))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

poniedziałek, 5 września 2016

Tomasz Terlikowski - „katolik” faryzeusz

(Poniższy tekst ukazał się na łamach „Warszawskiej Gazety” z 26 sierpnia 2016 r. Tu zamieszczam go z pewnymi uzupełnieniami).

W najnowszej „Warszawskiej Gazecie” ukazał się znakomity tekst pióra księdza Jacka Międlara „Prokuratura zajmie się Lisem”. Niezwykle odważny i charyzmatyczny duchowny kolejny raz wystąpił przeciw letniości i bierności Kościoła wobec naporu agresywnego antyklerykalizmu, piętnując rozmiary antyreligijnych oszczerstw wciąż „dziwnie” tolerowanych przez sądy III RP. Tekst zyskał sobie bardzo duży przychylny rezonans wśród osób wierzących. Szybko znalazła się jednak i pewna „czarna owca” – niejaki Tomasz Terlikowski. Strojąc się w szatki samozwańczego strażnika hierarchicznej wiary ,Terlikowski zaatakował księdza Międlara z grubej rury w najnowszej „Do Rzeczy” (nr z 22 sierpnia), już w tytule zapowiadając; „Księdza Międlara droga ku suspensie”.. Według Terlikowskiego : „Ksiądz Jacek Międlak robi wszystko, by zostać suspendowanym. I jeśli tak się stanie powinien mieć pretensje tylko do siebie (… ) Nie przepadam (..) za przesadnym zaangażowaniem politycznym kapłanów, ale mam świadomość, że ksiądz Międlar nie jest w politycznym zacietrzewieniu wyjątkiem (…) Tyle, że to nie poglądy są obecnie problemem, a brak posłuszeństwa i kompletne niezrozumienie tego, co oznacza kapłaństwo i życie zakonne. Spójrzmy na fakty.(…) władze zakonne nałożyły na księdza Międlara zakaz wypowiedzi publicznych, a także publicznego sprawowania funkcji kapłańskich. Zakaz ten wydaje się przesadzony, i co gorsza wymuszony przez „Gazetę Wyborczą”, ale obowiązuje zakonnika na mocy posłuszeństwa, które ślubował przełożonym”.
Pisząc dalej o księdzu Międlarze Terlikowski zarzuca mu, że „złamał zakaz. A to oznacza ni mniej ni więcej, tylko tyle, że wkroczył na drogę do suspensy. (…) I nie ma znaczenia, kto ma w tym sporze rację. Wielu świętych bywało niesprawiedliwie ocenianych i karanych. Oni zawsze wybierali jednak posłuszeństwo”. Co wynika z tego tekstu Terlikowskiego.? Najwyraźniej stara się on już góry usprawiedliwić ewentualną suspensę księdza Jacka w funkcjach kapłańskich, a nawet dodać na rzecz tej suspensy argumenty.. Rzecz jasna w takim stanowisku w sprawie księdza Jacka wielka rolę odgrywa to, ze duchowny zadaje się z narodowcami tak znienawidzonymi przez judeochrześcjanina Terlikowskiego.

Samozwańczy sędzia nad duchownymi

Przypomnijmy, że Terlikowski od wielu lat z wielka butą osadza różnych duchownych katolickich ,nawet hierarchów. To on w sposób niezwykle agresywny przeprowadzał lustracje ks. arcybiskupa Wielgus. Wcale nie ograniczył się do tego Niejednokrotnie mentorsko krytykował innych hierarchów od arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia po kardynała Stanisława Dziwisza Nader wymowny był pod tym względem tekst Terlikowskiego: „Czy grozi nam klerykalizm polityczny?” („Rzeczpospolita” z 29 czerwca 2006 r.). W tekście tym Terlikowski zarzucił czołowym duchownym, że rzekomo reprezentują poglądy prowadzące do modelu państwa klerykalnego, w którym „ksiądz, a już szczególnie biskup, jest istotą nieomylną z natury”. W ostatnich dwóch latach Terlikowski nagle widząc siłę o. Tadeusza Rydzyka zaczął go niespodziewanie publicznie wychwalać, wręcz mu się przypochlebiać. Przypomnijmy więc, że w tej sprawie Terlikowski dokonał karkołomnego zwrotu o 180 stopniu. Jeszcze 12 lipca 2007 r. ten sam Terlikowski na łamach „Rzeczpospolitej” w tekście „Ojciec destruktor” rzucił się z prawdziwą furią na o. Tadeusza Rydzyka, oskarżając go o rzekome niszczenie prawicy. 14 lipca 2007 r. Terlikowski podpisał się pod listem grupy katolickich „intelektualistów” , takich jak W. Bartoszewski, T. Mazowiecki i redaktor postkomunistycznej „Polityki” A. Szostkiewicz, atakującym o.Rydzyka i apelującym do władz kościelnych o rozwiązanie „jego problemu”.
Autorzy listu podkreślali, że „ksiądz Tadeusz Rydzyk w swoich ostatnich wystąpieniach zrelacjonowanych przez środki masowego przekazu, ujawnił swą pogardę wobec bliźnich - zarówno braci i sióstr wyznających tę samą wiarę w Jezusa Chrystusa, jak też braci i sióstr Żydów”.. Sam Tomasz Terlikowski powiedział w magazynie Polska i Świat w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że zdecydował się podpisać pod listem, ponieważ wypowiedź ojca Rydzyka była skandaliczna. Zdaniem katolickiego publicysty, niedopuszczalne były nie tylko obraźliwe sformułowania pod adresem prezydenckiej pary, ale również aluzje do sprawy Jedwabnego.. Jak z tego widać judeochrześcijanian Terlikowskiego oburzyła nawet podjęta przez o. Rydzyka krytyka niefortunnego przerwania ekshumacji w Jedwabnem. Zdumiewało wprost inkwizytorskie zacięcie, z jakim Terlikowski strofował duchownych, mających inne niż on zdanie. W środowiskach katolickich krążył dowcip, że
gdyby Tomasz Terlikowski żył w czasach Chrystusa i spotkał Marię Magdalenę, to on pierwszy rzuciłby w nią kamieniem .
Terlikowski nieprzypadkowo określany jest jako „judeochrześcijanin”. 8 grudnia 2005 r. wystąpił on wraz z grupą kilku księży z Kościołów: zielonoświątkowego, ewangelicko-reformowanego, ewangelicko-augsburskiego i prawosławnego, oraz jednego księdza katolickiego z krytyką bierności katolickiej hierarchii i liderów innych Kościołów wobec wystąpień antyżydowskich. Terlikowski i inni sygnatariusze wypowiedzieli się również po stronie homoseksualistów i lesbijek, krytykując brak protestu hierarchów katolickich i liderów innych Kościołów przeciwko zakazywania tzw. marszy równości w niektórych miastach. Tekst był zatytułowany „Dlaczego nasi biskupi milczą?”.
Pobłażliwy wobec odstępców od Kościoła

Tak atakujący duchownych, i to bez specjalnego wyboru – od kardynała S. Dziwisza po ojca Tadeusza Rydzyka – chyba głównie po to, by robić tym większe zamieszanie w Kościele, Terlikowski jest wyjątkowo pobłażliwy wobec odstępców od Kościoła typu Stanisława Obirka, który wystąpił z zakonu jezuitów. Na przykład w tekście „Walka monologów” („Rzeczpospolita” z 9 grudnia 2005 r.) Terlikowski wystąpił w obronie książki eksjezuity Obirka „Przed Bogiem”, sprzeciwiając się głównym tezom krytyki tej książki, napisanym przez red. „Christianitas” Pawła Milcarka. Książki, jak wiadomo, zawierającej wiele tez radykalnie sprzecznych z nauczaniem Kościoła. Terlikowski, wybraniając Obirka, twierdził: „Stanisław Obirek stawia pytania, których we współczesnej debacie teologicznej lekceważyć nie można”.Wbrew stanowisku Kościoła, podkreślającemu, że jedyną drogę do Boga stanowi przestrzeganie zasad wiary chrześcijańskiej, Terlikowski, popierając tezy Obirka, opowiedział się za przyjęciem formuły Franza Rosenzweiga, iż „judaizm i chrześcijaństwo są równoprawnymi drogami do Boga”.
Niektóre wypowiedzi Terlikowskiego świadomie lub nie ośmieszały katolików. Np. jego wypowiedź w Wigilię 24 grudnia 2014 r. w „Rzeczypospolitej” z pogardą odnosząca się do zwierząt w słowach : "Zwierzęta, które osobami nie są i nie mogą być podmiotami moralnymi, praw nie mają" . Wypowiedź wywołała setki komentarzy, głównie negatywnych ze strony miłośników zwierząt. Jeden z komentarzy nazwał Terlikowskiego „katolickim troglodytą’. Jako skrajny judeochrześcijanin Terlikowski gwałtownie atakował na portalu „Frondy” zwolenników zakazu uboju zwierząt bez ogłuszania. Stanowisko dość logiczne u jegomościa, który gardzi zwierzętami i uważa , że „nie maja one żadnych praw”. A więc można się nad nimi pastwić!

Pozorowana nadgorliwość katolicka Terlikowskiego szkodzi obrazowi Kościoła

Terlikowski stara się pozyskiwać poparcie u fundamentalistów katolickich poprzez prezentowanie się jako :”najgorliwszy z nadgorliwych”, rzekomy największy strażnik wiary katolickiej i moralności . Niedawno dość grubiańsko pouczał premier Beatę Szydło, nazywając „lewacką brednią” jej stwierdzenie, że „kwestia aborcji stanowi problem światopoglądowy” (Port.Terlikowski : Dość bajek o kompromisie.”Rzeczpospolita” z 23 grudnia. 2015 r.)_. Szczególnie głupie było jego wystąpienie na antenie TOK FM w roli „nadwiślańskiego taliba”, który wyraził pogląd, że „zdrada małżeńska powinna być karana z kodeksu karnego”. (Cyt. za tekstem Marka Rymuszki: Poszły konie po betonie, czyli od Rutkiewicza do Terlikowskiego, „Nieznany Świat” nr 1 z 2015 r.)..Czyli zgodnie z „przemyśleniami” Terlikowskiego należałoby ukarać miliony Polek i Polaków za zdradę małżeńską – pomysł godny najgłupszych ajatollahów z Iranu! Red. Stanisław Michalkiewicz nazwał kiedyś T. Terlikowskiego „bęcwałem”. (Por. wywiad Rafała Pazio z S. Michalkiewiczem : „Nadgorliwość kompromituje”, „Najwyższy Czas” z 25 stycznia 2014). Coś w tym jest chyba na rzeczy, wyraźnie coś jest nie w porządku z psyche taliba Terlikowskiego.
Naczelny redaktor „Nieznanego świata” Marek Rymuszko zajął się osobą Terlikowskiego także w innym tekście: „Granice obsesji” z grudnia 2014 r.,, pisząc m.in.: „Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny portalu fronda.pl, a od niedawna także szef Telewizji Republika, jeden z najbardziej nieprzejednanych ortodoksów religijnych w Polsce, a zapewne i na świecie w „zaduszkowym” dodatku do „Rzeczpospolitej” („Plus Minus” z 31 października-2 listopada) wydrukował artykuł „Zwodzeni przez szatana”, ostrzegające osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej i relacjonują później swoje przeżycia z tego stanu, że padły ofiarą „złego”, co może mieć nieodwracalne konsekwencje dla ich zbawienia. „Wiele świadectw rzekomego «życia po życiu» - powiada ów ultrakatolicki filozof i publicysta - niesie ze sobą poważne zagrożenia dla wiary chrześcijańskiej”, a „Brak obrazu piekła w tych wizjach może być skutkiem działania demonów”. To one, demony, mamią ludzi, o jakich mowa, m.in. wizją tunelu prowadzącego do światła - utrzymuje Terlikowski (…) Ilość bredni, jakie nie po raz pierwszy upowszechnia T. Terlikowski, straszący piekłem wszystkich (…) może budzić jedynie głębokie zażenowanie i jest bliska niegdysiejszym dysputom na temat tego, ile aniołów zmieści się w łebku szpilki. Są wszakże granice besserwisserstwa, których przy takich okazjach przekraczać nie wolno, co wspomniany publicysta od lat z upodobaniem czyni. Pytanie, czy człowiek ogarnięty manią grożenia piekielnymi mękami osobom wyznającym inną niż on duchowość, nie powinien zasięgnąć pomocy lekarza specjalisty, pozostawmy otwarte. Można natomiast i trzeba wyrazić zdumienie, że na publikację tak kuriozalnego tekstu jak „Zwodzeni przez szatana” zdecydował się jeden z najbardziej poważnych i opiniotwórczych polskich dzienników, jakim jest „Rzeczpospolita”. Czy jej redakcja naprawdę nie zdawała sobie sprawy z krzywdy wyrządzonej w ten sposób ludziom, którzy mają za sobą najbardziej traumatyczne doświadczenie, jakie można sobie wyobrazić, gdyż związane ze stanem „prawie śmierci”?

W ślad za tekstem red. Rymuszki przyszły do redakcji „Nieznanego Świata” bardzo krytyczne komentarze na temat Terlikowskiego .Przytoczę kilka z nich:

Katarzyna Kołaczkowska: „Pan Terlikowski w pierwszej kolejności powinien popracować nad własnymi demonami, bo to one zżerają go od środka i zaciemniają obraz jasnego i obiektywnego widzenia świata, no ale cóż tego się chyba nie doczekamy(…) „

Katarzyna Drelich :

Za to, co chciałabym napisać o panu T. zapewne miałabym sądowe nieprzyjemności z powództwa cywilnego, więc powiem tylko tyle: biedny człowiek. Współczujmy mu”..

Marta Drozdowska :

ee, dajmyż spokój - przecież w wytryski terlika nie wierzy żaden normalny człowiek, te wypociny znajdują uznanie tylko u świrów i czubów - w sumie, owszem, szkoda, że aż tylu ich się po świecie plącze.
Ale terapia dla tego cudaka to chyba już tylko na przysłowiowe nogi, bo na głowę to już od daaaawna za późno”..
Bratanie się Terlikowskiego z Kubą Wojewódzkim
Pozorowana nadgorliwość religijna Terlikowskiego na pokaz ciągle zbyt mocno kłoci się z jego innymi zachowaniami. Ciekawe jak wytłumaczyć, dlaczego taki „rygorysta” moralny, pouczający hierarchów, jest dziwnie pobłażliwy wobec odstępców od wiary, renegatów typu b. jezuity S. Obirka, czy postaci tak amoralnych jak Kuba Wojewódzki. Terlikowski ostro atakujący niektórych duchownych, a nawet hierarchów, równocześnie bez skrupułów bratał się z tak nikczemną postacią jak Kuba Wojewódzki, znany z oszczerstw wobec Narodu i Kościoła.. Terlikowski bratał się z Warszawskim dosłownie, gdyż występując w jego programie wypił z nim bruderszaft, co prawda tylko wodą mineralną. Czegóż Terlikowski by zresztą nie zrobił, aby wystąpić w jakimś programie w imię swego niepohamowanego „parcia na szkło”. Komentując swe wystąpienie w programie K. Wojewódzkiego Terlikowski powiedział m.in.: „Powtarzam za Piusem XI: osobiście jestem duchowo semitą. Zatem w programie spotkało się dwóch semitów”. (Por. komentarz Terlikowskiego Wiadomościach Onetu 16 września 2014 r.) Na portalu „wPolityce.pl” komentowano pod tytułem: "Czym się różni fotka ks. Bonieckiego z Nergalem od brudzia:  

Nie wystarczy założyć koszulkę z Jezusem, żeby być świadkiem prawdy. Tomasz Terlikowski postanowił zaistnieć na salonach i posiedzieć na kanapie z Kubą Wojewódzkim jak celebryta z celebrytą. Funkcję katolskiego showmana tak mocno wziął sobie do serca, że przedstawia się już nawet: jako katocelebryta. Wczorajszy popis w TVN- ie pokazał jak bolesna to prawda. Nie ma nic bardziej nieprzyjemnego  od katolskiego przymilania się salonowi. Było sympatycznie, zabawowo i przyjemnie. Panowie prawili sobie komplementy, a Terlikowski zamroczony pochlebstwami Wojewódzkiego  sam zaproponował przejście na  „ty” i usłużnie spełniał polecenia gospodarza programu (…) Powitanie z panią Szulim, równie sympatyczne, otwiera jeszcze jeden kontekst. Tomasz Terlikowski przypomniał, że występowali już w jednym programie na antenie TTV. Nie dodał tylko, że i wtedy łasił się do salonu, wspierając antyklerykalny lincz medialny wymierzony w salezjanina ks. Marcina  z Lubina. Publicysta nie zadał sobie wówczas trudu, by zapoznać się ze sprawą, zanim rzucił publiczne oskarżenie, tworząc jeden front z wrogami Kościoła. Po kilku miesiącach przeprosił samych zainteresowanych - księdza, jego uczniów i ich rodziców, ale opinia publiczna do dziś nie usłyszała, że rzucone przez niego oskarżenie było kłamliwe i dziennikarsko nierzetelne. Nie pierwszy raz zresztą”.
Faktycznie za parawanem mocnych słów. Terlikowskiego przeciw aborcji i rozwodom, na rzecz chrześcijańskiej krucjaty etc. kryje się zupełnie inny praktyczny zamysł. Jest to stosowana bardzo zręczna taktyka rozwalania Kościoła od wewnątrz jak to pokazałem na cytowanych wyżej przykładach.

sobota, 3 września 2016

Nieszczęsne porady niektórych doradców prezydenta A. Dudy

Zmarły kilka lat temu długoletni prezydent Czech Vaclav Havel uskarżał się kiedyś:: „Mam dwudziestu doradców, jeden z nich ma rację, ale nie wiem który”.Zdaje się, że te uwagi Havla można skierować również do prezydenta Andrzeja Dudy. Obawiam się, że zbyt duża część jego doradców nie jest zbyt kompetentna i nie ma mocnego charakteru, stąd swymi poradami co i raz kieruje Prezydenta RP na manowce, a ściśle ku nadmiernej miękkości. Nie wiem na przykład, kto ostatnio doradził Prezydentowi, by podczas pobytu w Gdańsku podszedł do Lecha Wałęsy i uścisnął mu rękę. Wałęsa ze swym krzykactwem, oszczerstwami, pomówieniami, atakami na rząd i PiS, stał się osobą nie zasługującą na podanie ręki przez Naszego Prezydenta. Osobną sprawą, bardzo przykrą jest przeprowadzona w stylu „na okrągło” wizyta Prezydenta RP na Ukrainie. Chwaliłem już nieraz Prezydenta Dudę za świetne, wychodzące z serca wystąpienia, choćby w stylu słynnego przemówienia w Otwocku, podczas promocji filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja”., czy ostatnio - na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”. W pełni zgadzam się w ocenie tego ostatniego przemówienia ze stwierdzeniem Dominika Zdorta, który napisał: „Duda wygłosił nie tylko- prawdopodobnie – najlepsze dotąd swoje przemówienie, ale jedno z najlepszych przemówień, jakie wygłosił kiedykolwiek polski przywódca od roku 1989. Mówił bez kartki, powoli, a w jego głosie słychać było autentyczne wzruszenie. Słuchając, także ja się wzruszyłem”. Niestety, obok tych wspaniałych przemówień, od czasu do czasu prezydent zachowuje się wyraźnie wbrew swojej osobowości, czyli po prostu nazbyt banalnie, unikając zajmowania stanowiska w sprawach fundamentalnych. Taki był właśnie przebieg jego ostatniej wizyty na Ukrainie. Zwróciło na to uwagę aż dwóch autorów w najnowszej „Warszawskiej Gazecie” (nr z 2 września 2016 ).
 
Jeden z najlepszych publicystów „Warszawskiej Gazety” Marcin Hałaś tak pisał na ten temat w najnowszym odcinku swego cyklu „Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy” : „Rozpocząłem ten wątek od wspomnienia pięknego, wyrazistego, mocnego i skrzydlatego przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy. Nie przypominam sobie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza polityka, który potrafił w taki sposób prze mawiać – bez kartki, z talentem oratora, podkreślającego znaczenie wypowiadanych słów – modulacją głosu, mimiką, gestykulacją (…) A jednak chwilami się zastanawiam – który Duda jest prawdziwy? Ten z porywającego, pięknego przemówienia na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”, czy ten ze wspólnej deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy, którą podpisał razem z Petrem Poroszenką? Bo jak czytam tę deklaracje, to jako żywo wydaje mi się, że napisał ją Tadeusz Mazowiecki, a kilka zdań dorzucił Jerzy Buzek. Bla,bla,bla, ple,ple, ple… frazes na frazesie, banał banałem poganiany. I jeszcze jedna wątpliwość – dlaczego z taką samą stanowczością i pewnością jak o katach „Inki” nie mówi prezydent RP o katach polskiej ludności Wołynia, dlaczego równie dobitnie nie sprzeciwia się stawianiu na Ukrainie pomników zbrodniarzy wojennych?”

Słynny pisarz i poeta kresowy Stanisław Srokowski krytykuje ustępliwość prezydenta A. Dudy wobec Ukrainy\

Znakomity twórca z Kresów Stanisław Srokowski, (autor 19 powieści i 11 tomów poezji) wystąpił w swym cotygodniowym felietonie na łamach „Warszawskiej Gazety” (nr z 2 września 2016 r.) z bardzo krytyczną oceną efektów najnowszej wizyty prezydenta A. Dudy na Ukrainie. Srokowski zaczyna swój tekst od słów : „Po wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie od złośliwych i jadowitych komentarzy aż się roi.” A potem Srokowski przytacza szereg bardzo ostrych stwierdzeń pod adresem prezydenta Dudy, pełnych niesamowitego rozczarowania po jego wizycie na Ukrainie. Cytuje m.in. głosy prezesa Stowarzyszenia Rodzin Polska Pamięć i Tożsamość Marcina Gwardysa, ks. Tadeusza Sakowicza- Zalewskiego, aktywnego uczestnika debat internetowych Józefa Jaworskiego, komentatora portali internetowych Marka Mareckiego i wreszcie Waldemara Łysiaka. .Ich wypowiedzi były niebywale ostre. Jak komentował S. Srokowski : „Coś musiało rzeczywiście poruszyć i wściec naszych rodaków, skoro tak ostro zareagowali na postawę prezydenta (…) Dla Kancelarii Prezydenta, która zapewne śledzi, jakie są echa wizyty, ta lista cytatów przyda się do analizy nastrojów w Polsce. Nie są to dobre nastroje (…) My Polacy, po prostu mamy instynkt samoobronny i wiemy doskonale, skąd wieją złe wiatry. I nie poddajemy się łatwo manipulacjom. A teraz zajrzyjmy do dokumentu, który tak rozgniewał Polaków. (…) Czytamy, że prezydent Duda docenia wagę konstruktywnego polsko-ukraińskiego dialogu, opartego na prawdzie historycznej (…) Jakiego dialogu, Panie Prezydencie? Na jakiej prawdzie historycznej? Przecież to kłamstwo. Ukraina robi, co chce. Stawia pomniki mordercom. Przegłosowuje ustawy, które mówią o bohaterstwie największych morderców naszego narodu, Bandery, Szuchewycza, Kłaczkiwskiego i im podobnych. Grozi więzieniem tym którzy walczą z kłamstwem. I to ma być prawda historyczna? Po co więc te kłamliwe frazesy? Polska nie ma nic w tej sprawie do powiedzenia. (Podkr.- J.R.N.) I to wielki historyczny błąd, to katastrofa, że Polska i prezydent idą na ukraińskim pasku. Nie dziwmy się tym rozgniewanym, a nawet wściekłym głosom Bo to głosy sumienia. Głosy honoru. A co znaczą słowa::„Oświadczamy, że będziemy kontynuować rozwój naszych stosunków zgodnie z Traktatem o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy” (…) To kolejny pusty frazes, bo rzeczywistość jest inna. „Dobre stosunki polegają na tym, że Ukraińcy w Polsce mają wszystko, czego sobie zażyczą, swoje media, stowarzyszenia, gwarantowane wolności, podczas gdy Polacy na Ukrainie nie mogą się doczekać oddania nawet kilku świątyń, nie mówiąc o dramatycznej sytuacji polskiej prasy, radia, itd. To są przyjazne stosunki? (…) I ani słowa o ludobójstwie. O wymordowaniu przez OUN i UPA setek tysięcy Polaków, Żydów, Ormian…To ma budzić zaufanie? Nie dziwmy się, że Polacy są wściekli I swoje wiedzą. Nie uda się żaden trik z zamazywaniem prawdy i zagłada pamięci. A prezydent na tym tylko traci”
 
Myślę. że w tych dwóch tekstach red. M. Hałasia i pisarza S. Srokowskiego jest coś bardzo ważnego, w co warto się wsłuchać. Od Naszego Prezydenta Andrzeja Dudy oczekujemy dużo więcej niż od poprzednich prezydentów. Oczekujemy maksimum szczerości, unikania banałów i uogólnień „na okrągło”, sprzecznych z realiami..

Odwołanie wiceszefowej MSZ K. Kacperczyk, która usprawiedliwiała gloryfikację UPA na Ukrainie

Pisarz Stanisław Srokowski, który tak długo walczy o prawdę na temat martyrologii Polaków na Kresach ma oczywiste powody do rozgoryczenia. .Myślę, że warto jednak wciąż pamiętać o wielkim sukcesie, do jakiego doprowadziła presja środowisk kresowych pod koniec lipca : o uchwaleniu przez Sejm RP potępienia ukraińskiego ludobójstwa i ogłoszeniu dnia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich.. Wspomnę tu też o pewnym, oby nie odosobnionym, przykładzie działania w dobrym kierunku – o odwołaniu w dniu 24 sierpnia podsekretarz stanu w MSZ Katarzyny Kasperczyk, która usprawiedliwiała gloryfikację UPA na Ukrainie.. Na stanowisko wiceszefa MSZ  Kasperczyk została powołana przez premiera Tuska w 2013 roku. W lutym 2016 r. w odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego w sprawie stanowiska MSZswobec rozwoju kultu OUN-UPA na Ukrainie wiceminister Kasperczyk stwierdziła: „W takich okolicznościach [tj. wojny w Donbasie – Kresy.pl] nie można odmawiać Ukrainie prawa do odwoływania się do przykładów patriotycznych postaw ze stosunkowo krótkiej historii tego kraju. Występując w imieniu MSZ, Kasperczyk usprawiedliwiała pozytywny wizerunek UPA na Ukrainie reakcją Ukraińców na współczesną propagandę rosyjska, mówiąc:„Obecna propaganda rosyjska, przedstawiająca ukraińskich patriotów jako banderowców i faszystów, sprzyja utrwaleniu pozytywnego wizerunku UPA. Nie bez znaczenia jest także fakt, że przyjęcie przez parlament Ukrainy pakietu ustaw historycznych wpisuje się w szerszy proces desowietyzacji i dekomunizacji oraz próby poszukiwania nowej obywatelskiej tożsamości narodowej przez naszego wschodniego sąsiada”. (Oba cytaty za portalem Kresy.pl z 1 września 2016 r.).
Nic dziwnego, że te kłamliwe i sprzeczne z polską racją stanu wypowiedzi wiceminister Kasperczyk sprowokowały apel narodowców na specjalnej konferencji prasowej o jej odwołanie. Sprawowanie przez nią dalej funkcji wiceministra ostro krytykowano na portalu „Kresy.pl”,pisząc, że to dowodzi, iż „jej stanowisko było czymś więcej niż prywatną opinią”. Dobrze więc, że wreszcie tę panią usunięto z funkcji do której się nie nadawała, i na której ewidentnie szkodziła polskim interesom.
Gorzki bilans stosunków polsko-ukraińskich w świetle wywiadu dr L.Kulińskiej.
Alarmujące wypowiedzi red. M. Hałasia i pisarza S. Srokowskiego na temat stanu stosunków polsko –ukraińskich mają bardzo mocne potwierdzenie w faktach. Dowodzi tego niedawny, wręcz szokujący, wywiad Rafała Pazio ze znakomitą badaczką dziejów stosunków polsko-ukraińskich w XX wieku dr Lucyną Kulińską. Wywiad ten zatytułowany „Pamięć wybiórcza” został opublikowany w „Najwyższym Czasie” z 27 sierpnia 2016 r. Zapytana o ocenę obecnej polskiej dyskusji wokół ludobójstwa na Ukrainie, dr Kulińska odpowiedziała : „Myślę, że przez to wiele osób dowiedziało się o tym straszliwym narodowym dramacie. To nie w Syrii czy Ruandzie, ale w Europie, na ziemiach Rzeczpospolitej. I to nie tak dawno temu, Ukraińcy mordowali polskie kobiety i dzieci siekierami i nożami,, nabijali na sztachety, przecinali piłami, rozcinali brzuchy, obcinali piersi,. Liczba polskich ofiar (od dziecka w łonie matki po starca nad grobem) sięgnęła 200 tysięcy. Jak można było przemilczać i ukrywać latami tak wielką zbrodnię?
 
Kiedy o tym myślę, dominuje we mnie żal, ale i złość, że tak późno, że tylu poszkodowanych nie doczekało tej chwili. Przecież żadne suwerenne, przyzwoite państwo nie powinno milczeć dziesiątkami lat w sprawie ludobójstwa własnych rodaków. (Podkr.- J.R.N.) W tym czasie naród żydowski zrobił z własnej martyrologii cały „przemysł holocaustu”. W Polsce obowiązywał jednak podział na tych, których pamięć czcić należy : przede wszystkim ofiary żydowskie ( w tym oczywiście Jedwabne i Kielce), polskie ofiary zbrodni niemieckich (od roku 1989 dyskretnie wyciszane), ofiary sowieckich i polskich komunistów (od roku 1989 nagłaśniane), no i oczywiście ofiary katastrofy smoleńskiej – i tych, którym pamięć się nie należy. Są to przede wszystkim ofiary zbrodni ukraińskich, ale i innych mniejszości narodowych (Litwinów, Białorusinów, Żydów – dokonywane także we współpracy z Sowietami i Niemcami). Ci pierwsi mają kosztowne masowe obchody, asysty wojskowe, warty honorowe, apele z udziałem prezydentów, premierów, - drugim zostawiono milczenie, cierpienie i poczucie krzywdy. To się musi zmienić. Nie można handlować bez końca prawdą i własnym honorem.”.
Red. Pazio przypomniał, że na Ukrainie „zdarzają się próby robienia ludobójców z Polaków. Odpowiadając na te uwagi, dr Kulińska stwierdziła: „Jak reagować na obwinienie Polaków o to straszne ludobójstwo? Proste- nie przyjmować, nie rozmawiać, nie sponsorować, w ogóle nie kontaktować się z naukowcami, przedstawicielami partii i ugrupowań, samorządów ukraińskich czy jakichkolwiek innych którzy kłamią, czy negują oczywiste fakty dotyczące ludobójstwa Polaków. Rozpocząć na uczelniach poważne programy badawcze związane z ludobójstwem Polaków na Kresach – tyle jest wydziałów historii, katedr – prawdy zakłamać się do końca nie da, nie można ją zamilczać w nieskończoność…Należy zastanowić się, czy apologeci nacjonalizmu ukraińskiego, ludzie zaprzeczający rzezi wołyńsko- małopolskiej, jawni wrogowie polskości – a jest ich, nawet ze stopniami profesorskimi w Polsce wielu – powinni w ogóle pracować na polskich uczelniach i kłamliwymi pracami zdobywać stopnie naukowe.(Podkr.- J,.R.N.). Nie mogę zrozumieć, jak władze naszego IPN mogą w ogóle konferować z tak bezwstydnym kłamca i fałszerzem historii, apologetą banderyzmui jak Wolodymyr Wiatrowicz.(A ja nie mogę zrozumieć jak „Gazeta Polska” mogła zgodzić się na wywiad z tymże Wiatrowiczem na swych łamach ? – J,.R.N.) Wydaje się, że demoralizacja polskich elit postępuje lawinowo”.
Dr L:.Kulińska potępiła fakt, że Ukraińcy „nie cofają się przed obarczaniem polskich ofiar swoimi mordami”, przytaczając liczne przykłady polakożerczych działań ukraińskich z ostatnich lat. Przypomniała, że.: „Na wielu zakłamujących historię plakatach wieszanych przez nacjonalistów na drzwiach i domach na terenie Wołynia w czasie obchodów 65 rocznicy ludobójstwa w roku 2008 czytamy :POKAJAJ SIĘ Polsko! Wołyń pamięta spalone wsie. Skutkiem polskiej okupacji Wołynia było zamordowanie 100 000 Ukraińców.. Wołyńska okręgowa. organizacja Socjal-Narodowej Partii Ukrainy (SNPU). Łuck, ul. Romaniuka 1.Wołyńska Sicz Zaporoskiego Wojska. Nieopodal pomnika w Hucie Pieniackiej (miejsca okrutnej rzezi na 1100 Polakach- J.R.N,) partia Swoboda organizuje często demonstracje sprzeciwiające się czczeniu pamięci wymordowanych mieszkańców wsi.(…) Znajduje się tam tablica specjalnie ustawiona w pobliżu pomnika 1100 Polaków pomordowanych w Hucie Pieniackiej przez oddziały Dywizji SS Galizien oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii. Tekst w języku ukraińskim i angielskim zakłamuje historię, przedstawiając cywilnych mieszkańców Huty Pieniackiej jako „bojówki okupujących Ukrainę Polaków lub bolszewików’. Potworny mord dokonany nocą na niewinnych polskich rodzinach jest bagatelizowany i winą za niego obarcza się samych Polaków. W reakcji na uchwałę polskiego Sejmu z lipca 2016 roku ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca, publicznie oskarżył Polaków o dokonanie ludobójstwa na Ukraińcach. (Zapytam tu, czemu takiego polakożerczego ambasadora- oszczercę nie uznano w Polsce natychmiast za „persona non grata” i nie wyrzucono z Polski? Dlaczego MSZ W.Waszczykowskiego wciąż śpi – J.R.N.)., Warto zauważyć, że kiedy o ludobójstwo czy „polskie obozy zagłady” oskarżają nas jacyś niedouczeni zachodni pismacy lub środowiska celowo starające się zrzucić na Polaków winę za niemieckie zbrodnie, MSZ reaguje natychmiast. Tym razem milczy. Czy ukraińskiemu ambasadorowi wolno obrażać Naród Polski? Czy na przemilczaniu kłamstw i oszczerstw mamy budować nasze „dobre relacje” z Ukrainą?
 
Tymczasem znany kijowski adwokat, działacz społeczny i ekspert rządowy Oleksij Kurinny, związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda zapowiedział, że rozpocznie prace nad ustawą zawierającą roszczenia terytorialne wobec Polski. Jeśli dokument ten uzyska poparcie w Radzie Najwyższej, to władze w Kijowie będą zobligowane wystąpić do Polski o „zwrot” terytorium dawnego „ukraińskiego” Księstwa Halicko –Wołyńskiego z XIII wieku w postaci tzw. Zakerzonia, czyli Chełmszczyzny, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, Białej Podlaskiej, a być może nawet Lublina, jako „ukraińskich ziem etnicznych”. (Podkr.- J.R.N.). (…) Polska musi zweryfikować swoja politykę wobec Ukrainy. Podstawą stosunków dwustronnych między państwami jest zasada wzajemności,. Jeśli Ukraina, będąc w tragicznej sytuacji, pozwala sobie na up9okarzanie przyjaznej polski, to co będzie po uzyskaniu wewnętrznej stabilizacji? Bardzo prawdopodobne, że wróci do tradycyjnego sojuszu z Niemcami i wykopie Polsce grób. (Podkr.- J.R.N.) .(…)”
Przyznam, że czytając ponure fakty wyliczone przez dr Kulińską wprost kipiałem z irytacji. Dlaczego nie reagujemy na podłe oszczerstwa ze strony ukraińskiej ? Dlaczego im jeszcze wspaniałomyślnie dajemy 4 miliardy zł pożyczki, której raczej na pewno nie zwrócą. Wybitny patriota polski pochodzenia żydowskiego Julian Unszlicht już ponad 100 lat temu nie mógł nadziwić się naiwności polskiego narodu, pisząc: „Poezja romantyczna nazwała Polskę Chrystusem narodów./ I w rzeczy samej żaden w dziejach ludzkości znany naród nie przeszedł takiej , martyrologii na własnej ziemi i żaden nie okazał się tak naiwnie szlachetny w stosunku do swych wrogów i prześladowców”.(Podkr.- J.R.N.) (Por. J. Unszlicht: „O pogromy ludu polskiego), Kraków 1912,s.37). Zapytam , czy prezydent Andrzej Duda wie o tych wszystkich faktach ilustrujących złą wolę wpływowych środowisk ukraińskich wobec Polski. I kolejne zapytanie: dlaczego nie poinformowali Go o nich tak liczni doradcy?

piątek, 2 września 2016

Ludzie z „czerwonych dynastii” odpowiedzialni za najbardziej skandaliczne decyzje reprywatyzacyjne

Szef stowarzyszenia „Miasto jest nasze” Jan Śpiewak ma największe zasługi za wywleczenie na światło dzienne łajdactw reprywatyzacyjnych. Bardzo pouczający pod każdym względem jest jego najnowszy wywiad pt. „Ten proceder byłby niemożliwy, gdybym nie decyzje sędziów”, udzielony Piotrowi Gozdowskiemu w „SuperExpressie” z 29 sierpnia 2016 r. Jan Śpiewak stwierdza w nim m.in.: „Jestem przekonany, że liczba osób na świeczniku, które są zamieszane w dziką reprywatyzację, jest ogromna i teraz będzie to wychodzić. Przykładem jest choćby rodzina Jakuba Rudnickiego. To urzędnik miejski, który stał za najbardziej skandalicznymi decyzjami zwrotnymi, m.in. tzw. działki mecenasa z placu Defilad czy oddania kamienicy na Kazimierzowskiej 34 samemu sobie. Jego matka jest znanym adwokatem, krewną generała Ciastonia, którego broniła w procesie o zabójstwo Jerzego Popiełuszki, a ojciec to były minister zdrowia w rządzie Marka Belki. (Podkr.- J.R.N.) Oni również obracają roszczeniami i uwłaszczają się na publicznym majątku” .Jakub Rudnicki był w warszawskim Ratuszu wicedyrektorem Biura Gospodarki Nieruchomościami, zajmującego się zwrotem odebranych po wojnie nieruchomości. Bez litości traktował lokatorów w pozyskanych dla swej rodziny nieruchomościach. (Por. tekst Iwony Szpak i Małgorzaty Zubik: Jak były dyrektor w ratuszu został właścicielem nieruchomości, „Gazeta Wyborcza” z 25 stycznia 2014 r.)
 
Jan Śpiewak w swoim wywiadzie mówi również o innych przypadkach osób kompromitujących tzw. elity. Mówi o byłym wiceprezydencie Warszawy Andrzeju Jakubiaku, który wcześniej odpowiadał w warszawskim Ratuszu właśnie za sprawy reprywatyzacji. Teraz jest szefem Komisji Nadzoru Finansowego i zajmuje się m.in. głośnymi sprawami frankowiczów. Idąc w ślad za wywiadem Jana Śpiewaka zapytajmy, dlaczego PIS dotąd nic nie zrobił dla usunięcia tego jegomościa z pełnionej tak wpływowej funkcji, i w ogóle bliższego przyjrzenia się jego interesom? Dodam tu, że o dość „dziwnej” , łagodnie mówiąc, roli Jakubiaka w całej sprawie pisze w najnowszym numerze „”w Sieci” z 29 sierpnia 2016 r. dziennikarz śledczy Andrzej Rafał Potocki w tekście „Pogrążyć 500+”. Wg. A. R. Potockiego : „Jakubiak to były zastępca Hanny Gronkiewicz- Waltz w warszawskim ratuszu. Już tam zasłynął ślepą i bezwzględna realizacja politycznych poleceń (…) Coraz więcej wątpliwości pojawia się również w sprawie warszawskiej reprywatyzacji. O udziale Jakubiaka w tym procesie przypominały już przed laty organizacje lokatorskie ujawniające raporty władz miasta o reprywatyzacji budynków. „Andrzej Jakubiak, który po raz kolejny kłamał na sesji Rady Miasta, twierdząc, że nie ma takiego raportu, teraz mówi w prasie „- pisał przed laty Komitet Obrony Praw Lokatorów”. Idąc w ślad za powyższymi tekstami, zapytajmy, dlaczego PIS dotąd nic nie zrobił dla usunięcia tego jegomościa z pełnionej tak wpływowej funkcji, i w ogóle bliższego przyjrzenia się jego interesom?
 
Jan Śpiewak mówi w cytowanym wywiadzie również o tym, że podobne do warszawskich „dziwne” sprawy przejmowania nieruchomości występowały również w innych miastach .Podaje przykład „reaktywizacji przedwojennych spółek, takich jak Giesche, której „reaktywowany” zarząd żądał w Katowicach zwrotu jednej trzeciej miasta”. (Podkr.- J,.R.N.) No, cóż Rzeczpospolita wciąż płaci za bezkarność wielu swych pazernych urzędników. Przede wszystkim jednak płacą wyrzucani na bruk jak w okresie najdzikszego kapitalizmu lokatorzy. Według Jana Śpiewaka: „W samej tylko Warszawie przez dzika reprywatyzacje straciło dach nad głową kilkadziesiąt tysięcy lokatorów”. (Podkr.- J.R.N.).

Czy p. Waltz jako główna odpowiedzialna za „przekręty” prywatyzacyjne stanie przed sadem i pójdzie do więzienia?”

W kontekście tych szokujących faktów nasuwa się sprawa tego, kto jest najbardziej odpowiedzialny za oszustwa i tragedie kilkudziesięciu tysięcy ludzi? Zastępca koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik nie ma żadnych wątpliwości w tej sprawie i wskazuje na niegodną rolę obecnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. W wywiadzie udzielonym Andrzejowi Gajcy pt. „Mafijny układ w stolicy” („Rzeczpospolita” z 29 sierpnia 2016 r.) Wąsik mówi bez ogródek „Prezydent Warszawy jest de facto piata osoba w państwie, a do tego wiceprzewodniczącą Platformy obywatelskiej. Mamy do czynienia ze szczytami władzy. Z pewnością było przyzwolenie Hanny Gronkiewicz - Waltz na rozkręcenie tego ogromnego procederu. A jego skala poraża .( Podkr.- J.R.N.) (…) Jako radny domagałem się zwołania sesji nadzwyczajnej rady miasta, ale Hanna Gronkiewicz-Waltz robiła, co mogła, aby uniknąć odpowiedzialności (…) Winni muszą zostać ukarani przez wymiar sprawiedliwości, a reprywatyzacja musi być wyjaśniona wraz ze zwrotem kamienicy przy ul. Noakowskiego, którą w ramach reprywatyzacji uzyskała rodzina Hanny Gronkiewicz Waltz. (Podkr.- J.R.N.) Prawowitym spadkobiercą tej kamienicy jest były żołnierz AK, ,podpułkownik Wojska Polskiego Stanisław Lakiernik. Ten zasłużony żołnierz, który przeszedł cały szlak bojowy, brał udział w powstaniu warszawskim, walczył w szeregach Kolegium AKedywu, w wyniku warszawskiej „reprywatyzacji” został pozbawiony spadku. To jeden z wielu skandali, jakie kryje afera reprywatyzacyjna’”
 
Sprawę osobistej odpowiedzialności prezydent H.Gronkiewicz -_Waltz podejmuje również zastępca naczelnego redaktora Piotr Skwieciński. W tekście pt. „Przeciąć ten wrzód” („w Sieci” z 29 sierpnia 2016 r.) Skwieciński pisze m.in.: „Warto przypomnieć, że na patologicznej prywatyzacji wzbogaciła się sama pani prezydent. Jej rodzina przejęła, a potem sprzedała pożydowską kamienicę, która dostała się w jej ręce w wyniku powojennych fałszerstw ( opisaliśmy tę historię w naszym tygodniku).Gronkiewicz- Waltz zareagowała zapowiedzią pozwu, który do tej pory nie wpłynął)./To też tworzy znamienny kontekst całej sytuacji. Trudno zakładać, żeby ów fakt nie miał wpływu na działania i zaniechania pani prezydent w kwestii reprywatyzacji. Ten wrzód trzeba przeciąć (…)”

Oskarżenia, że rodzina Waltzów zarobiła na kamienicy przejętej w czasie wojny od Żydów przez szmalcowników
Były prezydent Warszawy Paweł Piskorski w rozmowie w TVP Info 30 sierpnia 2016 r. powiedział: „Jeśli potwierdzi się, że chodzi o kamienicę przejętą od Żydów w trakcie okupacji przez rodzinę pani Gronkiewicz, jest to nie do obrony! Wydaje się to horrendalne (…)Wymiar zagraniczny powiedzenia, że prezydent Warszawy, czy jej rodzina jest właścicielem przejętej przez szmalcowników od Żydów nieruchomości w czasie okupacji, to jest potwierdzenie najgorszych możliwych stereotypów. W wymiarze międzynarodowym jest to nie do obrony. Jak można występować o zwrot nieruchomości, co do której. prawdziwa rodzina była wyzuta z tego mienia?”
 
Coraz wyraźniej widać, że oskarżenia wobec Waltzowej mnożą się ze wszystkich stron, można powiedzieć wręcz, że pętla zaciska się wokół niej. I nic tu nie pomaga desperacka, wręcz groteskowa linia obrony Waltzowej, która próbuje wciąż zrzucać winę na innych. Jak komentował Paweł Korsuń „W sieci” z 29 sierpnia 2016 r. : „Gdyby medale przyznawano oprócz w rzucie młotem również w byciu młotem, drużyna stołecznego Ratusza miałaby szanse na zwycięstwo w klasyfikacji medalowej w Rio”.

Oburzające oszczerstwo antypolskie ze strony czołowego izraelskiego badacza Holocaustu Yehudy Bauera

Z ogromnym oburzeniem przeczytałem najnowszą wypowiedz jednego z czołowych izraelskich badaczy dziejów Holocaustu Yehudy Bauera, doradcy naukowego Yad Vashem o polskiej ustawie karzącej za oszczerstwa: „Nowa ustawa jest bardzo blisko negowania Holocaustu. (...) Swoim językiem przypomina prawa tworzone obecnie w Turcji przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Dzięki niej Polska dołącza do antyliberalnego ruchu, który nabiera prędkości na całym świecie i jest to wielkie rozczarowanie”. Yehuda Bauer nie ma żadnego moralnego prawa oskarżać Polaków z powodu nowej ustawy karzącej z antypolskie oszczerstwa, bo sam ma bardzo ciężką winę w tym względzie, za którą dotąd nie przeprosił Polaków, i za którą powinien być ukarany więzieniem. To przecież on, naukowiec o międzynarodowej sławie, użył w niemieckim(!) tygodniku „ Der Spiegel” zwrotu ‘zagazowanie Żydów w polskim obozie zagłady Chełmno” („Vergassung von Juden in polnischen Vernichtungslager Chełmno” ). Trudno uwierzyć, by Y. Bauer, czołowy izraelski badacz dziejów Holocaustu nie wi4edział, że w Chełmnie działał niemiecki obóz koncentracyjny. Wypowiedź Bauera o „polskim obozie zagłady” była więc wyraźnym wyrazem jego złej woli i daleko posuniętego wybielania Niemców. Sprawy niebywałych antypolskich oszczerstw żydowskich podejmę dużo szerzej w jednym z najnowszych numerów :Warszawskiej Gazety”

Plugawy wpis b. esbeka, grożący mi zamordowaniem
 
Mój tekst na blogu „Jakie są kulisy sporów o telewizję?" wywołał szczególnie duże zainteresowanie czytelników (około 2 tys. wyświetleń”. Doszedł do mnie również jednak i anonimowy mail jakiegoś nienawistnika, przypuszczalnie byłego esbeka, grożącego mi wprost śmiercią w słowach: „ śmierć tobie, łeb ci uciąć, zabronić żyć i oddychać (…), przysięgam , staniesz kiedyś że mną twarzą w twarz to sam ci odbiorę twoje (…) zakłamane życie”.(usunąłem niezwykle ordynarne przekleństwa ,towarzyszące wpisowi ) Były esbek przypuszczalnie sadzi, że mnie zastraszy swym łajdackim wpisem. Nie ze mną te numery Bruner! Nigdy nie należałem do osób bojaźliwych, a wpis tego drania świadczy przede wszystkim o tym, że dobrze trafiam ze swymi ocenami na blogu Poza tym mam już te swoje 76 lat i satysfakcję, że zrobiłem już dostatecznie wiele w moim życiu wbrew łajdakom z tamtej strony. Co nie oznacza, że zmniejszę tempo moich działań, wręcz przeciwnie! Haniebny wpis jest jednak sygnałem, że ciągle pomimo ponad 10 miesięcy od rozpoczęcia Dobrej Zmiany zbyt wiele jest do zrobienia. Jeśli esbecki łajdus pozwala sobie na taki wpis, to oznacza, że powinno się intensywniej niż dotąd walczyć z mafią esbecką, której przedstawiciele dalej jak widać czuja się bezkarni. Przypomnijmy, że jak dotąd od 1989 r. Nieznani Sprawcy dokonali przynajmniej około 70 zabójstw na różnych osobach ze względów politycznych, w tym około 20 zabójstw osób w ten czy inny sposób zamieszanych w sprawę smoleńską. Apeluję do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o zwiększenie środków i osób zajmujących się sprawami wykrycia sprawców wspomnianych zbrodni.
 
Planuje się już wzorem niektórych krajów zachodnich ogłosić listę groźnych pedofilów.. Myślę, że należałoby ogłosić podobną listę byłych esbeków, szczególnie skompromitowanych niegdyś brutalnymi działaniami, wraz z ich adresami. Znajdują się wśród nich przypuszczalnie osoby skłonne do brutalnych działań także i teraz, a wiec potencjalnie groźni dla otoczenia. Niech sąsiedzi mają ich na oku!. Sprawę łajdackiego wpisu zgłoszę oczywiście na policji. Może uda się trafić na ślady wspomnianego esbeckiego cymbała i zaprowadzić go za kratki, gdzie jest należne mu miejsce.

Czy wreszcie dojdzie do ukarania stalinowskiego zbrodniarza sadowego Stefana Michnika ?

Wielu PRL-owskich zbrodniarzy wciąż czeka na rozliczenie. Jednym z najdrastyczniejszych casusów tego typu jest sprawa brata Adama Michnika, zbrodniarza sądowego Stefana Michnika. Ma on na swym koncie wydanie dziewięciu wyroków śmierci na niewinnych ludzi (część została wykonana”. Sprawę Michnika przypomniał na łamach „Gazety Polskiej:” z 10 sierpnia 2016 świetny badacz najnowszej historii, prezes Fundacji „Lączka” Tadeusz Płużański. W artykule pt. „Jego ofiary leżą na łączce:” Płużański upomina się o wznowienie postępowania wobec Michnika, akcentując: „Nowy prezes IPN dr Jarosław Szarek nie wykluczył ekstradycji ze Szwecji krwawego stalinowskiego sędziego wojskowego Stefana Michnika (…)Stefana Michnika należy ścigać do końca jego dni ze względu naprawdę historyczną, a przede wszystkim pamięć ofiar. Miejmy nadzieje, że IPN poważnie się w to zaangażuje” . Ważnym faktem przypomnianym przez Płużańskiego, a ciągle za mało znanym jest to, że S. Michnik obok popełnionych zbrodni sądowych miał za sobą lata współpracy ze szczególnie znienawidzona formacją stalinowską – Informacją Wojskową. Został nawet rezydentem w Wydziale Informacji Garnizonu Warszawskiego. Jako rezydent stał na czele autonomicznej sieci własnych informatorów.
 
Córka Rzeplińskiego ,dofinansowywana przez Sorosa

Najciekawszym chyba tekstem :Gazety Polskiej” z 11 sierpnia 2016 r. był artykuł Grzegorza Wierzchołowskiego: „Córka Rzepińskiego z pieniędzmi od Sorosa” Z artykułu dowiadujemy się, że Róża Rzeplińska, córka prezesa TK stoi na czele Stowarzyszenia 61, hojnie dofinansowywanego przez George’a Sorosa. Tylko w 2014 r. zarobiła na pracy w swoim stowarzyszeniu niemal 50 tysięcy Kierowane przez nią Stowarzyszenie tylko w 2014 r. dostało 300 tysięcy zł od sorosowskiej Fundacji Batorego. Według Wierzcholowskiego: „Za rządów PO Stowarzyszenie 61 było również wspierane finansowo przez MSZ i Ministerstwo Pracy – i to niemałymi sumami,. Na przykład w 2015 r. z programu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich resortu pracy stowarzyszenie otrzymało 195 tys, .zł., a wcześniej na portal mamprawowiedzieć.pl z tego samego źródła organizacja Rzeplińskiej pozyskała kolejne 292 tys.zł i 200 tys.zł. W 2015 r. jednym z grantodawców Stowarzyszenia 61 (kwota 49 tys.zł) była też spółka MediaCap SA, której prezesem jest Jacek Olechowski –syn założyciela PO i byłego współpracownika PRL-owskiego wywiadu Andrzeja Olechowskiego”.
Wierzchołowski przypomniał, ze we władzach Stowarzyszenia 61 działała też córka prezydenta B. Komorowskiego – Zofia. Po nagłośnieniu sprawy w 2015 roku jej nazwisko zniknęło z oficjalnej strony Stowarzyszenia 61.

Kompromitujący wyskok K. Skiby w TVP Info

Parę dni temu doszło do żenującej wypowiedzi Krzysztofa Skiby w programie satyrycznym w TVP Info. Jegomość ten powiedział o wiceministrze sprawiedliwości Patryku Jakim: „Jaki byle jaki”. Wiceminister Jaki pomimo młodego wieku zdążył już okazać znakomite kompetencje i dynamizm działania. Tym bardziej oburzająca jest prymitywna wypowiedź Skiby na jego temat, dowodząca absolutnego braku klasy i utrzymana w stylu przedrzeźniań się głupawych chłopaczków na podwórkach. Telewizja publiczna miała doprowadzić do samooczyszczenia się z ludzi przynoszących jej dyshonor. Tym dziwniejsze, że w ostatnim czasie doszło w niej do zaśmiecenia takimi prymitywami jak Skiba.

Lech Wałęsa, jak zwykle bez klasy

Według „SuperExpressu” z 30 sierpnia 2016 r. Lech Wałęsa przybył na pogrzeb bohaterów :Danuty Śledziówny „Inki” i Feliksa Salmonowicza „Zagończyka” ubrany w sportowym stroju, „jak na działkę”. – „Ubrał się jak dziad”- skwitował dosadnie na Twisterze krakowski duchowny Marek Różycki” .(wg. „tekstu AKA w SuperExpressie”). Przypomniano, że w pogrzebie Jaruzelskiego Wałęsa uczestniczył w garniturze i pod krawatem.
Terlikowskich pozbyto się z „Frondy”

Tydzień temu pisałem na łamach „Warszawskiej Gazecie” w tekście : „Terlikowski „katolik” faryzeusz” o skandalicznych, sprzecznych z postawą dobrego katolika, wybrykach Terlikowskiego, począwszy od ostatniej jego agresywnej napaści prasowej na księdza Jacka Międlara. Do tych spraw szerzej powrócę na blogu. Z tym większą satysfakcja komunikuję czytelnikom mego blogu dobrą wiadomość z 31 sierpnia 2016 r. Wreszcie pozbyto się Terlikowskich z „Frondy”, która jest od pewnego czasu znów kierowana przez swego założyciela, znakomitego publicystę Grzegorza Górnego. Przypomnijmy, że Terlikowski pisywał we „Frondzie” od 2010 r., a pewien czas był nawet szefem „Frondy”, mocno ją kompromitując. Tomasz Terlikowski poinformował na swoim Twitterze, że zakończył współpracę z portalem Fronda. Z medium odeszła także żona publicysty Małgorzata Terlikowska. – "Jeśli znajdziecie tam moje lub Małgosi nowe teksty, to znaczy, że zostały one ukradzione" – napisał Terlikowski na swoim profilu, Jak widać megalomania nadal nie opuszcza Terlikowskiego, jeśli ostrzega , by we „Frondzie” nie kradziono jego tekstów. A któż by chciał się połaszczyć na teksty takiego gamonia? Bardzo się cieszę, że we „Frondzie” poznano się w końcu na prawdziwym obliczu tego jegomościa, który za parawanem udawanej pobożności, prowadził działania podważające Kościół od wewnątrz, agresywnie atakując różnych duchownych , w tym hierarchów i o. Krąpca oraz ludzi świeckich, m.in.. jako prożydowski fanatyk „judeochrześcijanin” Terlikowski bezpardonowo atakował. S Michalkiewicza ,G. Brauna i autora tego tekstu Warto przypomnieć, że tuż po mojej krytyce Romana Giertycha za jego wywiad dla „Gazety Wyborczej” w 2003 r. Terlikowski zaatakował mnie w niezwykle brutalny, wręcz brudny sposób na łamach pisemka LPR „Racja polska”, a potem w „Nowej Myśli Polskiej”. Dziwnym trafem od tego właśnie oszczerczego ataku zaczęło się wyraźnie nagłaśnianie Terlikowskiego w mediach.. Mam nadzieję, że w końcu i sponsorzy „TV Republika” poznają się na tym przebiegłym faryzeuszu, który swoimi działaniami sekciarsko zawęża możliwości dotarcia „TW Republiki” do szerszych kręgów widzów. Radzę tym sponsorom, żeby dobrze się przyjrzeli całej przeszłości prezesa Terlikowskiego w interesie przyszłej dobrej opinii swej niezależnej stacji telewizyjnej.

Mirosław Kokoszkiewicz o „kameleonie” Terlikowskim
Dwie kolejne napaści prasowe Terlikowskiego na księdza Jacka Międlara wywołały bardzo ostra ripostę jednego z czołowych publicystów „Warszawskiej Gazety” Mirosława Kokoszkiewicza .W „Warszawskiej Gazecie” z 2 września 2016 r. Kokoszkiewicz w tekście zatytułowanym „Kameleon Terlikowski” wypunktował wyjątkową łatwość zmieniania poglądów przez obecnego szefa „TW Republika”. Jak pisał Kokoszkiewicz: „Tomasz Terlikowski wziął się za krytykę oraz pouczanie ks. Jacka Międlara, o czym świadczy jego artykuł „Ks. Międlar na drodze do suspensy” w „Gazecie Polskiej”, w którym porównuje ks. Jacka do ks. Wojciecha Lemańskiego i Marcina Lutra. My porównamy Terlikowskiego do kameleona, który jak wiemy słynie nie tylko ze zdolności do zmiany ubarwienia, ale także z bardzo długiego i lepkiego języka, za pomocą którego poluje”. Swoje uwagi Kokoszkiewicz ilustrował przykładem bardzo radykalnej zmiany poglądów Terlikowskiego wobec o. .Tadeusza Rydzyka. Obecnie Terlikowski pisze o o .Rydzyku przychylnie, a np. w 2006 r .zachęcał , by zakon redemptorystów „zrobił z nim porządek”, wysyłając gdzieś daleko od Polski (np. do Wenezueli ). Kokoszkiewicz puentował swój tekst stwierdzeniem: „Jak widzimy Terlikowski zmiennym jest i ostrzegamy, aby jego rad broń Boże nie brać sobie do serca. Redaktorze Terlikowski dobre rady można dawać dopiero wtedy, kiedy przestanie się dawać zły przykład. Śledząc pana publicystyczne wolty trudno zorientować się, jaki jest pana naturalny kolor i w którą stronę jutro, za tydzień lub za miesiąc wystrzeli pan swoim lepkim językiem”.. 
Warto dodać, że wbrew sugestiom Terlikowskiego twierdzącemu, że ksiądz Jacek Międlar podąża droga M. Lutra doszło do porozumienia między księdzem i jego zakonem. Na mocy tego porozumienia ksiądz Międlar może odprawiać Msze Święte, ale musi zrezygnować z udzielania wywiadów dla prasy.
Unia Europejska jako kontynuacja pomysłów z Trzeciej Rzeszy rodem

Rzeczpospolita” z 19 sierpnia 2016 r przynosi godny polecenia tekst Pawła Łepkowskiego: „Europa zjednoczona pod swastyką”. Łepkowski pisze m .in.: „Opracowany w 1943 r. niemiecki dokument propagandowy „Podstawowe elementy planu dla nowej Europy” robi wrażenie, jakby został napisany na jednej ze współczesnych sesji Komisji Europejskiej. Utworzenie wspólnoty celnej, zniesienie granic wewnętrznych, wprowadzenie zasad równości społecznej i ujednoliconych warunków pracy, wspólnej polityki ubezpieczeń socjalnych i zdrowotnych czy w końcu najważniejsze: utworzenie europejskiej unii walutowej zarządzanej przez centralny bank Rzeszy- wszystkie te postulaty zostały zrealizowane ponad pół wieku później zgodnie z proroczą wizja Josepha Goebbelsa, który w 1943 r. stwierdził: „Jestem przekonany, że za pięćdziesiąt lat ludzie nie będą już myśleć w kategorii ojczyzn”.

Włosi maja dość wspólnej waluty
Jak wiadomo na swoistej unii walutowej w ramach UE i wprowadzeniu wspólnej waluty-euro skorzystały gospodarczo głównie Niemcy. Liczne inne kraje natomiast zostały uderzone przez skutki działania euro. Najbardziej wyrzekają z tego powodu Włosi,. gdzie już tylko 27 proc. ankietowanych ufa Unii Europejskiej,. Warto przeczytać w tym kontekście bardzo interesującą korespondencję z Rzymu pióra Piotra Kowalczyka: Włosi chcą powrotu lira , „Do Rzeczy” 8 sierpnia 2016 r. Według Kowalczyka: „Kruchy włoski system bankowy po histerycznej reakcji giełd na Brexit znalazł się w najgłębszym kryzysie po wojnie, ekonomiści biją na alarm. Włosi już znaleźli winnych : wspólna waluta i Niemcy”.

niedziela, 28 sierpnia 2016

„Szeryf” Ziobro ich załatwi

Zawsze wyjątkowo mocno ceniłem ministra Zbigniewa Ziobro i dlatego ogromnie cieszę się z tego, że właśnie on daje najlepszy przykład konsekwencji w rozprawianiu się z patologiami tak chorego dotąd wymiaru sprawiedliwości. Przypomnę tu, że przez kilka lat ciągle apelowałem w Radiu Maryja o pogodzenie się z ziobrystami i występowałem na rzecz unikania epitetów we wzajemnych polemikach, aby nie utrudniło to ostatecznego tak niezbędnego dogadania się przedwyborczego,. Zdaję sobie sprawę, że moje wypowiedzi w Radiu Maryja na powyższy temat bardzo nie podobały się niektórym egoistycznym PiS-owcom. Choćby takim jak Adam Hofman, który starał się umacniać całą swą karierę głównie przez lizusostwo i agresywne ataki na Ziobro i ziobrystów jako rzekomych „zdrajców” Na szczęście Hofman już nie bryluje w PiS-ie, a Ziobro doskonale spełnia swą rolę jako minister PiS-owskiego rządu. Cieszę się, że jest to coraz bardziej doceniane w mediach. Nader wy mowny pod tym względem jest najnowszy tekst w ‘Warszawskiej Gazecie” z 26 sierpnia „Brawo Ziobro”, sygnowany literkami ipw. Autor tekstu pisze m.in. : „Warto z uznaniem odnotować dwie bardzo ważne inicjatywy ministra Zbigniewa Ziobro. Pierwsza to wprowadzenie nowelizacji do ustawy o IPN, dzięki której za określenie typu: „polskie obozy koncentracyjne będzie groziła kara do trzech lat więzienia. Druga to wznowienie śledztwa w sprawie głośnego zabójstwa Jolanty Brzeskiej- kobiety, która walczyła z dziką reprywatyzacją w Warszawie i stała się jej ofiarą. Jej zwęglone zwłoki odnaleziono w marcu 2011 r. w Lesie Kabackim (…) Działalność mafii reprywatyzacyjnej nie byłaby możliwa bez co najmniej cichego przyzwolenia prezydent Warszawy, której rodzina sama weszła w posiadanie kradzionej kamienicy. (Podkr.- J.R.N.) Deweloperzy i urzędnicy związani z urzędnikami ratusza, którzy przez lata brali udział w tym złodziejskim procederze, muszą trafić za kratki”. Pełna zgoda z tymi wnioskami. Stawiam tu jednak pytanie: a co powinno spotkać prezydent Warszawy, która po cichu przyzwalała na wszystko ?

Uhonorować zamordowaną bojowniczkę o prawa lokatorów

Już w XIX wieku pisano o tym, że Polacy znakomici pod względem odwagi na polu bitwy, zawodzą ,jeśli chodzi o odwagę cywilna na co dzień. (Vide teksty Cypriana Norwida). Dlatego tym mocniej należy docenić osoby walczące dziś w życiu cywilnym o Prawdę i Sprawiedliwość, tym bardziej jeśli zapłaciły za to życiem (casus Jolanty Brzeskiej) W związku z tym szczególnie polecam obszerny tekst Doroty Kowalskiej w najnowszej „Polska the Times” z 26-28 sierpnia 2016 ::„Jest szansa, że zabójcy Jolanty Brzeskiej zostaną wreszcie ukarani”. Tekst pokazuje zarówno bardzo rozległe działania Jolanty Brzeskiej przeciwko mafii reprywatyzacyjnej w Warszawie jak i metody jakimi próbowano zatuszować sprawę jej zabójstwa, dowodząc, że rzekomo popełniła samobójstwo, sama podpalając się w lesie. Ciesząc się, z tego, że minister Ziobro ponownie podjął śledztwo w sprawie przyczyn jej śmierci, zastanawiam się ,czy nie przydałoby się większe nagłośnienie sprawy tej cywilnej, nieustraszonej bohaterki. Choćby poprzez przyznanie jej pośmiertnie wysokiego odznaczenia za to, co robiła. Życia to jej nie zwróci, ale przynajmniej szerzej spopularyzuje jej częstokroć samotną walkę

Koniec państwa komorników, nieuczciwych sędziów i prokuratorów.

Za jedno z najważniejszych osiągnięć ministerium Z. Ziobry uważam wydanie zdecydowanej walki dotychczasowym nadużyciom prawa ze strony niestety bardzo licznych bezdusznych komorników. Wyrazem tego jest jeden z ostatnich wyroków skazujący bezwzględnego komornika z Działdowa na 30 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Wojciech Kamiński z „Gazety Polskiej Codziennej” (nr z 4 sierpnia 2016 r.) zatytułował tekst swój na ten temat „Koniec państwa komorników”. Można tylko przyklasnąć temu wyrokowi i prosić o dalsze, jeszcze wyższe wyroki. Choćby na tego komornika-łobuza, który bezkarnie zabrał na koszt rzekomego zadłużenia ciągnik nie tej osobie co trzeba. Musi się skończyć bezkarność komorników, których część od lat zmieniała się w rodzaj bezlitosnego gangu. Inną ważną częścią praktycznych działań Ministerstwa Sprawiedliwości pod „rządami” Ziobry jest uderzenie w jakże częste przejawy nieuczciwości sędziów i prokuratorów. Polecam w tym kontekście lekturę świetnego tekstu dr Leszka Pietrzaka:„Prawo Ziobry” („Warszawska Gazeta” z 12 sierpnia 2016 r. z wymownym podtytułem: „Wreszcie będzie bat na nieuczciwych sędziów i prokuratorów". Autor akcentuje : „Minister Zbigniew Ziobro rozbija korporacyjna solidarność sędziów i prokuratorów. W ubiegłym tygodniu powstał specjalny wydział zajmujący się przestępcami z wymiaru sprawiedliwości”,

Leon Kieres powinien stanąć przed sądem za przestępstwo

W najnowszym numerze dodatku „Rzeczpospolitej” – Plus-Minus” z 27-29 sierpnia szczególnie polecam szkic Jakuba Kowalskiego o historii IPN-u : „Pancernik płynie nadal”. Jakub Kowalski opisze o prawdziwej bombie, jaka wybuchła za prezesury Leona Kieresa. Była nią sprawa Lecha Wałęsy. Kowalski pisze: „Dokumenty potwierdzające agenturalną przeszłość byłego prezydenta znalazł Janusz Marszalec z gdańskiego IPN, który wolał jednak odstąpić ryzykowne znalezisko Sławomirowi Cenckiewiczowi. Kieres jak tylko mógł zniechęcał historyka do zajęcia się tym tematem. Sam słyszał o ciemnej karcie z przeszłości byłego prezydenta, lecz zdecydował się przyznać mu status pokrzywdzonego. I uczynił to nawet nie w siedzibie IPN, lecz na gościnnym występie u samego Wałęsy, co – jak mówiono-stało się symbolem jego prezesury”. (Podkr.- J.R.N.) Dość szczególny to był symbol – przypochlebienie się byłemu agentowi SB z równoczesnym złamaniem prawa, z popełnieniem jawnego przestępstwa. Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie, którą już teraz polecam uwadze ministra sprawiedliwości..

W 2005 r., w czasie kiedy w IPN analizowano wniosek Wałęsy, a sprawę statusu pokrzywdzonego uznawano za otwartą, Kieres złożył w Gdańsku zaskakującą publiczną deklarację: „Różni mali ludzie próbują zabłysnąć poprzez bezpodstawne ataki na prezydenta Wałęsę. Ja zawsze będę publicznie potwierdzał swoją wiarę w niego i walczył z tymi haniebnymi praktykami, które niektórzy stosują. Lech Wałęsa otrzyma z IPN status pokrzywdzonego – to moje przekonanie graniczące z pewnością”. Nieco później, zapytany o to, czy byłemu prezydentowi przyznany zostanie status pokrzywdzonego, Kieres wspomniał o przeszkodzie prawnej: „Oczywiście! Powiedziałem to już raz w lipcu. Teraz to podtrzymuję. A jeżeli za Lecha Wałęsę będzie trzeba iść do więzienia, to pójdę. (Podkr.- J.R.N.) Ja jestem profesorem prawa; pewnie, że boję się prokuratora i więzienia, ale dla mnie jest to kwestia wartości” (Cyt. za: Sławomir Cenckiewicz: Jak Wałęsa dostał status pokrzywdzonego, publikacja internetowa z 14 kwietnia 2009 r.)

No, cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Na Kieresa czeka ciupa. Dobrze wiedział, że przyznał Wałęsie status pokrzywdzonego, łamiąc prawo, bo już w 2005 r. były znane fakty dowodzące, że Wałęsie taki status nie przysługuje. Przypomnijmy, że w 2009 roku szef Biura Edukacji Publicznej IPN dr hab. (dziś profesor) Jan Żaryn w czasie niebywale mocnych nacisków na IPN, wręcz groźby jego rozwiązania, został odwołany z funkcji za publiczną krytykę w TOK FM decyzji Kieresa o przyznaniu statusu poszkodowanego Wałęsie. J. Żaryn powiedział wówczas w TOK FM, iż uważa przyznanie statusu pokrzywdzonego Wałęsie przez rządzony wówczas jeszcze przez Leona Kieresa IPN za „wrzód na ciele Instytutu”. Jak stwierdził Żaryn: „Lech Wałęsa dostał ten status w sytuacji niewyjaśnionej, jeśli chodzi o życiorys. Mieliśmy dylemat, czy należy przeciąć tego typu wrzody, tkwiące w historii instytucji, czy udawać, że tych wrzodów nie ma”. (Podkr.- J.R.N.)

Odkłamać niektóre nazwy ku czci postaci z dawniejszej historii

Dobrze, że wreszcie, choć z tak wielkim opóźnieniem, zabiera się w Polsce za dekomunizację ulic i pomników. Czy jednak przy okazji nie należałoby się zabrać za odkłamanie pozostałości fałszywych symboli z wcześniejszej historii?. Szczególnie oburzają mnie pod tym względem dwie sprawy Dlaczego w Warszawie toleruje się wciąż nazwę ulicy ku czci generała Józefa Zajączka? Przypomnijmy: generał ten walczył odważnie w obronie Konstytucji 3 Maja, w Powstaniu Kościuszkowskim i w armii Napoleona (stracił nogę przy przeprawie przez Berezynę). Niestety później ten sam człowiek straszliwie ześwinił się. Jako pierwszy namiestnik Królestwa Polskiego w latach 1815-1826 odegrał wyjątkowo nikczemną rolę, odznaczając się ogromną służalczością wobec w. księcia Konstantego i Nowosilcowa. Z całą siłą pomagał im w prześladowaniu polskich patriotów. Włodzimierz Knap pisał o Zajączku w tekście : „Wzloty i upadki generała „ ( „Dziennik Polski” z 10 marca 2015 r. :„Ileż wycierpiał gen. Zajączek z powodu nazwiska: „Zajączek herbu Świnka". A im wyższych dochodził zaszczytów, tym mocniej kpiono, wyśmiewano się z niego, używając w tym celu owej zbitki słownej. Gdy był namiestnikiem, mówiono, że „z zajączka car zrobił królika". Wyszydzany z tego powodu był zarówno przez elity, jak i tłum. Drwiono z niego na salonach, uniwersytetach, w karczmach, na jarmarkach(…).po Polsce krążył dwuwiersz: „Oto jest sternik nieszczęsnego kraju. Zajączek z ducha, świnka z obyczaju". Jak długo Warszawa będzie honorować tego nikczemnego sługusa rosyjskich satrapów w nazwie ulicy?

Za inne nieporozumienie uważam to, co się dzieje w Lesznie, gdzie istnieje plac i szkoła Jana Amosa Komenskyego, a także pomnik ku jego czci. Jak można honorować skrajnie niewdzięcznego zdrajcę Polski tylko dlatego, że kiedyś mieszkał w Lesznie! Wolter był najwybitniejszym intelektualistą europejskim w XVIII wieku,, ale równocześnie zajadłym wrogiem i oszczercą Polski, i na szczęście nikt nie myśli o jakimkolwiek honowaniu go w Polsce. Natomiast takie uhonorowanie Komenskyego w Lesznie jest dla mnie przykładem ogromnie głupiego masochizmu narodowego. Przecież ten jegomość odpłacił się Polsce czarną niewdzięcznością za parę dziesięcioleci bezpiecznego schronienia w Lesznie (przebywał tam z przerwami od 1628 do 1655 roku). Nie znosząc katolicyzmu i marząc o „protestanckiej krucjacie” popierał z całej siły „potop” szwedzki na Polskę. W panegiryku do Karola Gustawa nazwał Polskę „trupem”(cadaver). Szczególnie mocno zaszkodził Polsce, zachęcając protestanckiego księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego do niszczącego ataku na Polskę. Usilnie namawiał Szwedów i braci czeskich w Lesznie do rozpaczliwej obrony przeciw oddziałom polskim. W efekcie Leszno zdobyto i spalono, a Komensky stracił całe swoje mienie, w tym cenne rękopisy. (Tym dziwniejsze jest, że w Lesznie upamiętniono pomnikiem faktycznego sprawcę zniszczenia miasta.) Sam Komensky musiał uciekać z Polski, bojąc się surowej kary za swą zdradę.

Skrajnie uogólnił swe ostatnie leszneńskie przeżycia, przedstawiając w wydanej w Niemczech broszurze „Lesnae exciidum” Polaków jako „zdrajców, warchołów, wściekłych psów”, którzy rzekomo wykłuwali oczy i wyrywali języki braciom czeskim w Lesznie. Opinia ta poszła w świat i była jednym z najgorszych przejawów XVII -wiecznego antypolonizmu w Europie. Przedstawienie przez Komenskyego Polaków jako „ciemnych fanatyków” we wspomnianej broszurze było w jaskrawej sprzeczności z tym, co on sam wcześniej pisał o polskiej tolerancji w „Panegirycus Carolo Gustvo” :„Polska nigdy się nie zbroczyła krwią chrześcijańską z powodu różnicy w wierze i nie naśladowała w tej mierze cudzej gorliwości (…) Już od dawna obywatelom swoim rozróżnionym co do religii przykazała wzajemną tolerancję, umocnioną przez zaprzysiężone umowy” ( Cyt. Za: Stanisław Kot: „Rzeczpospolita Polska w literaturze politycznej Zachodu”, Kraków 1919,.s.120). Paweł Jasienica w swej prześwietnej „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” bardzo ostro skomentował niewdzięczność Komenskyego wobec Polski, pisząc: „Egocentryzm to ciężka choroba intelektualistów. Jedno przeżycie zabarwia na czarno obraz świata”.

Pobłażanie dla zdrajców w dawnej historii Polski

Z opisywanymi powyżej sprawami wiąże się niestety tradycyjnie już jedna z największych polskich wad narodowych w historii - niespotykane nigdzie indziej w świecie chorobliwe wręcz pobłażanie dla zdrajców. Zaczęło się od wielkodusznego darowania win współsprawcom szwedzkiego „potopu” Hieronimowi Radziejowskiemu, który ściągnął Szwedów na Polskę i księciu Bogusławowi Radziwiłłowi. Wszędzie poza Polską, od Francji i Hiszpanii po Węgry, tego typu niebezpieczni zdrajcy zostaliby odpowiednio potraktowani: powieszeni, wbici na pal, czy ugotowani we wrzątku. A u nas głupio litościwy król Jan Kazimierz z powrotem przywrócił ich do łask królewskich, oddał im majątki, etc. Słynny publicysta Julian Klaczko komentował to po stuleciach z goryczą, stwierdzając, że gdyby przykładnie ukarano wspomnianych zdrajców w czasie „potopu”, byłoby dużo mnie zdrajców w czasie Targowicy. Z kolei Sejm Czteroletni nie potrafił zdobyć się na skazanie na karę śmierci najpodlejszego podłych, głównego polskiego sprawcę pierwszego rozbioru Polski, Adama Ponińskiego. Po wielomiesięcznych debatach sejmowych skazano go zaledwie na banicję. Świeżo skazany natychmiast uczcił ten wyrok wielkim bankietem. W hucznym przyjęciu u zdrajcy i świeżego infamisa nie wstydziło się uczestniczyć ponad czterdzieści osób, wesoło balując przez trzy dni. W kraju z mocnymi zasadami obrony interesów narodowych, typu Anglii i Francji, natychmiast całą czterdziestkę balowników wrzuconoby jakże słusznie do lochu. A tymczasem sam Poniński zwiał do Rosji, by dalej spiskować przeciw Polsce pod opieką carycy Katarzyny. W czasie Powstania Kościuszkowskiego doszło do zamieszek wśród warszawskiego ludu, który zniecierpliwiony miesiącami bezskutecznego czekania na procesy zdrajców, sam powiesił kilku z nich na ulicy, w tym dwóch biskupów. Nadmiernie litościwy, aż do absurdu, Tadeusz Kościuszko, kazał natychmiast stracić kilku uczestników zamieszek. Powiedział, że wolałby dwie bitwy przegrać, niż dopuścić do powtórzenia się tego typu zajść. Co więcej, aby na przyszłość zapobiec podobnym wyskokom tłumu, wzmocnił garnizon warszawski kilku tysiącami żołnierzy, poważnie osłabiając swoją armię. Jakże fatalnie zabrakło mu później tych żołnierzy pod Maciejowicami.
Jakże inaczej postępowali Węgrzy w ich historii. Książę siedmiogrodzki, a później król Stefan Batory po rozbiciu wymierzonego przeciw rokoszu kazał natychmiast stracić aż 600 rokoszan. Gdy na Sejmie w Onod za powstania Franciszka II Rakoczego w 1707 roku przedstawiciele jednego z komitatów (województw) wystąpili za przerwaniem dalszych walk z Austriakami i jak najszybszym zawarciem z nimi pokoju natychmiast uznano to za zdradę Węgier i przedstawicieli komitatu rozsiekano na miejscu. Sam przywódca powstania książę Rakoczy, skądinąd głęboko wierzący katolik, w pełni uznał to rozstrzygniecie, kazał przełamać pieczęć „zdradzieckiego „komitatu i go raz na zawsze zlikwidować. W Polsce natomiast niestety wraz z pobłażaniem dla zdrajców szedł opisywana przez Stanisława Mackiewicza(Cata) „kult poczciwego durnia” , pobłażanie dla przeciętniactwa, a nawet miernoty.(Vide tak eksponowany po 1989 r. kult nieudacznika Tadeusza Mazowieckiego, a później kult innego nieudacznika Jerzego Buzka.

Pobłażanie po 1989 r. dla PRL-owskich zdrajców i katów Polaków

Niestety po 1989 r. dalej trwał w najlepsze upiorny festiwal pobłażania dla najgorszych zdrajców i katów, począwszy od generałów – sprawców wojny wypowiedzianej Narodowi 13 grudnia 1981 r.: W. Jaruzelskiego i C. Kiszczaka po rozlicznych katów esbeckich i ubeckich.. Jakże znamienny był tu przykład stalinowskiego sędziego Mieczysława Widaja, który skazał na śmierć w sfabrykowanych procesach „tylko” ok.100 polskich patriotów –do jego śmierci kilka lat temu wypłacano mu wielką emeryturę na sumę 9300 zł. Zbrodniarzowi ze Świętochłowic Salomonowi Morelowi, mającemu na sumieniu zakatowanie 1600 niewinnych Polaków i Niemców wysyłano do śmierci do Izraela emeryturę 5500 zł.

Największemu zdrajcy gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu jeszcze w maju 2014 r zgotowano uroczysty państwowy pogrzeb,. Co więcej w warszawskiej Katedrze Polowej Wojska Polskiego, gdzie odbyła się msza święta w intencji zmarłego gen. Wojciecha Jaruzelskiego.,  uczestniczyli w niej Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski, trzej byli prezydenci.

Wyrzucić komunistycznych zbrodniarzy z Powązek

Przez 27 lat od 1989 r, w tym ponad osiem miesięcy od dojścia do władzy rządu PiS,. nic nie zrobiono dla usunięcia z cmentarza zasłużonych na Powązkach zaśmiecających je grobów największych komunistycznych zbrodniarzy i katów Polaków z arcypodłym sługusem Stalina Bolesławem Bierutem na czele. Obok niego uhonorowani tam są liczni inni komunistyczni zdrajcy, w tym, Julian Marchlewski, który szedł z bolszewicką armią na Warszawę w 1920 r. i współtworzył samozwańczy antypolski rząd komunistyczny w Białymstoku Okazały grób ma również stary agent NKWD generał Walter (Karol Świerczewski), który jako wiceminister obrony podpisywał wyroki śmierci na AK-owców Wśród zasłużonych spoczywa również inny sowiecki agent , PRL-owski marszałek Michał Rola-Żymierski, wyrzucony przed wojną z wojska za korupcję, a po wojnie jako komunistyczny minister obrony narodowej splamiony podpisywaniem wyroków śmierci na przedwojennych oficerów i AK-owców . Spoczywa tam również wielu innych komunistycznych zbrodniarzy i notabli partyjnych A tuż obok katów leża zwłoki ich ofiar, m.in. zamordowanego w styczniu 1948 r. „Anody” (Jana Rodowicza)

Są Polacy, którzy już dłużej nie mogą ścierpieć tych praktyk. Dwoje osób spośród nich 49-letnia Monika S. i 26 letni Janusz W. (działacze stowarzyszenia Łączka )namalowali na grobie stalinowskiego zbrodniarza Bieruta czerwoną gwiazdę i napisy „Kat” i "Bandyta”. Natychmiast zostali zatrzymani przez policję. Na szczęście minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zażądał natychmiato3wego zwolnienia zatrzymanych Oświadczył też, że zatrzymanie odbyło się bez wiedzy i udziału prokuratury i było „niezasadne”. Komentujący całą sprawę znany historyk zbrodni komunistycznych Tadeusz Płużański napisał w tekście : Aresztowani za Bieruta” („Super Express” z 3 sierpnia 2016) , iż należy „Wynieść wszystkich komunistycznych niegodziwców nie tylko z Alei Zasłużonych, ale i całych Powązek Wojskowych. Najlepiej na cmentarz Armii Radzieckiej. Swój do swego. Może być dostojnie ,przy dźwiękach Międzynarodówki”..(Podkr.- J.R.N.). Przeważająca część wypowiedzi popiera usunięcie komunistycznych zbrodniarzy z Powązek. Komentują tak jak b. żołnierz AK i Powstaniec Warszawski Hanna Szczepanowska : „Mordercy profanują nasz cmentarz’ („SuperExpress” z 6 sierpnia 2016).. Są jednak i skrajni obrońcy zbrodniarzy komunistycznych typu dziennikarzyny z ‘Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, którzy gorąco protestują przeciw zamiarowi usunięcia komunistycznych katów z Powązek. (Vide tekst W Czuchnowskiego: „Dekomunizacja na Powązkach, „Gazeta Wyborcza” z 4 sierpnia 2016 r.).

Podstawowy wniosek z ostatnich zdarzeń przy grobie Bieruta : nowy rząd i nowy Sejm muszą jak najszybciej przesądzić sprawę usunięcia z Powązek z zaśmiecających je grobów zbrodniarzy, tak, aby w dzień Wszystkich Świętych i w Zaduszki można było spokojnie pójść na cmentarz już oczyszczony z kalających go niezasłużonych grobów PRL-owskich katów.

Przy okazji wspomnę, co w podobnej sprawie działo się na Węgrzech. Otóż musiano tam usunąć i gdzieś schować urnę z prochami największego węgierskiego zbrodniarza komunistycznego Mátyása Rákosiego, bo pomimo czuwających w pobliżu strażników ciągle ktoś ukradkiem docierał w nocy do urny i malował na niej bardzo obrzydliwe słowa na temat osławionego „Krwawego Macieja”. W 2007 roku doszło z kolei do skandalicznego wręcz incydentu przy grobie pacyfikatora Powstania Węgierskiego Jánosa Kádára. Nieznani sprawcy wypisali na grobie słowa niebywale obelżywe dla wieloletniego przywódcy węgierskiej partii komunistycznej. Nie zadowolili się tym, lecz profanując zwłoki, ukradli czaszkę i szkielet Kadara. Ani zwłok ani sprawców ich porwania nigdy nie odnaleziono. Oczywiście nikt nie może się godzić z tego typu profanacją grobu. Wspomniany przykład węgierski wskazuje jednak na to, że nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach, choćby na Węgrzech, sprawy komunistycznych pochówków w bardziej eksponowanych miejscach wywołują poważne problemy.