))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

środa, 23 sierpnia 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (IV)

Mięczak A. Duda z b. Unii Wolności (II)
 
Uczestnictwo A. Dudy w strukturach Unii Wolności po 2000 i opisany przez W. Gadowskiego liczny obecny udział b. działaczy tej partii w kancelarii prezydenckiej nie pozostają bez wpływu na zafałszowywanie ocen (w duchu upiększania) różnych lewicowych tradycji przez A. Dudę. Widać to bardzo mocno m.in. w jego bezkrytycznej chwalbie Jacka Kuronia i KOR-u.
Jak Duda panegirycznie wychwalał Kuronia, postać bardzo kontrowersyjną i jednego z największych szkodników III RP
A. Duda coraz wyraźniej staje się w obozie PiS-u ostatnim Mohikaninem polityki wybielania postaci okrągło-stołowych. 5 grudnia 2015 r. podczas spotkania z wolontariuszami w Banku Żywności Duda wychwalał z werwą i nostalgią Jacka Kuronia, jednego z najgorszych zdrajców z Magdalenki. Na spotkaniu Duda powiedział: „ To jedno z najpiękniejszych dzieł Jacka Kuronia. - W 1994 r. to właśnie on był tym, który do Polski sprowadził ten pomysł stworzony w USA, i tę akcję tutaj rozpoczął – mówił o Kuroniu Andrzej Duda. - Gdyby mógł tu z nami być… Wierzę w to, że jego duch jest wśród nas, że unosi się nad tą salą. On byłby dumny z wszystkich tych, którzy się w tę wielką akcję angażują. To piękne dzieło Jacka Kuronia, które przetrwało i które jest w tak wspaniały sposób rozwijane.”
Przypominam, że Jacek Kuroń, jeden z liderów Unii Wolności, do której należał A. Duda, tak panegirycznie wychwalany przez obecnego prezydenta RP, poza bardzo dobrym działaniem w sprawie wolontariatu, ma w swym życiu wiele prawdziwie ciemnych kart. Był niegdyś zajadłym fanatykiem stalinowskim, który nawet po śmierci Stalina powołując się na jego imię, wzywał do czystki „wrogów ludu” (vide tekst Kuronia w „Politechniku” z marca 1953 r.), (Jego głupawy fanatyzm stalinowski popychał go tak groteskowych działań jak cytowane przezeń w swych pamiętnikach przedziwne wyznanie miłosne do jakiejś zetempówki „Kocham Cię niemal tak jak Partię”. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych Kuroń jako szef komunistycznych walterowców nie wahał się najbrutalniej zwalczać rzeczników tradycyjnego harcerstwa i Szarych Szeregów, prowadził do ich bezlitosnego usuwania z drużyn harcerskich. Walterowcy śpiewali entuzjastyczne piosenki o Budionnym, który dorzynał białych i „polskich panów”. (Podkr.-JRN. .Wg. B. Wildsteina: „Niepokorny”,Warszawa,s.98).. A to już był jaskrawy antypolonizm. Szkoda, że antypolscy walterowcy nie zdobyli się na śpiewanie ol tym, jak polscy panowie pogonili ich uwielbianego Budionnego, skądinąd znanego z niebywałego okrucieństwa (vide Izaak Babel :„Pierwsza konna”.!) Szczególnie negatywnie Kuroń odnosił się do Prymasa Stefana Wyszyńskiego i Kościoła katolickiego. Nawet w opozycyjnym Liście Otwartym do partii, napisanym wraz z K. Modzelewskim, krytykował kierownictwo PZPR za zbyt łagodny stosunek do Kościoła katolickiego. Jako członek rządu T. Mazowieckiego był, jak sam przyznawał najbardziej niekompetentną osobą w swoim ministerstwie (Por. J..Kuroń: „Moja zupa”, Warszawa 1991,s.43). W 1992 r. brał aktywny udział w obalaniu rządu J. Olszewskiego. Wspominał w pamiętnikach, z jaką nienawiścią odnosił się do tego rządu, pisząc: „ wciąż dyszę żądzą mordu”. (Por. J. Kuroń: „Spoko! czyli kwadratura koła”, Warszawa 1992,ss.251,252). Kuroń był skrajnym przeciwnikiem lustracji i rzetelnej dekomunizacji. Zachowywał się antypolsko w kontekście naszych stosunków z mniejszościami narodowymi. Szkalował zachowanie Polaków wobec Żydów w drugiej wojnie światowej. „Wsławił się” dość haniebnym stwierdzeniem w wywiadzie dla ukraińskiego czasopisma „Wysokoj Zamok” z 5 lipca 1992 r.: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”. W swej zafałszowanej, pisanej wraz z Jackiem Żakowskim niby historii PRL-u, nie tylko wybielał PRL, ale w niebywale podły sposób szkalował „żołnierzy wyklętych” z AK i NSZ. Na s. 13 ich książki „PRL dla dorosłych” (Warszawa 1996) pisał: „Ruszył proces wyradzania się partyzantki w bandytyzm. Od chwili rozwiązania AK coraz trudniej było odróżnić bandę rabunkową od grupy niepodległościowej”. Kilka stron dalej (op.cit.,ss18-19) pisał: „Prowadzili normalne akcje rabunkowe (...) Najpierw zabijali działaczy PPR. Z czasem ich działalność ograniczyła się do rabowania”
Warto przypomnieć tak wybielającemu Kuronia Dudzie, to, co napisał na temat tego polityka Antoni Macierewicz w „Nowym Państwie” (nr 12 z 2011 roku). W tekście, zatytułowanym „Alfabet Antoniego Macierewicza” Macierewicz pisał o Kuroniu m.in.: „Przeciwdziałał reaktywowaniu po październiku ’56 tradycyjnego harcerstwa. Wyrządził też wielkie szkody „Solidarności”, wpychając ją do rozmów okrągłostołowych. A na koniec skrzywdził Polskę, ratując komunistów i występując przeciwko lustracji i dekomunizacji. Gdyby nie jego determinacja, wielu działaczy opozycji nie wzięłoby udziału w paktowaniu z dawną władzą. Kuroń z żelazną determinacją realizował wszystkie postanowienia Okrągłego Stołu i był gotów lojalnie współpracować z Jaruzelskim. Dziś wiemy, że od połowy lat 80. prowadził regularne rozmowy ze Służbą Bezpieczeństwa”.
Powie ktoś, a cóż te błędy Kuronia przeszkadzają w sławieniu go za tworzenie wolontariatu? Odpowiem dość wymownym porównaniem - odniesieniem do postaci Bolesława Piaseckiego. Był on twórcą PAX-u, który prowadził dywersję wobec Kościoła katolickiego na wiele różnych sposobów. Robił to w oparciu o porozumienie zawarte z komunistami po aresztowaniu w 1945 r. Jego działalność była bardzo szkodliwa zarówno wobec Kościoła katolickiego jak i generalnie dla Polski. Przy tym wszystkim jednak Piasecki zrobił parę bardzo cennych rzeczy, najczęściej całkowicie przemilczanych przez jego przeciwników. Po pierwsze uratował życie wielu AK-owcom, w tym najsłynniejszemu później polskiemu eseiście Pawłowi Jasienicy. Po drugie stworzył wydawnictwo PAX, które w najtrudniejszych czasach PRL-u uraczyło nas wielu cennymi dziełami z literatury zagranicznej, zwłaszcza z tematyki religijnej, a także wielką bardzo wartościową serią polskich pamiętników z XVIII i XX wieku. Wyobraźmy sobie teraz kolejną rocznicę powstania wydawnictwa PAX-u, podczas której prelegent wysławiałby Piaseckiego za zasługi dla powstania PAX-u, równocześnie całkowicie przemilczając ciemne sprawy z jego życiorysu. Byłoby to jednostronne i wręcz nieuczciwe. A tak właśnie postąpił prezydent A. Duda, niebywale mocno sławiąc J. Kuronia i całkowicie przemilczając fakt, że był on osobą nader kontrowersyjną i miał wiele ciemnych spraw na swym koncie. Nieładnie panie Duda!
 
Swą niesamowitą chwalbą KOR-u A. Duda oszukał i zdradził miliony patriotycznych wyborców
23 września 2016 prezydent Duda doprowadził do uroczystego spotkania z byłymi działaczami KOR-u, które było faktyczną apoteozą działań tego lewicowego ugrupowania opozycyjnego, zdominowanego przez tzw. lewicę laicką. Andrzej Duda podkreślił podczas spotkania w Pałacu Prezydenckim w 40-rocznicę KOR-u, że powstanie KOR-u było „instytucjonalnym początkiem końca PRL". Jak dodał, KOR był wyrazem solidarności inteligencji z robotnikami. Dziękował wszystkim, którzy byli członkami KOR-u i współpracowali z Komitetem, za odwagę i bohaterstwo. Prezydent zwracał uwagę, że w Komitecie działali ludzie o bardzo różnych poglądach. - W tamtym momencie najistotniejsza była jedność ludzi inteligencji o różnych poglądach wobec sprawy polskiej, społecznej, która była ponad wszelkimi podziałami - podkreślił. Prezydent podziękował i złożył wyrazy najwyższego szacunku wszystkim, którzy byli członkami KOR-u i współpracowali z Komitetem. - Chwała wszystkim tym, którzy nie bojąc się, choć doskonale wiedzieli, co im grozi, działali wtedy i potrafili to robić z otwartą przyłbicą i podniesioną głową mimo wszystkich prześladowań. Szanowni Państwo składam Państwu głęboki hołd, wszystkim - niezależnie od tego, jakie mają dzisiaj poglądy, czy zadowoleni są z tego, że prezydentem jest Andrzej Duda. Nie ma to żadnego znaczenia. Składam państwu hołd w podziękowaniu za waszą odwagę, za wasze bohaterstwo i waszą postawę, która jest wielką częścią naszej historii i dzisiejszej tożsamości - podkreślił Andrzej Duda.
W rzeczywistości zaś KOR był organizacją ogromnie kontrowersyjną. Poza pierwszym okresem działania, gdy wiodąca rolę w KOR-ze odgrywał m.in. Antoni Macierewicz, KOR został całkowicie zdominowany przez lewactwo i czołowego masona tamtych czasów Jana Jozefa Lipskiego. Jego czołowymi postaciami byli tacy lewicowi działacze jak Jacek Kuroń, Adam Michnik, Bogdan Borusewicz, Henryk Wujec, Ludmiła Wujec, Seweryn Blumsztajn, Andrzej Celiński.
Niestety KOR poza działaniami w opozycji do reżimu komunistycznego „wyróżniał się” jaskrawymi nieuczciwymi tendencjami do zmonopolizowania antyrządowej opozycji za wszelką cenę. Fatalnym, wręcz podłym był stosunek wielu działaczy KOR-u do innej opozycyjnej organizacji - prawicowego i niepodległościowego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela - ROPCIA. Znany historyk Antoni Dudek, pisząc w „Dzienniku.pl” w trzydziestą rocznicę powstania stwierdził, iż: „Poglądy, że ROPCiO jest strukturą podejrzaną, stworzoną z inspiracji władz PRL, by zaszkodzić KOR, kolportowane przez niektórych współpracowników KOR na Zachodzie, odegrały istotną rolę w ograniczeniu pomocy zagranicznej dla Ruchu oraz dystansie ze strony Radia Wolna Europa, które pozostawało najważniejszym medium nagłaśniającym działalność opozycji i represje wobec jej działaczy”. ( Podkr. - .J.R.N.. Por. A. Dudek: „ROPCIO -kuźnią opozycji”, „Dziennik.pl” z 12 października 2007 r.)
Z kolei działacze niepodległościowego ROPCIA odnosili się z nieufnością do KOR-u, zdominowanego przez dzieci różnych działaczy komunistycznych. Przypomniał o tym w cytowanym wyżej tekście A. Dudek, pisząc: „Mimo formalnego zwycięstwa nad III Rzeszą naród polski nie odzyskał pełni przysługujących mu praw - w szczególności nie korzysta on z zasady samostanowienia narodów" - pisano w oświadczeniu Ruchu z września 1977 r., opublikowanym na łamach wydawanego poza cenzurą pisma "Opinia". Dlatego krytycznie odnoszono się do pojawiających się - m.in. w publicystyce Kuronia - propozycji szukania kompromisu z PZPR i tzw. finlandyzacji (czyli statusu państwa uzależnionego od ZSRR tylko w zakresie polityki zagranicznej), jako etapu przejściowego na drodze do niepodległości. „Po jednej stronie są ci, którzy zmierzają do utrzymania obecnego, totalitarnego systemu monopartyjnej dyktatury, co najwyżej domagając się jakichś działań naprawskich i maskującej, pseudodemokratycznej kosmetyki. Po drugiej stronie jest demokratyczna opozycja" - głosił artykuł redakcyjny "Opinii" z początku 1978 r. i choć otwarcie tego nie napisano, o skłonność do "działań naprawiackich" podejrzewano niektórych członków KOR, zwłaszcza wywodzących się ze środowiska przedmarcowych „komandosów". (Por. A. Dudek: op.cit.).
Do działaczy KOR-u szczególnie podle odnoszących się do ROPCIA i działaczy innych odłamów opozycji należał obecny wicemarszałek (a wcześniej marszałek) Senatu Bogdan Borusewicz. Przypominali o tym w swym wspomnieniach liczni wybitni działacze opozycji z Wybrzeża (m.in. Ewa Kubasiewicz, skazana najwyższym wyrokiem w dobie stanu wojennego.) Borusewiczowi zarzucano, że rzucał fałszywe oskarżenia o współpracę z bezpieką na ludzi z innych nurtów opozycji. Poza tym to, że choć dostał wiele sprzętu drukarskiego z Norwegii, starannie blokował oddanie choć części tego sprzętu dla działaczy z innych nurtów opozycji. Z nieznanych powodów Borusewicz upierał się przy uwiarygadnianiu esbeckiej wersji o rzekomym samobójstwie opozycyjnego działacza Jana Samsonowicza, w rzeczywistości zamordowanego przez SB. (Por. wspomnienia opozycyjnego działacza Zenona Kwoki w książce Jerzego Zalewskiego „Pod prąd”, Warszawa 2014, t.II,s. 316). Jak z tego widać A Duda bezwstydnie kłamał mówiąc, że wtedy w czasach KOR-u „najistotniejsza była jedność ludzi inteligencji o różnych poglądach wobec sprawy polskiej, społecznej, która była ponad wszelkimi podziałami”. (Podkr. - JRN).
Część środowiska KOR-u (m.in. A. Michnik i A. Celiński) nie przyjęła zaproszenia na uroczystość w Pałacu Prezydenckim, oskarżając A. Dudę o „łamanie konstytucji”). W liście do A. Dudy stwierdzili : Nie chcemy świętować rocznicy powstania KOR razem z Panem". Ciekawe, że jeszcze wtedy w 2016 r. przedstawiciele środowisk lewicowych i lemingów stanowczo odrzucili próbę otwarcia wobec nich ze strony prezydenta Dudy. Po roku, po przegraniu przez te środowiska wszystkich prób podważenia i obalenia rządu PiS-u sfrustrowani ludzie z antyrządowej opozycji sięgnęli właśnie do A. Dudy jako ostatniej deski ratunku, wychwalając go za oba weta.
 
Ogromnie ciepła laurka pochwalna Dudy dla KOR-u, apoteozowanie wręcz KOR-u, szły w parze ze z lekceważeniem przez prezydenta dokonań drugiej dużej organizacji opozycyjnej, prawicowego i niepodległościowego ROPCIA. Rocznicy ROPCIA w 2017 r. prezydent Duda nie uczcił już uroczystym spotkaniem w Pałacu Prezydenckim. Zadowolił się przyznaniem kilkudziesięciu odznaczeń. W taki to sposób wybrany przez prawicowy elektorat A. Duda, b. działacz Unii Wolności, wyraźnie promując KOR kosztem ROPCIA, kolejny raz pokazał, kogo uprzywilejowuje, i że „serce ma po lewej stronie”.

Duda kłamał, przedstawiając się w kampanii wyborczej jako zdecydowany przeciwnik antypolonizmu
W czasie kampanii wyborczej A. Duda starał się przedstawiać jako zdecydowany rzecznik walki z antypolonizmem, zyskując tym uznanie patriotów. Szczególnie wymownie zaznaczyła się ta jego postawa w czasie debaty z B .Komorowskim, gdy Duda skrytykował go za stwierdzenie, że Polacy byli „narodem sprawców”. Duda bardzo ostro skrytykował również szefa FBI Comeya za antypolskie wystąpienie stwierdzające, że Polacy w czasie wojny współpracowali z nazistowskimi Niemcami. Jak powiedział Duda: „Z całą pewnością byli również Amerykanie, którzy kolaborowali z nazistami, z całą pewnością byśmy w Stanach takich znaleźli, w związku z tym jest pytanie, czy Amerykanie jako naród współpracowali z nazistami. Nigdy nie postawiłbym takiej tezy i tym bardziej pokazuje, że p. Comey zachowuje się w sposób arogancki i to jest zwykła ignorancja. Rozumiem, że ma wielkie poczucie własnej wartości, ale to przykre, ze ktoś na takim stanowisku tak obraża innych i myślę, że polskie władze mogłyby rozważyć dalsze kroki — dodał Andrzej Duda. Można podjąć kroki na drodze prawnej. Ja bym to rozważył. Pozwałbym p. Comeya za jego wypowiedź — zaznaczył Duda. Tego typu ostre i jednoznaczne wypowiedzi A. Dudy przeciwko antypolonizmowi budowały zaufanie do niego wśród obozu patriotycznego. Tylko, ze po wyborze na prezydenta RP mieliśmy zupełnie innego Dudę. Mieliśmy polityka, który nie nawet nie zająknął się na temat niebezpieczeństwa antypolonizmu, choć na każdym niemal kroku piętnował zagrożenie antysemityzmem. Wygląda na to, że w czasie kampanii wyborczej cynicznie oszukał wyborców co do swych prawdziwych intencji. Jedynym wyjątkiem w niemal całkowitym milczeniu A. Dudy o antypolonizmie była jego krótka wypowiedź dla TV Historia, kanału o słabej oglądalności, w kwietniu br.) .
Szczególnie wymownym przejawem tej jego postawy bierności wobec antypolonizmu jest nie zareagowanie przez ponad półtora roku na apel, by zabrał polski order najgorszemu polakożercy J. T .Grossowi. Wiele miesięcy temu Duda posłał w tej sprawie zapytanie do MSZ .I dalej nic nie robi w tej sprawie, poza tchórzliwym chowaniem głowy w piasek, by nie narazić się „Gazecie Wyborczej”,b. kompanom z Unii Wolności, teściowi - żydowskiemu polakożercy etc. 
 Jakże wymowne jest porównanie dwóch haseł w internecie. Przy haśle: Duda o antypolonizmie nie znajdziemy żadnych, ale to żadnych konkretnych informacji o działaniach prezydenta Dudy przeciw antypolonizmowi. Za to przy haśle Duda o antysemityzmie znajdziemy ogromnie wiele informacji na temat konkretnych wystąpień A. Dudy w tej sprawie. Nawet przemawiając 17 marca 2016 r. z okazji otwarcia Muzeum Polaków ratujących Żydów w Markowej Duda nie zdobył się na potępienie antypolonizmu tych, którzy szkalując Polaków tak często piszą o „polskich obozach koncentracyjnych”. Za to i tam krytykował tych, co sieją antysemityzm, ani słowem nie wspominając o tych, którzy na dużo większą skalę sieją antypolonizm. No cóż, słowo antypolonizm nie chce jakoś Dudzie przejść przez gardło.
A tymczasem Gross dalej sobie nic nie robi z polskich krytyk i mnoży ataki na Polskę. Dość przypomnieć rozmowę Aleksandry Pawlickiej z Grossem w szmatławcu T. Lisa - „Newsweek”-u. Gross z furią atakował tam nie tylko Polskę, ale i przywódcę PiS Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc m.in.: „Pyta pani, czy Kaczyński jest antysemitą? Otwarcie nie, ale jego hurranacjonalizm przejawiający się choćby w sposobie mówienia o uchodźcach, to odwołanie do nazistowskiego języka antysemickiego”. Gross zaatakował również PiS, twierdząc, że partia ta „odwołuje się do faszyzmu z okresu międzywojennego, do agresywnego nacjonalizmu”. Gross oszczerczo zaatakował również z grubej rury Kościół katolicki w Polsce, mówiąc : „Kościół katolicki nie potrafił zachować się w czasie okupacji i do dziś nie umie się do tego przyznać (...) I nie było po wojnie żadnego mea culpa, choć zginęły trzy miliony polskich obywateli żydowskiego pochodzenia, z tego kilkadziesiąt tysięcy, a może i sto tysięcy z rąk rodaków katolików. Kościół milczał i milczy”. (Por. wywiad A. Pawlickiej z J. T. Grossem: Oni zlikwidowali rzeczywistość, „Newsweek” z 11 lipca 2006 r.)
 
Jak Duda bratał się z czołowymi żydowskimi polakożercami
 
W kilku odcinkach na tym blogu pisałem już o tym jak A. Duda bratał się z najgorszymi żydowskimi polakożercami. W Nowym Jorku przeprowadził dłuższą rozmowę z Abrahamem Foxmanem, jednym z najgorszych żydowskich polakożerców i katolikożerców. Wówczas też milczał o zagrożeniach antypolonizmu i christianofobii. Wspólnie bajdurzyli natomiast o zagrożeniach antysemityzmu, a nawet o żydowskich wielkich roszczeniach wobec Polski. (Kto upoważnił A. Dudę do rozmawiania o tych bezprawnych roszczeniach?) .

W Izraelu A. Duda obściskiwał się z najgorszym izraelskim polakożercą prezydentem Reuvenem Rivlinem, osławionym swoimi wypowiedziami oskarżającymi Polaków o współpracę w Holocauście. Przyznał order Orła Białego oszustowi i faryzeuszowi, roszczeniowcowi wobec Polski Szewachowi Weissowi. Podniósł do rangi generała Jana Karskiego, który w ostatnich 15 latach życia był skrajnym prożydowskim renegatem, wciąż szkalującym Polskę i Polaków.

Amerykański intelektualista P. Gottfried przestrzega polskiego prezydenta A. Dudę przed pochopnym chwaleniem antychrześcijańskiej organizacji żydowskiej z USA
 
Jednym z największych zagranicznych przyjaciół Polski jest słynny amerykański intelektualista profesor Paul Gottfried. Wielokrotnie atakował on żydowski antypolonizm w prasie amerykańskiej. Pisał tez na łamach „Rzeczpospolitej” o „polonofobii” na Zachodzie. Co jest przy tym istotne, prof.Gottfried ma żydowskie korzenie. 1 kwietnia 2017 r. w internecie na portalu Kresy.pl ukazał się wywiad Michała Krupy z prof. Gottfriedem. Amerykański naukowiec żydowskiego pochodzenia ostro krytykował w nim nieszczęsny pochwalny list prezydenta Dudy z okazji otwarcia w Warszawie biura AJC (Amerykańskiego Kongresu Żydów). W liście swym, prof. Gottfried stanowczo ostrzegał przed żydowskim AJC, pisząc - to lewacy, którzy będą Polaków oskarżać o antysemityzm.
Jak pisał prof. Paul Gottfried: „AJC jest lewicową organizacją we wszystkim, co nie jest związane z Izraelem. [...] ma fiksację na punkcie chrześcijańskiego antysemityzmu. Spodziewałbym się raczej, że polski rząd zignoruje tych klaunów. W żaden sposób Polacy nie zyskają na akomodowaniu AJC. AJC działa podobnie jak inne lewicowe organizacje wiktymologiczne. Niezależnie od tego, co się zrobi, aby je zadowolić, będą nadal narzekać."

"To neomarksistowska organizacja z bogatym dorobkiem lewackiego aktywizmu. Istnieje uzasadniona obawa, że AJC zaangażuje się na rzecz promowania postulatów lobby homoseksualnego, liberalizacji ustawy aborcyjnej i popierania polityki „otwartych granic” dla uchodźców i imigrantów pod pretekstem obrony „praw człowieka i demokratycznych wartości”.
AJC nieustannie poszukuje oznak antysemityzmu. Jeśli wasz rząd odmówi sankcjonowania późnych aborcji lub zawaha się w kwestii małżeństw homoseksualnych, AJC zacznie gadać o atawistycznym polskim antysemityzmie i o tych wszystkich polskich kolaborantach, którzy współpracowali z Waffen-SS zabijając polskich Żydów. Lepiej nie pchać się w takie uciążliwości.” – (Podkr.-JRN)
Autor wywiadu zauważył następnie, że to ironiczne, że organizacja, która jest w opozycji do Donalda Trumpa jest tak serdecznie witana w Polsce. W odpowiedzi prof. Gottfried potwierdza, że lewicowa AJC nienawidzi Donalda Trumpa i formułuje wszelkie niesłuszne oskarżenia przeciwko niemu. Co oznacza, że tak entuzjastycznie odnosząc się do zwalczającej Trumpa AJC prezydent Duda wyświadcza niedźwiedzią przysługę naszym bliskim związkom z prezydentem Trumpem. Poproszony o komentarz co oznacza, że prezydent Andrzej Duda z aprobatą połączył pojawienie się AJC w Polsce ze stacjonowaniem amerykańskich żołnierzy nad Wisłą, prof. Paul Gottfried powiedział, że wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Jednocześnie profesor ostrzegł: Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia. Co ważne, amerykański myśliciel nie jest też przekonany, że oziębłe potraktowanie AJC zaszkodziłoby polskim interesom związanym z bezpieczeństwem. Obawy polskiego rządu mogą okazać się zbędne. Stany Zjednoczone wyślą wojska do Polski nie dlatego, że prezydent Duda chwali AJC, ale dlatego, że USA znajdują się w sporze z rządem rosyjskim. (Cyt. za wywiadem M.Krupy z prof.P. Gottfriedem na poprtalu „Kresy.pl)
Wywiad A . Dudy dla TW Historia
30 kwietnia 2017 r. prezydent A. Duda w wywiadzie dla „TVP Historia” (skądinąd programu o bardzo małej oglądalności) potępił „pedagogikę wstydu”, i to,że „Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce, niestety zwłaszcza także i po 1989 roku, w mediach i różnych innych wpływowych instytucjach, fundacjach itd. zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego. Czyli krótko mówiąc: byli zdrajcami, dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost – ja w każdym razie bym tak powiedział”. Pod tym stwierdzeniem prezydenta A. Dudy można podpisać się oburącz. Tylko, że znów nasuwa się pytanie jak ta opinia współgra z wcześniejszą opinią A. Dudy z 10 kwietnia 2016 r. o potrzebie wzajemnego wybaczania. Jeśli nadal „bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce” zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie byli zdrajcami, to przecież należ dążyć do usunięcia ich z tych miejsc, a nie wzywać do przebaczenia i pojednania. Gdzie tu sens i logika ? Prezydent A. Duda w swym wywiadzie powiedział wreszcie, bardzo późno , ,że byliśmy tym jedynym krajem, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci – jedynym obszarem terytorialnym, można powiedzieć, bo przecież Polski jako kraju wtedy nie było. I stąd takie pojęcia jak właśnie „polskie obozy koncentracyjne” są pojęciami fałszującymi historię, absolutnie nieprawdziwymi ‒ i naszym obowiązkiem jest z tymi pojęciami walczyć, pokazując, jaka była prawda, kto był rzeczywiście twórcą obozów koncentracyjnych, kto za to odpowiadał, kto odpowiadał za ludobójstwo i kto się w tamtym czasie jak zachowa Bardzo dobrze się stało, że tak powiedział wreszcie w Polsce. Nie rozumiem jednak tego, że tych wszystkich słów nie zaakcentował w rozmowach ze swymi żydowskimi rozmówcami z USA i z Izraela, że całkowicie zabrakło tych słów w sprawozdaniach z jego wizyt w Izraelu czy w USA. Nie wystarczy być odważnym w Polsce w programie o małej oglądalności! Trzeba umieć być odważnym także za granicą, zwłaszcza w krajach, gdzie po dziś dzień bardzo częste i silne są oszczerstwa na temat Polski i Polaków.
 
Boję się o Polskę
 
Są tacy nieuleczalni optymiści, którzy do końca nie chcą uwierzyć w zdradę Andrzeja Dudy. Nalegają: poczekajmy, dajmy mu jeszcze z dwa miesiące czasu. A ja już mam dość zwłoki. Tyle razy już po 1989 r. mieliśmy złudzenia pomimo uzasadnionych ostrzeżeń. Czy mam przypominać jak „TW Filozof” abp. Józef Życiński nazwany później jakże trafnie łajdakiem przez Grzegorza Brauna) brutalnie atakował Jana łopuszańskiego za to, że ten przestrzegał przed konsekwencjami fatalnych ustępstw J. Buzka i M. Krzaklewskiego na rzecz Unii Wolności. A potem wyszło jak wyszło. Niestety w Polsce ciągle jest za mało ludzi z odwagą cywilną, którzy zdobyliby się na powiedzenie całej prawdę o Dudzie, tak jak to zrobił zaprzyjaźniony z nim świetny publicysta Witold Gadowski. Niewielu liderów PiS-u zdobywa się też na powiedzenie jednoznacznych słów o Dudzie; zbyt są uzależnieni. Już w XIX wieku kursowało gorzkie powiedzenie: „Polakowi łatwiej stracić życie na polu bitwy, niż posadę”. Ja takich ograniczeń nie mam. Przypominam, że jako pierwszy powiedziałem mocną gorzką prawdę o zdradzie sprawy narodowej przez J.Giertycha po jego wywiadzie w 2003 r. dla „Gazety Wyborczej”: „Jestem Europejczykiem”. Ileż osób mnie wtedy zaatakowało- najbrudniejszy atak przypuścił T. Terlikowski, a poza tym niejaki Walaszczyk, Wrzodak etc. I żaden nich mnie nie przeprosił po tym jak się okazało, że Giertych rzeczywiście zdradził. Jako pierwszy wielokrotnie atakowałem publicznie Michała Kamińskiego już w 2007 r. w „Naszym Dzienniku” i w Telewizji Trwam. Wielokrotnie atakowałem nominację A. Urbańskiego na szefa TVP. Jako pierwszy ostro zaatakowałem styl kampanii J. Kluzik - Rostkowskiej. Wielokrotnie wzywałem PiS w Telewizji Trwam do pojednania z ziobrystami, wbrew karierowiczowskim kreaturom takim jak Adam Hofman. I dostawałem za to cięgi. Mimo tego nie spocznę teraz i wypowiem do końca, co myślę o Dudzie, bo widzę w nim ogromne zagrożenie dla Polski.
 
Nie od razu doszedłem do obecnych konkluzji o zdradzie Andrzeja Dudy, nie byłem tak mądrym. Długi czas zwalałem jego błędy głównie na jego złych doradców. Ostatnie dwa miesiące jednak niemal w całości poświęciłem na studiowanie poczynań Andrzeja Dudy, jego wypowiedzi i czynów. I teraz mam niezachwianą pewność. Duda pozostaje do szpiku kości człowiekiem Unii Wolności, a tylko zręcznie udawał PIS-owca. Jest swego rodzaju „koniem trojańskim” w obozie patriotycznym. A zarazem jest najbardziej prożydowskim prezydentem Polski od 1989 r., gorszym nawet od A. Kwaśniewskiego i B. Komorowskiego. To on może doprowadzić do tego, o czym od dawna marzą liczne wpływowe środowiska żydowskie - przy wsparciu nacisków zewnętrznych Żydów z USA i Izraela oraz krajowej „piątej kolumny” spowodować przeforsowanie w Polsce ogromnych bezpodstawnych odszkodowań dla Żydów na sumę 65 miliardów dolarów. I może stać się najniebezpieczniejszym hamulcowym gruntownych reform w Polsce. Tak jak już oczekują od niego niektórzy czołowi przeciwnicy tych reform z PO i Nowoczesnej. Sienkiewicz. Boję się o Polskę pod rządami A. Dudy i jego przyszłe działania wsparte przez żydowskich polityków z USA i Izraela oraz przez luminarzy UE z Brukseli i Strasburga. (A Duda nigdy nie zdobył się na tak odważną krytykę szantażystów z UE jak premier B. Szydło). 

Dlatego patrzmy mu uważnie na ręce i obnażajmy jego intencje, żeby obudzić świadomość jego celów u milionów naiwnych prostych patriotycznych Polaków, którzy zbyt pochopnie zawierzyli w jego piękne słówka.