))Zapraszamy na Oficjalną Stronę internetowa Jerzego Roberta Nowaka((

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (II)

Niejasne moralnie sprawy Andrzeja Dudy
 
Prezydent Duda przez swe piękne, z patosem wypowiadane przemówienia, wyrobił sobie wśród milionów patriotycznych Polaków opinię prezydenta prostolinijnego i dbającego przede wszystkim o sprawy Polski. Niestety jest to z gruntu fałszywa opinia. W jego przypadku mamy bowiem do czynienia z udawaczem, daleko odbiegającym od głoszonych ideałów. Przytoczę w tym kontekście rozliczne przykłady dowodzące jak Duda arogancko łamał złożone przez niego przedwyborcze obietnice, wychwalał lub promował przeciwników patriotycznej Polski, cynicznie dążył do umacniania swej osobistej kariery kosztem czarnej niewdzięczności wobec tych, którzy go wcześniej protegowali, donosił na swego b. protektora Z. Ziobrę. Równocześnie zaś hodował podłemu skrajnemu kumoterstwu (sprawa nominacji A. Sabatowskiego). A przy tym po prostu lenił się i celebrował zamiast faktycznie mocno pracować w ramach swej prezydentury ( vide np. zaniedbanie włączenia się w prace przygotowawcze do reformy sądownictwa.) Będąc zaś miękkim plastelinowym charakterem, tym mocniej ulegał obcym PiS- owi wpływom z zewnątrz, począwszy od krakowskich kolesi ze swej pierwszej partii - Unii Wolności po Angelę Merkel.
 
Niewdzięczność to jego hobby
 
Nie znający bliżej Dudy naiwnie zawierzyli w prostolinijność prezydenta. W rzeczywistości Duda jest w duchowym powinowactwie z ludźmi typu fredrowskiego Rejenta Milczka, czającego się po cichu, aby uderzyć w wybranej przez siebie chwili. Szczególnie podłą okazała się czarna niewdzięczność Dudy wobec polityków, którzy go wsparli w przeszłości, przyśpieszając jego karierę polityczną. Najbardziej antypatyczne były ataki Dudy na jego dawnego dobroczyńcę i kreatora - Ziobrę, który tak mocno przyśpieszył karierę polityczną mało znanego wówczas krakowskiego prawnika Dudy w 2005 r., mianując go wiceministrem sprawiedliwości. Michał Wójcik, szef działu polityka „Faktu” pisał: „A Duda? Faktycznie to Ziobro wprowadził go do polityki. Najpierw jako eksperta, potem wiceministra sprawiedliwości, wreszcie polecił go Kaczyńskiemu do Kancelarii Prezydenta”.( Por. M. Wójcik : Ziobro uderza w prezydenta. Wiemy dlaczego., „Fakt” 1 sierpnia 2017.). Wójcik przypomniał wypowiedź jednego ze znaczących posłów PiS, a później „Solidarnej Polski” Arkadiusza Mularczyka z września 2012 r.: „Dla mnie i Zbigniewa Ziobry postawa Andrzeja Dudy to olbrzymie rozczarowanie i zawód. Ten człowiek przez nas wszedł do polityki. Każdy dotychczasowy etap swojej kariery zawdzięczał mnie albo Zbyszkowi. Broniliśmy go, gdy Jarosław Kaczyński chciał go utrącić”. (Cyt. tamże) . Z kolei znakomity niezależny publicysta Witold Gadomski w rozmowie internetowej z Ewą Stankiewicz „Czym było weto prezydenta” (3 sierpnia2017 r.) przypomniał : „Ziobro przyprowadził Dudę do PiS-u. On był jego ojcem, jeśli chodzi o karierę”. Jeśli rozwiniemy to porównania Gadowskego o Ziobrze jako „ojcu” Dudy, to można powiedzieć, że w końcu niewdzięczny Duda posunął się wobec Ziobry do swoistego „ojcobójstwa”. Warto przypomnieć, że Duda już w 2014 r. popisał się niechlubnym atakiem na Z. Ziobro, mówiąc że dobry wynik indywidualny Ziobry w wyborach, to skutek tego, że wyborcy uważają go nadal za polityka PiS. Odpowiadając na ten atak Dudy, Ziobro powiedział: „Na posła Dudę oddawano głosy, bo sądzono, że jest jeszcze moim zastępcą w ministerstwie sprawiedliwości. On zawdzięcza swoje istnienie w polityce mnie i posłowi Mularczykowi, i zachowuje się bardzo nieładnie swoimi wypowiedziami o zdrajcach… To on sie zachował jak taki Judasz”. (Podkr.-JRN) ( Por. tekst w iknternecie: Zbigniew Ziobro, Przyjaźń, która kończy się wojną. Andrzej Duda nie pierwszy raz zdradził Zbigniewa Ziobrę, wp.pl, 25 lipca 2017 oraz A. Gielewska :op.cit.).
 
Butny Duda potrafił zniechęcić do siebie nawet tak nie egoistyczną premier Beatę Szydło. zawsze gotową do pomocy dla innych. Osobę, która zrobiła tak wiele dla sukcesu jego kampanii prezydenckiej. Sam Duda przyznawał na temat B. Szydło podczas wieczoru wyborczego: „ Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii”. A jak jest dzisiaj ? W najnowszym „Wprost” pisano : „ Między Szydło a Dudą jest dzisiaj dzika wojna - opowiada polityk partii rządzącej. - Szydło się rozczarowała do prezydenta, ale trudno jej się dziwić, skoro on zachowuje się jak rozhisteryzowana nastolatka (podkr. - JRN) i zaczął szkodzić naszej formacji. Zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o zgromadzeniach, czyli opowiedział się po stronie KOD i Obywateli RP. Zawetował ustawę o regionalnych izbach obrachunkowych, co jest ochroną interesów PSL. A teraz okazał się hamulcowym reformy sądownictwa”. (Por. Eliza Olczyk : Sąd ostateczny”, „Wprost” z 24 lipca 2017 r.); Z kolei red. Magdalena Rubaj komentowała : „Politycy PiS zgodnie przyznają, że z doskonałego teamu, który doprowadził partię do podwójnego zwycięstwa wyborczego, po roku nie zostało prawie nic. Drogi Beaty Szydło i Andrzeja Dudy sie rozeszły (...) Szefowa rządu jest rozczarowana, że prezydent ciągle chowa głowę w piasek - mówi nam, jeden z polityków. Z kolei otoczenie Dudy broni go, mówiąc, że zbytnia aktywność nie jest głowie państwa do niczego potrzebna.(...) Otoczenie szefowej rzadu mocno narzekało także na Pałac Prezydencki z powodu powolnych prac nad pomocą dla frankowiczów. Wreszcie sprawa „Misiewiczów” i zerwanych negocjacji na zakup francuskich śmigłowców Caracal. To Szydło musiała gasić medialny pożar. A gdzie był prezydent Duda, zwierzchnik sił zbrojnych?! - ironizuje jeden z ministrów”. (Cyt. za: M. Rubaj: Wczoraj razem, dziś osobno”, „Fakt 27 października 2016 r.) Jak widać gros sporów między A. Dudą a B. Szydło wynika z uporczywego lenistwa A. Dudy i jego strusiowatego unikania trudniejszych problemów.
Dodajmy do tego najnowszą, tak nagłośnioną już sprawę. Duda, składając dwa weta w sprawie sądownictwa podłożył nogę Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS-owi, bez których nigdy nie miałby żadnej, ale to żadnej, szansy na prezydenturę. Najbardziej nie znoszę samolubnych , niewdzięcznych facetów!
 
No cóż - mam swoje zasady. Dlatego niewdzięcznika Dudę nie uważam dziś za mojego prezydenta. Tym bardziej, że oszukał w licznych sprawach Polaków. Kto mógł myśleć, że osoba wybrana przez miliony polskich patriotów okaże się tak stronniczo prożydowska kosztem prawdy o Polakach (choćby w przemówieniu w Kielcach w lipcu w 1946 r., w rozmowach o roszczeniach żydowskich z antyPolakiem i antykatolikiem Abrahamem Foxmanem, prezesem Ligi Antydyfamacyjnej, związanej z żydowską masońską Bnai Birth. .Przypomnijmy tu, że Foxman wystąpił w 2006 r. do UE, aby zamknęła Radio Maryja - wg. tekstu Stanisława Michalkiewicza: „Pełniący obowiązki stalinka”, internet 4 września 2006 r.).. Muszę stwierdzić jednoznacznie: nie uważam za swego prezydenta niewdzięcznika, tak nielojalnego jak Duda wobec osób, które mu najwięcej pomogły w awansie życiowym.
 
Czy Duda donosił na Ziobrę?
 
Sprawdzenia wymagają powtarzające się informacje, głoszące, że Duda donosił na Ziobrę do Kaczyńskiego. Redaktorki „Gazety Wyborczej”: Agnieszka Kublik i Iwona Szpala podają informacje, że w pewnym momencie ,około 2008 r. Duda podpadł J. Kaczyńskiemu na tle konfliktu ze słynnym krakowskim prawnikiem Wassermannem. Piszą, że : „Wkracza też Lech Kaczyński - jest wściekły, że jego podwładny. uczestniczył w ataku na Jarosława. Chce wyrzucić Dudę z kancelarii.- Prezydent wziął Dudę na dywanik. Andrzej wtedy obiecał, że będzie go informować, co się dzieje u Ziobry - (podkr.- JRN) - twierdzi ówczesny współpracownik Lecha Kaczyńskiego”. (Por. A. Kublik i I. Szpala : Ziobro i Duda - sojusznicy idą na wojnę, „Gazeta Wyborcza” 1 sierpnia 2017 r..) Jeśli okazałyby się prawdą powyższe stwierdzenia „Gazety Wyborczej”, to dowodziłoby niebywałego cynizmu Dudy, tego, że dla ratowania własnej skóry zgodził się donosić na swego dobroczyńcę Z. Ziobro. Czekam na oświadczenie w tej sprawie tak ważnej dla oceny postawy moralnej Dudy ze strony jego rzecznika. Jeśli bowiem sprawa donosów Dudy na Ziobrę potwierdzi się, zmuszony będę stwierdzić - nie jest moim prezydentem ktoś, kto był Judaszem i donosił na swego protektora i dobroczyńcę - Z. Ziobrę! Dodajmy, że Duda był na spotkaniach ziobrystów tuż przed momentem rozłamu, a potem doniósł na nich do władz PiS-u.

Czy Duda doprowadził do ułaskawienia przestępcy ? 

Michnikowej „Gazecie Wyborczej” nigdy nie mogę uwierzyć do końca, bo od wielu lat traktuję ją jako potworną „gazetę kłamstw” Dlatego apeluję do otoczenia prezydenta A. Dudy, żeby natychmiast wypowiedzieli się co do informacji podanej w„

„Gazecie Wyborczej” z 1 sierpnia 2017 r. i natychmiast sprostowali ją, jeśli jest fałszywa. O co chodzi ? Dwie dziennikarki „Gazety Wyborczej” Agnieszka Kublik i Iwona Szpala podają w tekście zatytułowanym : „Ziobro i Duda - sojusznicy idą na wojnę” szokującą informację o roli Dudy w ułaskawieniu Adama S., przestępczego wspólnika zięcia Lecha Kaczyńskiego - Marcina Dubienieckiego. Autorki piszą: „Jako prezydencki minister Duda dostaje sprawę ułaskawienia Adama S., wspólnika Marcina Dubienieckiego, zięcia Lecha Kaczyńskiego. Prośbę o łaskę Adam S. składa 5 lutego 200 r., a już 20 lutego Andrzej Duda prosi prokuratora generalnego o akta sprawy. Tempo jest niespotykane. 9 marca akta sądowe są już w Kancelarii Prezydenta. 9 czerwca Adam S. jest ułaskawiony. Trzy tygodnie wcześniej S. rzuca się w biznesy z Dubienieckim, zakładają spółkę. W tym przypadku ułaskawienie dotyczyło skazania S., który przez blisko osiem lat oszukiwał urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wyłudził z PFRON ponad 120 tysięcy zł. , a skarb państwa stracił co najmniej 30 tys. zł.”. (Podkr.- JRN).

 
Sprawa ta rzuca wielki ceń na Andrzeja Dudę. Tym istotniejsze staje się wyjaśnienie przez prezydenta Dudę, czy informacje „Wyborczej” na temat roli Dudy w ułaskawieniu oszusta S. są zgodne z prawdą, czy też są tylko wymysłem „Wyborczej”? Czekamy na jak najszybsze wyjaśnienie? Wygląda bowiem na to, że działając na rzecz ułaskawienia p. S. Duda popełnił czyn amoralny.
 
Krakowskie kumoterstwo A. Dudy. 
Czyli jak prezydent RP wstawił do KRRiT pozbawionego kompetencji fachowych obiboka, ale ojca byłej sympatii Kingi Dudy.
 
20 września 2016 r. w mediach zawrzało w związku z powołaniem przez A. Dudę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dziennikarza o poglądach liberalno-lewicowych, przyjaciela D. Tuska Andrzeja Sabatowskiego. Uczestnictwo w KRRiT ,to nie tylko udział w bardzo wpływowej instytucji, ale również świetna fucha pod względem materialnym - posada za prawie 13 tys. złotych i eleganckie auto .Serwis Fakt.pl artykuł o Sabatowskim zatytułował „Podejrzana nominacja Dudy. Niedoszły teść Kingi dostał fuchę” i napisał, że choć „ze związku prezydenckiej córki” Kingi Dudy z synem Andrzeja Sabatowskiego Karolem „nic nie wyszło, ale jego tacie związek z prezydentem dał wiele”. Zdaniem tabloidu decyzja prezydenta o powołaniu Sabatowskiego do KRRiT „wzbudziła zdziwienie nawet w jego najbliższym otoczeniu, bo to mało znana postać”. Fakt.pl dodał, że „Sabatowskiego świetnie poznali dziennikarze wyrzucani z pracy w dzienniku »Rzeczpospolita« po aferze z tekstem „o trotylu na wraku tupolewa”, bo Grzegorz Hajdarowicz „właśnie jego zatrudnił jako specjalnego pełnomocnika ds. dziennikarskiej etyki”.
 
Za tekst "Trotyl na wraku tupolewa" pracę w 2012 roku stracił m.in. Cezary Gmyz, a potem za "niedopuszczalną krytykę" zarząd Presspubliki zwolnił Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego i założyciela "Uważam Rze" – z którym odszedł prawie cały zespół tygodnika. (...)
 
Sprawę komentowano też na Twitterze. „To nie jest »dobra zmiana« w KRRiT” - napisała np. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy”. A Mariusz Staniszewski ‏(redaktor wyrzucony z „Rz” za „Trotyl”): „Hajdarowicz wyrzucał dziennikarzy z Rz wbrew wszelkim zasadom etyki. Nowy członek KRRiT nie protestował”.
- Chodzi o to, że Andrzej Sabatowski to człowiek o innym kodzie wartości. Jego poglądy są bardziej lewicowo-liberalne – mówi osoba znająca sytuację na prawicy. - W Krajowej Radzie, która decyduje m.in. czy ukarać nadawcę za jakąś audycję, te różnice mają znaczenie”.
 
Ostro skrytykowano decyzję Dudy w sprawie Sabatowskiego na łamach tygodnika „Do Rzeczy” (nr z 19 września 2016 r.), w którym znaleźli się dziennikarze wyrzuceni z „Rzeczpospolitej”. Dwaj z nich :Piotr Gociek i Cezary Gmyz w rubryce „Dwaj panowie G." skrytykowali powołanie Andrzeja Sabatowskiego do KRRiT, pisząc : "Kiedy w 2012 r. niejaki Hajdabomber przechwycił »Rzepę« i wywalał z niej panów G., ich suwerena, Lisickiego Pawła, oraz resztę oryginalnego tygodnika »Uważam Rze«, Sabatowski został u Hajdabombera pełnomocnikiem ds. etyki dziennikarskiej. To były dobre czasy dla etyki”.

Wielokrotnie bardzo ostro krytykował decyzję Dudy w sprawie awansu Sabatowskiego słynny niezależny publicysta Witold Gadowski, wywodzący się z Krakowa i świetnie znający ludzi z tamtych środowisk inteligenckich. Juz 15 września 2016 r. Gadowski pisał na blogu: No i stało się, pierwsza niewytłumaczalna i zła decyzja prezydenta Andrzeja Dudy. Z wielką przykrością kreślę te słowa, ale milczeć się nie da. Prezydent Duda powołał w skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji pana Andrzeja Sabatowskiego. To decyzja, która sprawiła że wielu krakowskich znawców mediów i artystów po prostu zamilkło ze zdumienia. Niestety znam środowisko telewizyjne dość dobrze stąd też i miałem okazję przyjrzeć się postaci pana Sabatowskiego. Niestety (po dwakroć) nic dobrego, ani o jego kwalifikacjach, ani też o postawie, nie potrafię powiedzieć. (...) Niestety (czwarty i ostatni raz) muszę przypomnieć kilka faktów, które pan Sabatowski skrupulatnie w swoim życiorysie ukrywa. Tak więc zaczynał jako wierny podwładny ubeka Władysława Machejka w „Życiu Literackim” (policzcie ile może mieć już wiosen). Kiedy z gazety wyrzucano, za poglądy, panią Elżbietę Morawiec odmówił podpisania listu protestacyjnego. W Trzeciej RP niezmiennie był związany z biznesmenami typu Andrzej Gocman i Kongres Liberalno Demokratyczny. Kandydował nawet – bez powodzenia – na posła z listy tej partii. O Donaldzie Tusku wyraża się per „mój serdeczny przyjaciel”, a ostatnio był specem do spraw etyki w „Rzeczpospolitej” należącej do jego bliskiego znajomego Grzegorza Hajdarowicza. Było to już oczywiście po wyrzuceniu z tego pisma – w myśl śmietnikowego porozumienia pomiędzy Grasiem i Hajdarowiczem – niezależnych dziennikarzy.
W Krakowie pan Sabatowski znany jest z tego, że chętnie grywa w tenisa, nie przepracowuje się, dba o kontakty z wpływowymi i nie dba o resztę, nawet o pozory, a gdy pełnił funkcję w krakowskim ośrodku telewizyjnym (funkcja zyskana dzięki politycznym koneksjom z  PO) fachowo czytał darmowe gazety i żadnego innego śladu po sobie i swojej sutej pensji nie zostawił. Pan Andrzej Sabatowski nie posiada żadnego znaczącego dorobku dziennikarskiego, ani fachowego, … jeśli chodzi o dziedzinę mediów. Ma jednak rozległe dokonania towarzyskie. I nagle takiego człowieka prezydent Andrzej Duda powołuje w skład KRRiTV! Dlaczego? Nie chciałbym, aby wyjaśnieniem tego faktu były jedynie „Pamiętniki z wakacji”, kiedy to państwo Sabatowscy spędzali wspólne wakacje w Toskanii wraz z prezydentem Dudą i jego rodziną. Nie chciałbym, aby tak prozaiczne było wyjaśnienie niespodziewanej i skandalicznej kariery pana Andrzeja Sabatowskiego. Piszę te słowa dlatego, że zwykle mówię głośno to, o czym inni mówią po cichu. A Kraków – który zna Sabatowskiego – wrze z oburzenia”.
Kilka dni później red. Gadowski powrócił do swej krytyki decyzji prezydenta Dudy w sprawie nominacji Sabatowskiego w rozmowie z red Luizą Dołęgowską z „Frondy”. Już na wstępie rozmowy zaakcentował: „Powołanie pana  Sabatowskiego w skład KRRiT, nie kryję, budzi moje głębokie zdumienie, ponieważ żaden dorobek pana Sabatowskiego nie kwalifikuje go do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie jest mi też znane żadne osiągnięcie dziennikarskie tego pana, ani tym bardziej wybitna fachowość  w dziedzinie mediów”.Redaktorka z „Frondy” zapytała Gadowskiego :„Czy pan prezydent mógł nie wiedzieć o panu Sabatowskim,  że był zatrudniony przez Grzegorza  Hajdarowicza  w ,,Rzeczpospolitej'' w czasie, gdy wyrzucano stamtąd dziennikarzy?”. W odpowiedzi Gadowski stwierdził: „Jeżeli pan prezydent o tym nie wiedział, to świadczy o głębokiej niekompetencji jego kancelarii, a jeżeli wiedział i mimo to podjął taka decyzję, to chciałbym znać jej powód”.
 3 sierpnia 2017 r. W. Gadowski w świetnej internetowej rozmowie z Ewą Stankiewicz kolejny raz odsłonił niezwykle negatywne cechy osobowości Sabatowskiego, tak niegodnie promowanego przez Dudę. Według Gadowskiego Sabatowski „ był człowiekiem bez żadnego dorobku, który zawsze korzystał z układów osobistych”.
Czy jest jakiekolwiek wytłumaczenie podłego kumoterstwa Dudy wobec Sabatowskiego? Wymienione powyżej przykłady dowodzą, że prezydent RP A .Duda bez jakichkolwiek oporów wewnętrznych łamał podstawowe zasady moralne Nominacja Sabatowskiego dowiodła, że mianując na wysokie stanowiska Duda nie kieruje się żadnymi względami merytorycznymi, lecz zachowuje się jak pan na swym folwarku. Niech ci durnie, którzy wciąż panegirycznie wychwalają prezydenta Dudę wyjaśnią kulisy niebywałego awansu niedoszłego teścia córki Dudy. Ja nie chcę mieć prezydenta, który zachowuje się tak jak wójt z Wilkowyi na czele swojej kliki !
Zdominowanie otoczenia prezydenta Dudy przez ludzi z kręgów krakowskiej Unii Wolności
 
W poprzednim wpisie na blogu cytowałem już opinię krakowianina Jana Rokity na temat wielkich wpływów ludzi z krakowskiej Unii Wolności na prezydenta. Ostatnio dostaliśmy nowe jeszcze bardziej konkretne omówienie rozmiarów tych wpływów na prezydenta A. Dudę. Dokonał tego znakomity niezależny publicysta Witold Gadowski, przez wiele lat mieszkający w Krakowie i świetnie znający krakowskie środowiska polityczne oraz samego A. Dudę. W zasługującej na powszechną lekturę internetoweej rozmowie z red. Ewą Stankiewicz w dniu 3 sierpnia 2017 r. pt. „Czym było weto prezydenta”, Gadowski, oburzony tym wetem, postanowił maksymalnie odsłonić kulisy działań Dudy. Powiedział m.in. o zatrudnionych w prezydenckiej kancelarii A. Dudy licznych osobach z dawnej krakowskiej Unii Wolności. Należy do nich m.in. b. fotograf „Wyborczej” Marcin K., znany niegdyś z wyszydzania postaw patriotycznych. Inną nieciekawą postacią w tej kancelarii Dudy, decydującą o odznaczeniach (!!!), jest jeden z byłych założycieli ROAD, skrajnego lewicowego odłamu Unii Demokratycznej. Gadomski wspominał również o różnych innych postaciach dziś ulokowanych koło Dudy, a niegdyś znanych mu z „postaw antypatriotycznych.”
 
Tłumacząc nagłą kapitulację Dudy wobec nacisków różnych środowisk w sprawie wet, Gadowski zauważył, że Duda „nigdy nie był wypróbowany w sytuacjach trudnych, kryzysowych, gdy trzeba było wykazać się hartem i umiejętnością walki”. .Konkludując swe refleksje o prezydencie Dudzie, Gadowski stwierdził,: „Lubię Dudę, ale bycie grzecznym i sympatycznym, to nie są jedyne kwalifikacje, których wymaga się od prezydenta’”. Z kolei red. E. Stankiewicz zwracając uwagę na przykłady rozmijania się Dudy z prawdą , akcentowała, że „trzeba mieć dystans do tego, co Duda mówi, a patrzeć na to ,co robi”.
 
Pierwsza ofiara śmiertelna odwlekania przez A. Dudę realizacji przedwyborczych obietnic, złożonych frankowiczom
 
Najnowszy tekst tygodnika „Warszawska Gazeta” (nr z 4 sierpnia 2017 r. ) przynosi szokujący artykuł Krystyny Górzyńskiej „Tekst dedykowany prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Śmierć frankowicza”. Artykuł informuje o samobójstwie popełnionym 20 lipca 2017 r. przez Romana Dańko, jedną z ofiar tzw. pseudolokat i kredytów frankowych Autorka artykułu K. Górzyńska p-0rzypomina, że samobójca - przedsiębiorca Ryszard Dańko „bardzo liczył na prezydenta A. Dudę i PiS. Był przekonany, że zarówno nowy prezydent, jak i zwycięska partia dotrzymają obietnic i szybko (podkr.-JRN) rozwiążą problemy ludzi uwikłanych w oszukańcze kredyty, tragiczne w skutkach dla dłużników”. Redaktorka przeciwstawia beznadziejny los frankowiczów w Polsce sytuacji na Węgrzech Orbana. Przypomina, że Orban wkrótce po objęciu rządów „oskarżył banki o jawne oszustwo - stosowanie kredytów walutowych w celach spekulacyjnych. Powiedział wprost: Nie pozwolimy, by hieny przejęły kontrolę nad naszym rynkiem nieruchomości. Natychmiast zamrożono kurs franka i wynegocjowano z bankami umowę korzystną dla kredytobiorców”. Przeciwstawiając tak korzystną dla zwykłych obywateli politykę Orbana kosztem banków red. Górzyńska zapytuje : „ A co u nas? Jak pokazuje przykład śp. Romana Dańki, co najwyżej można się zabić”. Takie są koszty złamania przez Dudę obietnic przedwyborczych. Przez inercję Dudy w tej sprawie stracono ponad 2 lata. Śmierć Dańko obciąża prezydenta Dudę. Ilu frankowiczów popełni jeszcze samobójstwo jako ofiary złamania przez Dudę obietnic przedwyborczych? Tyle, że takie postępowanie Dudy może prowadzić do utraty przez niego głosów 2 mln frankowiczy. Podobnie jak jego skandaliczne odrzucenie patronatu nad społecznymi obchodami rocznicy ludobójstwa ukraińskiego na Wołyniu, które może doprowadzić do utraty zaufania do obecnego prezydenta wśród 6-milionowej rzeszy Kresowiaków. Działania iście samobójcze.
 
Prezydent A. Duda na usługach lobby banksterów
 
W „Naszym Dzienniku” (nr z 4 sierpnia 2017 r.) ukazał się wywiad „Odłożona egzekucja”, w sprawie kredytów frankowych, przeprowadzony przez Mariusza Kamienieckiego z politologiem posłem Ruchu Kukiz 15 Andrzejem Maciejewskim. Komentując najnowszą propozycję A. Dudy w sprawach kredytów frankowych Maciejewski stwierdza: „ Ta propozycja jest niczym innym jak kolejnym zasiłkiem socjalnym, a nie rozwiązaniem systemowym (...) Zapowiedzi Andrzeja Dudy z kampanii prezydenckiej, a przypomnę, że problem dotyczy ok. 2 milionów Polaków (podkr.-JRN ), ludzi, którzy są związani kredytami tzw. frankowymi, oraz ich rodzin- były jednoznaczne. A mianowicie, ze należy od początku te kredyty udzielane przez banki traktować jako kredyty złotówkowe, a nie walutowe. I jako kredyty złotówkowe powinny być przez nich spłacane. Przecież ci kredytobiorcy na oczy nie widzieli franka, a do ręki dostali złotówki (...) Kandydujący na urząd prezydenta RP Andrzej Duda ocenił, że ten problem uda się rozwiązać. Kiedy jednak został wybrany na najwyższy urząd w państwie jak widać zmienił zdanie”. No cóż mięczak Duda całkowicie ulega presji lobby bankowego zamiast wsłuchać się w problemy 2 milionów zwykłych ludzi i realizować, to co im obiecał. A poza tym warto przypomnieć, że w gronie jego kilku doradców ekonomicznych jest aż dwóch doradców związanych z lobby bankowym, nie ma zaś żadnego przedsiębiorcy. Z kolei Jan Kamieniecki w „Gazecie Polskiej codziennie” z 4 sierpnia 2017 r. pisze, że prezydencka nowela ustawy o wsparciu kredytobiorców spotkała się z najbardziej krytyczną ocena ze strony frankowiczów. Według Kamienieckiego: „Skupiające frankowiczów stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu negatywnie oceniło projekt (prezydencki - JRN) Przypomniało, że prezydent dał bankom rok na dobrowolną restrukturyzację „pseudowalutowych kredytów”. Zdaniem SBB w tym czasie banki nie wykazały chęci do rozmów z klientami. Po upływie tego e or dyia dugi terminu miało nastąpić ustawowe zmuszenie banków do odwalutowania tych kredytów, ale do tej pory tego nie zrobiono”. A „mięczak” Duda nic nie zrobił dla przyciśnięcia banków w interesie 2 milionów frankowiczów ! Warto przypomnieć wcześniejsze uwagi redaktorek Elizy Olczyk i Joanny Misiołek w artykule „PiS w uścisku frankowiczów, „Wprost” z 30 października 2016 r. Autorki „Wprost” pisały m.in.,: „Z naszych informacji wynika, że szef PiS jest też zniecierpliwiony całą sytuacją. Po pierwsze, prace w Kancelarii Prezydenta nad rozwiązaniem dla tej grupy zbytnio się przeciągały, po drugie rezultat nie jest zadowalający dla kredytobiorców (...) Faktycznie frankowicze ze stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu nie kryją swej wściekłości na Kancelarię Prezydenta. W oficjalnym stanowisku napisali, że żądają zaprzestania procedowania nad tym projektem jako sprzecznym z polskim prawem i szkodliwym dla kredytobiorców (...)”.
 
Parokrotnie krytykował zaniechania A. Dudy w sprawie kredytów frankowych redaktor „Warszawskiej Gazety” Piotr Lewandowski . I tak np. w tekście „Załatwione odmownie” („Warszawska Gazeta” z 21 października 2016 r.) Lewandowski pisał m.in. : „Idźmy dalej -sprawa łże -kredytów frankowych, którą podnosił w kampanii prezydent Duda. Po długich korowodach i groteskowych konsultacjach via Komisja Nadzoru Finansowego, przesyłająca do banków ankiety, w które te wpisały, co chciały, szacując swe rzekome „straty”, wysmażono ostatecznie w Kancelarii Prezydenta kadłubowy projekt, sprowadzający się do zwrotu przez banki części spreadów. Zwracałem już w innym miejscu uwagę, że prezydencki zespół ekspertów składa się w większości z ludzi powiązanych z branżą finansową, nie dziwi więc, ze efekt ich prac dość jednoznacznie odebrany został jako sukces bankowego lobby. Frankowiczom rzucono na odczepne żałosny ogryzek, w niczym nierozwiązujący istoty bankowego szalbierstwa, polegającego - przypomnijmy na oferowaniu pod nazwą „kredytu” toksycznego instrumentu pochodnego wysokiego ryzyka. A wszystko to w sytuacji, gdy kolejne kraje jakoś potrafiły uporać się z problemem -niedawno dokonała tego Rumunia, gdzie na ostatniej prostej są prace nad przewalutowaniem kredytów, i to po historycznym kursie”.
A więc nawet Rumunia potrafi dużo lepiej rozwiązać problemy niż Duda, stając po stronie tysięcy oszukanych zwykłych ludzi, a nie banków. Wstyd, wielki wstyd panie Duda!
 
W najświeższym artykule P. Lewandowski, pisząc o swych obawach przed ustępstwami prezydenta A. Dudy wobec nacisków „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”, stwierdził: „mam na świeżo w pamięci, co prezydent zrobił z zapowiadaną „ustawą frankową”. Po długich miesiącach i kolejnych coraz bardziej pokracznych projektach Kancelaria Prezydenta wypuściła kadłubkowego potworka, który i tak utknął w sejmowej komisji. Jeśli Duda nie miał jaj, by postawić się bandzie banksterskich lobbystów, to jak niby ma pójść na konfrontację z „nadzwyczajną kastą ludzi?”. (Por. P. Lewandowski : Między wojną a hańbą, „Warszawska Gazeta” z 28 lipca 2017).
 
Prezydent A. Duda oszukał frankowiczów
 
Polonijny działacz społeczny z nowego Jorku Witold Rosowski pisał: „Frankowiczów” według mnie Prezydent wierutnie oszukał, obiecując ukrócić kryminalne praktyki banków zdzierających skórę z ludzi zaciągających kredyty w walutach, a na koniec żadnej reformy ani prawa nie wprowadził, natomiast w zamian zwrócił się do banków z pytaniem, czy chcą ten proceder ukrócić ? To tak, jakby zapytać złodzieja, czy chce, aby zabrać mu łup ?”. (Por. W. Rosowski: Dlaczego prezydent Andrzej Duda będzie prezydentem jednej kadencji, „Warszawska Gazeta” 28 lipca 2017 r. ).
 
Szkody wynikłe z zablokowania przez A.Dudę ujawnienia Aneksu do Raportu z weryfikacji WSI
 
Inna dziedzina. Aleksander Ścios pisał w internecie 21 marca 2017 r. w tekście zatytułowanym „Gra na wybudzonego” prezydenta: „Troska pana prezydenta o bezpieczeństwo Polaków (pojmowana w dość przedziwny sposób), ujawniła się tylko w jednym obszarze – utajnienia i całkowitego zamilczenia Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. To z woli Andrzeja Dudy Polacy nie mogą się dowiedzieć – jak dalece gangrena „długiego ramienia Moskwy” przeżarła życie publiczne III RP. To obecny prezydent zdecydował, że wiedza o patologicznych więzach łączących polityków, biznesmenów i ludzi służb sowieckich, jest Polakom zbędna. Pisałem już dawno, że każdy dzień ukrywania tych informacji oznacza kontynuację mafijnych związków i pozbawia nas prawa do wiedzy kształtującej świadomość społeczną, a ten, kto nadal ukrywa Aneks wyrządza Polakom ogromną krzywdę i podtrzymuje patologiczne układy”. (Podkr. -JRN Przypomnijmy, że Antoni Macierewicz już 2 października 2015 roku, na spotkaniu z Polonią w Chicago zapowiadał,, że na publikację aneksu trzeba poczekać jeszcze kilka tygodni (w domyśle: do zmiany rządu). Tymczasem minęło już przeszło półtora roku od obietnicy Macierewicza w sprawie Aneksu, a Duda nadal blokuje jego publikację. Nasuwa się pytanie, czy blokując tak długo ujawnienie „Aneksu” Duda stara się usilnie bronić jakąś osobę czy osoby.
 
Duda wreszcie całkowicie się odsłonił
 
Przez długi czas, znając wspomniane fakty z działań i wypowiedzi A. Dudy w ostatnich dwóch latach nie mogłem się nadziwić, skąd wynika aż tak naiwna wiara w niego u wielu osób, a czasem nawet uwielbienie?! My Polacy zbyt łatwo dajemy się nabrać na pozory. A tu sprzyjał przecenianiu Dudy fakt, że zaczął swą prezydenturę po zdecydowanie najgłupszym prezydencie RP (nawet Kwaśniewski bił go o wiele długości ) bucowatym bul Komorowskim. W tym całym nieszczęściu - tak szkodliwym zawetowaniu dwóch ustaw o sądownictwie przez A .Dudę jest jedna dobra rzecz. Oto Duda sam wreszcie się zdemaskował, pokazał w całej krasie swoją małość, uległość wobec nacisków „krakówka” i tym podobnych środowisk, w tym byłych kompanów ze zdradzieckiej antypolskiej Unii Wolności. Odsłaniając się Duda pokazał, że łagodnie mówiąc - nie jest najmądrzejszym politykiem! Bo sam przesądził o stopniowym schyłku swej kariery politycznej.
 
A. Duda zapłacił za zdradę
 
Naród nie daruje wybranemu głosami milionów Polaków Dudzie jego obecnej zdrady. Wetując obie ustawy o sądownictwie, Duda liczył na zwiększenie swej popularności. Jest wręcz przeciwnie. W ciągu zaledwie kilku dni stracił niemal 5 proc. poparcia., Jak pisał MK w „SuperExpressie” z 29 lipca 2017 r. w tekście „Andrzej Duda stracił przez swoje weta”: „W porównaniu do poprzedniego badania zaufanie do niego (Dudy-JRN) spadło niemal o 5 proc.-teraz wynosi 38,6 proc. Wygląda na to, że dwa weta nie przyniosły oczekiwanych przez Pałac Prezydencki rezultatów”. Takie straty w ciągu zaledwie kilku dni, to bardzo dużo. Prezydent Duda znalazł się wyraźnie na równi pochyłej. Oby tak dalej !

PS. Szanowni Państwo: W internecie od 28 lipca jest umieszczone nagranie rozmowy red. R. Mossakowskiego ze mną pt. „Minął tydzień. Zdrada Andrzeja Dudy”. (Można je znaleźć pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=7ArVlRnBUmk 
Osiągnęło ono w ciągu tygodnia niesamowicie dużą ilość wyświetleń - 58 374 (na chwilę obecną 59,751) i blisko 300 komentarzy. Ustosunkuję się do nich w następnym odcinku mego blogu, poświęconym kolejny raz zdradzie A. Dudy. Serdecznie dziękuję za tak duże zainteresowanie czytelnikom blogu i słuchaczom moich nagrań w internecie. JRNowak
 
A teraz ogromnie smutna wiadomość.
Dziś rano dobiegła mnie informacja o śmierci mego serdecznego przyjaciela i wspaniałego towarzysza walk z antypolonizmem prof. Bogusława Wolniewicza. Niestety ani telefon stacjonarny ani komórka zmarłego nie są czynne. Bardzo proszę o powiadomienie mnie, kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb tego wielkiego Polaka. Wszystkich zapraszam na ten pogrzeb. Niech stanie się on wielką manifestacją polskości!

sobota, 29 lipca 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (I)

(Manifest antyprezydencki )
 
W tekście tym odsłaniam dla szerszego grona wiele faktów mało znanych z życia i wystąpień Dudy, cierpliwie wygrzebanych z wielostronnej literatury na jego temat.
 
Najhaniebniejszym i zarazem najbardziej wstydliwym wydarzeniem ostatniego roku było ogłoszenie w dniu 24 lipca 2017 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę dwóch wet paraliżujących na nie wiadomo jak długo, gruntowną reformę sądownictwa w Polsce. Sądownictwa stanowiącego najbardziej patologiczną dziedzinę III Rzeczpospolitej, faktycznie swoistej stajni Augiasza. Sądownictwa, które umożliwiło zablokowanie skazania największych zbrodniarzy PRL-u na czele z gen. W .Jaruzelskim i C. Kiszczakiem, które wielokrotnie prowadziło do uwalniania wielkich złodziei i skazywania ludzi niewinnych. Weta Dudy doprowadziły do czasowego utrącenia najważniejszej reformy rządu Dobrej Zmiany, przygotowanej przez zespół ministra Zbigniewa Ziobry i cieszącej się ogromnym poparciem Pani Premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Krzysztof Wyszkowski: A. Duda podpalił Polskę

Jeden z czołowych działaczy dawnej opozycji solidarnościowej , członek kolegium IPN Krzysztof Wyszkowski wystąpił 24 lipca 2017 r. ze szczególnie ostrym potępieniem wet prezydenta Dudy, stwierdzając bez ogródek: „Panie Prezydencie - Podpala Pan Polskę. Może ma Pan subiektywne poczucie odpowiedzialności, ale nie ma Pan politycznego rozumu”.(Podkr.- JRN).

Już dziś widać jak katastrofalne są wielostronne skutki obu wet prezydenckich. Najważniejszym negatywem jest to, co znana z odwagi i bezkompromisowości publicystka i reżyser Ewa Stankiewicz wyraziła w słowach: „To jest moim zdaniem bardzo zła decyzja, która będzie miała swoje złe konsekwencje dla Polski. Prezydent stanął po stronie uprzywilejowanej kasty i tych, którzy opłacali protesty. Pan prezydent dał paliwo tym ludziom. (Podkr.-JRN). - My musimy zmieniać Polskę, ale moim zdaniem jest to utrata szansy na systemowe zmiany”. W innej wypowiedzi - z 24 lipca 2017 r. E. Stankiewicz stwierdziła expressis verbis: „Panie Prezydencie. Właśnie stracił Pan mój głos. Jeden z 30 mln. To niewiele. Stracił Pan zaufanie i zawiódł nadzieję. To dużo”. Bardzo krytycznie i szczegółowo skrytykował weta prezydenta Dudy inny znakomity publicysta Michał Karnowski, pisząc o trzech błędach prezydenta A. Dudy: 

Po pierwsze, Andrzej Duda założył, że deklaracje totalnej opozycji i świata sędziowskiego o pragnieniu reformowania sądownictwa, tylko „mądrzej” i „lepiej”, są szczere. To nie jest prawda. Z dziesiątek oświadczeń, zjazdów, kongresów, wywiadów establishmentu prawniczego wyłania się obraz środowiska zachwyconego sobą, uważającego, że wszystko jest świetnie, że trzeba jeszcze więcej tej patologicznej „samorządności”, w rzeczywistości będącej oligarchizacją. I dlatego mimo weta, ani jedna osoba z tego świata, nie zdobyła się na powiedzenie swoim wspólnikom z ulicy i ich płatnikom od Sorosa: kończcie, bo teraz rozmawiamy poważnie z prezydentem. I dlatego z panią Gersdorf, niestety, pan prezydent niczego nie zreformuje.

Po drugie, i co gorsze, sam Andrzej Duda nie udzielił poważnego napomnienia protestującym. Jakby wezwania do wieszania byłych kolegów z Prawa i Sprawiedliwości były normą. Jakby wezwania do zorganizowania w Polsce krwawego „odwróconego” - bo w obronie oligarchii - majdanu, były do zaakceptowania. Jakby nad wulgarnymi, palikociarskimi w stylu, manifestacjami pod domem prezesa partii, który wskazał go jako kandydata na prezydenta, można przejść do porządku dziennego. A przecież mógł postawić warunek, że zawetuje, a więc da coś opozycji, jeśli ona zaprzestanie tej wojny domowej. Zdecydował się jednak oddać zasób wypracowany przez swoje środowisko, niczego się od obozu przeciwnego nie domagając.
Po trzecie, Andrzej Duda ustąpił w kulminacyjnym punkcie protestów, tuż po niedzieli, zwykle takie akcje ułatwiającej. Nie poczekał nawet aż manifestacje zaczną przygasać, co było o tyle oczywiste, że ani na moment nie przekroczyły stanu krytycznego, ani na chwilę nie przekroczyły stałego zasobu opozycji, o czym zresztą pisałem codziennie na tych łamach. Nie było też żadnych poważnych sygnałów sondażowych wskazujących iż postulaty tej hałaśliwej grupy podzielane są przez większość społeczeństwa. Odwrotnie - wsparcie dla zmian w sądownictwie, dla prezesa Prawa i Sprawiedliwości oraz działań rządu Beaty Szydło i ministra Zbigniewa Ziobry było na stałym, ogromnie wysokim poziomie. To pozwalało przynajmniej poczekać. Prezydent zdecydował inaczej - oddał wszystko, w momencie najgorszym.

Dlatego właśnie totalna opozycja żąda i będzie żądała więcej. W tej sprawie, ale 

także w każdej innej. Jeśli raz się udało zaszantażować kilkoma milionami rzuconymi nie wiadomo skąd, kilkoma tonami świeczek i kilkudziesięcioma zaledwie tysiącami demonstrantów, to już zawsze będą próbować. I wszystko wskazuje, że nie będzie ani reform, ani spokoju.
Przykro to pisać, ale ten cios zadany obozowi reform pod względem politycznym trudny jest do zrozumienia i usprawiedliwienia. Długo będziemy za niego jeszcze płacili. Polityka to jednak poważna sprawa, za takie błędy i złudzenia płaci się słono. (Podkr.-JRN) .I nie chodzi tylko o to, że dziś cieszą się u Sorosa, u Schetyny i w „Wyborczej”, a smucą w tych polskich domach, gdzie na płotach wieszano plakaty Dudy, często płacąc za to cenę prześladowań i ostracyzmu. Chodzi przede wszystkim o twardy polityczny realizm, w którym nie kapituluje się bez konieczności. Nie trzeba było, nie należało tego robić”.
Zdradził polityk, który wszystko zawdzięcza PiS-owi i J.Kaczyńskiemu
Moim zdaniem zaskakujące dwa weta prezydenta A. Dudy, paraliżujące gruntowniejszą reformę sądownictwa, należy uznać za zdradę. I to zdradę tym bardziej oburzającą, że dokonał jej polityk, który wszystko zawdzięcza PiS-owi i J. Kaczyńskiemu. A jest to zdrada brzemienna w skutkach. Prezydent Duda wielokrotnie zdradził. Zdradził zaufanie ministra sprawiedliwości Z. Ziobry, paraliżując mu reformę. Ziobry, który w 2005 r. wyciągnął mało znanego krakowskiego prawnika Dudę z politycznego niebytu, powołując go na wiceministra sprawiedliwości, a potem polecając prezydentowi L. Kaczyńskiemu. Co gorsza, Duda zdradził zaufanie prezesa PiS J. Kaczyńskiego i PiS-u jako partii, bez których nie miał żadnej szansy zostać prezydentem RP. Ten mały człowieczek zdradził zaufanie milionów Polaków, którzy na niego głosowali. Postępowanie Dudy wywołało oburzenie wśród polityków PiS-u. Sam prezes PiS-u Jarosław Kaczyński, występując w Telewizji Trwam w dniu 27 lipca nazwał weta prezydenta Dudy „bardzo poważnym błędem”. Duda zdradził również zaufanie obecnej premier Beaty Szydło, której pracowitości i poświęceniu jako szefowej jego kampanii prezydenckiej zawdzięczał w niemałej mierze swój triumf wyborczy. Sam Duda mówił o niej na wieczorze wyborczym: „Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii”. Nieprzypadkowo właśnie Szydło, zawiedziona zablokowaniem przez Dudę tak ważnych reform przygotowanych przez jej ministrów mówiła z takim rozgoryczeniem o prezydencie w transmitowanym przez TVP orędziu: „Dzisiejsze weto Pana Prezydenta spowolniło prace nad reformą. Co więcej, zostało potraktowane jako zachęta przez tych, którzy walczą o utrzymanie niesprawiedliwego systemu. Systemu wielkich i małych nadużyć i opresji dla wielu uczciwych obywateli. Ale aby dobrze zreformować polskie sądy, trzeba przede wszystkim słuchać głosu zwykłych Polaków (...) Chcemy państwa prawa, a nie państwa prawników”. (Podkr.-JRN).
 
Z ostrą krytyką zachowania Dudy wystąpiło bardzo wielu publicystów (przegląd ich głosów, a także nielicznych wybielaczy Dudy typu Ziemkiewicza , Terlikowskiego i Zaremby, dam za parę dni w trzecim odcinku tekstu „Zdrada Andrzeja Dudy”). Teraz zaznaczę, że 27 lipca w wieczornym programie TVP Info z miażdżącą krytyką obu wet prezydenta Dudy wystąpił Wojciech Cejrowski, nazywając je krokiem „głupim”, a nawet „idiotycznym”. Duże brawa dla p. Wojciecha za ten tak szczery osąd! Niezwykle ostre tony krytyki prezydenta Dudy zabrzmiały w wystosowanym do niego liście otwartym naczelnego redaktora „Warszawskiej Gazety” Piotra Bachurskiego: „Z terrorystami się nie negocjuje” (nr z 28 lipca 2017 r.). Red. Bachurski pisał m. in. : „Jest Pan naszym prezydentem (...) Ludzie czekali na zmiany i walczyli o nie przez osiem lat oszukańczych rządów PO. A Pan dziś negocjuje z tymi, którzy niszczyli naszą Ojczyznę (...) Dlaczego nie odwołał się Pan do Narodu . Patriotycznego Narodu, który Pana wybrał na Prezydenta? Milionów Polaków, które Panu zaufały. Gdzie jest nasza wieloletnia praca na rzecz wolnej katolickiej Polski? Dzisiaj jednym gestem zmarnował Pan lata pracy. Zmarnował Pan zaufanie Polaków”. (Podkr.-JRN).

Red. Eliza Olczyk z „Wprost”. przytacza bardzo krytyczne dla Dudy wypowiedzi rozmówców z PiS. Jeden z ich mówi „Straciliśmy go. Kroczy drogą Marcinkiewicza i tak jak on skończy (Te słowa „straciliśmy go” - choć wydają się przesadzone, takie nie są. PiS bowiem stracił zaufanie do swego prezydenta, a w polityce to jest kluczowa sprawa. - Już w niektórych środowiskach zyskał etykietkę zdrajcy, w mediach społecznościowych pojawił się te hashtag: „Szydło na prezydenta” opowiada nasz rozmówca z PiS (...) Andrzej Duda, dziś aspirujący do roli lidera całej prawicy, zostanie niespełna 50-letnim emerytem i nigdy juz nie odegra żadnej roli na scenie politycznej - ripostuje polityk z twardego jądra PiS”. ((Por. Eliza Olczyk : Sąd ostateczny”, „Wprost” z 24 lipca 2017 r.)
 
Co skłoniło A. Dudę do zawetowań, godzących w politykę i pozycję PiS?
 
Myślę, że w głównej mierze wpłynął na Dudę jego kompleks niedowartościowania, poczucie zmarginalizowania, spychającego go do roli ośmieszanego „Adriana”. Po drugie. Duda wpadał w coraz bardziej jadowitą zawiść w związku z rosnącą rolą ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, którego oceniał jako najgroźniejszego rywala w późniejszej walce o schedę na czele PiS po J. Kaczyńskim. Swoją rolę w tej sytuacji mogły też odgrywać podjudzania ze strony lobby żydowskiego, którego silnym przedstawicielem we własnej rodzinie jest teść - żydowski polakożerca J. Kornhauser, a być może i żona Agata, przypuszczalnie znacznie mądrzejsza od nieszczęsnego „Dudusia”. Lobby żydowskie przypuszczalnie uznało, że doprowadzenie najbardziej prożydowskiego prezydenta w Polsce po 1989 r. A. Dudy do pozycji Numer Jeden w naszym kraju może stać się okazją do podporządkowania Polski w pełni wpływom żydowskim. Tak jak to się stało na Ukrainie dzięki Żydom: prezydentowi Poroszence (Walcmanowi) i premierowi Hrojsmanowi oraz większości ukraińskich oligarchów o żydowskim rodowodzie. Dodatkową role mogły oddziałać podjudzania Dudy z zewnątrz Polski.
 
Czy to A. Merkel podjudziła A. Dudę do weta
 
Prezydent A. Duda zapewniał, że do zawetowania ustaw przekonała go 76-letnia opozycjonistka (nota bene lewaczka z KOR-u ) Zofia Romaszewska. Być może jednak ten ulegający wpływom innych miękki człowiek zawetował pod wpływem zupełnie innej pani, spoza Polski - Angeli Merkel. Red. Mirosław Kokoszkiewicz z „Warszawskiej Gazety” (nr z 28 lipca 2017 r). przypomniał : „Kiedy we wtorek 18 lipca toczyły się parlamentarne boje o reformę sadownictwa, media podały lakoniczną wiadomość, że oto w czasie tego politycznego amoku totalnej opozycji Angela Merkel odbyła 45-minutową rozmowę z prezydentem Andrzejem Dudą )...) Chciałbym wierzyć, że ta dziwna koincydencja zdarzeń, czyli telefonu z Berlina i wystąpienia prezydenta, to zwykły zbieg okoliczności. Niepokoi jednak to, że rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seifert, pytany o rozmowę na linii Merkel-Duda, jako jeden z tematów rozmowy wymienił „kwestie związane z państwem prawa”. (Podkr.-JRN). Trzeba być bardzo naiwnym, by sądzić, że łatwo wyswobodzimy się z objęć Moskwy i Berlina”. (Por. M. Kokoszkiewicz: William i Kate kontra Adaś i Henia, „Warszawska Gazeta” 28 lipca 2017 r.) Były tak wpływowy polityk Platformy Obywatelskiej Jan Maria Rokita widzi w decyzji Dudy także wpływ oddziaływań na Dudę jego byłych kolegów z krakowskiej Unii Wolności, a także polityków z PO, podjudzających prezydenta do zdystansowania się od PiS. W tekście : Kto postawił na Dudę, „Polska the Times”z 28 lipca 2017 ) Rokita przypomniał: „Tu przed sławnym podwójnym wetem, prezydenta w sprawie sądów dziennik „Rzeczpospolita” zamieściła artykuł - apel pod znaczącym tytułem: „Postawmy na Andrzeja Dudę”. Autorem tekstu był jeden z najbliższych współpracowników Donalda Tuska i były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz,. W żarliwym tonie apelował on do przeciwników PiS-a, aby przestali wbijać szpile i ciskać gromy na prezydenta, gdyż to nie demonstranci uliczni, nie Platforma, KOD, ani Nowoczesna, ale Andrzej Duda obali pisowską władzę. (Podkr.-JRN). Wedle Sienkiewicza, polityczny plan opozycji winien więc nie tylko zakładać konflikt i podział wewnątrz obecnego obozu władzy, ale także ów konflikt i podział ułatwić i przyśpieszyć. To zaś wymaga zasadniczej zmiany postawy wobec Dudy (...)”. Dobrze znający sytuację polityczną w Krakowie, jego mieszkaniec Rokita dodawał : „Andrzej Duda, niegdyś działacz z krakowskiej Unii Wolności, znając w związku z tym osobiście wielu dawnych sympatyków tamtej partii, wywodzących się z Krakowa, z natury rzeczy musiał stać się teraz w PiS-ie obiektem podejrzeń (...) I właśnie przez to podejrzenie powrót partii do dawnego zaufania do prezydenta graniczy z niepodobieństwem”. Zabiegi wrogów PiS-u przyniosły rezultat .Wśród gorąco gratulujących Dudzie za jego weta znaleźli się lewacki rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, Bronisław Komorowski, Monika Olejnik i Lech Wałęsa. Ogromnej satysfakcji nie kryje „Gazeta Wyborcza”. Mięczaka A. Dudę pochwalił za wetowania także inny mięczak , jego ojciec profesor AGH. Ten sam, który niedawno „wsławił się” wystąpieniem - wbrew rządowi Zjednoczonej Prawicy - za przyjmowaniem imigrantów w Polsce. Faktycznie na szkodę Polski. A co na ten temat myśli sam prezydent Duda ?

Życiorys Dudy z jedną dużą skazą
 
W młodości Duda jakoś nie wyróżnił się żadną samodzielną inicjatywą - w przeciwieństwie do Z. Ziobry, który w 1998 r .był współzałożycielem . Stowarzyszenia Katon, zajmującego się pomocą ofiarom przestępstw i Centrum Pomocy Ofiarom Przestępstw. Swą działalność polityczną Duda zaczął od niegodnego falstartu. Ten obecny „nasz prezydent” przez lata, jeszcze po 2000 r „błąkał się” jako działacz tak antynarodowej partii jak Unia Wolności, przewodzonej przez wyjątkowo złowieszczego palanta W. Frasyniuka, który jeszcze w 2009 r. występował za wystawieniem pomnika wdzięczności Wojciechowi Jaruzelskiemu. Ciekawe jak wytłumaczą panegiryści Dudy tę wielką skazę w jego życiorysie - udział w Unii Wolności, jak wyjaśnią motywy ,które nim kierowały przy akcesie do tak podłej partii. Kurzą ślepotą polityczną? W 2005 r. wszedł do zwycięskiego wówczas PiS-u, gdzie na swe szczęście znalazł prawdziwie dobrego protektora - Zbigniewa Ziobro. To Ziobro zapewnił mu wyjście z niebytu politycznego w 2006 r, gdy jeszcze był tylko mało znanym radcą prawnym, powołując go na wiceministra sprawiedliwości. W 2007 r. także Ziobro, promując karierę polityczną Dudy, polecił go prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu do jego kancelarii. Jeszcze w 2007 r. Duda przegrał w swych pierwszych wyborach parlamentarnych, startując z okręgu tarnowskiego. W 2007 r. został jednak wybrany do Trybunału Stanu, a w 2008 r. został podsekretarzem stanu w kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego. W wyborach samorządowych w 2010 r. Duda bez powodzenia kandydował z ramienia PiS na prezydenta Krakowa, zajmując dopiero 3 miejsce w pierwszej turze glosowania z wynikiem 22,38% głosów. Został jednak radnym miejskim . W 2011 r. Ziobro walczy dla Dudy o jedynkę” na liście PiS w Krakowie. (Wg. Anna Gielewska, współpraca Joanna Misiołek : O dwóch takich, „Wprost” z 24 lipca .2017 r.). I wtedy właśnie Duda uzyskał pierwsze liczące się powodzenie , zdobywając mandat z poparciem 79 981 głosów.. z listy PiS-u. W 2014 r. został eurodeputowanym. W grudniu 2014 r. został wysunięty przez prezesa PiS J. Kaczyńskiego na kandydata na prezydenta RP, wygrywając w 2015 r. wybory prezydenckie dzięki bardzo dynamicznej kampanii, prowadzonej przez Beatę Szydło. Jak z tego widać swą nadzwyczajną karierę polityczną zawdzięczał wyłącznie kolejnym poparciom: Z. Ziobry, J. Kaczyńskiego i B. Szydło. Bez PiS-u byłby nikim! Ciekawe, że podczas kampanii prezydenckiej Duda celowo pomijał Ziobrę w swym politycznym życiorysie.(Wg. A.Gielewska: op.cit.,)
 
O Andrzeju Dudzie bez taryfy ulgowej
 
Od kilku miesięcy już alarmowałem na tym blogu w sprawie niegodnych „wyczynów” prezydenta A. Dudy. Poświęciłem przeanalizowaniu jego wszystkich „dokonań” ponad miesiąc czasu, dochodząc do coraz bardziej nieoczekiwanych spostrzeżeń. Początkowo , jeszcze z pół roku temu myślałem, że winę za jego błędy ponoszą głównie źle dobrani doradcy. Stopniowo jednak coraz bardzie przekonywałem się, że ten krasomówca, wygłaszający piękne przemówienia bez kartki, w rzeczywistości jest tylko mięczakiem politycznym, celebrytą i unikającym rozwiązywania trudniejszych spraw miglancem, „prezydentem- strusiem”. A przy tym ,pomimo wygłaszania świetnych przemówień nad grobami bohaterów (znakomity „mówca pogrzebowy”) faktycznie jest na bakier z polskim patriotyzmem.
 
Czy tak zachowuje się dobry patriota polski ?
 
Pytam jak wytłumaczyć polskiego „męża stanu”, który na każdym kroku występuje z potępieniem domniemanego polskiego „antysemityzmu”, nawet w rozmowach z największymi zagranicznymi żydowskimi polakożercami, a milczy jak grób o dużo groźniejszym zagranicznym i polskim antypolonizmie? W komunikatach z wizyt A. Dudy w Izraelu i w USA ,tak eksponujących problem antysemityzmu zabrakło jakiegokolwiek zdania o i martyrologii polskiej w drugiej wojnie światowej. Dlaczego pan prezydent zap „zapomniał” o martyrologii, która dotknęła miliony polskich rodzin (ja też straciłem wówczas ojca) ? Mógł prezydent wspomnieć o tym zresztą poprzez uwagę, że zarówno Polaków jak i Żydów łączy ogrom cierpień z doby wojny. Dlaczego nie przypomnieli o tym prezydentowi K. Szczerski i inni doradcy? Można powiedzieć, że w swych wystąpieniach w Izraelu i w Nowym Jorku prezydent Duda reprezentował żydowską, a nie polską politykę historyczną.  

Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który bezkrytycznie prowadzi rozmowy w Nowym Jorku z jednym z największych tamtejszych polakożerców i katolikożerców Abrahamem Foxmanem, prezesem Ligi Antydyfamacyjnej, związanej z żydowską masońską Bnai Birth. Co więcej w tej rozmowie nawet na chwilę nie zająknął się o rozmiarach tak potężnej w USA żydowskiej christianofobii i polakożerstwie. Chętnie gaworzył natomiast o polskim antysemityzmie i o tak bezprawnych żydowskich roszczeniach wobec nas, do czego nikt w Polsce go nie upoważnił. Czy nie było to zdradą polskich narodowych interesów? Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który przyznał największe polskie odznaczenie Szewachowi Weissowi, zajadłemu żydowskiemu roszczeniowcy wobec Polski, skrajnemu faryzeuszowi i oszustowi. Weissowi, który niejednokrotnie publicznie wybielał rolę żydowskich katów w UB, mówiąc, że w UB było może 5- 6 Żydów. Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który obściskiwał się w Izraelu z największym izraelskim polakożercą - prezydentem Reuvenem Rivlinem. To ten polityk izraelski. który głosił w Knessecie w czasie wizyty W. Bartoszewskiego w Izraelu w 2000 r., że Polacy są współodpowiedzialni za Holocaust Żydów. Dodajmy: prezydent Rivlin jest strasznym głupolem, który parę lat temu podczas wizyty w Warszawie na otwarciu wystawy w Muzeum Historii Żydów pochwalił się, że jest w prostej linii potomkiem jednodniowego żydowskiego króla Polski, jakiegoś Srula (żydowska legenda w stylu opowieści o królu Ćwieczku, czy szewczyku Dratewce). Rivlin twierdził tam również, że Żydzi dali Polakom wielu wojskowych bohaterów. Świetnie wyszydził to red. Mirosław Kokoszkiewicz z „Warszawskiej Gazety” ( w tekście „O królu, Srulu i żydowskiej husarii”) pisząc, że to pewnie żydowskie chorągwie zmiażdżyły Krzyżaków pod Grunwaldem, żydowska husaria rozniosła Turków pod Wiedniem, a Zawisza Czarny był oczywiście śniadym. Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który bezmyślnie podniósł pośmiertnie do rangi generała Jana Karskiego. choć ten w ostatnich 15 latach życia był zajadłym antypolskim renegatem. Karski w we wszystkich debatach polsko-żydowskich w USA stał niebywale stronniczo po stronie Żydów, pisał w postkomunistycznej „Trybunie”, że „Polska była wrzodem Europy w XIX wieku”. W czasie kampanii prezydenckiej 1995 r. Karski całkowicie poparł Kwaśniewskiego, wybielając Jaruzelskiego, Bermana, Bieruta, Cyrankiewicza etc., sugerując, że byli to polscy patrioci, zmuszeni do wykonywania rozkazów Kremla. Brednie te wywołały w „Rzeczpospolitej” otwarty protest byłych żołnierzy Państwa Podziemnego, m.in. Zofii Korbońskiej, Jana Nowaka - Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
 
Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który przyjeżdża w lipcu 2016 r. do Kielc, by powtórzyć dawno już obalone oszczercze tezy komunistycznej propagandy PRL-owskiej o rzekomym pogromie Żydów przez Polaków w odniesieniu do zbrodni NKWD i UB? Zapytam, czy dobry patriota polski może sobie pozwolić na bezkrytyczne wysławianie Ludowego Wojska Polskiego w służbie komunistów i Sowietów, tak jak to zrobił prezydent A. Duda występując w kwietniu 2017 r. podczas uroczystości z okazji 72. rocznicy forsowania Odry przez 1. Armię Wojska Polskiego .Prezydent Andrzej Duda. powiedział wówczas m.in. „Moim obowiązkiem jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych jest, by pochylić głowę i uklęknąć przy grobach tych, którzy przelali krew za ojczyznę. Chylimy czoło nad ich bohaterstwem, nad ich poświęceniem, nad ich dziełem, którego umiłowanym efektem jest wolna Polska (podkr.,-JRN) – Prezydent A. Duda podkreślał także, że „krew przelana za ojczyznę jest jedna, krwi przelanej za ojczyznę nie można dzielić i nie można dzielić tych, którzy za nią oddali życie".). Podkr.-JRN)  
Przypomnijmy: to Ludowe Wojsko Polskie było od początku jego powstawania dowodzone przez sowieckich i żydowskich politruków, a od maja 1945 r. jego głównym zadaniem było zwalczanie wielotysięcznej armii polskich patriotów -„żołnierzy wyklętych”. Nic dziwnego, że członek kolegium IPN Sławomir Cenckiewicz, wybitny badacz historii PRL ostro skrytykował Dudę pisząc: „Nie rozumiem potrzeby pisania takich listów, nie akceptuję honorowania LWP i PRL, tej niezgodnej z prawdą historyczną nowomowy III RP o „wyznaczaniu zachodniego krańca naszego państwa” (to nie Stalin wyznaczył granice tylko LWP w ciężkim boju z Niemcami?) i różnych „żołnierskich drogach”… (czyli II Korpus Andersa czy podziemie niepodległościowe zwalczane dokładnie przez formacje LWP forsujące Odrę biły się o to samo?) Z szacunku do Głowy Państwa nic więcej nie napiszę!” Ten sam prezydent Duda, który tak bezrozumnie patronował wybielaniu roli Ludowego Wojska Polskiego, w lipcu tego roku odmówił przyjęcia patronatu nad uroczystymi społecznymi obchodami kolejnej rocznicy okrutnego ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Wywołało to ostre protesty takich działaczy kresowych jak ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, słynny pisarz kresowy Stanisław Srokowski, współautorka monumentalnego dzieła o ludobójstwie na Kresach Ewa Siemaszko, prezes Witold Listowski.
 
Katolicyzm Dudy w ogniowej próbie
 
A. Duda wciąż występuje w roli arcyreligijnego „bohaterskiego” polityka, który zręcznie ratuje hostię przed upadkiem, zręcznie ratuje przewracający się obraz Matki Boskiej przed upadkiem. Zastanawia mnie, jak z tą jego tak mocno eksponowaną religijnością współgra fakt, ze nie wystąpił z publicznym potępieniem podłego bluźnierczego spektaklu „Klątwa” w Warszawie.? Zastanawia mnie niesamowicie fakt , jak to się stało, że Duda, ten domniemany „wielki katolik” , choć nagrodził Orderem Orła Białego żydowskiego wyłudzacza Szewacha Weissa, nie zdobył się na przyznanie tegoż wielkiego polskiego odznaczania największemu polskiemu bohaterowi drugiej wojny światowej - świętemu o. Maksymilianowi Kolbe. Przypuszczalnie bał się ostrej reprymendy ze strony swego teścia polakożercy J. Kornhausera, który pewnie uważa św..ojca Maksymiliana za antysemitę, jak robi dotąd wielu Żydów. A robią to wbrew jednoznacznym ustaleniom w czasie procesu beatyfikacyjnego, a potem kanonizacyjnego o. Kolbe. Jak to się stało, że Dudzie „gorącemu katolikowi” nie przeszkodziło w wybraniu S. Weissa na kawalera Orderu Orła Białego to, iż Weiss kiedyś brutalnie zaatakował Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa. Zaatakował go za jego jakże słuszny postulat po Jedwabnem, żeby Żydzi też zdobyli się na przeproszenie Polaków za swoje zbrodnie wobec nich. Przypomnijmy tu, co stwierdził znakomity żydowski publicysta Jack Sack, autor świadomie przemilczanej w Polsce przez służalczych żurnalistów doskonałej książki „Oko za Oko” o zbrodniach S. Morela i innych żydowskich ubeków w Świętochłowicach (zabili wówczas ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców w ciągu niecałego roku). Uczciwy, szlachetny Żyd J. Sack w wywiadzie udzielonym polonijnemu „Tygodnikowi Polskiemu” w Australii ,apelował do Żydów, by przeprosili Polaków za swe zbrodnie. Na tak rzecz nigdy nie zdobyłby się tak służalczy wobec Żydów „nasz prezydent” A. Duda. Jak to się stało, że tak „gorliwy katolik” Duda nic nie zrobił w czasie rozmowy z żydowskim katolikożercą A. Foxmanem dla potępienia rozlicznych żydowskich akcji antychrześcijańskich w USA (m. in. niebywale chamskich napaści na papieża Jana Pawła II ). 

 Dlaczego „wielce katolicki” prezydent Duda wyraźnie promował skrajnego katolikożercę Aleksandra Smolara, prezesa sorosowskiej Fundacji Batorego? Dlaczego zaprosił tego socjologa, nie mającego nic wspólnego z badaniami historii na spotkanie historyków z prezydentem. Podczas tego spotkania socjolog Smolar „wyróżnił się” jako jedyny uczestnik spotkania atakiem na politykę historyczną PiS-u. Przypomnijmy, że Smolar wielokrotnie atakował Kościół katolicki w Polsce (m.in. na łamach „Le Quotidien de Paris”), atakował Prymasa Polski Józefa Glempa, oskarżał Kościół o rzekome niszczenie demokracji w Polsce. (Por. szerzej: J. R. Nowak: „Czerwone dynastie”, Warszawa 2014, t.3,ss.102-103).

Dowiedziałem się z internetowej wypowiedzi red. Stanisława Michalkiewicza z 27 lipca 2017 r., że tegoż dnia Duda spotkał się z A. Smolarem. Ciekaw jestem, o czym pouczył Dudę Smolar, szef Fundacji Batorego, sterowanej przez arcywroga chrześcijaństwa George’ a Sorosa? Zapytajmy, dlaczego „wielce katolicki” prezydent A. Duda nawet nie odpowiedział na skierowany do niego list b. europosła z LPR Witolda Tomczaka, proszącego prezydenta o przerwanie przez ułaskawienie toczonej przeciw niemu od 11 lat nagonki policji i prokuratury za odrzucenie kamienia przygniatającego papieża Jana Pawła II w antykatolickiej pseudo rzeźbie. Bycie katolikiem nie oznacza tylko gorliwego eksponowania się w czasie udziału we Mszach Świętych. To oznacza bronienie wiary i wartości chrześcijańskich w trudnych sytuacjach, wobec przeciwników Kościoła. W takich sytuacjach jednak pan Duda woli być prezydentem - strusiem, zamiast „stanąć w prawdzie”.

sobota, 22 lipca 2017

Histeria opozycji i straszna miękkość PiS-u, który nadal tylko szczeka, a nie gryzie


Bezkarność rozzuchwala. Władze PiS nie zdobyły się na ukaranie sprawców haniebnych zakłóceń obrad Sejmu przez posłów PO i Nowoczesnej w grudniu 2016 r. W efekcie doszło w lipcu br. do kolejnych skandalicznych incydentów podczas posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości. Wyrywano mikrofon z rak przewodniczącego, uderzono jednego z posłów PiS, zakłócano przebieg obrad ciągłymi krzykami, rzucaniem papierów itp. W trakcie liczenia głosów odśpiewano hymn Polski, co akurat robili posłowie PO i Nowoczesnej nie znani z większego patriotyzmu. Na dodatek część posłów PO i Nowoczesnej, w tym liderzy tych partii zachowują się jak współczesna Targowica, posyłając co i rusz donosy na Polskę do Komisji Europejskiej. Na tym tle nie zrozumiała jest skrajna miękkość PiS-u. Dlaczego nie zrealizowano wysuniętych w styczniu 2017 r. gróźb pod adresem totalnej opozycji, a przede wszystkim zapowiedzi ukarania najbardziej anarchizujących posłów i posłanek zabraniem połowy poborów za ostatnie trzy miesiące ich „pracy”, a ściślej warcholstwa, w Sejmie. Dlaczego nie odwołano winnych uczestnictwa w gorszących zajściach koło mównicy sejmu wicemarszałkiń Sejmu Małgorzaty Kidawy Błońskiej i Barbary Dolniak pozbawieniem ich funkcji wicemarszałkiń. Dlaczego nie zabrano kierownictw komisji sejmowych awanturującym się posłom PO i Nowoczesnej. Szczególnie szokującym jest fakt, że kierownictwo komisji spraw zagranicznych Sejmu, które PiS oddał wielkodusznie w 2015 r. Grzegorzowi Schetynie, nie zostało mu wreszcie zabrane. Powody : głoszenie zasady „totalnej opozycji” w kraju i słanie „donosów na Polskę” do Brukseli. Dlaczego nic nie zrobiono dla usunięcia ze stanowiska rzecznika praw obywatelskich tak niegodnego tego urzędu rzecznika antywartości Adama Bodnara? Dlaczego rząd nie naciskał na rzecz odwołania tak niekompetentnej i wręcz głupiej Elżbiety Bieńkowskiej, świadomie szkodzącej interesom narodowym Polski z funkcji komisarza? Dlaczego PiS śpi ? I wreszcie, dlaczego w sytuacji bezprecedensowych brutalnych nacisków czołowych luminarzy UE PiS nie zdecydował się na zorganizowanie wielkiej publicznej manifestacji przeciw naciskom UE. Jest pod tym względem piękny wzór Węgier Orbana , gdzie już w styczniu 2012 r. doszło do wielkiej 400 tysięcznej (na niecałe 10 mln. Węgrów) manifestacji przeciw naciskom Brukseli pod hasłami „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela!”, „ Nie będziemy kolonią”. W efekcie tej manifestacji presja UE na Węgry znacząco osłabła. A za miękkość tylko się płaci.

Czy J. Kaczyński rozliczy się z kanaliami?

Od dawna apelowałem, aby głównym podziałem w Polsce był, tak jak na Węgrzech podział na patriotów i targowiczan, a nie anachroniczny podział na prawicę i lewicę Czas powiedzieć wprost, że kibicujący dziś w wielu sprawach polityce PiS stary lewicowiec profesor Kazimierz Kik, nie mówiąc o stanowczo popierającym PiS Tadeuszu Fiszbachu są nam dużo bliżsi niż szkalujący polskich patriotów „łże prawicowcy” Niesiołowski, Michał Kamiński czy Rulewski. Dlatego tak ucieszyłem się, gdy prezes PiS-u Jarosław Kaczyński wypowiedział w dniu 18 lipca wreszcie gorzką prawdę o kanaliach z PO: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami!” (Podkr.-JRN).

Nie da się ukryć, tylko absolutne antypolskie kanalie mogą donosić na własny polski rząd do Brukseli I tych, co to robią trzeba traktować tylko jako kanalie, i nic więcej. Nie uważam, żeby było coś złego w słowach Kaczyńskiego o kanaliach. Przeciwnie jego jedynym błędem było to, że użył tego zwrotu zbyt późno! I tu wracam do szerszej sprawy. Przy obecnym kierownictwie PiS , po zdziesiątkowaniu PiS-owskich elit w Smoleńsku tylko Jarosław Kaczyński zdolny jest do zachowania godnego twardego męża stanu, który może zrobić zdecydowany porządek z antynarodowymi politykami. Piszę tak pochlebnie o J. Kaczyńskim, mimo, że nie jestem jego bezkrytycznym fanem, a wręcz przeciwnie. Od lat zarzucam mu skłonność do kształtowania PiS jako partii wodzowskiej, brak szerszego otwarcia na inne siły patriotyczne .Niewątpliwie najlepszy strateg polityczny w Polsce, J. Kaczyński cierpi niestety od dziesięcioleci na brak szerszego zainteresowania sprawami ekonomicznymi, co skutkuje błędnymi decyzjami w gospodarce (vide nominacje na ster gospodarki liberałki Z. Gilowskiej, a ostatnio bankiera M. Morawieckiego).

Nieraz śmieję się ,gdy czytam krytyczne uwagi na mój temat w części komentarzy pod moimi wystąpieniami na You Tube ,etc. Z satysfakcją stwierdzam , że przeważająca część tych komentarzy popiera mnie. Jedna czwarta komentarzy zarzuca mi jednak zbytnie idealizowanie Kaczyńskiego i PiS-u. Otóż nie idealizuję ani trochę Kaczyńskiego. Dam temu pełny wyraz w obszernym pogłębionym szkicu na jego temat w drugim tomie „Alfabetu Jerzego Roberta Nowaka”, który specjalnie będę odkładał na później, aby dać Kaczyńskiemu czas na realizację najważniejszych spraw. M.in. przeprowadzenie tak koniecznego audytu (czystki) w PiS-ie, usunięcie tak dużej ilości niekompetentnych pazernych działaczy i lizusów. Tych ostatnich zaś jest ciągle za wielu w otoczeniu Prezesa .Nie mamy jednak dzisiaj wyjścia. Musimy poprzeć Kaczyńskiego, choć naciskając nań, na dużo bardziej stanowcze zrywanie z układami III RP. Musimy to zrobić w konkretnej sytuacji, tu i teraz, gdy przy władzy jest rząd Zjednoczonej Prawicy, a niestety ciągle jeszcze nie ma na prawo, tak jak marzę, prawdziwie silnej radykalnej partii prawicowej, która naciskałaby na PIS w duchu szybszych i mocniejszych reform. Zbyt dużo płacimy za upadek LPR zniszczonej przez jej własnego „wodza” R. Giertycha.

Uważam, że w ostatnich kilku latach J. Kaczyński dał dowody, że w szeregu sprawach zdobył się na coś, co wcześniej nie wydawało się do pomyślenia w kontekście jego natury. Przede wszystkim Kaczyński zdobył się w końcu na porozumienie z ziobrystami i gowinowcami (za tymi ostatnimi nie przepadam-vide: Bielan czy Kowal) i odpowiednie uhonorowanie ich w rządzie, a więc na coś, co się wydawało nie do pomyślenia w przypadku „dawnego” Kaczyńskiego. Przypomnę, że przez parę lat wciąż naciskałem w moich programach w Telewizji Trwam i w Radiu Maryja na pogodzenie się z ziobrystami, co bardzo nie podobało się niektórym PiS-owcom w stylu superlizusa A. Hofmana, który całą swą karierę w PiS-ie zrobił na oskarżaniu Ziobry i ziobrystów o zdradę PiS-u. Po drugie to Kaczyński w końcu przeciął karierę tak wielkiego szkodnika jak Hofman, popieranego przez niegdyś drugą osobą w PiS-ie Adama Lipińskiego. Jako kolejną zasługę Kaczyńskiego uważam jego stanowcze uderzenie w ministra skarbu D. Jackiewicza i skupione wokół niego lobby ( w tym znowu A. Hofmana).

Dobrze również, że Kaczyński zdobył się w końcu na tak bolesne dlań usunięcie tak zaprzyjaźnionego z nim Lipińskiego, faktycznego zastępcy prezesa PiS-u, do drugiego szeregu. Mam jak najgorszą opinię o Lipińskim, i oskarżam go o poddawanie tyłów przez PIS zarówno wobec PO w regionie wrocławskim, jak i w negocjacjach telewizyjnych z SLD (niechlubnie poświęcił wówczas nawet red. A. Gargas). Grzegorz Braun oskarżał Lipińskiego wręcz o udział w jakże szkodliwym „ układzie wrocławskim”, ktoś inny o to, że był „kretem” w najbliższym otoczeniu Kaczyńskiego. (Szerzej napiszę w moim „Alfabecie” o moich zastrzeżeniach co do Lipińskiego, nieprzypadkowo chwalonego przez tak obrzydliwą postać jak W. Frasyniuk.) Przypomnijmy, że Lipiński od dziesięcioleci należał do starego zakonu PC, więc odsunięcie go było czymś na prawdę trudnym dla lidera PiS. Chwała mu więc za to, że się w końcu zdobył na taki krok.

Jest wreszcie jeszcze jedna rzecz bardzo istotna w postawie Kaczyńskiego, która go mocno różni od innych polityków PiS, w tym szefów gospodarczych na czele z wicepremierem M. Morawieckim. Tylko Kaczyński wielokrotnie od czasu powstania nowego rządu krytykował eksploatację Polski z zagranicy, co nigdy nie przeszło przez usta M. Morawieckiemu, związanemu z lobby bankierskim. W czasie, gdy w czołowych kręgach PIS-u jest aż nadto wielu proukraińskich iluzjonistów (Waszczykowski, Morawiecki, Duda, Kuchciński) Kaczyński jako pierwszy stanowczo powiedział, późno, bo późno: że Ukraina nie wejdzie z Banderą do Europy. Ważne wreszcie było to, że Kaczyński udzielił zdecydowanego poparcia Z. Ziobrze w najtrudniejszym i najważniejszym zarazem działaniu reformatorskim - gruntownym zmienianiu sądownictwa. W tej chwili obok PiS-u tylko w Ziobrze widzę dostatecznie twardego polityka, bardzo wątpiąc w Gowina, który wciąż spiskuje z Dudą i Morawieckim. Stąd, i tylko stąd płynie w obecnej chwili moje bardzo realistyczne, bez złudzeń, poparcie dla Kaczyńskiego, bo niestety tylko w nim widzę szanse twardych działań w interesie PiS i Polski. Musi jednak ostatecznie przeciąć ślady dawnych powiązań okrągłostołowych i wydać nieubłaganą walkę pozostałościom Unii Wolności, PO i Nowoczesnej w różnych sferach życia. Ciekawy, choć anonimowy komentarz w związku z moimi ostatnimi wpisami na blogu przesłał jeden z internautów, pisząc m.in.: „Smutny przykład Dudy każe uważniej przyjrzeć się innym politykom rządowym powiązanym z UW/PO/ lewactwem, np. Gowinowi, Glińskiemu i przede wszystkim Morawieckiemu. Skoro D. potrafi się tak haniebnie zachować, to przestaje dziwić antypolska postawa wymienionych osób. Jeśli JK tego nie ogarnie, to rządy PiS-u można uznać za zakończone: żadnych poważnych reform, serwilizm wobec zagranicy, propaganda sukcesu zamiast realnych zmian na lepsze”.

Histeryczne ataki notorycznych jędz z PO i Nowoczesnej

Ostatnie miesiące stały pod znakiem niebywale ostrej antyrządowej kampanii ze strony rozjuszonych agresywnych babsk z Nowoczesnej i Platformy. Przez lata zdawało się, że nic nie przebije głupot tępawych babsk z Platformy w stylu J. Pitery , E. Kopacz czy Śledzińskiej- Katarasińskiej. Nowoczesna szybko obaliła to przekonanie, występując z całym tabunem kobiet zajadłych, jazgotliwych i niekompetentnych, które mogłyby szybko doprowadzić do upadku, nawet samorząd szkolny, a cóż dopiero Sejm. Opowiadała mi jedna świetna merytorycznie posłanka PiS z Lublina, że nie mogła wprost przejść do siebie po pierwszym posiedzeniu Sejmu z udziałem posłanek z Nowoczesnej, które od razu zademonstrowały całą skalę niepowstrzymanej agresji z magla rodem. Trzeba przyznać, że Klub Nowoczesnej, poza jednym wyjątkiem - wybranką R. Petru, rzeczywiście niebrzydką Joanną Schmidt, prawdziwie celuje w ilości brzydkich pyskatych babsk typu Kamili Gaziuk-Pichowicz czy Joanny Scheuring-Wielgus. Można powiedzieć o niektórych kobietach „brzydkie, brzydsze i te z Nowoczesnej”. Posłanka Pichowicz ostatnio wszędzie gwałtownie pcha się do dyskursów, przekrzykując innych. Posłanka Pawłowicz nazwała ją, chyba zbyt pieszczotliwie „myszką agresorką”. To nie jest żadna myszka, lecz drapieżny złośliwy gryzoń. Zdecydowanie najbardziej odrażającą ze wszystkich babsk w „Nowoczesnej” jest jednak Joanna Scheuring-Wielgus. Zabawne. że ta pyskata zrzęda nader przebiegle próbowała zareklamować swą wyimaginowaną „urodę”. Np. poskarżyła się w jakiejś bulwarówce, faktycznie chwaląc się, że jakiś z posłów powiedział o niej, że jest „ładną dupeczką”. Facet miał chyba niebywałą wadę wzroku. Bo w rzeczywistości Scheuring-Wielgus to kobiecina z typu tych , o których moi Węgrzy mówią, że jest „brzydka jak druga wojna światowa”.

Jakiś mój znajomy powiedział, że takiej Scheuring-Wioelgus za nic nie pocałowałby, chyba, że po kilku głębszych. Przypominam sobie jak Dana W., żona pewnego znajomego pułkownika Andrzeja W. mawiała: „Dla Andrzeja nie ma brzydkich kobiet ,może być za mało wódki”.

Słynny kobieciarz biskup Ignacy Krasicki pisał w kontekście takich pań: „Kto z brzydką zgrzeszy, dwa razy zgrzeszy ,Boga obrazi i siebie ośmieszy”. Cóż, można nie być ładną, ale pociągać miłym stylem bycia. Posłanki z Nowoczesnej zaś zaskakują właśnie tym, że są strasznie antypatyczne, agresywne i pyskate, zmieniając Sejm w małpiarnię.

Ciekawe, że również w czasie różnych KOD-owskich manifestacji też głównie przeważają jakieś straszliwie brzydkie, za to stare i zajadłe raszple, babochłopy, maszkarony i sekutnice. Wygląda na to, że część tych osób to babska niezaspokojone i zakompleksione. Chwytają się więc za każdą okazję, aby choć na sekundę pojawić się na wizji TVN 24, Superstacji czy Polsatu. Stąd starają się błysnąć jak ekshibicjonistki co najbardziej wulgarnymi wyzwiskami antyrządowymi, czy odpowiednio nienawistnymi plakatami. Może trochę poniosło mnie przy tym pisaniu. Jest jednak akurat około 3 nad ranem, a ja wciąż boję się zasnąć. Wszystko przez to, że oglądam w telewizjach wszystkie antyrządowe manifestacje. Nie tracę przy tym czasu, bo równocześnie czytam - mam wielka podzielność uwagi. Tyle, że boję się usnąć , bo w ostatnich dniach po naoglądaniu się tabunów tych koszmarnych „manifestantek” (tyle brzydoty na raz) mam co i rusz niemiłosiernie koszmarne sny. To jest doprawdy nie do zniesienia. Dlaczego figiel Opatrzności skazał nas teraz na oglądanie tylu jędzowatych babsk. a przedtem przez cztery lata skazywał na oglądanie tak straszliwej baryszni, żony bucowatego ból B. Komorowskiego. Za jakie grzechy?

W każdym razie zastanawia mnie skąd opozycja wytrzasnęła aż tyle brzydactw naraz w Polsce, kraju słynącym z piękna i przede wszystkim, urokliwości kobiet. Patrząc na te „manifestanki” z KOD-u mam trochę takie wrażenie jak w pierwszych dniach pobytu w Anglii. Wciąż natrafiałem na jakieś Angielki z ogromniastymi zębiskami i siekaczami, niemal kłami. I wtedy zrozumiałem , dlaczego w Anglii nakręcono tak wiele filmowych horrorów! Szczególnie groteskowy był protest tabuna bab, które 20 lipca położyły się pokotem przed Sejmem, rozstawionymi nogami waląc co sił w barierki. Na miejscu policjantów te kopiące w barierki kobieciny natychmiast obdarowałbym mandacikami za niszczenie mienia publicznego. Policja by się nieźle obłowiła! Słyszałem, że w szpitalach psychiatrycznych są osobne oddziały dla furiatek wyżywających się kopaniem w łóżka czy w ściany. Może część z nich uciekła i zabawiała się tak aktywnie w manifestacji.

Podstarzała aktorka Stalińska w roli KOD-owskiej ”rewolucjonistki”

Podczas opozycyjnej manifestacji przed Sejmem w dniu 16 lipca 2017 r. wyróżniła się szczególnym awanturnictwem swego wystąpienia antyrządowego (nazwała rząd „garstką opętanych”) ponad 60-letnia aktorka Dorota Stalińska. Z zawodu komediantka, niegdyś szczególnie udanie wcielała się w role podstarzałych wulgarnych prostytutek, czasem w bardzo trzeciorzędnych filmach ( „Ga,ga. Chwała bohaterom” Piotra Szulkina -dojrzała prostytutka, „Temida” (serial telewizyjny), prostytutka Rączka, „Męskie sprawy”- prostytutka Róża, „Eucalyptus”- prostytutka Shella”. (Według Marcina Boruty: La Passionaria opozycji, czyli nowa rola Stalińskiej, „Warszawska Gazeta” z 21 lipca 2017 r.)) Jak pisał Boruta Stalińska „kiedyś gwiazdorzyła u boku porucznika Milicji Obywatelskiej Sławka Borowicza”. Jak się zdaje ze względu na wiek Stalińska niezbyt nadaje się teraz nawet do roli podstarzałych prostytutek, więc zdecydowała się zabłysnąć w roli lewackiej furiatki -„rewolucjonistki” na antyPiSowskiej manifestacji, z pasją wykrzykując pełne zajadłej nienawiści hasła.

A swoją drogą szkoda, że siły obozu patriotycznego, o wiele większe od PO, Nowoczesnej, KOD-u, etc., (vide najnowszy sondaż) od dawna nie zdobyły się na zorganizowanie prawdziwie dużej manifestacji ulicznej, która przesłoniłaby uliczne wystąpienia rozhisteryzowanej opozycji. W tej sytuacji do wrogich nam luminarzy-cymbałów z Brukseli płynie z Warszawy jakże pocieszający ich złudny przekaz, że w Polsce prawdziwe znaczenie ma tylko opozycja. Kiedyż ten PiS się obudzi?

I znów ten „niewdzięczny” Duda. Czy Duda knuje przeciw J. Kaczyńskiemu?

Szczerze mówiąc trochę się już znudziłem pisaniem o prezydencie A. Dudzie. Postać to bowiem faktycznie nie nazbyt interesująca, o intencjach aż nadto łatwych do rozszyfrowania. Niestety aktualne sprawy znów zmuszają mnie do pisania o tym niewydarzonym „mężu stanu”. W związku z usiłowaniami Dudy na rzecz zabrania ministrowi sprawiedliwości wielkiej części kompetencji i obdarzenia nimi urzędu prezydenta RP warto przypomnieć przedrukowany w „Polsce Niepodległej”z 19 lipca 2017 r. smakowity cytat z publikowanego na twitterze tekstu Leszka Millera: „Prawo o ustroju sądów powszechnych z 1926 r. Art .71 : „Naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawuje minister sprawiedliwości.”.Koniec, kropka I po co ten Duda tak nachalnie się pcha, chcąc na swoją rzecz uszczuplić kompetencje ministra Z .Ziobry, swego byłego dobroczyńcy, który wyciągnął go w 2005 r. z całkowitego niebytu politycznego na urząd wiceministra sprawiedliwości. Przecież ludzie co nieco pamiętają. W dzisiejszym „SuperExpressie”, (nr z 22 lipca 2017 r.) w wywiadzie Marka Migalskiego, udzielonym Mirosławowi Skowronowi pt. „Andrzej Duda zaczynał jako ziobrysta” Migalski przypomina: „Andrzej Duda był ziobrystą. Za początkami jego kariery stał Ziobro i Duda „zdradził” Ziobrę w 2011 roku.”. A teraz zdradza PiS i Kaczyńskiego poprzez swój szantaż w sprawie Sądu Najwyższego. Ciekawy komentarz publicystki Magdaleny Rubaj na ten temat zamieścił „Fakt z 21 lipca 2017 r. pt. „Duda knuje przeciw Kaczyńskiemu. Prezydent tworzy własny obóz”. Rubaj pisze m.in.: „ Siedzibie PiS jednak rośnie konkurencja - Pałac Prezydencki. Już od dłuższego czasu właśnie to miejsce odwiedzają m.in. wicepremierzy : Mateusz Morawiecki i Jarosław Gowin. Jak dowiaduje sie „Fakt”, te konsultacje są przyczyną niepokoju prezesa PiS (...) Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ostatnio w gorących dniach wojny o Sąd Najwyższy u prezydenta był wicepremier Morawiecki. Co ciekawe, to właśnie on pierwszy z PiS pochwalił Andrzeja Dudę za zgłoszenie poprawki, by to 3/5 Sejmu decydowało o składzie Krajowej Rady Sądownictwa. Głowa państwa jest też w stałym kontakcie z wicepremierem Gowinem”.

Osobiście uważam, że te „knucia” nieudolnego Dudy są z góry skazane na przegraną, a prezes Kaczyński je dobrze zapamięta! Posłanka Krystyna Pawłowicz stwierdziła w kontekście poprawek prezydenta Dudy do projektu reformy sądownictwa: „Jest mi tym bardziej przykro, że prezydent swoimi działaniem pokazał, że chyba nie bardzo nam ufa”. (Por. wywiad Przemysława Harczuka z K.Pawłowicz : Prezydent chyba nie bardzo nam ufa, „SuperExpress” z 21 lipca 2017.) A ja zamiast delikatnego sformułowania posłanki Pawłowicz użyłbym raczej sformułowania: po związanych z szantażem wobec PiS poprawkach prezydenta nie mamy żadnego powodu, by mu dalej ufać. Sam sobie podłożył nogę. Och, ten nieporadny Duda! Na dodatek wygląda na to, że ostatecznie to Kaczyński przechytrzył Dudę, a nie odwrotnie. KS w „SuperExpressie” z 22 lipca napisał pt. „Kaczyński wykiwał Dudę: „PiS oszukał Andrzeja Dudę, a Kaczyński go wykiwał. Jeśli prezydent podpisze ustawę o Sądzie Najwyższym, to minister Ziobro zadecyduje, których sędziów SN dostanie do zatwierdzenia prezydent, czyli został on sprowadzony do roli długopisu” Z kolei Anna Wojda napisała w tekście Gra do jednej bramki, „Rzeczpospolita” z 21 lipca 2017 r.: „Bitwę o Sąd Najwyższy wygrał jednak Zbigniew Ziobro. To on przygotowuje listę sędziów, którzy nadal będą mogli orzekać i choć nazwiska z listy ma opiniować Krajowa Rada Sądownictwa, a ostatnie zdanie w tej sprawie będzie miał prezydent, nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie dzierżył realnej władzy nad SN. Nawet, jeśli odrzuci kilku sędziów z ministerialnej listy, nie będzie mógł dopisać do niej ani jednego, którego chciałby tam umieścić”.

 To Ziobro „odkrył” Szydło

Według informacji „Polska the Times” (tekst Zbigniewa Bartusia z 21 lipca 2017 r.), to Zbigniewowi Ziobrze zawdzięczamy „odkrycie” talentu politycznego obecnej premier Beaty Szydło. Jak pisze Bartuś: „Przywódcy lokalnego PiS (w Oświęcimiu -JRN) w ogóle nie chcieli jej (Szydło-JRN) przyjąć do partii. Potencjał dostrzegł w niej dopiero Zbigniew Ziobro, ówczesny lider PiS w Małopolsce, dał drugie miejsce na liście. Zdobyła najwięcej głosów w okręgu, bijąc lokalnych liderów PO i PiS”. Ziobro ma w ogóle szczęśliwą rękę przy doborze osób, poza nieszczęsnym promowaniem na wiceministra sprawiedliwości niewdzięcznego nieudacznika A. Dudy. Przypomnijmy bardzo udaną grupę dobranych przez Ziobro wiceministrów sprawiedliwości na czele z Patrykiem Jakim, zdecydowanie najlepszym w wszystkich prawie stu obecnych wiceministrów, czy znakomitego zastępcę prokuratora generalnego Bogdana Święczkowskiego.