))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

środa, 23 sierpnia 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (IV)

Mięczak A. Duda z b. Unii Wolności (II)
 
Uczestnictwo A. Dudy w strukturach Unii Wolności po 2000 i opisany przez W. Gadowskiego liczny obecny udział b. działaczy tej partii w kancelarii prezydenckiej nie pozostają bez wpływu na zafałszowywanie ocen (w duchu upiększania) różnych lewicowych tradycji przez A. Dudę. Widać to bardzo mocno m.in. w jego bezkrytycznej chwalbie Jacka Kuronia i KOR-u.
Jak Duda panegirycznie wychwalał Kuronia, postać bardzo kontrowersyjną i jednego z największych szkodników III RP
A. Duda coraz wyraźniej staje się w obozie PiS-u ostatnim Mohikaninem polityki wybielania postaci okrągło-stołowych. 5 grudnia 2015 r. podczas spotkania z wolontariuszami w Banku Żywności Duda wychwalał z werwą i nostalgią Jacka Kuronia, jednego z najgorszych zdrajców z Magdalenki. Na spotkaniu Duda powiedział: „ To jedno z najpiękniejszych dzieł Jacka Kuronia. - W 1994 r. to właśnie on był tym, który do Polski sprowadził ten pomysł stworzony w USA, i tę akcję tutaj rozpoczął – mówił o Kuroniu Andrzej Duda. - Gdyby mógł tu z nami być… Wierzę w to, że jego duch jest wśród nas, że unosi się nad tą salą. On byłby dumny z wszystkich tych, którzy się w tę wielką akcję angażują. To piękne dzieło Jacka Kuronia, które przetrwało i które jest w tak wspaniały sposób rozwijane.”
Przypominam, że Jacek Kuroń, jeden z liderów Unii Wolności, do której należał A. Duda, tak panegirycznie wychwalany przez obecnego prezydenta RP, poza bardzo dobrym działaniem w sprawie wolontariatu, ma w swym życiu wiele prawdziwie ciemnych kart. Był niegdyś zajadłym fanatykiem stalinowskim, który nawet po śmierci Stalina powołując się na jego imię, wzywał do czystki „wrogów ludu” (vide tekst Kuronia w „Politechniku” z marca 1953 r.), (Jego głupawy fanatyzm stalinowski popychał go tak groteskowych działań jak cytowane przezeń w swych pamiętnikach przedziwne wyznanie miłosne do jakiejś zetempówki „Kocham Cię niemal tak jak Partię”. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych Kuroń jako szef komunistycznych walterowców nie wahał się najbrutalniej zwalczać rzeczników tradycyjnego harcerstwa i Szarych Szeregów, prowadził do ich bezlitosnego usuwania z drużyn harcerskich. Walterowcy śpiewali entuzjastyczne piosenki o Budionnym, który dorzynał białych i „polskich panów”. (Podkr.-JRN. .Wg. B. Wildsteina: „Niepokorny”,Warszawa,s.98).. A to już był jaskrawy antypolonizm. Szkoda, że antypolscy walterowcy nie zdobyli się na śpiewanie ol tym, jak polscy panowie pogonili ich uwielbianego Budionnego, skądinąd znanego z niebywałego okrucieństwa (vide Izaak Babel :„Pierwsza konna”.!) Szczególnie negatywnie Kuroń odnosił się do Prymasa Stefana Wyszyńskiego i Kościoła katolickiego. Nawet w opozycyjnym Liście Otwartym do partii, napisanym wraz z K. Modzelewskim, krytykował kierownictwo PZPR za zbyt łagodny stosunek do Kościoła katolickiego. Jako członek rządu T. Mazowieckiego był, jak sam przyznawał najbardziej niekompetentną osobą w swoim ministerstwie (Por. J..Kuroń: „Moja zupa”, Warszawa 1991,s.43). W 1992 r. brał aktywny udział w obalaniu rządu J. Olszewskiego. Wspominał w pamiętnikach, z jaką nienawiścią odnosił się do tego rządu, pisząc: „ wciąż dyszę żądzą mordu”. (Por. J. Kuroń: „Spoko! czyli kwadratura koła”, Warszawa 1992,ss.251,252). Kuroń był skrajnym przeciwnikiem lustracji i rzetelnej dekomunizacji. Zachowywał się antypolsko w kontekście naszych stosunków z mniejszościami narodowymi. Szkalował zachowanie Polaków wobec Żydów w drugiej wojnie światowej. „Wsławił się” dość haniebnym stwierdzeniem w wywiadzie dla ukraińskiego czasopisma „Wysokoj Zamok” z 5 lipca 1992 r.: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”. W swej zafałszowanej, pisanej wraz z Jackiem Żakowskim niby historii PRL-u, nie tylko wybielał PRL, ale w niebywale podły sposób szkalował „żołnierzy wyklętych” z AK i NSZ. Na s. 13 ich książki „PRL dla dorosłych” (Warszawa 1996) pisał: „Ruszył proces wyradzania się partyzantki w bandytyzm. Od chwili rozwiązania AK coraz trudniej było odróżnić bandę rabunkową od grupy niepodległościowej”. Kilka stron dalej (op.cit.,ss18-19) pisał: „Prowadzili normalne akcje rabunkowe (...) Najpierw zabijali działaczy PPR. Z czasem ich działalność ograniczyła się do rabowania”
Warto przypomnieć tak wybielającemu Kuronia Dudzie, to, co napisał na temat tego polityka Antoni Macierewicz w „Nowym Państwie” (nr 12 z 2011 roku). W tekście, zatytułowanym „Alfabet Antoniego Macierewicza” Macierewicz pisał o Kuroniu m.in.: „Przeciwdziałał reaktywowaniu po październiku ’56 tradycyjnego harcerstwa. Wyrządził też wielkie szkody „Solidarności”, wpychając ją do rozmów okrągłostołowych. A na koniec skrzywdził Polskę, ratując komunistów i występując przeciwko lustracji i dekomunizacji. Gdyby nie jego determinacja, wielu działaczy opozycji nie wzięłoby udziału w paktowaniu z dawną władzą. Kuroń z żelazną determinacją realizował wszystkie postanowienia Okrągłego Stołu i był gotów lojalnie współpracować z Jaruzelskim. Dziś wiemy, że od połowy lat 80. prowadził regularne rozmowy ze Służbą Bezpieczeństwa”.
Powie ktoś, a cóż te błędy Kuronia przeszkadzają w sławieniu go za tworzenie wolontariatu? Odpowiem dość wymownym porównaniem - odniesieniem do postaci Bolesława Piaseckiego. Był on twórcą PAX-u, który prowadził dywersję wobec Kościoła katolickiego na wiele różnych sposobów. Robił to w oparciu o porozumienie zawarte z komunistami po aresztowaniu w 1945 r. Jego działalność była bardzo szkodliwa zarówno wobec Kościoła katolickiego jak i generalnie dla Polski. Przy tym wszystkim jednak Piasecki zrobił parę bardzo cennych rzeczy, najczęściej całkowicie przemilczanych przez jego przeciwników. Po pierwsze uratował życie wielu AK-owcom, w tym najsłynniejszemu później polskiemu eseiście Pawłowi Jasienicy. Po drugie stworzył wydawnictwo PAX, które w najtrudniejszych czasach PRL-u uraczyło nas wielu cennymi dziełami z literatury zagranicznej, zwłaszcza z tematyki religijnej, a także wielką bardzo wartościową serią polskich pamiętników z XVIII i XX wieku. Wyobraźmy sobie teraz kolejną rocznicę powstania wydawnictwa PAX-u, podczas której prelegent wysławiałby Piaseckiego za zasługi dla powstania PAX-u, równocześnie całkowicie przemilczając ciemne sprawy z jego życiorysu. Byłoby to jednostronne i wręcz nieuczciwe. A tak właśnie postąpił prezydent A. Duda, niebywale mocno sławiąc J. Kuronia i całkowicie przemilczając fakt, że był on osobą nader kontrowersyjną i miał wiele ciemnych spraw na swym koncie. Nieładnie panie Duda!
 
Swą niesamowitą chwalbą KOR-u A. Duda oszukał i zdradził miliony patriotycznych wyborców
23 września 2016 prezydent Duda doprowadził do uroczystego spotkania z byłymi działaczami KOR-u, które było faktyczną apoteozą działań tego lewicowego ugrupowania opozycyjnego, zdominowanego przez tzw. lewicę laicką. Andrzej Duda podkreślił podczas spotkania w Pałacu Prezydenckim w 40-rocznicę KOR-u, że powstanie KOR-u było „instytucjonalnym początkiem końca PRL". Jak dodał, KOR był wyrazem solidarności inteligencji z robotnikami. Dziękował wszystkim, którzy byli członkami KOR-u i współpracowali z Komitetem, za odwagę i bohaterstwo. Prezydent zwracał uwagę, że w Komitecie działali ludzie o bardzo różnych poglądach. - W tamtym momencie najistotniejsza była jedność ludzi inteligencji o różnych poglądach wobec sprawy polskiej, społecznej, która była ponad wszelkimi podziałami - podkreślił. Prezydent podziękował i złożył wyrazy najwyższego szacunku wszystkim, którzy byli członkami KOR-u i współpracowali z Komitetem. - Chwała wszystkim tym, którzy nie bojąc się, choć doskonale wiedzieli, co im grozi, działali wtedy i potrafili to robić z otwartą przyłbicą i podniesioną głową mimo wszystkich prześladowań. Szanowni Państwo składam Państwu głęboki hołd, wszystkim - niezależnie od tego, jakie mają dzisiaj poglądy, czy zadowoleni są z tego, że prezydentem jest Andrzej Duda. Nie ma to żadnego znaczenia. Składam państwu hołd w podziękowaniu za waszą odwagę, za wasze bohaterstwo i waszą postawę, która jest wielką częścią naszej historii i dzisiejszej tożsamości - podkreślił Andrzej Duda.
W rzeczywistości zaś KOR był organizacją ogromnie kontrowersyjną. Poza pierwszym okresem działania, gdy wiodąca rolę w KOR-ze odgrywał m.in. Antoni Macierewicz, KOR został całkowicie zdominowany przez lewactwo i czołowego masona tamtych czasów Jana Jozefa Lipskiego. Jego czołowymi postaciami byli tacy lewicowi działacze jak Jacek Kuroń, Adam Michnik, Bogdan Borusewicz, Henryk Wujec, Ludmiła Wujec, Seweryn Blumsztajn, Andrzej Celiński.
Niestety KOR poza działaniami w opozycji do reżimu komunistycznego „wyróżniał się” jaskrawymi nieuczciwymi tendencjami do zmonopolizowania antyrządowej opozycji za wszelką cenę. Fatalnym, wręcz podłym był stosunek wielu działaczy KOR-u do innej opozycyjnej organizacji - prawicowego i niepodległościowego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela - ROPCIA. Znany historyk Antoni Dudek, pisząc w „Dzienniku.pl” w trzydziestą rocznicę powstania stwierdził, iż: „Poglądy, że ROPCiO jest strukturą podejrzaną, stworzoną z inspiracji władz PRL, by zaszkodzić KOR, kolportowane przez niektórych współpracowników KOR na Zachodzie, odegrały istotną rolę w ograniczeniu pomocy zagranicznej dla Ruchu oraz dystansie ze strony Radia Wolna Europa, które pozostawało najważniejszym medium nagłaśniającym działalność opozycji i represje wobec jej działaczy”. ( Podkr. - .J.R.N.. Por. A. Dudek: „ROPCIO -kuźnią opozycji”, „Dziennik.pl” z 12 października 2007 r.)
Z kolei działacze niepodległościowego ROPCIA odnosili się z nieufnością do KOR-u, zdominowanego przez dzieci różnych działaczy komunistycznych. Przypomniał o tym w cytowanym wyżej tekście A. Dudek, pisząc: „Mimo formalnego zwycięstwa nad III Rzeszą naród polski nie odzyskał pełni przysługujących mu praw - w szczególności nie korzysta on z zasady samostanowienia narodów" - pisano w oświadczeniu Ruchu z września 1977 r., opublikowanym na łamach wydawanego poza cenzurą pisma "Opinia". Dlatego krytycznie odnoszono się do pojawiających się - m.in. w publicystyce Kuronia - propozycji szukania kompromisu z PZPR i tzw. finlandyzacji (czyli statusu państwa uzależnionego od ZSRR tylko w zakresie polityki zagranicznej), jako etapu przejściowego na drodze do niepodległości. „Po jednej stronie są ci, którzy zmierzają do utrzymania obecnego, totalitarnego systemu monopartyjnej dyktatury, co najwyżej domagając się jakichś działań naprawskich i maskującej, pseudodemokratycznej kosmetyki. Po drugiej stronie jest demokratyczna opozycja" - głosił artykuł redakcyjny "Opinii" z początku 1978 r. i choć otwarcie tego nie napisano, o skłonność do "działań naprawiackich" podejrzewano niektórych członków KOR, zwłaszcza wywodzących się ze środowiska przedmarcowych „komandosów". (Por. A. Dudek: op.cit.).
Do działaczy KOR-u szczególnie podle odnoszących się do ROPCIA i działaczy innych odłamów opozycji należał obecny wicemarszałek (a wcześniej marszałek) Senatu Bogdan Borusewicz. Przypominali o tym w swym wspomnieniach liczni wybitni działacze opozycji z Wybrzeża (m.in. Ewa Kubasiewicz, skazana najwyższym wyrokiem w dobie stanu wojennego.) Borusewiczowi zarzucano, że rzucał fałszywe oskarżenia o współpracę z bezpieką na ludzi z innych nurtów opozycji. Poza tym to, że choć dostał wiele sprzętu drukarskiego z Norwegii, starannie blokował oddanie choć części tego sprzętu dla działaczy z innych nurtów opozycji. Z nieznanych powodów Borusewicz upierał się przy uwiarygadnianiu esbeckiej wersji o rzekomym samobójstwie opozycyjnego działacza Jana Samsonowicza, w rzeczywistości zamordowanego przez SB. (Por. wspomnienia opozycyjnego działacza Zenona Kwoki w książce Jerzego Zalewskiego „Pod prąd”, Warszawa 2014, t.II,s. 316). Jak z tego widać A Duda bezwstydnie kłamał mówiąc, że wtedy w czasach KOR-u „najistotniejsza była jedność ludzi inteligencji o różnych poglądach wobec sprawy polskiej, społecznej, która była ponad wszelkimi podziałami”. (Podkr. - JRN).
Część środowiska KOR-u (m.in. A. Michnik i A. Celiński) nie przyjęła zaproszenia na uroczystość w Pałacu Prezydenckim, oskarżając A. Dudę o „łamanie konstytucji”). W liście do A. Dudy stwierdzili : Nie chcemy świętować rocznicy powstania KOR razem z Panem". Ciekawe, że jeszcze wtedy w 2016 r. przedstawiciele środowisk lewicowych i lemingów stanowczo odrzucili próbę otwarcia wobec nich ze strony prezydenta Dudy. Po roku, po przegraniu przez te środowiska wszystkich prób podważenia i obalenia rządu PiS-u sfrustrowani ludzie z antyrządowej opozycji sięgnęli właśnie do A. Dudy jako ostatniej deski ratunku, wychwalając go za oba weta.
 
Ogromnie ciepła laurka pochwalna Dudy dla KOR-u, apoteozowanie wręcz KOR-u, szły w parze ze z lekceważeniem przez prezydenta dokonań drugiej dużej organizacji opozycyjnej, prawicowego i niepodległościowego ROPCIA. Rocznicy ROPCIA w 2017 r. prezydent Duda nie uczcił już uroczystym spotkaniem w Pałacu Prezydenckim. Zadowolił się przyznaniem kilkudziesięciu odznaczeń. W taki to sposób wybrany przez prawicowy elektorat A. Duda, b. działacz Unii Wolności, wyraźnie promując KOR kosztem ROPCIA, kolejny raz pokazał, kogo uprzywilejowuje, i że „serce ma po lewej stronie”.

Duda kłamał, przedstawiając się w kampanii wyborczej jako zdecydowany przeciwnik antypolonizmu
W czasie kampanii wyborczej A. Duda starał się przedstawiać jako zdecydowany rzecznik walki z antypolonizmem, zyskując tym uznanie patriotów. Szczególnie wymownie zaznaczyła się ta jego postawa w czasie debaty z B .Komorowskim, gdy Duda skrytykował go za stwierdzenie, że Polacy byli „narodem sprawców”. Duda bardzo ostro skrytykował również szefa FBI Comeya za antypolskie wystąpienie stwierdzające, że Polacy w czasie wojny współpracowali z nazistowskimi Niemcami. Jak powiedział Duda: „Z całą pewnością byli również Amerykanie, którzy kolaborowali z nazistami, z całą pewnością byśmy w Stanach takich znaleźli, w związku z tym jest pytanie, czy Amerykanie jako naród współpracowali z nazistami. Nigdy nie postawiłbym takiej tezy i tym bardziej pokazuje, że p. Comey zachowuje się w sposób arogancki i to jest zwykła ignorancja. Rozumiem, że ma wielkie poczucie własnej wartości, ale to przykre, ze ktoś na takim stanowisku tak obraża innych i myślę, że polskie władze mogłyby rozważyć dalsze kroki — dodał Andrzej Duda. Można podjąć kroki na drodze prawnej. Ja bym to rozważył. Pozwałbym p. Comeya za jego wypowiedź — zaznaczył Duda. Tego typu ostre i jednoznaczne wypowiedzi A. Dudy przeciwko antypolonizmowi budowały zaufanie do niego wśród obozu patriotycznego. Tylko, ze po wyborze na prezydenta RP mieliśmy zupełnie innego Dudę. Mieliśmy polityka, który nie nawet nie zająknął się na temat niebezpieczeństwa antypolonizmu, choć na każdym niemal kroku piętnował zagrożenie antysemityzmem. Wygląda na to, że w czasie kampanii wyborczej cynicznie oszukał wyborców co do swych prawdziwych intencji. Jedynym wyjątkiem w niemal całkowitym milczeniu A. Dudy o antypolonizmie była jego krótka wypowiedź dla TV Historia, kanału o słabej oglądalności, w kwietniu br.) .
Szczególnie wymownym przejawem tej jego postawy bierności wobec antypolonizmu jest nie zareagowanie przez ponad półtora roku na apel, by zabrał polski order najgorszemu polakożercy J. T .Grossowi. Wiele miesięcy temu Duda posłał w tej sprawie zapytanie do MSZ .I dalej nic nie robi w tej sprawie, poza tchórzliwym chowaniem głowy w piasek, by nie narazić się „Gazecie Wyborczej”,b. kompanom z Unii Wolności, teściowi - żydowskiemu polakożercy etc. 
 Jakże wymowne jest porównanie dwóch haseł w internecie. Przy haśle: Duda o antypolonizmie nie znajdziemy żadnych, ale to żadnych konkretnych informacji o działaniach prezydenta Dudy przeciw antypolonizmowi. Za to przy haśle Duda o antysemityzmie znajdziemy ogromnie wiele informacji na temat konkretnych wystąpień A. Dudy w tej sprawie. Nawet przemawiając 17 marca 2016 r. z okazji otwarcia Muzeum Polaków ratujących Żydów w Markowej Duda nie zdobył się na potępienie antypolonizmu tych, którzy szkalując Polaków tak często piszą o „polskich obozach koncentracyjnych”. Za to i tam krytykował tych, co sieją antysemityzm, ani słowem nie wspominając o tych, którzy na dużo większą skalę sieją antypolonizm. No cóż, słowo antypolonizm nie chce jakoś Dudzie przejść przez gardło.
A tymczasem Gross dalej sobie nic nie robi z polskich krytyk i mnoży ataki na Polskę. Dość przypomnieć rozmowę Aleksandry Pawlickiej z Grossem w szmatławcu T. Lisa - „Newsweek”-u. Gross z furią atakował tam nie tylko Polskę, ale i przywódcę PiS Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc m.in.: „Pyta pani, czy Kaczyński jest antysemitą? Otwarcie nie, ale jego hurranacjonalizm przejawiający się choćby w sposobie mówienia o uchodźcach, to odwołanie do nazistowskiego języka antysemickiego”. Gross zaatakował również PiS, twierdząc, że partia ta „odwołuje się do faszyzmu z okresu międzywojennego, do agresywnego nacjonalizmu”. Gross oszczerczo zaatakował również z grubej rury Kościół katolicki w Polsce, mówiąc : „Kościół katolicki nie potrafił zachować się w czasie okupacji i do dziś nie umie się do tego przyznać (...) I nie było po wojnie żadnego mea culpa, choć zginęły trzy miliony polskich obywateli żydowskiego pochodzenia, z tego kilkadziesiąt tysięcy, a może i sto tysięcy z rąk rodaków katolików. Kościół milczał i milczy”. (Por. wywiad A. Pawlickiej z J. T. Grossem: Oni zlikwidowali rzeczywistość, „Newsweek” z 11 lipca 2006 r.)
 
Jak Duda bratał się z czołowymi żydowskimi polakożercami
 
W kilku odcinkach na tym blogu pisałem już o tym jak A. Duda bratał się z najgorszymi żydowskimi polakożercami. W Nowym Jorku przeprowadził dłuższą rozmowę z Abrahamem Foxmanem, jednym z najgorszych żydowskich polakożerców i katolikożerców. Wówczas też milczał o zagrożeniach antypolonizmu i christianofobii. Wspólnie bajdurzyli natomiast o zagrożeniach antysemityzmu, a nawet o żydowskich wielkich roszczeniach wobec Polski. (Kto upoważnił A. Dudę do rozmawiania o tych bezprawnych roszczeniach?) .

W Izraelu A. Duda obściskiwał się z najgorszym izraelskim polakożercą prezydentem Reuvenem Rivlinem, osławionym swoimi wypowiedziami oskarżającymi Polaków o współpracę w Holocauście. Przyznał order Orła Białego oszustowi i faryzeuszowi, roszczeniowcowi wobec Polski Szewachowi Weissowi. Podniósł do rangi generała Jana Karskiego, który w ostatnich 15 latach życia był skrajnym prożydowskim renegatem, wciąż szkalującym Polskę i Polaków.

Amerykański intelektualista P. Gottfried przestrzega polskiego prezydenta A. Dudę przed pochopnym chwaleniem antychrześcijańskiej organizacji żydowskiej z USA
 
Jednym z największych zagranicznych przyjaciół Polski jest słynny amerykański intelektualista profesor Paul Gottfried. Wielokrotnie atakował on żydowski antypolonizm w prasie amerykańskiej. Pisał tez na łamach „Rzeczpospolitej” o „polonofobii” na Zachodzie. Co jest przy tym istotne, prof.Gottfried ma żydowskie korzenie. 1 kwietnia 2017 r. w internecie na portalu Kresy.pl ukazał się wywiad Michała Krupy z prof. Gottfriedem. Amerykański naukowiec żydowskiego pochodzenia ostro krytykował w nim nieszczęsny pochwalny list prezydenta Dudy z okazji otwarcia w Warszawie biura AJC (Amerykańskiego Kongresu Żydów). W liście swym, prof. Gottfried stanowczo ostrzegał przed żydowskim AJC, pisząc - to lewacy, którzy będą Polaków oskarżać o antysemityzm.
Jak pisał prof. Paul Gottfried: „AJC jest lewicową organizacją we wszystkim, co nie jest związane z Izraelem. [...] ma fiksację na punkcie chrześcijańskiego antysemityzmu. Spodziewałbym się raczej, że polski rząd zignoruje tych klaunów. W żaden sposób Polacy nie zyskają na akomodowaniu AJC. AJC działa podobnie jak inne lewicowe organizacje wiktymologiczne. Niezależnie od tego, co się zrobi, aby je zadowolić, będą nadal narzekać."

"To neomarksistowska organizacja z bogatym dorobkiem lewackiego aktywizmu. Istnieje uzasadniona obawa, że AJC zaangażuje się na rzecz promowania postulatów lobby homoseksualnego, liberalizacji ustawy aborcyjnej i popierania polityki „otwartych granic” dla uchodźców i imigrantów pod pretekstem obrony „praw człowieka i demokratycznych wartości”.
AJC nieustannie poszukuje oznak antysemityzmu. Jeśli wasz rząd odmówi sankcjonowania późnych aborcji lub zawaha się w kwestii małżeństw homoseksualnych, AJC zacznie gadać o atawistycznym polskim antysemityzmie i o tych wszystkich polskich kolaborantach, którzy współpracowali z Waffen-SS zabijając polskich Żydów. Lepiej nie pchać się w takie uciążliwości.” – (Podkr.-JRN)
Autor wywiadu zauważył następnie, że to ironiczne, że organizacja, która jest w opozycji do Donalda Trumpa jest tak serdecznie witana w Polsce. W odpowiedzi prof. Gottfried potwierdza, że lewicowa AJC nienawidzi Donalda Trumpa i formułuje wszelkie niesłuszne oskarżenia przeciwko niemu. Co oznacza, że tak entuzjastycznie odnosząc się do zwalczającej Trumpa AJC prezydent Duda wyświadcza niedźwiedzią przysługę naszym bliskim związkom z prezydentem Trumpem. Poproszony o komentarz co oznacza, że prezydent Andrzej Duda z aprobatą połączył pojawienie się AJC w Polsce ze stacjonowaniem amerykańskich żołnierzy nad Wisłą, prof. Paul Gottfried powiedział, że wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Jednocześnie profesor ostrzegł: Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia. Co ważne, amerykański myśliciel nie jest też przekonany, że oziębłe potraktowanie AJC zaszkodziłoby polskim interesom związanym z bezpieczeństwem. Obawy polskiego rządu mogą okazać się zbędne. Stany Zjednoczone wyślą wojska do Polski nie dlatego, że prezydent Duda chwali AJC, ale dlatego, że USA znajdują się w sporze z rządem rosyjskim. (Cyt. za wywiadem M.Krupy z prof.P. Gottfriedem na poprtalu „Kresy.pl)
Wywiad A . Dudy dla TW Historia
30 kwietnia 2017 r. prezydent A. Duda w wywiadzie dla „TVP Historia” (skądinąd programu o bardzo małej oglądalności) potępił „pedagogikę wstydu”, i to,że „Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce, niestety zwłaszcza także i po 1989 roku, w mediach i różnych innych wpływowych instytucjach, fundacjach itd. zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego. Czyli krótko mówiąc: byli zdrajcami, dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost – ja w każdym razie bym tak powiedział”. Pod tym stwierdzeniem prezydenta A. Dudy można podpisać się oburącz. Tylko, że znów nasuwa się pytanie jak ta opinia współgra z wcześniejszą opinią A. Dudy z 10 kwietnia 2016 r. o potrzebie wzajemnego wybaczania. Jeśli nadal „bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce” zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie byli zdrajcami, to przecież należ dążyć do usunięcia ich z tych miejsc, a nie wzywać do przebaczenia i pojednania. Gdzie tu sens i logika ? Prezydent A. Duda w swym wywiadzie powiedział wreszcie, bardzo późno , ,że byliśmy tym jedynym krajem, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci – jedynym obszarem terytorialnym, można powiedzieć, bo przecież Polski jako kraju wtedy nie było. I stąd takie pojęcia jak właśnie „polskie obozy koncentracyjne” są pojęciami fałszującymi historię, absolutnie nieprawdziwymi ‒ i naszym obowiązkiem jest z tymi pojęciami walczyć, pokazując, jaka była prawda, kto był rzeczywiście twórcą obozów koncentracyjnych, kto za to odpowiadał, kto odpowiadał za ludobójstwo i kto się w tamtym czasie jak zachowa Bardzo dobrze się stało, że tak powiedział wreszcie w Polsce. Nie rozumiem jednak tego, że tych wszystkich słów nie zaakcentował w rozmowach ze swymi żydowskimi rozmówcami z USA i z Izraela, że całkowicie zabrakło tych słów w sprawozdaniach z jego wizyt w Izraelu czy w USA. Nie wystarczy być odważnym w Polsce w programie o małej oglądalności! Trzeba umieć być odważnym także za granicą, zwłaszcza w krajach, gdzie po dziś dzień bardzo częste i silne są oszczerstwa na temat Polski i Polaków.
 
Boję się o Polskę
 
Są tacy nieuleczalni optymiści, którzy do końca nie chcą uwierzyć w zdradę Andrzeja Dudy. Nalegają: poczekajmy, dajmy mu jeszcze z dwa miesiące czasu. A ja już mam dość zwłoki. Tyle razy już po 1989 r. mieliśmy złudzenia pomimo uzasadnionych ostrzeżeń. Czy mam przypominać jak „TW Filozof” abp. Józef Życiński nazwany później jakże trafnie łajdakiem przez Grzegorza Brauna) brutalnie atakował Jana łopuszańskiego za to, że ten przestrzegał przed konsekwencjami fatalnych ustępstw J. Buzka i M. Krzaklewskiego na rzecz Unii Wolności. A potem wyszło jak wyszło. Niestety w Polsce ciągle jest za mało ludzi z odwagą cywilną, którzy zdobyliby się na powiedzenie całej prawdę o Dudzie, tak jak to zrobił zaprzyjaźniony z nim świetny publicysta Witold Gadowski. Niewielu liderów PiS-u zdobywa się też na powiedzenie jednoznacznych słów o Dudzie; zbyt są uzależnieni. Już w XIX wieku kursowało gorzkie powiedzenie: „Polakowi łatwiej stracić życie na polu bitwy, niż posadę”. Ja takich ograniczeń nie mam. Przypominam, że jako pierwszy powiedziałem mocną gorzką prawdę o zdradzie sprawy narodowej przez J.Giertycha po jego wywiadzie w 2003 r. dla „Gazety Wyborczej”: „Jestem Europejczykiem”. Ileż osób mnie wtedy zaatakowało- najbrudniejszy atak przypuścił T. Terlikowski, a poza tym niejaki Walaszczyk, Wrzodak etc. I żaden nich mnie nie przeprosił po tym jak się okazało, że Giertych rzeczywiście zdradził. Jako pierwszy wielokrotnie atakowałem publicznie Michała Kamińskiego już w 2007 r. w „Naszym Dzienniku” i w Telewizji Trwam. Wielokrotnie atakowałem nominację A. Urbańskiego na szefa TVP. Jako pierwszy ostro zaatakowałem styl kampanii J. Kluzik - Rostkowskiej. Wielokrotnie wzywałem PiS w Telewizji Trwam do pojednania z ziobrystami, wbrew karierowiczowskim kreaturom takim jak Adam Hofman. I dostawałem za to cięgi. Mimo tego nie spocznę teraz i wypowiem do końca, co myślę o Dudzie, bo widzę w nim ogromne zagrożenie dla Polski.
 
Nie od razu doszedłem do obecnych konkluzji o zdradzie Andrzeja Dudy, nie byłem tak mądrym. Długi czas zwalałem jego błędy głównie na jego złych doradców. Ostatnie dwa miesiące jednak niemal w całości poświęciłem na studiowanie poczynań Andrzeja Dudy, jego wypowiedzi i czynów. I teraz mam niezachwianą pewność. Duda pozostaje do szpiku kości człowiekiem Unii Wolności, a tylko zręcznie udawał PIS-owca. Jest swego rodzaju „koniem trojańskim” w obozie patriotycznym. A zarazem jest najbardziej prożydowskim prezydentem Polski od 1989 r., gorszym nawet od A. Kwaśniewskiego i B. Komorowskiego. To on może doprowadzić do tego, o czym od dawna marzą liczne wpływowe środowiska żydowskie - przy wsparciu nacisków zewnętrznych Żydów z USA i Izraela oraz krajowej „piątej kolumny” spowodować przeforsowanie w Polsce ogromnych bezpodstawnych odszkodowań dla Żydów na sumę 65 miliardów dolarów. I może stać się najniebezpieczniejszym hamulcowym gruntownych reform w Polsce. Tak jak już oczekują od niego niektórzy czołowi przeciwnicy tych reform z PO i Nowoczesnej. Sienkiewicz. Boję się o Polskę pod rządami A. Dudy i jego przyszłe działania wsparte przez żydowskich polityków z USA i Izraela oraz przez luminarzy UE z Brukseli i Strasburga. (A Duda nigdy nie zdobył się na tak odważną krytykę szantażystów z UE jak premier B. Szydło). 

Dlatego patrzmy mu uważnie na ręce i obnażajmy jego intencje, żeby obudzić świadomość jego celów u milionów naiwnych prostych patriotycznych Polaków, którzy zbyt pochopnie zawierzyli w jego piękne słówka.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (III)

Mięczak A. Duda z b. Unii Wolności (I)
 
Znakomity publicysta Witold Gadowski w swym niedawnym, ze wszech miar godnym polecenia wywiadzie udzielonym 10 sierpnia 2017 r. Ewie Stankiewicz przytoczył dość szokujące uwagi na temat prezydenta A. Dudy i, dowodząc, że jego dwa ostatnie weta są przejawem powrotu do korzeni, tj. do czasów, gdy Duda był członkiem Unii Wolności. A krakowianin Gadowski dobrze pamięta te czasy, bezpośrednio po 2000 r. Sprawa jest dość niesamowita. Prezydent Duda wybrany przy tak wielkim zmobilizowaniu elektoratu patriotycznego był jeszcze po 2000 r. działaczem tak antynarodowej i szkodliwej partii jak Unia Wolności. Z dokumentów przytaczanych w sprawie członkostwa A. Dudy w UW wynika, że 15 grudnia 2001 r. Duda uczestniczył w III Zjeździe Regionalnym Małopolskiej UW, a jeszcze w 2002 r. opłacił składki w tej partii. Sam Duda, pytany na Twitterze, ile czasu był w Unii Wolności, odpowiedział zręcznie, ale wymijająco: „Wystarczyło by się zrazić” Lizus Jacek Kurski tłumaczył w marcu 2015 r.: „Jeśli po 20 latach kandydatem na prezydenta jest były działacz UW (...) to można mówić o poszerzeniu oferty politycznej Kaczyńskiego i historycznego nawracania ludzi na słuszną linię”. A może w całej tej sprawie nie należy wcale widzieć wielkiego sukcesu politycznego J. Kaczyńskiego, lecz efekt karierowiczostwa Dudy. Opuścił on przegraną Unię Wolności w momencie jej strasznego rozkładu i przyłączył się do zwycięskiej partii Prawo i Sprawiedliwość w momencie jej triumfu. Jak wiadomo współpracę z klubem parlamentarnym PiS A. Duda nawiązał w 2005 r., a więc w zwycięskim dla tej partii roku.
 
Zapytajmy o coś dużo ważniejszego, o to, co skłoniło A. Dudę w ogóle do wejścia do Unii Wolności, tak szkodliwej dla Polski partii, kierowanej przez zdrajcę ideałów „Solidarności” Władysława Frasyniuka, który w 2009 r. opowiedział się za wystawieniem pomnika czołowemu targowiczaninowi gen. W. Jaruzelskiemu? Przypomnijmy, że Unia Wolności była partią skrajnie antynarodową, popierała antypolskie oszczerstwa J. T. Grossa, była zdecydowanie przeciw lustracji i dekomunizacji. A przy tym była odpowiedzialna za forsowanie balcerowiczowskiego kursu wyprzedaży polskich przedsiębiorstw i banków za bezcen, na szkodę kraju. I z tym wszystkim ,jak widać, godził się młody Duda. Nie był wówczas przecież naiwnym młodzieniaszkiem, miał blisko 30 lat. Przecież nie robił tego z głupoty, jest dostatecznie inteligentny, lecz najwyraźniej bezwolnie ulegał wypływom otoczenia - osławionego „krakówka”. Przypomnijmy, że jego teść Julian Kornhauser jest zajadłym żydowskim polakożercą (splamionym oszczerczym wierszem p zbrodni kieleckiej w 1946 r., wychwalanym przez A. Michnika), a szwagroszczak poeta Jakub Kornhauser jest niebywale skrajnym lemingiem. (Z rok temu niebywale ostro zaatakował on szwagra-prezydenta za jego współpracę z PiS-em i nawet groził mu Trybunałem Stanu). 

Osobną sprawą są wystąpienia mięczakowatego ojca prezydenta, profesora AGH Jana Tadeusza Dudy. Człowieka skądinąd bardzo sympatycznego (osobiście poznałem go, gdy był dwa lata temu na moim wykładzie w krakowskim Klubie Sokół.) Tyle, że ojciec profesor ciągle nawołuje do rzeczy niemożliwych - do pojednania z opozycją, a więc ze współczesnymi targowiczanami. A z miesiąc temu strasznie się wygłupił, publicznie występując wbrew jakże słusznemu stanowisku rządu Dobrej Zmiany, popieranemu przez przytłaczającą większość Narodu, - za wpuszczeniem do Polski rzesz imigrantów. Zrobił w ten sposób niedźwiedzią przysługę synowi - Prezydentowi i rządowi PiS-u.
 
Przypomnijmy, jacy politycy wiedli prym w partii do której wstąpił blisko 30 letni Duda. W Unii Wolności byli m.in. Tadeusz Mazowiecki, osławiony twórca „grubej kreski”, Leszek Balcerowicz, jej przewodniczący, osławiony współtwórca (wraz z G. Sorosem i J. Sachsem) zbrodniczej „terapii szokowej”, Janusz Lewandowski, główny realizator polityki wyprzedaży polskiego przemysłu za bezcen (był w UW do 2001 r., gdy przeszedł do PO,) Grzegorz Schetyna (działacz UW do 2001 r,, gdy przeszedł do PO), Róża Thun, prounijna fanatyczka, niegdyś członek Rady Krajowej UW, Bogdan Borusewicz (przed 1989 r. jako fanatyczny KOR-owiec „zasłynął” z podstępnych intryg na szkodę innych odłamów opozycji, opisanych m.in. przez słynną działaczkę opozycji i więźnia Jaruzelskiego Ewę Kubasiewicz), „trzeźwy inaczej”, antynarodowy Jacek Kuroń, premier jednego z najgorszych polskich rządów po 1989 r. Hanna Suchocka, premier chyba najgorszego polskiego rządu po 1989 r. Jan Krzysztof Bielecki, rzecznik maksymalnej wyprzedaży polskiego mienia, antynarodowy kosmopolita Bronisław Geremek. I wreszcie Donald Tusk, do 2001 r., jeden z czołowych działaczy Unii Wolności. Tylko pogratulować A. Dudzie takich zwierzchników w jego pierwszej partii politycznej -Unii Wolności!
 
I to wszystko nie przeszkadzało młodemu Dudzie w wejściu do tak antypatriotycznej partii! A „myśmy wszystko zapomnieli” o tej jego niegodnej przeszłości, która jak się okazało wycisnęła na Dudzie fatalne nie zatarte piętno. I tu chcę znów powrócić do rewelacji Witolda Gadowskiego w rozmowie z Ewą Stankiewicz w dniu 10 sierpnia 2017 r.
 
Co ujawnił Witold Gadowski?
 
Świetnie znający środowiska krakowskie po wieloletnim pobycie w Krakowie, Witold Gadowski rzucił całkiem nowe światło na kulisy przedziwnych nielojalnych wobec PiS-u i w ogóle obozu patriotycznego kulisów zachowań prezydenta A. Dudy. We wspomnianej już rozmowie z Ewą Stankiewicz w dniu 10 sierpnia 2017 r. Gadowski odsłonił fakt, iż: „W otoczeniu pana prezydenta jest wielu byłych działaczy Unii Wolności, którzy zakładali Unię Wolności i zwalczali nas. Kiedy staraliśmy się mówić o potrzebie restytucji niepodległości, o patriotyzmie ,o polityce historycznej, to ci ją zwalczali i wyszydzali, a teraz siedzą w kancelarii prezydenta (podkr.-JRN) ... Pan prezydent przypomniał sobie o korzeniach z Unii Wolności”. Wymieniając dawnych działaczy Unii Wolności w kancelarii prezydenta Gadowski wspomniał niejakiego Marcina Kadrynę, b. fotografa z „Gazety Wyborczej”, który „wyszydzał postawy patriotyczne, a teraz jest w kancelarii usposobionego patriotycznie prezydenta”. Warto tu dodać, że wspomniany przez Gadowskiego Kadryna, „resortowe dziecko”, kolega Dudy ze szkoły podstawowej, jest uważany za „szarą eminencję” w kancelarii prezydenta. Wg. Gadowskiego z kolei czołowy „specjalista od odznaczeń w kancelarii prezydenta” był niegdyś jednym z założycieli ROAD-u (tj.,radykalnie lewicowego odłamu Unii Demokratycznej spod znaku A. Michnika i Z. Bujaka -JRN), a później aktywnym działaczem Unii Wolności i radnym UW. Gadowski wymienił również kolejny raz dość szczególne awansowanie przez Dudę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Andrzeja Sabatowskiego, liberała, jednego z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, „jak najbardziej odległego od opcji niepodległościowej”. Gadowski przypomniał również o dość szczególnej „elastyczności” A. Dudy. Kiedy był przewodniczącym klubu radnych PiS-u dobrze dogadywał się z Jackiem Majchrowskim postkomunistycznym prezydentem Krakowa.

Miękkość wrodzona, czy wyuczona
 
Skrajną miękkość A. Dudy dobrze ilustrowało jedno z jego pierwszych działań jako prezydenta. Gdy Tomasz Lis bezczelnie oszkalował jego córkę Kingę prezydent Duda zamiast natychmiast wytoczyć mu proces w przyśpieszonym trybie wyborczym, ograniczył się do zwrócenia mu uwagi w rozmowie w cztery oczy. Trudno uznać, że Duda zachował się po męsku w tej sprawie. Efekt - rozzuchwalony Lis dalej robi wszystko, co może, dla szkalowania prezydenta Dudy w swym paszkwilanckim tygodniku - „Newsweek"-u. Dość typowe dla Dudy było unikanie mieszania się w ostre konfliktowe sprawy, nawet wtedy, gdy powinien to zrobić jako Prezydent RP. Trudno np. wytłumaczyć jego totalną bierność w tak ostrym konflikcie wokół mównicy sejmowej od 16 grudnia 2016 r do pierwszych tygodni 2017 r. A przecież jego obowiązkiem jako prezydenta było potępienie skrajnych anarchizowań totalnej opozycji. Tak gorliwy katolik jak Duda nie zdobył się na potępienie bluźnierczej „Klątwy”, przypuszczalnie ze strachu, że ściągnie to na niego fale ataków ze strony mediów i Salonu. Los wystawił Dudę na szczególnie trudną próbę w sprawie dwóch wet ustaw o sądach - każda decyzja groziła ściągnięcie nań ataku jednej ze stron. Ostatecznie wybrał kapitulację wobec tak bliskich jego sercu nacisków krakowskiego Salonu.
 
Mięczak Duda pragnie podobać się wszystkim, także totalnej opozycji!
 
Wpływ rodziny, przeróżnych dawnych kolegów krakowskiej Unii Wolności, krakowskiego „Salonu” oraz części źle dobranych doradców, popycha prezydenta A. Dudę do przeróżnych absurdalnych i szkodliwych enuncjacji. Choćby takich jak jego niewydarzona opinia, wypowiedziana akurat 10 kwietnia 2016 r. opinia szczególnie nieodpowiedzialna w ustach polityka wybranego prezydentem przez obóz patriotyczny.
w dniu 10 kwietnia 2016 r. wystąpił w przemówieniu na Krakowskim Przedmieściu z apelem o wzajemne wybaczenie w słowach: „Wiecie wszyscy i mówię to z pochyloną głową, (podkr.-JRN) że było potem także tutaj wiele dramatycznych zdarzeń. Często gorszących zdarzeń, do jakich nigdy nie powinno dojść w Rzeczypospolitej. To te wydarzenia wlały w serca, wiele serc, dodatkową gorycz, dodatkowe rozżalenie, czasem i wiele gniewu. Dlatego zwracam się dziś do wszystkich z apelem - wybaczmy! Wybaczmy to wszystko sobie wzajemnie! Wszystkie niepotrzebne, przede wszystkim niesprawiedliwe słowa, wszystkie gorszące zachowania, wszystkie - także i momenty poniżenia. (Podkr. – JRN). Apeluję o wybaczenie, bo ono jest dzisiaj i nam, i Polsce, której przyszłość musimy budować, wspólnie, ogromnie potrzebne. Ono jest niezbędne”.
 
Pisałem na bieżąco na blogu 11 kwietnia 2016 r. o „podwawelskiej miękkości prezydenta A. Dudy: „ Nie rozumiem, dlaczego prezydent A. Duda apelował o wzajemne wybaczenie urazów w czasie, gdy władze dopiero zabierają się do tak długo hamowanych rozliczeń z różnymi być może nie tylko „zaniedbaniami” ze strony PO, które doprowadziły do tragedii w Smoleńsku. Czy nie za wielki pospiech w tym wybaczaniu tym wszystkim, którzy tak długo blokowali ujawnienie pełnej prawdę o przyczynach śmierci Prezydenta RP i 95 osób z polskich elit? I po co ta pochylona głowa Prezydenta RP, który cały czas walczy o dobrą sprawę, o Polskę? Dlatego bardzo dobrze się stało, że jeszcze tego samego dnia prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński konkretnie i dosadnie sprostował ten bardzo nieprzemyślany apel prezydenta A. Dudy o wzajemne wybaczenie, mówiąc : „ Polacy wielokrotnie mylili się, kiedy przebaczali zbyt łatwo. Przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary”. (Podkr.- J.R.N.)
 
Przypomnę tu jakże słuszne stwierdzenia red. Stanisława Michalkiewicza w „Najwyższym Czasie” z 29 kwietnia 2016 r.: „W swoim przemówieniu pan prezydent Duda podkreślił potrzebę wzajemnego wybaczenia. Ta wzajemność sugeruje, że jakaś wina jest po obydwu stronach sporu, podczas gdy wiadomo, że tak nie jest, że wina jest tylko po jednej stronie, po stronie zdrady i zaprzaństwa (podkr.- J.R.N.), podczas gdy strona druga nie tylko jest w tej sprawie całkowicie bezwinna, ale w dodatku obrócono przeciwko niej cały „przemysł pogardy”. Kilka miesięcy później dodałem na blogu do tych moich słów z 11 kwietnia 2016 r. pytanie : „A za co właściwie mielibyśmy prosić o wybaczenie ludzi z SLD, Ruchu Palikota, PO czy Nowoczesnej? To nie ludzie obozu patriotycznego są winni zamordowania od 1989 r. przez tzw. Nieznanych Sprawców blisko 8o osób ze względów politycznych, w tym, m. n.: księży Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha, prezesa NiK-u Waleriana Pańko, rzecznika „Solidarności” Ursusa Andrzeja Krzepkowskiego, europosła Filipa Adwenta, blisko 20 osób po zamachu smoleńskim. To nie ludzie obozu patriotycznego spowodowali upadek stopy życiowej milionów osób na skutek terapii szokowej w ramach planu Sorosa - Sachsa- Balcerowicza i „złodziejskiej prywatyzacji”. Faktem jest, że wypowiedź A. Dudy z 10 kwietnia 2016 r. była niebywałym, wręcz żałosnym absurdem!
 
Dodam, że kilka dni przed nieszczęsną wypowiedzią A. Dudy z 10 kwietnia 2016 r. bardzo zdumiało mnie i wręcz zaszokowało to, że w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 7 kwietnia 2016 r. Pan Prezydent A. Duda pośpiesznie wycofał się z tak trafnego stwierdzenia o opozycjonistach modlących się „Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie”. Prezydent nagle uznał, że „były to słowa niepotrzebne’, co było nawet zupełnie nieuzasadnioną formą przeprosin. Czyżby go postraszyli b. kolesie z Unii Wolności?
Jak Duda odrzucił zaproszenie do pójścia w Marszu Niepodległości w 2017 r. ze środowiskami narodowymi i zapowiedział, że w 2018 r. pójdzie z „wszystkimi”
20 listopada 2016 r. pisałem na mym blogu w tekście „PiS szczeka, a nie gryzie”:.Parę dni temu jednak znów usłyszeliśmy kolejny nonsens ze strony p. prezydenta: wezwanie do przygotowania w przyszłości wspólnego marszu ze wszystkimi Polakami, niezależnie od opcji. A więc także z byłymi agentami i prześladowcami "Solidarności", z licznymi targowiczanami z KOD- czy z PO, z chorymi na wściekliznę aborcyjną feministkami. Kolejna bzdura, której najwyraźniej nie wyperswadowali p. .prezydentowi jego w większości niezbyt wydarzeni doradcy. Dodajmy, że ta zapowiedź podjęcia przez A. Dudę w 2017 r. wspólnego marszu z wszystkimi Polakami pojawiła się wkrótce potem jak prezydent odrzucił propozycję pójścia w Marszu Niepodległości, organizowanym przez narodowców. W marszu tym poszło około 100 tysięcy osób w Warszawie, podczas gdy PiS kolejny raz wolał „uciec” do Krakowa, gdzie zorganizował własną skromną kilku tysięczna manifestację..
 
Chciałbym zwrócić uwagę na to, że A. Duda jest zadziwiająco konsekwentny w swym promowaniu różnych lemingów i lewaków kosztem wybitniejszych i cenniejszych od nich przedstawicieli obozu patriotycznego. Oto niektóre jakże wymowne przykłady: :
Dziwny skład Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Dudzie, zachwaszczonej licznymi lemingami i zajadłymi lewakami
Fatalnym nieporozumieniem okazało się nadmiernie rozbudowane, bezwładne, bardzo źle dobrane blisko 80 - osobowe ciało doradcze - Narodowa Rada Rozwoju. Przyciągnięto do niej m.in. b. PZPR-owskiego karierowicza o związkach z bezpieką (pseudonim :Serb”), a później SLD-owskiego ministra spraw zagranicznych Adama Daniela Rotfelda. Sławomir Cenckiewicz opisał w  „Do Rzeczy” związki Adama Daniela Rotfelda ze służbami komunistycznymi, stwierdzając: „Zdumienie budzi fakt, że człowiek o takim zakorzenieniu w służbach totalitarnego państwa kontrolowanego przez Związek Sowiecki, pełni do dziś ważne społecznie i politycznie funkcje.”. Jak widać to wszystko nie przeszkadzało A. Dudzie w przyjęciu Rotfelda w skład Narodowej Rady Rozwoju. Do tej Rady przyjęto również jednego z najskrajniejszych polskich germanofilów Piotra Burasa, związanego z Fundacją Batorego. Obaj w końcu sami wystąpili z Rady. Szczególnie fatalny jest zespół Rady do spraw gospodarczych, zdominowany przez ludzi balcerowiczowskiego chowu. Dość wymienić takie osoby jak prof. Witold Orłowski, b. szef doradców ekonomicznych A. Kwaśniewskiego, a potem B. Komorowskiego, b. wiceminister finansów w rządzie Tuska Stanisław Gomułka. Za to wśród doradców do spraw gospodarki zabrakło prawdziwych reformatorów ekonomicznych: profesora Artura Śliwińskiego, b. twórcy wyborczego programu gospodarczego PiS w 2005 r., wiceministra finansów Cezarego Mecha, czołowego eksperta „Skoków” i pogromcę banksterów posła Janusza Szewczaka. Zabrakło również najlepszego znawcy spraw wojskowych na prawicy Romualda Szeremietiewa, b. wiceministra i ministra obrony narodowej, przypuszczalnie zbyt prawicowego jak dla Dudy.Niedawno red. Ewa Stankiewicz wyraziła ( w cytowanej wyżej rozmowie z red. W.Gadowskim) bardzo podobne do mnie krytyczne zdanie o składzie Narodowej Rady Rozwoju. Powiedziała, że znalazło się w niej „bardzo wiele zaskakujących nominacji i bardzo dużo takich krzyczących nieobecności”.
Promowanie przez Dudę antyPolaka i antykatolika, szefa Fundacji Batorego Aleksandra Smolara
 
W połowie listopada 2016 r. Prezydent Andrzej Duda zainaugurował cykl spotkań poświęconych polityce historycznej Polski. Rzecz to ogromnie ważna w sytuacji ,gdy przez wiele lat zaniedbywano, czy wręcz deformowano polską historię. Zebrani historycy zdecydowanie wypowiedzieli się za przywróceniem właściwej rangi historii i prowadzeniem patriotycznej polityki historycznej. Był jednak jeden wyjątek w dyskusji – wystąpienie prezesa Fundacji Batorego Aleksandra Smolara, który zanegował w ogóle sam termin „polityka historyczna”. Jak skomentował ten głos Tadeusz Płużański ( w „SuperExpressie”z 21 listopada 2015 ): „Trudno jest odbudowywać polską pamięć razem z tymi, którzy bronią Jana Tomasza Grossa”. Nasuwa się jednak zaraz pytanie: po co w ogóle zaproszono Smolara, obrońcę i propagatora J. T. Grossa na spotkanie historyków z prezydentem A. Dudą? Przecież Smolar, prezes Fundacji Batorego w ogóle nie jest historykiem, lecz socjologiem. Czy zaproszono go tylko po to, by robił obstrukcję? Na temat roli Smolara jako przeciwnika polskiego patriotyzmu i Kościoła katolickiego odsyłam do lektury mego tekstu o nim w książce „Czerwone Dynastie” ,Warszawa 2014,ss.102-106). Ostatnio red. Michalkiewicz wspomniał o niedawnym spotkaniu A. Dudy ze Smolarem. Pytanie, po co prezydentowi Dudzie takie „konsultacje” z zajadłym wrogiem Polski patriotycznej?
 
Promowanie przez Dudę antyPolaka i antykatolika J.Owsiaka
 
Prawdziwym niczym nieuzasadnionym zgrzytem, powszechnie krytykowanym w kręgach patriotycznych było podarowanie przez prezydenta Dudę nart dla tzw. Świątecznej Orkiestry J. Owsiaka. Aż nadto znana jest antypatriotyczna i antyreligijna postawa Jerzego Owsiaka, jego ukochanie dla lewactwa i antywartości, a zarazem głęboka zajadła niechęć do prawicy, w tym do PiS-u.) Por. moje; „Czerwone dynastie”, Warszawa , t. III,ss. 180-184,188-196.) Pytanie, kto doradził Panu Prezydentowi ten prezent dla organizacji symbolizowanej przez człowieka, jakże wrogiemu zasadom, którymi kierują się nowe patriotyczne władze? Czas najwyższy skończyć z wieloletnim niczym nieuzasadnionym uprzywilejowaniem Orkiestry Owsiaka kosztem Caritasu, etc . Publicysta Ł.Warzecha tak komentował wspomniany gest A. Dudy wobec J. Owsiaka: „(...)m Pojawiła się wiadomość, że prezydent Andrzej Duda przekazał swoje narty zjazdowe na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – podobno po usilnych zabiegach Jerzego Owsiaka, aby wciągnąć głowę państwa mocniej w promowanie corocznej hucpy. Gest prezydenta jest poważnym błędem, szczególnie rozpatrywany w kontekście jego dotychczasowych działań – bezwartościowym wizerunkowo, za to przynoszącym straty zarówno w planie taktycznym, jak i strategicznym.( ...) Czy w planie czysto taktycznym prezydent swoim gestem cokolwiek zyskuje? Oczywiście – nie. Po pierwsze – jakaś część jego wyborców, którzy do Owsiakowej hucpy mają stosunek krytyczny, poczuje się wystawiona do wiatru. I to nawet nie samym gestem prezydenta, ale tym, że czciciele Owsiaka zyskali dzięki niemu argument: „Wy hejtujecie Jurka, a tu nawet prezydent go wspiera”. Po drugie – czy prezydent może kogokolwiek swoim gestem zyskać? Wątpię. Twardzi zwolennicy Owsiaka stoją po całkowicie przeciwnej światopoglądowo i  politycznie stronie. Dla nich prezydent okazał się po prostu zwykłym frajerem, słabeuszem, którego „święty Juras” zmusił do posłuszeństwa. „Patrzcie, nawet Duduś (tak pogardliwie nazywają głowę państwa jego najtwardsi przeciwnicy) nie umie się postawić Jurkowi (...). Jerzy Owsiak nie jest pierwszym lepszym działaczem dobroczynnym, a WOŚP nie jest pierwszą lepszą imprezą tego typu. Owsiak jest jednym z najważniejszych żołnierzy w wojnie kulturowej o tożsamość państwa, a jego impreza była przez lata używana do obłudnego wspierania głoszonych przez niego w istocie politycznych tez. Owsiaka nie da się oddzielić od WOŚP, a WOŚP – od Przystanku Woodstock, imprezy o całkowicie już jednoznacznym politycznym wymiarze. (...) Prezydent powinien rozumieć, że przekazując swoje narty na WOŚP, nie wykonuje jedynie zwykłego gestu wsparcia jednej z wielu organizacji, ale popełnia zasadniczy błąd: swoim autorytetem wspiera moralny szantaż, od lat uprawiany przez koryfeuszy III RP – systemu, z którym nowa władza miała walczyć. (Podkr.-JRN. Por. Ł. Warzecha: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta, zamieszczone w internecie 7 stycznia 2016 ). Niestety A Duda nie wyciągnął odpowiednich wniosków z krytyki jego gestu wobec Owsiaka , bo przy kolejnej imprezie tego pana, podarował na licytację w WOŚP zdjęcie swojej żony.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (II)

Niejasne moralnie sprawy Andrzeja Dudy
Prezydent Duda przez swe piękne, z patosem wypowiadane przemówienia, wyrobił sobie wśród milionów patriotycznych Polaków opinię prezydenta prostolinijnego i dbającego przede wszystkim o sprawy Polski. Niestety jest to z gruntu fałszywa opinia. W jego przypadku mamy bowiem do czynienia z udawaczem, daleko odbiegającym od głoszonych ideałów. Przytoczę w tym kontekście rozliczne przykłady dowodzące jak Duda arogancko łamał złożone przez niego przedwyborcze obietnice, wychwalał lub promował przeciwników patriotycznej Polski, cynicznie dążył do umacniania swej osobistej kariery kosztem czarnej niewdzięczności wobec tych, którzy go wcześniej protegowali, donosił na swego b. protektora Z. Ziobrę. Równocześnie zaś hodował podłemu skrajnemu kumoterstwu (sprawa nominacji A. Sabatowskiego). A przy tym po prostu lenił się i celebrował zamiast faktycznie mocno pracować w ramach swej prezydentury ( vide np. zaniedbanie włączenia się w prace przygotowawcze do reformy sądownictwa.) Będąc zaś miękkim plastelinowym charakterem, tym mocniej ulegał obcym PiS- owi wpływom z zewnątrz, począwszy od krakowskich kolesi ze swej pierwszej partii - Unii Wolności po Angelę Merkel.
Niewdzięczność to jego hobby
Nie znający bliżej Dudy naiwnie zawierzyli w prostolinijność prezydenta. W rzeczywistości Duda jest w duchowym powinowactwie z ludźmi typu fredrowskiego Rejenta Milczka, czającego się po cichu, aby uderzyć w wybranej przez siebie chwili. Szczególnie podłą okazała się czarna niewdzięczność Dudy wobec polityków, którzy go wsparli w przeszłości, przyśpieszając jego karierę polityczną. Najbardziej antypatyczne były ataki Dudy na jego dawnego dobroczyńcę i kreatora - Ziobrę, który tak mocno przyśpieszył karierę polityczną mało znanego wówczas krakowskiego prawnika Dudy w 2005 r., mianując go wiceministrem sprawiedliwości. Michał Wójcik, szef działu polityka „Faktu” pisał: „A Duda? Faktycznie to Ziobro wprowadził go do polityki. Najpierw jako eksperta, potem wiceministra sprawiedliwości, wreszcie polecił go Kaczyńskiemu do Kancelarii Prezydenta”.( Por. M. Wójcik : Ziobro uderza w prezydenta. Wiemy dlaczego., „Fakt” 1 sierpnia 2017.). Wójcik przypomniał wypowiedź jednego ze znaczących posłów PiS, a później „Solidarnej Polski” Arkadiusza Mularczyka z września 2012 r.: „Dla mnie i Zbigniewa Ziobry postawa Andrzeja Dudy to olbrzymie rozczarowanie i zawód. Ten człowiek przez nas wszedł do polityki. Każdy dotychczasowy etap swojej kariery zawdzięczał mnie albo Zbyszkowi. Broniliśmy go, gdy Jarosław Kaczyński chciał go utrącić”. (Cyt. tamże) . Z kolei znakomity niezależny publicysta Witold Gadowski w rozmowie internetowej z Ewą Stankiewicz „Czym było weto prezydenta” (3 sierpnia2017 r.) przypomniał : „Ziobro przyprowadził Dudę do PiS-u. On był jego ojcem, jeśli chodzi o karierę”. Jeśli rozwiniemy to porównania Gadowskego o Ziobrze jako „ojcu” Dudy, to można powiedzieć, że w końcu niewdzięczny Duda posunął się wobec Ziobry do swoistego „ojcobójstwa”. Warto przypomnieć, że Duda już w 2014 r. popisał się niechlubnym atakiem na Z. Ziobro, mówiąc że dobry wynik indywidualny Ziobry w wyborach, to skutek tego, że wyborcy uważają go nadal za polityka PiS. Odpowiadając na ten atak Dudy, Ziobro powiedział: „Na posła Dudę oddawano głosy, bo sądzono, że jest jeszcze moim zastępcą w ministerstwie sprawiedliwości. On zawdzięcza swoje istnienie w polityce mnie i posłowi Mularczykowi, i zachowuje się bardzo nieładnie swoimi wypowiedziami o zdrajcach… To on sie zachował jak taki Judasz”. (Podkr.-JRN) ( Por. tekst w iknternecie: Zbigniew Ziobro, Przyjaźń, która kończy się wojną. Andrzej Duda nie pierwszy raz zdradził Zbigniewa Ziobrę, wp.pl, 25 lipca 2017 oraz A. Gielewska :op.cit.).
Butny Duda potrafił zniechęcić do siebie nawet tak nie egoistyczną premier Beatę Szydło. zawsze gotową do pomocy dla innych. Osobę, która zrobiła tak wiele dla sukcesu jego kampanii prezydenckiej. Sam Duda przyznawał na temat B. Szydło podczas wieczoru wyborczego: „ Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii”. A jak jest dzisiaj ? W najnowszym „Wprost” pisano : „ Między Szydło a Dudą jest dzisiaj dzika wojna - opowiada polityk partii rządzącej. - Szydło się rozczarowała do prezydenta, ale trudno jej się dziwić, skoro on zachowuje się jak rozhisteryzowana nastolatka (podkr. - JRN) i zaczął szkodzić naszej formacji. Zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o zgromadzeniach, czyli opowiedział się po stronie KOD i Obywateli RP. Zawetował ustawę o regionalnych izbach obrachunkowych, co jest ochroną interesów PSL. A teraz okazał się hamulcowym reformy sądownictwa”. (Por. Eliza Olczyk : Sąd ostateczny”, „Wprost” z 24 lipca 2017 r.); Z kolei red. Magdalena Rubaj komentowała : „Politycy PiS zgodnie przyznają, że z doskonałego teamu, który doprowadził partię do podwójnego zwycięstwa wyborczego, po roku nie zostało prawie nic. Drogi Beaty Szydło i Andrzeja Dudy sie rozeszły (...) Szefowa rządu jest rozczarowana, że prezydent ciągle chowa głowę w piasek - mówi nam, jeden z polityków. Z kolei otoczenie Dudy broni go, mówiąc, że zbytnia aktywność nie jest głowie państwa do niczego potrzebna.(...) Otoczenie szefowej rzadu mocno narzekało także na Pałac Prezydencki z powodu powolnych prac nad pomocą dla frankowiczów. Wreszcie sprawa „Misiewiczów” i zerwanych negocjacji na zakup francuskich śmigłowców Caracal. To Szydło musiała gasić medialny pożar. A gdzie był prezydent Duda, zwierzchnik sił zbrojnych?! - ironizuje jeden z ministrów”. (Cyt. za: M. Rubaj: Wczoraj razem, dziś osobno”, „Fakt 27 października 2016 r.) Jak widać gros sporów między A. Dudą a B. Szydło wynika z uporczywego lenistwa A. Dudy i jego strusiowatego unikania trudniejszych problemów.
Dodajmy do tego najnowszą, tak nagłośnioną już sprawę. Duda, składając dwa weta w sprawie sądownictwa podłożył nogę Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS-owi, bez których nigdy nie miałby żadnej, ale to żadnej, szansy na prezydenturę. Najbardziej nie znoszę samolubnych , niewdzięcznych facetów!
No cóż - mam swoje zasady. Dlatego niewdzięcznika Dudę nie uważam dziś za mojego prezydenta. Tym bardziej, że oszukał w licznych sprawach Polaków. Kto mógł myśleć, że osoba wybrana przez miliony polskich patriotów okaże się tak stronniczo prożydowska kosztem prawdy o Polakach (choćby w przemówieniu w Kielcach w lipcu w 1946 r., w rozmowach o roszczeniach żydowskich z antyPolakiem i antykatolikiem Abrahamem Foxmanem, prezesem Ligi Antydyfamacyjnej, związanej z żydowską masońską Bnai Birth. .Przypomnijmy tu, że Foxman wystąpił w 2006 r. do UE, aby zamknęła Radio Maryja - wg. tekstu Stanisława Michalkiewicza: „Pełniący obowiązki stalinka”, internet 4 września 2006 r.).. Muszę stwierdzić jednoznacznie: nie uważam za swego prezydenta niewdzięcznika, tak nielojalnego jak Duda wobec osób, które mu najwięcej pomogły w awansie życiowym.
Czy Duda donosił na Ziobrę?
Sprawdzenia wymagają powtarzające się informacje, głoszące, że Duda donosił na Ziobrę do Kaczyńskiego. Redaktorki „Gazety Wyborczej”: Agnieszka Kublik i Iwona Szpala podają informacje, że w pewnym momencie ,około 2008 r. Duda podpadł J. Kaczyńskiemu na tle konfliktu ze słynnym krakowskim prawnikiem Wassermannem. Piszą, że : „Wkracza też Lech Kaczyński - jest wściekły, że jego podwładny. uczestniczył w ataku na Jarosława. Chce wyrzucić Dudę z kancelarii.- Prezydent wziął Dudę na dywanik. Andrzej wtedy obiecał, że będzie go informować, co się dzieje u Ziobry - (podkr.- JRN) - twierdzi ówczesny współpracownik Lecha Kaczyńskiego”. (Por. A. Kublik i I. Szpala : Ziobro i Duda - sojusznicy idą na wojnę, „Gazeta Wyborcza” 1 sierpnia 2017 r..) Jeśli okazałyby się prawdą powyższe stwierdzenia „Gazety Wyborczej”, to dowodziłoby niebywałego cynizmu Dudy, tego, że dla ratowania własnej skóry zgodził się donosić na swego dobroczyńcę Z. Ziobro. Czekam na oświadczenie w tej sprawie tak ważnej dla oceny postawy moralnej Dudy ze strony jego rzecznika. Jeśli bowiem sprawa donosów Dudy na Ziobrę potwierdzi się, zmuszony będę stwierdzić - nie jest moim prezydentem ktoś, kto był Judaszem i donosił na swego protektora i dobroczyńcę - Z. Ziobrę! Dodajmy, że Duda był na spotkaniach ziobrystów tuż przed momentem rozłamu, a potem doniósł na nich do władz PiS-u.

Czy Duda doprowadził do ułaskawienia przestępcy ? 

Michnikowej „Gazecie Wyborczej” nigdy nie mogę uwierzyć do końca, bo od wielu lat traktuję ją jako potworną „gazetę kłamstw” Dlatego apeluję do otoczenia prezydenta A. Dudy, żeby natychmiast wypowiedzieli się co do informacji podanej w„

„Gazecie Wyborczej” z 1 sierpnia 2017 r. i natychmiast sprostowali ją, jeśli jest fałszywa. O co chodzi ? Dwie dziennikarki „Gazety Wyborczej” Agnieszka Kublik i Iwona Szpala podają w tekście zatytułowanym : „Ziobro i Duda - sojusznicy idą na wojnę” szokującą informację o roli Dudy w ułaskawieniu Adama S., przestępczego wspólnika zięcia Lecha Kaczyńskiego - Marcina Dubienieckiego. Autorki piszą: „Jako prezydencki minister Duda dostaje sprawę ułaskawienia Adama S., wspólnika Marcina Dubienieckiego, zięcia Lecha Kaczyńskiego. Prośbę o łaskę Adam S. składa 5 lutego 200 r., a już 20 lutego Andrzej Duda prosi prokuratora generalnego o akta sprawy. Tempo jest niespotykane. 9 marca akta sądowe są już w Kancelarii Prezydenta. 9 czerwca Adam S. jest ułaskawiony. Trzy tygodnie wcześniej S. rzuca się w biznesy z Dubienieckim, zakładają spółkę. W tym przypadku ułaskawienie dotyczyło skazania S., który przez blisko osiem lat oszukiwał urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wyłudził z PFRON ponad 120 tysięcy zł. , a skarb państwa stracił co najmniej 30 tys. zł.”. (Podkr.- JRN).

Sprawa ta rzuca wielki ceń na Andrzeja Dudę. Tym istotniejsze staje się wyjaśnienie przez prezydenta Dudę, czy informacje „Wyborczej” na temat roli Dudy w ułaskawieniu oszusta S. są zgodne z prawdą, czy też są tylko wymysłem „Wyborczej”? Czekamy na jak najszybsze wyjaśnienie? Wygląda bowiem na to, że działając na rzecz ułaskawienia p. S. Duda popełnił czyn amoralny.
Krakowskie kumoterstwo A. Dudy. 
Czyli jak prezydent RP wstawił do KRRiT pozbawionego kompetencji fachowych obiboka, ale ojca byłej sympatii Kingi Dudy.
20 września 2016 r. w mediach zawrzało w związku z powołaniem przez A. Dudę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dziennikarza o poglądach liberalno-lewicowych, przyjaciela D. Tuska Andrzeja Sabatowskiego. Uczestnictwo w KRRiT ,to nie tylko udział w bardzo wpływowej instytucji, ale również świetna fucha pod względem materialnym - posada za prawie 13 tys. złotych i eleganckie auto .Serwis Fakt.pl artykuł o Sabatowskim zatytułował „Podejrzana nominacja Dudy. Niedoszły teść Kingi dostał fuchę” i napisał, że choć „ze związku prezydenckiej córki” Kingi Dudy z synem Andrzeja Sabatowskiego Karolem „nic nie wyszło, ale jego tacie związek z prezydentem dał wiele”. Zdaniem tabloidu decyzja prezydenta o powołaniu Sabatowskiego do KRRiT „wzbudziła zdziwienie nawet w jego najbliższym otoczeniu, bo to mało znana postać”. Fakt.pl dodał, że „Sabatowskiego świetnie poznali dziennikarze wyrzucani z pracy w dzienniku »Rzeczpospolita« po aferze z tekstem „o trotylu na wraku tupolewa”, bo Grzegorz Hajdarowicz „właśnie jego zatrudnił jako specjalnego pełnomocnika ds. dziennikarskiej etyki”.
 
Za tekst "Trotyl na wraku tupolewa" pracę w 2012 roku stracił m.in. Cezary Gmyz, a potem za "niedopuszczalną krytykę" zarząd Presspubliki zwolnił Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego i założyciela "Uważam Rze" – z którym odszedł prawie cały zespół tygodnika. (...)
 
Sprawę komentowano też na Twitterze. „To nie jest »dobra zmiana« w KRRiT” - napisała np. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy”. A Mariusz Staniszewski ‏(redaktor wyrzucony z „Rz” za „Trotyl”): „Hajdarowicz wyrzucał dziennikarzy z Rz wbrew wszelkim zasadom etyki. Nowy członek KRRiT nie protestował”.
- Chodzi o to, że Andrzej Sabatowski to człowiek o innym kodzie wartości. Jego poglądy są bardziej lewicowo-liberalne – mówi osoba znająca sytuację na prawicy. - W Krajowej Radzie, która decyduje m.in. czy ukarać nadawcę za jakąś audycję, te różnice mają znaczenie”.
Ostro skrytykowano decyzję Dudy w sprawie Sabatowskiego na łamach tygodnika „Do Rzeczy” (nr z 19 września 2016 r.), w którym znaleźli się dziennikarze wyrzuceni z „Rzeczpospolitej”. Dwaj z nich :Piotr Gociek i Cezary Gmyz w rubryce „Dwaj panowie G." skrytykowali powołanie Andrzeja Sabatowskiego do KRRiT, pisząc : "Kiedy w 2012 r. niejaki Hajdabomber przechwycił »Rzepę« i wywalał z niej panów G., ich suwerena, Lisickiego Pawła, oraz resztę oryginalnego tygodnika »Uważam Rze«, Sabatowski został u Hajdabombera pełnomocnikiem ds. etyki dziennikarskiej. To były dobre czasy dla etyki”.

Wielokrotnie bardzo ostro krytykował decyzję Dudy w sprawie awansu Sabatowskiego słynny niezależny publicysta Witold Gadowski, wywodzący się z Krakowa i świetnie znający ludzi z tamtych środowisk inteligenckich. Juz 15 września 2016 r. Gadowski pisał na blogu: No i stało się, pierwsza niewytłumaczalna i zła decyzja prezydenta Andrzeja Dudy. Z wielką przykrością kreślę te słowa, ale milczeć się nie da. Prezydent Duda powołał w skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji pana Andrzeja Sabatowskiego. To decyzja, która sprawiła że wielu krakowskich znawców mediów i artystów po prostu zamilkło ze zdumienia. Niestety znam środowisko telewizyjne dość dobrze stąd też i miałem okazję przyjrzeć się postaci pana Sabatowskiego. Niestety (po dwakroć) nic dobrego, ani o jego kwalifikacjach, ani też o postawie, nie potrafię powiedzieć. (...) Niestety (czwarty i ostatni raz) muszę przypomnieć kilka faktów, które pan Sabatowski skrupulatnie w swoim życiorysie ukrywa. Tak więc zaczynał jako wierny podwładny ubeka Władysława Machejka w „Życiu Literackim” (policzcie ile może mieć już wiosen). Kiedy z gazety wyrzucano, za poglądy, panią Elżbietę Morawiec odmówił podpisania listu protestacyjnego. W Trzeciej RP niezmiennie był związany z biznesmenami typu Andrzej Gocman i Kongres Liberalno Demokratyczny. Kandydował nawet – bez powodzenia – na posła z listy tej partii. O Donaldzie Tusku wyraża się per „mój serdeczny przyjaciel”, a ostatnio był specem do spraw etyki w „Rzeczpospolitej” należącej do jego bliskiego znajomego Grzegorza Hajdarowicza. Było to już oczywiście po wyrzuceniu z tego pisma – w myśl śmietnikowego porozumienia pomiędzy Grasiem i Hajdarowiczem – niezależnych dziennikarzy.
W Krakowie pan Sabatowski znany jest z tego, że chętnie grywa w tenisa, nie przepracowuje się, dba o kontakty z wpływowymi i nie dba o resztę, nawet o pozory, a gdy pełnił funkcję w krakowskim ośrodku telewizyjnym (funkcja zyskana dzięki politycznym koneksjom z  PO) fachowo czytał darmowe gazety i żadnego innego śladu po sobie i swojej sutej pensji nie zostawił. Pan Andrzej Sabatowski nie posiada żadnego znaczącego dorobku dziennikarskiego, ani fachowego, … jeśli chodzi o dziedzinę mediów. Ma jednak rozległe dokonania towarzyskie. I nagle takiego człowieka prezydent Andrzej Duda powołuje w skład KRRiTV! Dlaczego? Nie chciałbym, aby wyjaśnieniem tego faktu były jedynie „Pamiętniki z wakacji”, kiedy to państwo Sabatowscy spędzali wspólne wakacje w Toskanii wraz z prezydentem Dudą i jego rodziną. Nie chciałbym, aby tak prozaiczne było wyjaśnienie niespodziewanej i skandalicznej kariery pana Andrzeja Sabatowskiego. Piszę te słowa dlatego, że zwykle mówię głośno to, o czym inni mówią po cichu. A Kraków – który zna Sabatowskiego – wrze z oburzenia”.
Kilka dni później red. Gadowski powrócił do swej krytyki decyzji prezydenta Dudy w sprawie nominacji Sabatowskiego w rozmowie z red Luizą Dołęgowską z „Frondy”. Już na wstępie rozmowy zaakcentował: „Powołanie pana  Sabatowskiego w skład KRRiT, nie kryję, budzi moje głębokie zdumienie, ponieważ żaden dorobek pana Sabatowskiego nie kwalifikuje go do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie jest mi też znane żadne osiągnięcie dziennikarskie tego pana, ani tym bardziej wybitna fachowość  w dziedzinie mediów”.Redaktorka z „Frondy” zapytała Gadowskiego :„Czy pan prezydent mógł nie wiedzieć o panu Sabatowskim,  że był zatrudniony przez Grzegorza  Hajdarowicza  w ,,Rzeczpospolitej'' w czasie, gdy wyrzucano stamtąd dziennikarzy?”. W odpowiedzi Gadowski stwierdził: „Jeżeli pan prezydent o tym nie wiedział, to świadczy o głębokiej niekompetencji jego kancelarii, a jeżeli wiedział i mimo to podjął taka decyzję, to chciałbym znać jej powód”.
 3 sierpnia 2017 r. W. Gadowski w świetnej internetowej rozmowie z Ewą Stankiewicz kolejny raz odsłonił niezwykle negatywne cechy osobowości Sabatowskiego, tak niegodnie promowanego przez Dudę. Według Gadowskiego Sabatowski „ był człowiekiem bez żadnego dorobku, który zawsze korzystał z układów osobistych”.
Czy jest jakiekolwiek wytłumaczenie podłego kumoterstwa Dudy wobec Sabatowskiego? Wymienione powyżej przykłady dowodzą, że prezydent RP A .Duda bez jakichkolwiek oporów wewnętrznych łamał podstawowe zasady moralne Nominacja Sabatowskiego dowiodła, że mianując na wysokie stanowiska Duda nie kieruje się żadnymi względami merytorycznymi, lecz zachowuje się jak pan na swym folwarku. Niech ci durnie, którzy wciąż panegirycznie wychwalają prezydenta Dudę wyjaśnią kulisy niebywałego awansu niedoszłego teścia córki Dudy. Ja nie chcę mieć prezydenta, który zachowuje się tak jak wójt z Wilkowyi na czele swojej kliki !
Zdominowanie otoczenia prezydenta Dudy przez ludzi z kręgów krakowskiej Unii Wolności
W poprzednim wpisie na blogu cytowałem już opinię krakowianina Jana Rokity na temat wielkich wpływów ludzi z krakowskiej Unii Wolności na prezydenta. Ostatnio dostaliśmy nowe jeszcze bardziej konkretne omówienie rozmiarów tych wpływów na prezydenta A. Dudę. Dokonał tego znakomity niezależny publicysta Witold Gadowski, przez wiele lat mieszkający w Krakowie i świetnie znający krakowskie środowiska polityczne oraz samego A. Dudę. W zasługującej na powszechną lekturę internetoweej rozmowie z red. Ewą Stankiewicz w dniu 3 sierpnia 2017 r. pt. „Czym było weto prezydenta”, Gadowski, oburzony tym wetem, postanowił maksymalnie odsłonić kulisy działań Dudy. Powiedział m.in. o zatrudnionych w prezydenckiej kancelarii A. Dudy licznych osobach z dawnej krakowskiej Unii Wolności. Należy do nich m.in. b. fotograf „Wyborczej” Marcin K., znany niegdyś z wyszydzania postaw patriotycznych. Inną nieciekawą postacią w tej kancelarii Dudy, decydującą o odznaczeniach (!!!), jest jeden z byłych założycieli ROAD, skrajnego lewicowego odłamu Unii Demokratycznej. Gadowski wspominał również o różnych innych postaciach dziś ulokowanych koło Dudy, a niegdyś znanych mu z „postaw antypatriotycznych.”
Tłumacząc nagłą kapitulację Dudy wobec nacisków różnych środowisk w sprawie wet, Gadowski zauważył, że Duda „nigdy nie był wypróbowany w sytuacjach trudnych, kryzysowych, gdy trzeba było wykazać się hartem i umiejętnością walki”. .Konkludując swe refleksje o prezydencie Dudzie, Gadowski stwierdził,: „Lubię Dudę, ale bycie grzecznym i sympatycznym, to nie są jedyne kwalifikacje, których wymaga się od prezydenta’”. Z kolei red. E. Stankiewicz zwracając uwagę na przykłady rozmijania się Dudy z prawdą , akcentowała, że „trzeba mieć dystans do tego, co Duda mówi, a patrzeć na to ,co robi”.
Pierwsza ofiara śmiertelna odwlekania przez A. Dudę realizacji przedwyborczych obietnic, złożonych frankowiczom
Najnowszy tekst tygodnika „Warszawska Gazeta” (nr z 4 sierpnia 2017 r. ) przynosi szokujący artykuł Krystyny Górzyńskiej „Tekst dedykowany prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Śmierć frankowicza”. Artykuł informuje o samobójstwie popełnionym 20 lipca 2017 r. przez Romana Dańko, jedną z ofiar tzw. pseudolokat i kredytów frankowych Autorka artykułu K. Górzyńska p-0rzypomina, że samobójca - przedsiębiorca Ryszard Dańko „bardzo liczył na prezydenta A. Dudę i PiS. Był przekonany, że zarówno nowy prezydent, jak i zwycięska partia dotrzymają obietnic i szybko (podkr.-JRN) rozwiążą problemy ludzi uwikłanych w oszukańcze kredyty, tragiczne w skutkach dla dłużników”. Redaktorka przeciwstawia beznadziejny los frankowiczów w Polsce sytuacji na Węgrzech Orbana. Przypomina, że Orban wkrótce po objęciu rządów „oskarżył banki o jawne oszustwo - stosowanie kredytów walutowych w celach spekulacyjnych. Powiedział wprost: Nie pozwolimy, by hieny przejęły kontrolę nad naszym rynkiem nieruchomości. Natychmiast zamrożono kurs franka i wynegocjowano z bankami umowę korzystną dla kredytobiorców”. Przeciwstawiając tak korzystną dla zwykłych obywateli politykę Orbana kosztem banków red. Górzyńska zapytuje : „ A co u nas? Jak pokazuje przykład śp. Romana Dańki, co najwyżej można się zabić”. Takie są koszty złamania przez Dudę obietnic przedwyborczych. Przez inercję Dudy w tej sprawie stracono ponad 2 lata. Śmierć Dańko obciąża prezydenta Dudę. Ilu frankowiczów popełni jeszcze samobójstwo jako ofiary złamania przez Dudę obietnic przedwyborczych? Tyle, że takie postępowanie Dudy może prowadzić do utraty przez niego głosów 2 mln frankowiczy. Podobnie jak jego skandaliczne odrzucenie patronatu nad społecznymi obchodami rocznicy ludobójstwa ukraińskiego na Wołyniu, które może doprowadzić do utraty zaufania do obecnego prezydenta wśród 6-milionowej rzeszy Kresowiaków. Działania iście samobójcze.
Prezydent A. Duda na usługach lobby banksterów
W „Naszym Dzienniku” (nr z 4 sierpnia 2017 r.) ukazał się wywiad „Odłożona egzekucja”, w sprawie kredytów frankowych, przeprowadzony przez Mariusza Kamienieckiego z politologiem posłem Ruchu Kukiz 15 Andrzejem Maciejewskim. Komentując najnowszą propozycję A. Dudy w sprawach kredytów frankowych Maciejewski stwierdza: „ Ta propozycja jest niczym innym jak kolejnym zasiłkiem socjalnym, a nie rozwiązaniem systemowym (...) Zapowiedzi Andrzeja Dudy z kampanii prezydenckiej, a przypomnę, że problem dotyczy ok. 2 milionów Polaków (podkr.-JRN ), ludzi, którzy są związani kredytami tzw. frankowymi, oraz ich rodzin- były jednoznaczne. A mianowicie, ze należy od początku te kredyty udzielane przez banki traktować jako kredyty złotówkowe, a nie walutowe. I jako kredyty złotówkowe powinny być przez nich spłacane. Przecież ci kredytobiorcy na oczy nie widzieli franka, a do ręki dostali złotówki (...) Kandydujący na urząd prezydenta RP Andrzej Duda ocenił, że ten problem uda się rozwiązać. Kiedy jednak został wybrany na najwyższy urząd w państwie jak widać zmienił zdanie”. No cóż mięczak Duda całkowicie ulega presji lobby bankowego zamiast wsłuchać się w problemy 2 milionów zwykłych ludzi i realizować, to co im obiecał. A poza tym warto przypomnieć, że w gronie jego kilku doradców ekonomicznych jest aż dwóch doradców związanych z lobby bankowym, nie ma zaś żadnego przedsiębiorcy. Z kolei Jan Kamieniecki w „Gazecie Polskiej codziennie” z 4 sierpnia 2017 r. pisze, że prezydencka nowela ustawy o wsparciu kredytobiorców spotkała się z najbardziej krytyczną ocena ze strony frankowiczów. Według Kamienieckiego: „Skupiające frankowiczów stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu negatywnie oceniło projekt (prezydencki - JRN) Przypomniało, że prezydent dał bankom rok na dobrowolną restrukturyzację „pseudowalutowych kredytów”. Zdaniem SBB w tym czasie banki nie wykazały chęci do rozmów z klientami. Po upływie tego e or dyia dugi terminu miało nastąpić ustawowe zmuszenie banków do odwalutowania tych kredytów, ale do tej pory tego nie zrobiono”. A „mięczak” Duda nic nie zrobił dla przyciśnięcia banków w interesie 2 milionów frankowiczów ! Warto przypomnieć wcześniejsze uwagi redaktorek Elizy Olczyk i Joanny Misiołek w artykule „PiS w uścisku frankowiczów, „Wprost” z 30 października 2016 r. Autorki „Wprost” pisały m.in.,: „Z naszych informacji wynika, że szef PiS jest też zniecierpliwiony całą sytuacją. Po pierwsze, prace w Kancelarii Prezydenta nad rozwiązaniem dla tej grupy zbytnio się przeciągały, po drugie rezultat nie jest zadowalający dla kredytobiorców (...) Faktycznie frankowicze ze stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu nie kryją swej wściekłości na Kancelarię Prezydenta. W oficjalnym stanowisku napisali, że żądają zaprzestania procedowania nad tym projektem jako sprzecznym z polskim prawem i szkodliwym dla kredytobiorców (...)”.
Parokrotnie krytykował zaniechania A. Dudy w sprawie kredytów frankowych redaktor „Warszawskiej Gazety” Piotr Lewandowski . I tak np. w tekście „Załatwione odmownie” („Warszawska Gazeta” z 21 października 2016 r.) Lewandowski pisał m.in. : „Idźmy dalej -sprawa łże -kredytów frankowych, którą podnosił w kampanii prezydent Duda. Po długich korowodach i groteskowych konsultacjach via Komisja Nadzoru Finansowego, przesyłająca do banków ankiety, w które te wpisały, co chciały, szacując swe rzekome „straty”, wysmażono ostatecznie w Kancelarii Prezydenta kadłubowy projekt, sprowadzający się do zwrotu przez banki części spreadów. Zwracałem już w innym miejscu uwagę, że prezydencki zespół ekspertów składa się w większości z ludzi powiązanych z branżą finansową, nie dziwi więc, ze efekt ich prac dość jednoznacznie odebrany został jako sukces bankowego lobby. Frankowiczom rzucono na odczepne żałosny ogryzek, w niczym nierozwiązujący istoty bankowego szalbierstwa, polegającego - przypomnijmy na oferowaniu pod nazwą „kredytu” toksycznego instrumentu pochodnego wysokiego ryzyka. A wszystko to w sytuacji, gdy kolejne kraje jakoś potrafiły uporać się z problemem -niedawno dokonała tego Rumunia, gdzie na ostatniej prostej są prace nad przewalutowaniem kredytów, i to po historycznym kursie”.
A więc nawet Rumunia potrafi dużo lepiej rozwiązać problemy niż Duda, stając po stronie tysięcy oszukanych zwykłych ludzi, a nie banków. Wstyd, wielki wstyd panie Duda!
W najświeższym artykule P. Lewandowski, pisząc o swych obawach przed ustępstwami prezydenta A. Dudy wobec nacisków „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”, stwierdził: „mam na świeżo w pamięci, co prezydent zrobił z zapowiadaną „ustawą frankową”. Po długich miesiącach i kolejnych coraz bardziej pokracznych projektach Kancelaria Prezydenta wypuściła kadłubkowego potworka, który i tak utknął w sejmowej komisji. Jeśli Duda nie miał jaj, by postawić się bandzie banksterskich lobbystów, to jak niby ma pójść na konfrontację z „nadzwyczajną kastą ludzi?”. (Por. P. Lewandowski : Między wojną a hańbą, „Warszawska Gazeta” z 28 lipca 2017).
Prezydent A. Duda oszukał frankowiczów
Polonijny działacz społeczny z nowego Jorku Witold Rosowski pisał: „Frankowiczów” według mnie Prezydent wierutnie oszukał, obiecując ukrócić kryminalne praktyki banków zdzierających skórę z ludzi zaciągających kredyty w walutach, a na koniec żadnej reformy ani prawa nie wprowadził, natomiast w zamian zwrócił się do banków z pytaniem, czy chcą ten proceder ukrócić ? To tak, jakby zapytać złodzieja, czy chce, aby zabrać mu łup ?”. (Por. W. Rosowski: Dlaczego prezydent Andrzej Duda będzie prezydentem jednej kadencji, „Warszawska Gazeta” 28 lipca 2017 r. ).
Szkody wynikłe z zablokowania przez A.Dudę ujawnienia Aneksu do Raportu z weryfikacji WSI
Inna dziedzina. Aleksander Ścios pisał w internecie 21 marca 2017 r. w tekście zatytułowanym „Gra na wybudzonego” prezydenta: „Troska pana prezydenta o bezpieczeństwo Polaków (pojmowana w dość przedziwny sposób), ujawniła się tylko w jednym obszarze – utajnienia i całkowitego zamilczenia Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. To z woli Andrzeja Dudy Polacy nie mogą się dowiedzieć – jak dalece gangrena „długiego ramienia Moskwy” przeżarła życie publiczne III RP. To obecny prezydent zdecydował, że wiedza o patologicznych więzach łączących polityków, biznesmenów i ludzi służb sowieckich, jest Polakom zbędna. Pisałem już dawno, że każdy dzień ukrywania tych informacji oznacza kontynuację mafijnych związków i pozbawia nas prawa do wiedzy kształtującej świadomość społeczną, a ten, kto nadal ukrywa Aneks wyrządza Polakom ogromną krzywdę i podtrzymuje patologiczne układy”. (Podkr. -JRN Przypomnijmy, że Antoni Macierewicz już 2 października 2015 roku, na spotkaniu z Polonią w Chicago zapowiadał,, że na publikację aneksu trzeba poczekać jeszcze kilka tygodni (w domyśle: do zmiany rządu). Tymczasem minęło już przeszło półtora roku od obietnicy Macierewicza w sprawie Aneksu, a Duda nadal blokuje jego publikację. Nasuwa się pytanie, czy blokując tak długo ujawnienie „Aneksu” Duda stara się usilnie bronić jakąś osobę czy osoby.
Duda wreszcie całkowicie się odsłonił
Przez długi czas, znając wspomniane fakty z działań i wypowiedzi A. Dudy w ostatnich dwóch latach nie mogłem się nadziwić, skąd wynika aż tak naiwna wiara w niego u wielu osób, a czasem nawet uwielbienie?! My Polacy zbyt łatwo dajemy się nabrać na pozory. A tu sprzyjał przecenianiu Dudy fakt, że zaczął swą prezydenturę po zdecydowanie najgłupszym prezydencie RP (nawet Kwaśniewski bił go o wiele długości ) bucowatym bul Komorowskim. W tym całym nieszczęściu - tak szkodliwym zawetowaniu dwóch ustaw o sądownictwie przez A .Dudę jest jedna dobra rzecz. Oto Duda sam wreszcie się zdemaskował, pokazał w całej krasie swoją małość, uległość wobec nacisków „krakówka” i tym podobnych środowisk, w tym byłych kompanów ze zdradzieckiej antypolskiej Unii Wolności. Odsłaniając się Duda pokazał, że łagodnie mówiąc - nie jest najmądrzejszym politykiem! Bo sam przesądził o stopniowym schyłku swej kariery politycznej.
A. Duda zapłacił za zdradę
Naród nie daruje wybranemu głosami milionów Polaków Dudzie jego obecnej zdrady. Wetując obie ustawy o sądownictwie, Duda liczył na zwiększenie swej popularności. Jest wręcz przeciwnie. W ciągu zaledwie kilku dni stracił niemal 5 proc. poparcia., Jak pisał MK w „SuperExpressie” z 29 lipca 2017 r. w tekście „Andrzej Duda stracił przez swoje weta”: „W porównaniu do poprzedniego badania zaufanie do niego (Dudy-JRN) spadło niemal o 5 proc.-teraz wynosi 38,6 proc. Wygląda na to, że dwa weta nie przyniosły oczekiwanych przez Pałac Prezydencki rezultatów”. Takie straty w ciągu zaledwie kilku dni, to bardzo dużo. Prezydent Duda znalazł się wyraźnie na równi pochyłej. Oby tak dalej !

PS. Szanowni Państwo: W internecie od 28 lipca jest umieszczone nagranie rozmowy red. R. Mossakowskiego ze mną pt. „Minął tydzień. Zdrada Andrzeja Dudy”. (Można je znaleźć pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=7ArVlRnBUmk 
Osiągnęło ono w ciągu tygodnia niesamowicie dużą ilość wyświetleń - 58 374 (na chwilę obecną 59,751) i blisko 300 komentarzy. Ustosunkuję się do nich w następnym odcinku mego blogu, poświęconym kolejny raz zdradzie A. Dudy. Serdecznie dziękuję za tak duże zainteresowanie czytelnikom blogu i słuchaczom moich nagrań w internecie. JRNowak
A teraz ogromnie smutna wiadomość.
Dziś rano dobiegła mnie informacja o śmierci mego serdecznego przyjaciela i wspaniałego towarzysza walk z antypolonizmem prof. Bogusława Wolniewicza. Niestety ani telefon stacjonarny ani komórka zmarłego nie są czynne. Bardzo proszę o powiadomienie mnie, kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb tego wielkiego Polaka. Wszystkich zapraszam na ten pogrzeb. Niech stanie się on wielką manifestacją polskości!