie zważając na to, co wyrabiają we Francji, czy w Niemczech. Patetycznie deklarując o potrzebie otwarcia serc na nich, twierdził, że ich przemarsze przez tysiące kilometrów „przyniosły jakieś dobro”. Jakie dobro? Rabunki, kradzieże i gwałty! Atakując miesięcznice smoleńskie i dążenia do zmiany konstytucji, hierarcha sprzeciwił się nawet zamieszczeniu w konstytucji wyraźniejszego odniesienia się do Boga. I to ma być wierzący chrześcijanin?!
 
Moi przyjaciele z Kielc mówili mi z kolei o niepokojącej ewolucji w sytuacji w Kościele w tym mieście. Przez długi czas kierował tamtejszą archidiecezją wielki patriota i zdecydowany antykomunista Kazimierz Ryczan. Miałem ten zaszczyt, że ks. abp. Ryczan uczestniczył w jednym z moich spotkań antygrossowych, co agresywnie piętnowała „Gazeta Wyborcza”. Innym razem, nie mogąc uczestniczyć w moim kolejnym spotkaniu antygrossowym, z powodu bierzmowania w Pacanowie ks. biskup Ryczan zaprosił mnie na wieczorne spotkanie w jego pałacu biskupim. Dyskutowaliśmy tam niezwykle szczerze przez cztery godziny ,od 22 -ej do 2 rano. Obecny ks. biskup kielecki Jan Piotrowski całkowicie odszedł od swego poprzednika. Ciągle spotyka się z dwoma najbardziej antypatycznymi postaciami w Kielcach: ze skrajnym filosemitą Bogdanem Białkiem, wielkim przyjacielem Grossa i ze skrajnym wrogiem prawicy, jadowitym przeciwnikiem obecnego rządu prof. Stanisławem Żakiem. Według internetu p. Żak, występując na spotkaniu kieleckiego Klubu Obywatelskiego nawiązał do swej wcześniejszej wypowiedzi podczas marszu KOD-u. Powiedział godzące w obecny rząd oburzające słowa „Nigdy się nie spodziewałem, że tylu ludzi dotknie azjatyzm. Bo to, co się dzieje obecnie, jest popychaniem Polski na Wschód” Ciekawe, czego nauczy się ks. biskup w czasie rozmów z takim, za przeproszeniem niedojdą intelektualnym, który wygaduje głupawe farmazony. A pod wpływem biskupa Piotrowskiego księża muszą czytać w ogłoszeniach parafialnych o kolejnych spotkaniach Stowarzyszenia Jana Karskiego. Stowarzyszenia kierowanego przez B. Białka, od którego ks. biskup Ryczan zawsze trzymał się daleka.

sobota, 20 maja 2017

Kościół katolicki w Polsce na rozdrożach (I)

W Polsce trzeba bronić
spraw własnej Ojczyzny, a
nie obcych zamówień”

(Prymas Tysiąclecia w 1981 r.)

W numerze „Warszawskiej Gazety”,(z 12 maja 2017 r.), tygodnika coraz lepszego i coraz popularniejszego (już ponad 105 tysięcy nakładu) przeczytałem prawdziwe szokująca wiadomość. Oto jeden z najwybitniejszych polskich kapłanów ksiądz Roman Kneblewski, wielki patriota, wspaniały orator i bardzo ciekawy autor, jest zagrożony pod naciskami „Gazety Wyborczej” ukaraniem zakazem pisania i w ogóle wystąpień w sprawach politycznych, a nawet zagrożony wyrzuceniem w z parafii w Bydgoszczy. Co najgorsze, to wszystko może nastąpić na polecenie biskupa jego diecezji Jana Tyrawy. Jest to tym bardziej zdumiewające, że wspomniany biskup diecezjalny wcale nie należy do niemałego grona hierarchów, fanów bezbożnego organu Michnika. Przeciwnie, właśnie biskup Tyrawa kilkakrotnie już był przedmiotem gwałtownych ataków ze strony „żydowskiej gazety dla Polaków”. M.in. ks. biskup Tyrawa spotkał się z wielce nienawistnym atakiem niejakiego Marcina Kowalskiego z „Gazety Wyborczej” w dniu 20 lutego 2015 pt. „Biskup Tyrawa powinien posypać głowę”. Nikczemny redaktor „Wyborczej” pisał m. in. : „Biskup Tyrawa powinien posypać głowę popiołemNikczemnik z ‘Wyborczej” pisał m. in.: „Bydgoski Kościół dryfuje na mieliznę, z której może nie być odwrotu przez całe lata. Rozsądnych kapłanów nie słychać, jakby ktoś wyłączył im mikrofony, hałasują za to harcownicy w sutannach umiejętnie nakręcani przez prawicowych polityków. 

Rozzuchwala ich bierność biskupa Jana Tyrawy”. 22 października 2016 r. tenże Kowalski wypocił kolejny agresywny atak na biskupa Tyrawę „Kowalski wzywa: Biskup Tyrawa do dymisji”. M. Kowalski jest doświadczonym „chuliganem pióra”, specjalistą „GW" od ataków wymierzonych w Radio Maryja i różne środowiska patriotyczne. Dodajmy, że M. Kowalski znany jest z totalnej nierzetelności. Wraz z kolegą z „Wyborczej” Piotrem Głuchowskim popełnił kilka lat temu książkę -plagiat pt. „Odwet”, którą musiano wycofać ze sprzedaży i oddać na przemiał.. Na portalu „Frondy” pisano :Historyczna wtopa reporterów "Wyborczej". Kowalski jest więc plagiatorem, czyli zwykłym oszustem!

Warto dodać, że 5 maja 2016 r. na portalu PCh24 pisano, że „Wyborcza” wychwalała hierarchów, m.in. kardynałów Nycza i Dziwisza, ale „Do grona „fajnych” księży nie został włączony biskup bydgoski Jan Tyrawa. Czym podpadł „Gazecie Wyborczej”? Zdaniem publicystki ordynariusz… „tropi spiski”! Miał bowiem czelność skrytykować dyktat politycznej poprawności, słabość państw europejskich wobec instytucji ponadnarodowych oraz wybieranie do władzy aferzystów.- Wolno słusznie pytać, kto tak na dobrą sprawę nami rządzi, czy ci, których wybieramy w powszechnych wyborach, czy bohaterowie taśm z podsłuchów? – pytał 3 maja biskup bydgoski” (Por. www.pch24.pl/gazeta-wyborcza-chwali-biskupow--oprocz-jednego--bp-tyrawa-zada..). Od kilku lat „Wyborcza „poddawała ks. biskupa Tyrawę systematycznym atakom i nagabywaniom, chcąc popchnąć go na „poprawne politycznie” tory.
14 października 2015 r. Radio PiK zapytywało: 

Czy będzie reakcja bydgoskiego biskupa na zarzuty stawiane jednemu z księży? - Rozważymy je - odpowiada na to pytanie kuria. Chodzi o prałata Romana Kneblewskiego z Bydgoszczy. Ksiądz był ostatnio bohaterem kilku publikacji w ogólnopolskich mediach. Zarzucano mu m.in. ksenofobię oraz skrajny radykalizm w opiniach o przyjmowaniu przez Polskę uchodźców. Bo to jest inwazja. Większość zdecydowaną tych najeźdźców stanowią młodzi, zdrowi mężczyźni, dobrze zbudowani i odżywieni. Oni przyjeżdżają, chcą mieć wysoki socjal. W odczuciu islamistów to jest haracz, który im się należy od nas - psów niewiernych, w zamian za to, że łaskawie pozwalają nam w ogóle żyć - mówił w jednym z kazań ks. prałat Roman Kneblewski.”. Przypomnijmy, że to co mówił ks. prałat Kneblewski w sprawie tzw. uchodźców nie jest wcale herezją. W podobnym tonie wypowiadali się węgierscy hierarchowie i prymas Węgier, oraz prymas Czech. Szegedzki biskup László Kiss-Rigó mówił wprost o muzułmańskiej „inwazji” na Europę. (Por. A szegedi püspök elutasította Ferenc pápa kijelentését (Biskup szegedzki odrzucił oświadczenia papieża Franciszka),Origo 2015.09.08.) Szegedzki biskup poparfł całkowicie negatywne stanowisko premiera Orbana w sprawie imigrantów, stwierdzając, że papież nie zna sytuacji w Europie Środkowej. A w Polsce za słowa podobne do opinii węgierskich hierarchów przywołuje się słynnego księdza do raportu i chce ukarać.

Dziś niektórzy hierarchowie cenzurowaliby nawet ks. P. Skargę, ks. S. Staszica, ks. H. Kołłątaja, czy o. M. Kolbe

Niestety ks. biskup Jan Tyrawa w końcu wyraźnie zmęczył się kolejnymi atakami „Wyborczej” i uległ, o czym świadczy najnowsze tak niezrozumiale dyscyplinowanie wybitnego duchownego. Sprawa jest szokująca - do czego prowadzi taki zakaz wypowiedzi politycznych wobec jednego z najlepiej wykształconych polskich prałatów?. Przecież to totalny absurd.. Ciekaw jestem, czy ks. biskup bydgoski, surowo zakazujący politykowania p[odległemu mu duchownemu rzeczywiście niewiele słyszał o tak mocno politykujących dawniej duchownych: Piotrze Skardze, Stanisławie Konarskim, inicjatorze odbudowy polskiego ducha i co gorsza, mającym na tym tle konflikt ze swym przełożonym w zakonie, o ks. Stanisławie Staszicu, ks. Hugo Kołłątaju, czy o o. Maksymilianie Kolbe? Czy o poznańskich księżach organicznikach, (np. ks. Piotrze Wawrzyniaku) politykujących wbrew zaborczej władzy pruskiej. Niemożliwe, żeby ks. biskup bydgoski nie wiedział o tych jakże słynnych przykładach. Dlaczego więc zabrania swemu duchownemu pod naciskiem „Gazety Wyborczej” zabierania głosu w sprawach polityczno-społecznych? Dlaczego nie docenia talentu i niezależności intelektualnej tak wybitnego księdza pracującego w Jego diecezji ?

Ks. prałat R. Kneblewski o narodzie i nacjonalizmie

Wszystkim czytelnikom tego blogu polecam zajrzenie do najnowszego numeru „Polski Niepodległej” z 17 maja 2017 r. Zamieszczono tam fascynujący wywiad red. Aldony Zaorskiej z ks. R. Kneblewskim pt. „Serce rośnie, i to jak!”. Ksiądz prałat mówi w nim m .in. : „Naród - obok Kościoła, ojczyzny i rodziny -stanowi jedną z najwyższych wartości po Bogu. To właśnie w tych miejscach i wspólnotach trwa tradycja, czyli z pokolenia na pokolenie przekazywane są wartości.. Toteż powinniśmy zrobić wszystko, aby oprzeć się dążeniom masonerii do uczynienia z nas globalnej, nibymultikulturowej, a w konsekwencji bezkulturowej, bezbarwnej i bezideowej, bezbronnej i bezradnej, bezsilnej i bezwolnej niewolniczej masy (...) Nasz piękny polski nacjonalizm ma ze wszech miar katolicki charakter. Bynajmniej nie absolutyzuje on narodu, lecz na pierwszym miejscu - jako najwyższą wartość- stawia Pana Boga, dzięki czemu zawsze był on wolny od nienawiści ,czy pogardy wobec innych narodów, i takim pozostaje. Co innego chore nacjonalizmy które de facto przestały być sobą, czyli cnotą czystego umiłowania własnego narodu, a przerodziły się w zwyrodniały narodowy egoizm. Do takich zaliczyć należy niemiecki nazizm w hitlerowskim wydaniu, ukraiński nacjonalizm w wydaniu banderowskim, czy wspomniany przez panią redaktor jakże chory i zwyrodniały nacjonalizm żydowski, który panuje w państwie założonym przez Żydów w Palestynie. Jest to przecież niezaprzeczalnie najbardziej rasistowskie i ksenofobiczne państwo świata, w którym panuje apartheid oraz dochodzi do ludobójczych zbrodni na rdzennej i prawowitej ludności Palestyny. (Podkr.- JRN). Jeśli komuś to nie przeszkadza, a przeszkadza ONR, z którego szeregów podobnie jak z innych nacjonalistycznych formacji, szczególnie wielu bohaterów z narażeniem życia ratowało Żydów w czasie wojny oraz najmężniej i najdłużej stawiało opór nazistowskim i komunistycznym okupantom, to nietrudno się domyśleć, kim ktoś taki ma czelność być”.

Mocne słowa ks. prałata o „zwyrodniałym nacjonalizmie żydowskim” i Izraelu jako „najbardziej ksenofobicznym państwie świata” najlepiej wyjaśniają ,dlaczego tego duchownego tak nienawidzą redaktorzy „żydowskiej gazety dla Polaków”.
Co najbardziej osłabiło Kościół od początków transformacji w Polsce
Wiele względów sprawiło, że Kościół katolicki w Polsce okazał się dużo słabszy niż myślano od początków transformacji w Polsce od 1989 r. Oto przyczyny.

1) Najbardziej uderzyła w Kościół zdrada ludzi z tzw. opozycji laickiej, którym zbyt naiwnie zaufali w latach 80-tych przywódcy Kościoła na czele z Prymasem Polski Józefem Glempem. Nie okazali się dość ostrożni i przewidujący, w odróżnieniu od Prymasa Tysiąclecia,. który już w 1981 r. odniósł się z nieufnością do ludzi z KOR-u. Nader wymowne pod tym względem były stwierdzenia Stefana kardynała Wyszyńskiego z 1981 r.: „Mówiłem tu przed chwilą z panem Wałęsą i delegacją z Bielska Białej, że ruch, który zrodził się w Polsce -odnowy moralnej i społecznej- jest wybitnie polski. Ten ruch musi służyć przede wszystkim sprawie Polski, to znaczy ludności polskiej, czy to będzie ludność rolnicza, czy robotnicza, dla zaspokojenia jej potrzeb. Trzeba się strzec, żeby się nie wplątali tacy ludzie, którzy mają inne założenia, którzy są gdzieś uzależnieni i chcą przeprowadzić niepolskie sprawy.(Podkr.- JRN). Trudno to po nazwisku wymieniać”. W innej wypowiedzi z 1981 r. Prymas Tysiąclecia stwierdził: „W Polsce trzeba bronić spraw własnej ojczyzny, nie obcych zamówień”. (Podkr.-JRN)
Jak z tego widzimy, wielki Prymas Tysiąclecia okazał się o wiele bardziej przewidujący niż jego następcy na szczytach Kościoła katolickiego w Polsce, którzy dali się omamić Geremkowi, Michnikowi i innym liderom tzw. opozycji laickiej. Po latach A. Michnik z przekąsem deformował istotę zastrzeżeń Prymasa Tysiąclecia wobec niepolskich wpływów. Stwierdzał na łamach książki „między Panem a Plebanem”, iż: „Dla Wyszyńskiego niezrozumiałe było powstawanie poza Kościołem nowego układu autorytetów, którego nie potrafił nazwać. Wyszukał tej brakującej nazwy -trockiści, masoni (...) myślę, że także Prymas przestrzegał Lecha przed korowcami (...) Kościół i władza były zgodne co do tego, że korowcy są najbardziej wywrotowym, i destrukcyjnym składnikiem „Solidarności”. (...)”. Komentując postawę Wyszyńskiego, Michnik wysuwał następujące uwagi na temat źródeł jego zastrzeżeń wobec KOR-owskiej opozycji: „Przez najgorsze lata przeprowadził swój Kościół zwycięsko. A tu nagle przychodzą jacyś narwańcy, może masoni, może trockiści, częściowo Żydzi - i zaczynają nieodpowiedzialne awantury, które mogą wszystko popsuć”. (Cyt. za: „między Panem a Plebanem”, Kraków 1995,ss. 277,296,316,318).

Warto przypomnieć, co ks. biskup Jozef Orszulik (jeden z głównych duchownych, którzy majstrowali przy Okrągłym Stole) pisał o faryzejstwie w stosunku do Kościoła ze strony działaczy opozycji laickiej, z którymi był kiedyś bardzo zaprzyjaźniony: „I jeszcze jedną naiwnością zgrzeszyłem. Wierzyłem, że wszyscy, którzy tworzyli trzon opozycji, gromadzili się u mnie, przyjmują te same wartości. Chodzili do Kościoła, recytowali gładko z pamięci Credo. Rychło się jednak okazało, że Kościół był dla nich instrumentem , ja też”. (Cyt. za „Więź”, nr 3 z 1996 r., nr 3, s.128. Zob szerzej : J. R. Nowak : „W obronie wiary”, Warszawa 2008,ss. 148-149).

Szybko, bo już w 1989 r. w czasie sporu o klasztor karmelitanek w oświęcimskim Karmelu okazało się, że rzekomi sojusznicy laiccy, np. redaktorzy „Gazety Wyborczej” byli faktycznie wrogami. Szczególnie mocno odczuł to Prymas Józef Glemp, faktycznie całkowicie wówczas izolowany.

2) Na sytuacji Kościoła ciężko odbił się fakt, że stronę katolicką w pierwszych rządach po 1989 r reprezentowała wyjątkowo miękka wobec komunistów i mocno współdziałająca z dawną opozycją laicką część środowisk katolickich. Choćby tacy ludzie jak sam premier Tadeusz Mazowiecki. Polityki ten we wrześniu 1953 r., a więc w miesiącu , gdy uwieziono Prymasa Tysiąclecia, zachował się jak absolutny zdrajca Narodu , brutalnie atakując jako zdrajcę i rzekomego szpiega Amerykanów ks. biskupa Czesława Kaczmarka. Nieodżałowany Kisiel (Stefan Kisielewski) pisał w swym „Abecadle Kisiela,” (Warszawa 1990,s. 67) o Mazowieckim: „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło”. Pytanie jak mogło dojść jeszcze w kwietniu tego roku w Sejmie zdominowanym przez PiS-owską większość do uczczenia pamięci tego targowiczanina? 

Jako okoliczność łagodzącą podam to, że część posłów PiS i Kukiz 15 demonstracyjnie wyszła z sali, a 39 posłów głosowało przeciw upamiętnieniu tego szkodnika i niedołęgi.
Bardzo podobną do Mazowieckiego postawę miękkości wobec komunistów i zajadłej niechęci do lustracji reprezentował zastępca naczelnego redaktora „Tygodnika Powszechnego” Krzysztof Kozłowski, sprawujący kluczową pozycję ministra spraw wewnętrznych w jego rządzie. Dzięki ich postawie m.in. zapobieżono oczyszczeniu życia publicznego, lustracji, etc. Do tego doszło absolutne zdradzenie polskiego patriotyzmu przez katolewicę (lewicę katolicką), w tym m.in. bardzo mocne wspieranie we wszystkim postulatów żydowskich przez „Tygodnik Powszechny”, Więź”, łże - katolickich przyjaciół J. T. Grossa z wydawnictwa „Znak” etc. Zob. szerzej: J. R. Nowak „Obłudnik Powszechny”, Warszawa 2006, ss. 44-49,53-56, 64-6.)
  1. Liderzy Kościoła katolickiego nie wystąpili w obronie szerszych rzesz społeczeństwa przed krzywdzącymi skutkami terapii szokowej w ramach Planu Sorosa- Sachsa- Balcerowicza. Osłabiło to poparcie dla Kościoła w niektórych środowiskach, zwłaszcza na wsi, szczególnie mocno dotkniętej przez niesprawiedliwe transformacje.
  2. Nie przeprowadzono w odpowiedni demokratyczny sposób likwidacji partyjnego koncernu RSW Prasa, w efekcie czego przeważająca część związanym z nich mediów trafiła do rąk postkomunistów (tak jak „Polityka” czy „Wprost”, czy pod kontrole osób z Unii Demokratycznej. Pewną odpowiedzialność za to ponoszą również ówcześni liderzy Kościoła katolickiego, którzy nie docenili wówczas znaczenia tej sprawy. Inna kwestia, to fakt, że biernością w tej sprawie „popisali się” również liderzy prawicy. Np. premier Jan Olszewski, który zaniechał nawet przejęcia przez rząd „Rzeczpospolitej”, co mógł z łatwością zrobić . Co więcej lewactwo w mediach (np. kiedyś „Tygodnik Powszechny”, czy w ostatnich latach „Gazeta Wyborcza”) mogło w trudnej sytuacji korzystać z pomocy lewicy zachodniej. („Tygodnik Powszechny” ze strony lewicy francuskiej, a „Gazeta Wyborcza” ze strony George’a Sorosa). Prawdziwa prasa katolicka w Polsce nie miała tego typu sponsorów i dlatego szybko upadł niezależny katolicki tygodnik „Ład”, z którym parę lat współpracowałem.
Różnice między Kościołem katolickim w Polsce ,a na Węgrzech

Jako naukowiec, badający od dziesięcioleci problematykę węgierską muszę ze smutkiem zwrócić uwagę na bardzo niekorzystne dla Kościoła katolickiego w Polsce porównania z działaniami Kościoła katolickiego na Węgrzech. Dużo słabszy liczebnie Kościół katolicki na Węgrzech jest o wiele bardziej zdecydowany w postępowaniu wobec lewaków i liberałów niż rozbijany od wewnątrz przez różnych Życińskich i Pieronków. Kościół katolicki w Polsce. Kościół na Węgrzech jednolicie i zdecydowanie popiera - z wzajemnością - rząd i politykę Victora Orbána. W ogóle niewyobrażalne byłoby, żeby jakiś węgierski Dziwisz wsadził do papamobile jakiegoś węgierskiego Kwaśniewskiego! Co to, to nie! Węgierski Kościół katolicki zbyt dobrze pamięta o wiele bardziej bezwzględną niż w Polsce politykę komunistów wobec religii i duchownych. Dość przypomnieć, że na Węgrzech rząd „Krwawego Macieja” z żydokomuny - Mátyása Rákosiego rozwiązał zakony i posłał tysiące zakonnic i zakonników do ciężkich wyniszczających obozów pracy. Prymas Węgier Péter Erdő w rozmowach z ambasadorem amerykańskim (wg. Wiki Leaks) jeszcze przed zwycięstwem Orbána bardzo ostro piętnował korupcję rządu postkomunistów i liberałów. Prymas niezwykle gorąco gratulował orbanowej partii Fidesz jej triumfu wyborczego. A u nas? Czy mam przypominać jakże licznych hierarchów, którzy wspierali Unię Demokratyczną, vel Unię Wolności, PO, a nawet SLD?! W przeciwieństwie do większości polskich biskupów bezkrytycznie, wręcz panegirycznie, popierających Unię Europejską, biskupi węgierscy niejednokrotnie stanowczo piętnowali jej nagonkę na Węgry, równie ostro atakując głównego sponsora antynarodowych i antykatolickich postaw w świecie George‘a Sorosa. W dzisiejszej Polsce nawet trudno sobie wyobrazić tak ostrą (a dość typową dla postaw węgierskich hierarchów) wypowiedź arcybiskupa Veszprém Gyuli Márfiego. Występując w liście z dnia 27 lutego 2012 r. w obronie rządu Orbána przed naciskami Sorosa i amerykańskich bankierów arcybiskup Márfi stwierdził bez ogródek: „Victor Orbán ma problemy w pierwszym rzędzie nie z Unią Europejską, lecz z międzynarodowym wielkim kapitałem, którego właściciele tkwią na Wall Street w Nowym Jorku, i których po prostu zwiemy „Ameryką”. To nazwanie jest oczywiście błędne: dolar i jego panowie i słudzy nie mają ojczyzny ani narodowości. To są obywatele kosmosu, kosmopolici w najgorszym znaczeniu tego słowa, którzy marzą o zagarnięciu całego świata”. (Por. szerzej : J. R. Nowak : „Węgierska droga do zwycięstwa”, Warszawa 2015,t.II,s.s 159-161). U nas hierarchę, który wypowiedziałby takie słowa, gremialnie zaatakowano by za rzekomy nacjonalizm i antysemityzm. Znamienne, ze te słowa jednego z czołowych węgierskich hierarchów katolickich przede mną całkowicie przemilczano w Polsce, nawet ze strony korespondentów z Węgier. Czyżby obawiali się oni, że w sytuacji, gdy wciąż strofuje się polskich hierarchów za jakiekolwiek uwagi związane z fatalnym stanem kraju, okazałoby się, że gdzie indziej biskupi zabierają otwarcie bardzo krytyczny głos w sprawach politycznych i społecznych, piętnując naciski z Zachodu? A postawa węgierskich hierarchów mogłaby o zgrozo „zarazić” Episkopat w Polsce!