czwartek, 18 sierpnia 2016

Z kręgów patriotycznej opozycji (II)

(Fragmenty przygotowywanych do druku na wrzesień 2016 r. pamiętników „Wichry życia”)

Antek Zambrowski, dla nas patriota, dla michnikowców – renegat

Jedną z najwybitniejszych intelektualnie postaci naszej „bogoojczyźnianej grupy” w rywalizacji z michnikowcami był Antek Zambrowski, syn komunistycznego prominenta żydowskiego pochodzenia. I to jakiego – jego ojciec Roman Zambrowski należał w latach stalinowskich do czołowych postaci komunistycznej władzy obok B. Bieruta, J. Bermana i H. Minca. Sam Antek zaczynał początkowo jak wiele innych dzieci prominentów - w latach 1951–1956 studiował ekonomię na Uniwersytecie Moskiewskim. Szybko wstąpił do PZPR-u.. Po powrocie do kraju został asystentem , a nawet doktorantem u prof. Włodzimierza Brusa. Stopniowo jednak przeszedł radykalną ewolucję w dobrym antypartyjnym kierunku, Zaczęło się od jego małżeństwa z ładną i inteligentną dziewczyną, wierzącą katoliczką Szybko okazało się, że młody Zambrowski ma w odróżnieniu od dzieci innych prominentów i choćby michnikowców dużo mocniej otwarte oczy na wszystko to, co się dzieje w społeczeństwie. Symbolem radykalnej ewolucji Zambrowskiego stała się wyrażona w 1966 roku jego publiczna krytyka polityki PZPR wobec Kościoła w związku z listem Episkopatu Polski do biskupów niemieckich. Został za to błyskawicznie usunięty z PZPR, a potem i z pracy na uniwersytecie. Jego poglądy coraz bardziej zbliżały się do mnie i innych członków naszej grupy.

Zambrowski szybko naraził się tzw.„komandosom”, związanym z Kuroniem i Michnikiem. z powodu swej krytyki dość sekciarskiego w istocie „Listu otwartego” K. Modzelewskiego i J. Kuronia. Krytykował ich za brak podjęcia problematyki niepodległości Polaki w ramach tzw. obozu socjalizmu. Coraz mocniej też krytykował michnikowców za ich fatalną postawę wobec Narodu i Kościoła. Po latach w wywiadzie dla „SuoperExpressu” z 14 -15 marca 2009 r. Zambrowski tak wyraził istotę różnic jego stanowiska z poglądami Kuronia i „komandosów”: „Po pierwsze odrzucałem rewolucję proletariacką jako metodę walki z reżimem. W Polsce już dość krwi się rozlało i chciałem- choć nie wiedziałem jak – działać metodami pokojowymi. Po drugie „komandosi” pomijali kwestie suwerenności Polski. Kuroń wręcz mówił, że naród polski to hipostaza (tj. przypisywanie realnego bytu abstraktom- J.R.N.) . Po trzecie brakowało mi postulatu przywrócenia Kościołowi swobody głoszenia swojej misji (…) uważałem, że można pomijać tego co jest tak ważne dla większości społeczeństwa”. (Podkr.- J.R.N.) Takie stanowisko Zambrowskiego było bardzo bliskie poglądom dominującym w naszej grupie. Niestety tak fatalnie (się złożyło, że jeden z bardziej znanych członków naszej grupy socjolog Bernard (później Bolesław) Tejkowski wystąpił przeciw Zambrowskiemu. Jak się zdaje zagrały tu względy rywalizacji Tejkowskiego z Antkiem o czołową pozycje w naszej grupie, które wzmocnione były podejrzeniami wobec Antka z powodu jego ojca jako prominenta żydowskiego pochodzenia,. Od początku stanąłem w tym sporze przeciw Tejkowskiemu, który stopniowo wpadł we wręcz paranoidalną nienawiść do Antka i był głównym świadkiem oskarżenia wobec niego na sfabrykowanym procesie w lutym 1969 r. Antka skazano na dwa lata więzienia z art. 28 i 29 mkk za określenie polityki PZPR wobec Kościoła katolickiego jako Kulturkampfu i pod zarzutem szkalowania narodu polskiego. Jako dowód komunistyczny sędzia – idiota przypisał Zambrowskiemu autorstwo słów „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi Była to w istocie rzeczy puenta „Pieśni o spustoszeniu Podola” Jana Kochanowskiego.

Michnik i jego koledzy komandosi nie chcieli pogodzić się z tym, że Antek Zambrowski -„Żyd” i syn komunistycznego prominenta stał się jednym z najsilniejszych filarów intelektualnych naszej „bogojczyźnianej grupy”. Michnikowcy nigdy nie wybaczyli Antkowi zdecydowanej postawy paronarodowej i sympatii wobec Kościoła, traktując go jako swego rodzaju „odszczepieńca” i renegata”. Wyraźnie go znienawidzili. Rzecz znamienna. Antek był szykanowany przez komunistyczne władze z powodu swych buntów i pochodzenia, Usuwany z różnych prac, w końcu wegetował. Naukowiec, który robił doktorat na UW przed usunięciem z uczelni w 1966 r., w latach 1988 -1989 pracował jako stróż przy budowie metra. Michnikowscy opozycjoniści mieli spore możliwości wsparcia finansowego dla swoich.. Nigdy nie pomogli jednak Zambrowskiemu, wciąż traktując go jako renegata. Nienawiść doń trwała . Jeszcze w maju 1989 r.. Michnik odmówił przyjęcia Zambrowskiego do składu redakcji „Gazety Wyborczej”. W czasie mojej dłuższej rozmowy z Michnikiem w czerwcu 1989 r. gdy optowałem za jakimś zatrudnieniem dla Zambrowskiego, Michnik z wyraźną niechęcią uznał temat za niebyły. Po wielu latach w czerwcu 2008 r. Michnik opublikował w „Wyborczej” pod tytułem: „A to moje typy” listę kilkudziesięciu swoich wrogów. Na liście umieścił zarówno mnie jak Zambrowskiego. Obaj byliśmy zadowoleni z tego „wyróżnienia’.

Przeciw obłudzie S. Weissa i polakożerstwu J.T.Grossa

Zambrowski wielokrotnie występował w obronie polskich racji i pamięci o polskich cierpieniach m.in. krytykując obłudę i faryzeizm Szewacha Weissa. (Warto to przypomnieć w czasie, gdy Robert Mazurek wciąż nieodpowiedzialnie występuje za uhonorowaniem tego żydowskiego hipokryty Orderem Orła Białego). Przypomnę, że Zambrowski, zarówno w "Tygodniku Solidarność" jak i w "Najwyższym Czasie" Zambrowski niejednokrotnie występował za potrzebą zaakcentowania również zbrodni żydowskich ubeków, choćby Salomona Morela, polemizując z próbami zanegowania żydowskich zbrodni właśnie przez Szewacha Weissa. W tekście „Na pochyłe drzewo” ("Tygodnik Solidarność" z 18 maja 2001) Antoni Zambrowski pisał m. in.: "Pytany o żydowskie winy wobec Polaków, ambasador Weiss odparł, że naród żydowski nie może odpowiadać za żydowskich konfidentów NKWD. To są winy jednostkowe (...). Co się tyczy udziału licznych Żydów w polskim ruchu komunistycznym, to - zdaniem ambasadora - byli to ludzie asymilujący się, zrywający swe więzy z narodem żydowskim i jego religią oraz nie rządzili oni Polską w imieniu narodu żydowskiego. Ich winy nie są winami narodu żydowskiego. Nasunęło mi się kilka pytań, których jako telewidz nie mogłem mu zadać i których nie mogli mu zadać jego młodzi rozmówcy wskutek niewiedzy. Chciałbym więc zapytać prof. Weissa, czy on, jako żydowski intelektualista i izraelski polityk lewicowy, traktuje stalinowskie ludobójstwo jako przestępstwo wobec ludzkości? A jeśli tak, to jak zapatruje się na rolę rosyjskich Żydów zajmujących wysokie stanowiska w administracji NKWD i GUŁAGU-u? Przecież ci Żydzi nie ukrywali swej narodowości, ba, deklarowali ją w ankietach personalnych i dokumentach sowieckich. Więc jak tych ewidentnych zbrodniarzy ocenia naród żydowski, w tym prof. Weiss? (...) jak wiemy, żydowskie bojówki komunistyczne (obok białoruskich i ukraińskich) nie tylko wznosiły 17 września 1939 łuki triumfalne ku czci wkraczającej na Kresy Wschodnie Armii Czerwonej. W wielu miejscowościach te bojówki napadały na Polaków, mordując ich nieraz w okrutny sposób. (Fakty te dziwnym trafem umknęły z pola widzenia takich "historyków" jak prof. Gross). Wiemy też ze wspomnień przebywających na Zachodzie Żydów - dawnych partyzantów sowieckich, o akcjach ich oddziałów przeciwko polskim chłopom na Kresach, wspierających oddziały Armii Krajowej. W tych akcjach również okrutnie mordowano dzieci, kobiety i starców. Czy cierpienia tych ofiar nie zasługują na współczucie żydowskich autorytetów moralnych, jak prof. Weiss? (Podkr.- J.R.N.).
Szczególnie ważne i cenne były kilkakrotnie ponawiane przez Antka bardzo ostre krytyki tekstów i antypolskiego zachowania Jana Tomasza Grossa, zarzucające mu chęć zamazania bardzo brzydkiej skazy sprzed lat. Nader ciekawe było to, co wskazywał Zambrowski jako na przypuszczalne źródło antypolskich obsesji Grossa . Chodziło o sprawy z 1968 r. Zambrowski. z tamtego czasu zapamiętał Grossa z jak najgorszej strony, jako jedną z osób, które szczególnie fatalnie załamały się podczas przesłuchań. Według Zambrowskiego Gross haniebnie wręcz sypał na swych kolegów współwięźniów. W artykule dla „Gazety Polskiej” 19 lipca 2006 pt. :”łże jak Gross” Zambrowski napisał m.in.: „Jan Tomasz Gross był w 1968 r. więźniem marcowym, załamał się w śledztwie i obciążył swoich kolegów. Czytałem jego zeznania w materiałach własnego śledztwa i pamiętam obrzydliwości, jakie ze strachu opowiadał przesłuchującym go oficerom. Dziś odreagowuje swoje frustracje, obciążając odpowiedzialnością za ówczesny komunistyczny antysemityzm Bogu ducha winny naród polski”. (Podkr. – JRN). W innym tekście w „Gazecie Polskiej”- z 1 sierpnia 2012 r. , zatytułowanym „Jak trafiłem na listę Michnika” Zambrowski pisał m.in. : „(…) w śledztwie natomiast załamał się Jan Tomasz Gross, który opowiadał ku uciesze śledczych okropne rzeczy o życiu prywatnym Basi Toruńczykówny”. (Jednej z czołowych komandosek, zaprzyjaźnionej z A. Michnikiem- J.R.N.)
Antek zawsze dobrze wspominał moje wystąpienie w jego obronie na procesie w marcu 1969 roku i sam z kolei niejednokrotnie występował w mojej obronie przeciw kłamstwom „Wyborczej”, etc,. Doszło co prawda osiem lat temu do konfliktu między nami w związku z jednym moich artykułów, gdzie bardzo ostro potraktowałem jego ojca jako stalinistę i szefa frakcji puławskiej w PZPR-ze.. Antek stanowczo wystąpił w obronie pamięci ojca (tekst „Syn w obronie ojca” na łamach „Naszej Polski”).. Miał do tego prawo. W odpowiedzi wyliczyłem jednak wiele przypadków zbrodniczości Romana Zambrowskiego, w tym jego odpowiedzialności za zabójcze obozy pracy, zatwierdzania wyroków śmierci na AK-owców pod nieobecność Bieruta,. Mój tekst polemiczny zaszokował Antka. W każdym razie w jednym z wywiadów przyznał, że jego ojciec był komunistycznym „zbrodniarzem”. Po kilku latach wróciliśmy do starej przyjaźni, z czego tym bardziej się cieszę, że ogromnie cenię Antka za jego niezłomność w podtrzymywaniu raz wybranej linii, wbrew środowisku, z którego się wywodzi. Gdyby takich jak on osób było dużo więcej?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz