wtorek, 4 kwietnia 2017

Prawdy i nieprawdy o Węgrzech

W poprzednim tekście na moim blogu krytykowałem rozliczne bezmyślne internetowe ataki na V. Orbána. wysuwane pod jego adresem zarzuty zdradzenia Polski. Na szczęście w licznych czasopismach ukazały się teksty obiektywnie i rozważnie pokazujące motywy działania V. Orbána. I tak np. w czasopiśmie „Polska Niepodległa” (nr z 15 marca 2017 r.) ukazał się jednoznacznie wybraniający Orbána. tekst eksperta od spraw węgierskich Michała Kowalczyka : „Orban poparł Tuska, czy to naprawdę może dziwić?” Autor pisał m.in.: „ Może się to komuś podobać, lub nie, lecz rozumni przywódcy kierują się interesem własnego państwa. Zatem inwektywy wobec Orbána. są równie bezsensowne jak jego wcześniejsza krytyka z powodu dobrych stosunków z Moskwą. Mamy prawo jako Polacy nie przepadać za Putinem, a na niektóre poczynania Rosji patrzeć z obawami, trudo jednak wymagać od Budapesztu podporządkowania się naszym lękom czy utopijnej koncepcji giedroycizmu (...) Węgry mają dobre stosunki z Rosją, albowiem - uwaga- mają w tym interes. Moskwa oferuje Madziarom dobre warunki dostarczania gazu, udziela kredytu na rozbudowę jakże ważnej elektrowni w Paks itd. Poparcie Tuska również nie ma prawa dziwić(...) Tusk nie tylko nie uczynił Budapesztowi nic złego podczas swojej pierwszej kadencji, a nawet wielokrotnie przyjmował argumenty Orbana, z którym łączą go, przynajmniej, jako polityka, dobre relacje. Dlatego bezsensowne byłoby wetowanie kandydatury i włączanie się do konfliktu na linii polski rząd-Tusk”.
.
Szczególnie cieszę się z realistycznego i rozważnego stanowiska „Gazety Polskiej”, jakże odmiennego od jej decyzji sprzed 2 lat, gdy na znak dość niemądrego protestu przeciw wizycie V. Putina w Budapeszcie odwołano wyjazdy Klubów „Gazety Polskiej” na Węgry z okazji ich święta narodowego. Tym razem Kluby pojechały na Węgry i spotkały się z bardzo sympatyczną reakcją węgierskich kół politycznych. Dziennikarz „Gazety Polskiej” Wojciech Mucha pisał w tekście „Węgierski Fortepian” poza pokazaniem pewnych różnic w postawie Węgier i Polski, o tym, co nas zdecydowanie łączy: „Odbiór Polaków przez Węgrów był niezwykle gorący. W warstwie politycznej warto wsłuchać sie w przemówienie Orbana wygłoszone przed Muzeum Narodowym. Poza skierowanymi do Polaków podziękowaniami za przybycie węgierski polityk dotknął bowiem kwestii dotyczących Polski. Pomimo różnicy w wielkości naszych krajów my także (może nawet w większym zakresie) borykamy się z opresją ze strony unijnych hegemonów, a deklaracje budowy „Unii dwóch prędkości” musimy traktować jako zapowiedź zaostrzenia kursu , także wobec naszej części Europy” (...) Refleksja z Węgier jest dość prosta. Budapeszt, mimo wszelkich różnic, jawi się jako dość naturalny sojusznik, jeśli chodzi o próbę hamowania brukselsko-berlińskich prób przyśpieszenia naszym kosztem (choć kwestia Tuska rodzi tu pewne obawy)”. Warto dodać, że w tym samym numerze „Gazy Polskiej” z 22 marca 2017 r. zamieszczono obszerne fragmenty tekstu przemówienia V.Orbana z okazji węgierskiego święta narodowego w dniu 15 marca 2017 r.
 
R. Ziemkiewicz w obronie V. Orbana
 
Szczególnie godny uwagi jest tekst Rafała A. Ziemkiewicza: „Czego uczy nas Orban”, publikowany ”Do Rzeczy”
z 20 marca 2017 r. Ziemkiewicz, tłumacząc decyzję Orbana w sprawie Tuska, krytykuje twierdzenia o tym, iż Węgry powinny były w tej sprawie personalnej pokazać symboliczny gest wdzięczności wobec Polski. Jak pisze Ziemkiewicz: „Ceną za wdzięczność Polaków byłoby zrażenie do siebie chadeckiej międzynarodówki EPP, do której (podobnie jak PO ) należy partia Orbana w Parlamencie Europejskim. Tusk jest przecież oficjalnie reprezentantem i kandydatem bynajmniej nie Polski, ale właśnie owej frakcji. Prawo i Sprawiedliwość do EPP należeć nie chciało. Być może dlatego, że według kryteriów zachodnich nie jest partią chadecką, tylko konserwatywną - ale Fidesz przecież także. Być może zadziałały emocje nie pozwalające PIS być w jednym ugrupowaniu z PO i PSL.A być może prezes PiS został obydwoma powyższymi argumentami rozegrany przez wpływowego wtedy na jego dworze Michała Kamińskiego, który chciał popławić się w blasku funkcji lidera frakcji, choćby malutkiej? W każdym razie PiS założył frakcyjkę konserwatywną z brytyjskimi konserwatystami, czym skazał się na marginalizację. A gdy Brytyjczycy zadecydowali o opuszczeniu Unii został już zupełnie na lodzie (....) fakt, że Węgry, choć są krajem mniejszym i jako pionier antyestablishmentowego buntu przez pewien czas były w Unii osamotnione, nigdy tak zdecydowanie pod europejskim pręgierzem ustawiane nie były, to właśnie skutek przynależności partii Orbana do EPP. Za kulisami Unii toczy się bowiem nieustająca rywalizacja o stołki i wpływy między frakcjami (...) w której nawet kilkanaście euromandatów, dostarczonych przez Fidesz, ma swoja wagę. Europejskim chadekom opłaca się zatem pilnować, aby ataki na Węgry wyczerpywały się w słowach i nie przeradzały w żadne konkretne działania przeciw nim. Utratę tego politycznego parasola w UER niełatwo byłoby Orbanowi zrekompensować”.
 
Niestety nawet Ziemkiewicz okazuje zupełna niewiedzę na temat charakteru zachowań Orbana wobec UE, pisząc: „Orban nigdy nie postawił żadnej sprawy na ostrzu noża, nie zdarzyło mu się iodmawiać podpisania jakichś konkluzji czy protokołu i ogłaszać przy tym, że niecne potraktowanie przez eurokratów Węgier pokazuje ich prawdziwą twarz i negliżuje naturę Unii Europejskiej jako organizacji, w której większe państwa maja więcej do powiedzenia”. Było akurat odwrotnie. Orban wielokrotnie stawiał stanowcze weto wobec nacisków UE i nie cackał się w swych komentarzach na temat Unii. Np. w przemówieniu z okazji święta narodowego Węgier w dniu 15 marca 2011 r. Orban powiedział: „ „Wierni naszej przysiędze nie mogliśmy ścierpieć w 1748 roku tego, żeby nam dyktowano z Wiednia., Nie znieśliśmy też w 1956 r. i w 1990 r., żeby nam dyktowano z Moskwy. Teraz też nie pozwolimy, aby z Brukseli, czy skądkolwiek ktokolwiek coś nam dyktował. Od nikogo nie zniesiemy więc pouczeń”. W kwietniu 2012 r. Orban powiedział : „To, co doświadczamy, ten sposób traktowania ten obraźliwy, lekceważący ton, w jakim mówią z nami i o nas, na pewno nie czyni z nas przyjaciół Unii Europejskiej, lecz raczej zmienia w jej nieprzyjaciół”.W marcu 2012 r. Orban porównał ingerencję z UE do czasów sowieckiej dominacji na Węgrzech, mówiąc : „Znamy lepiej niż dobrze ten rodzaj nieproszonej bratniej pomocy, nawet kiedy teraz nosi ona dobrze skrojony garnitur, a nie mundur wojskowy z pagonami”.Czy ktoś z naszych PiS-owskich polityków zdobył się kiedykolwiek na równie ostre jak Orban stwierdzenia na temat Unii Europejskiej? Ani jeden!
 
Szkoda, że Ziemkiewicz najwyraźniej nie czytał rozlicznych faktograficznych stwierdzeń w prowadzonej przez jego przyjaciela Janusza Korwina Mikke rubryce „Orban”, pokazujących rozliczne twarde zachowania Orbana wobec UE
 
Błędy w rozumowaniu red. Piotra Semki
 
Absolutnie nie zgadzam się natomiast z dywagacjami Piotra Semki na temat Węgier i Orbana, publikowanymi w tekście „Krajobraz po bitwie” 20 marca 2017 r. To jeden z najsłabszych artykułów w całej tak bogatej karierze publicystycznej tego autora. Polemizując z autorami tekstów, tłumaczących zachowanie Orbana w sprawie Tuska, Semka zaatakował Orbana z grubej rury ,pisząc: „Viktor Orban, łamiąc swe obietnice, osłabił zdolność wszystkich państw Grupy Wyszehradzkiej do wspólnych akcji na forum Unii”. Panie Semka, bój sie Pan Boga! Po co Panu tego typu niesprawiedliwe oskarżenia wobec premiera Węgier, który obok podjęcia niewygodnej dla nas decyzji w sprawie Tuska, na konferencji prasowej kolejny raz stanowczo zadeklarował swą pełną gotowość obrony Polski przed jakimikolwiek naciskami i nagonkami. Czy red. Semka przespał informacje na ten temat?. Nie brak w tekście Semki poważnych błędów faktograficznych- vide stwierdzenie, że Orban korzysta „ z dość dziurawego parasola w postaci EPP”. W rzeczywistości ten parasol okazał się przez lata bardzo cenny dla Węgier. Szczególnie widomym tego znakiem były wielce żarliwe wystąpienia przewodniczącego frakcji EPP Josefa Daula, który nazwał Orbana „wielkim Europejczykiem”. Czy Semka o tym nic nie wie?
 
Nieścisłe jest twierdzenie Semki o specjalnych relacjach Fideszu z niemieckim CDU. Orban ma specjalne związki nie z CDU, lecz z bawarskim CSU, z której przewodniczącym bawarskim premierem Horstem Seehoferem łączą go bliskie związki przyjaźni.(Seehofer publicznie stwierdzał, że w sprawie imigrantów z Bliskiego Wschodu to Orban miał rację, a nie kanclerz Merkel). Krytykując tezy Semki warto jednak zaznaczyć, że zdobył się on na niebywałą wśród PiS-owskich dziennikarzy i polityków krytykę „gromkich wywiadów Jarosława Kaczyńskiego” To prawdziwa odwaga w czasie, gdy coraz częściej pojawiają sie tacy lizusi jak pewien poseł z PiS-u, zresztą skądinąd sensowny w innych sprawach, który uznał Kaczyńskiego za większego polityka od Charlesa De Gaulle’a.
Ze zdecydowana obrona Orbana przed atakami w Polsce wystąpił również redaktor Piotr Skwieciński w tekście „Niemądre emocje” („w Sieci” z 20 marca 2017 r.) Krytykując emocjonalne ataki na Orbana w Polsce w związku z poparciem przez niego Tuska Skwieciński przypomniał za mało eksponowany dotąd fakt, iz Tusk szereg razy występował w przeszłości w obronie Orbana. Jak pisał Skwieciński : „Przede wszystkim nie sposób nie przypomnieć, że kiedy w Unii rozpętywano najostrzejszą fazę nagonki na Orbana, to właśnie ówczesny szef polskiego rządu - czyli Donald Tusk- wystąpił przeciw tej nagonce, za co zresztą stał się przedmiotem krytyki ze strony warszawskich mediów lewicowo-liberalnych. Jeżeli Orban ma więc jakieś moralne zobowiązania, to nie wobec Kaczyńskiego, tylko wobec Tuska, który go w krytycznym momencie bronił. Z którym to Tuskiem, jak powszechnie wiadomo, ma osobiste relacje na tyle dobre, ze niektórzy- zapewne przesadnie -używają nawet słowa „przyjaźń” (....)”.

Do bardzo ciekawego tekstu Skwiecińskiego zakradły się jednak również i poważne błędy. W żadnym razie np. nie można np. zgodzić się ze słowami autora, głoszącego, iż „w węgierskiej historii konflikty z Rosją były bolesnymi, ale tylko epizodami. Węgierskie emocje są więc inaczej ukierunkowane’. Warto tu przypomnieć, że Węgry najmocniej przeżyły nie niemiecką krótką i łagodną okupację z 1944 r., lecz niezwykle bezwzględną okupację sowiecką w latach 1945-1948. W czasie tej okupacji doszło do niebywałego rabunku Węgier i ogromnej skali gwałtów. Ocenia się, że na Węgrzech sowieccy sołdaci zgwałcili około pół miliona Węgierek. Przy okazji Sowieci zamordowali biskupa Győr -V. Apora, broniącego przed gwałtem Węgierki, które schroniły się do jego pałacu biskupiego. Sowieci narzucili Węgrom najokrutniejszy (obok Albanii) stalinizm, który sprowokował wielkie narodowe powstanie w październiku 1956 r, krwawo stłumione przez sowiecką interwencję. Warto równię pamiętać, że słynna węgierska wojna niepodległościowa lat 1848-1849 została stłumiona tylko dzięki interwencji rosyjskiej armii feldmarszałka Iwana Paskiewicza. W czasie walk zginął od kozackiej dzidy największy poeta węgierski Sándor Petőfi Skrajnie przesadne są również uwagi red. Skwiecińskiegho o rzekomych niebywale wielkich rozmiarach korupcji aparatu władzy Orbana., porównanej przez autora do korupcji w putinowskiej Rosji.(!)
 
Szczególnie absurdalny jest fragment tekstu Skwiecińskiego, poświęcony węgierskim dylematom moralnym i kulturowym. Jest on wręcz dowodem dużej ignorancji tego autora na temat sytuacji wewnątrz Węgier. Skwieciński napisał: „Zauważmy, że w siódmym roku rządów partii radykalnie konserwatywnej na Węgrzech nadal legalne są aborcja na życzenie, a także związki partnerskie osób homoseksualnych. I rząd nie podjął żadnej próby zmiany prawa w tych kwestiach. Otóż rząd węgierski nie musiał podejmować żadnej zmiany sytuacji w tych kwestiach, bo w tekście Konstytucji Węgierskiej napisane jest, że związki partnerskie tzn. małżeńskie tworzą kobieta i mężczyzna, a ilość aborcji nigdy nie była tak niska jak teraz. Czy red. Skwieciński nie wie, że dzięki rządom Orbana na Węgrzech uchwalono najbardziej chrześcijańską konstytucję w Europie, z furią atakowano w niemieckiej prasie za rzekomy „klerykalizm”? Czy red. Skwieciński nie słyszał, że w krucjacie różańcowej na Węgrzech wzięło udział dwa miliony osób, a u nas tylko 150 tysięcy osób?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz