niedziela, 24 lipca 2016

Wyłowione z mego archiwum (III)

Jak przepędzono z Węgier szkalującego Węgrów nadrabina Budapesztu Gy. Landeszmanna (1993 r.)

26 lutego 1993 r. w tygodniku „Heti Magyarország” ukazał się wywiad z nadrabinem Budapesztu Györgyem Landeszmannem. Tekst wywiadu był niezwykle obraźliwy wobec Węgrów. Szczególne ,uzasadnione oburzenie wywołał fragment wywiadu, w którym nadrabin Landeszmann perorował: „Jeśli wyliczymy wszystkie te wartości, które Żydzi wnieśli do węgierskiej kultury, to okazałoby się, że jeśli Żydzi opuściliby Węgry, to w węgierskiej kulturze nie pozostałoby nic poza gaciami (kalesonami ) i wódką brzoskwiniówką”. (Podkr.- J.R.N.) (Cyt. za Landeszmann dosszié (Dossier Landeszmanna), wybór tekstów pod kierownictwem Károlya Alexy, Budapeszt 1993,s.14.) Obraźliwa wypowiedź Landeszmanna na temat Węgrów wywołała powszechne oburzenie. Już po tygodniu sam premier Węgier Józef Antall wysłał list protestacyjny do izraelskiego ambasadora w Budapeszcie Davida Krausa. 17-18 marca 1993 r. konferencja węgierskich rabinów stanowczo potępiła „niektóre wypowiedzi” Gy. Landeszmanna. 18 marca 1993 r. poseł SZDSZ, liberalnej partii zdominowanej przez Żydów, Miklós Tamás Gáspár publicznie wezwał w dzienniku „Magyar Hirlap” Gy. Landeszmanna do rezygnacji. Mnożyły się też potępienia wobec Landeszmanna ze strony różnych węgierskich lokalnych społeczności żydowskich. Jeszcze w marcu 1993 r. kilka osób złożyło doniesienie w węgierskim MSW przeciwko nadrabinowi z powodu jątrzenia przeciw węgierskiemu społeczeństwu. 28 marca 1993 r. potępił Landeszmanna w specjalnym oświadczeniu czołowy biskup ewangelicki dr Béla Harmati. 2 kwietnia 1993 r. Landeszmanna potępia w osobnym oświadczeniu minister spraw wewnętrznych Péter Boross.

Dochodzi do bardzo wielu potępień Landeszmana w artykułach prasowych. Plon tej dyskusji został zebrany w cytowanej już 269 – stronicowej książce „Dossier Landeszmanna". Pomimo wezwań do rezygnacji ze strony różnych żydowskich środowisk religijnych nadrabin nie chce za nic zrezygnować z piastowanej przez siebie funkcji \Ze względu na ten upór Landeszmanna Budapeszteńska Wspólnota Żydowska decyduje się na posiedzeniu w dniu 12 maja 1993 r. na zlikwidowanie w ogóle funkcji nadrabina Budapesztu i rozdział wynikających z tej funkcji zadań między innych rabinów. W parlamencie węgierskim domagają się postawienia Landeszmanna przed sądem. W tej sytuacji w lipcu 1993 r. Landeszmann zmuszony jest opuścić Węgry i udaje się do Kanady, gdzie otrzymuje zatrudnienie jako rabin,.  Rzecz znamienna - nikt z węgierskich Żydów nie ujął się za Landeszmannem. Przeciwnie także Żydzi potępiali go powszechnie jako szkodzącego, wręcz prowokatorsko, stosunkom miedzy Żydami a Węgrami.

Sprawa Landeszmanna pokazała, że Węgrzy nie pozwolą sobie na hucpiarskie pogardliwe traktowanie nawet ze strony czołowego przedstawiciela religii mojżeszowej w Budapeszcie. Znamienny był fakt, że obok całej rzezy potępiających Landesmanna publicystów ostro napiętnowali go również premier, minister spraw wewnętrznych i szereg członków parlamentu.

Przepędzenie szkalującego Węgrów bardzo znanego pisarza węgierskiego żydowskiego pochodzenia Akosa Kertésza (2011-2013)

Po wielu latach od sprawy Landeszmanna doszło do kolejnego ordynarnego szkalowania Węgrów jako narodu ze strony bardzo znanego węgierskiego pisarza pochodzenia żydowskiego Akosa Kertésza, laureata głównej Nagrody Państwowej i honorowego obywatela stolicy kraju – Budapesztu. (W Polsce znany jest głównie z przekładu jego książki „Makra). Pięć lat temu Kertész pojechał do Stanów Zjednoczonych i tam wypichcił obrzydliwy paszkwil na Węgrów - list otwarty na łamach "Amerikai Népszava " z 29 sierpnia 2011 r. Pisał tam, że Węgrzy tylko dlatego tolerują takiego „strasznego dyktatora”, jak Viktor Orbán, bo jest to naród od stuleci potulny, o niewolniczej duszy. Przypomnijmy tu, że Węgrzy mieli więcej powstań narodowych niż Polacy, a jedno z nich – powstanie Rakoczego trwało aż 8 lat (1703–1711). Tekst Kertésza miał wyraźnie rasistowską wymowę, stwierdzając m.in.: " Węgrzy są genetycznymi poddanymi”. (Podkr.- JRN) (...) Nie czują nawet odrobiny skruchy za swoje najcięższe historyczne przestępstwa, ponieważ zawsze zrzucają odpowiedzialność za nie na innych, zawsze jeden na drugiego wskazuje, szczęśliwie wegetują w bagnie dyktatury (...) Nie potrafią ani niczego się nauczyć, ani pracować, a tylko zazdrościć, a jeśli tylko mają sposób potrafią zabić każdego, kto dochodzi do czegoś swoją pracą, nauka, pomysłowością. Dziś Węgrzy są jedynymi odpowiedzialnymi za potworności drugiej wojny, za Holocaust, ponieważ węgierski naród, (w przeciwieństwie do niemieckiego) nigdy nie wyspowiadał się ze swych win, nie wykazał należytej skruchy, nie prosił o przebaczenie I dlatego nigdy nie otrzymał rozgrzeszenia"(Podkr.-JRN.Por. Amerikai ...nepszava.com/.../kertesz-akos-nyilt-levele-az-amerikai-nepszavahoz.html‎ ).

List otwarty Kertésza wywołał powszechne oburzenie na Węgrzech z powodu swych tak otwarcie rasistowskich antywęgierskich uogólnień. Kilka dni później Kertész próbował zaprzeczyć istnieniu w liście zdania o tym, że „Węgrzy są genetycznymi poddanymi". To zaprzeczenie było jawnym kłamstwem, bo zdanie to wyraźnie figurowało w liście otwartym Kertésza, jak przyznał nawet redaktor "Wyborczej" Krzysztof Varga. Nic nie zmieniło sytuacji Kertésza, który był piętnowany w wszystkich stron za swe rasistowskie oceny. 12 września 2011 r. sekretarz stanu w Ministerstwie Zasobów Ludzkich János Halász  zażądał, aby Kertész przeprosił za swój tekst, dodając, że: „Jeśli Kertész nie poprosi o przebaczenie, to w oczach rządu stanie się niegodnym nagrody Kossutha".. 21 września 2011 rada miasta Budapeszt przeważającą większością głosów odebrała Kertészowi tytuł honorowego obywatela stolicy. Kertésza oskarżano, że swym rasistowskim tekstem próbował zatruć bardzo dobre stosunki między Żydami a Węgrami. W październiku 2011 r. zabrał głos w sprawie Kertésza sam premier Viktor Orbán. Odpowiadając na pytanie w parlamencie, Orbán stwierdził, że „musi zasmucać ludzi, gdy pisarz nagrodzony główną nagrodą państwową wypowiada rasistowskie brednie". Piętnowany zewsząd i izolowany 80-letni Kertész nie miał wyjścia i rad nierad, 29 lutego 2012 r. poprosił o azyl w Kanadzie. Rzecz szczególna, Kertész autor tak obrzydliwego paszkwilu, znalazł niespodziewanego obrońcę w Polsce. Był nim dziennikarz "Gazety Wyborczej" Krzysztof Varga, który już w tytule swego tekstu pisał ze współczuciem o paszkwilancie: "Ákos Kertész emigruje z Węgier. Dosyć prześladowań". (Por. wyborcza.pl/1,75475,11317293,Akos_Kertesz_emigruje_z_Wegier__Dosyc _przesladowan.html ).

W związku ze  skandaliczną sprawą Kertésza parlament węgierski zabrał się za przygotowanie dość szczególnej ustawy, godnej naśladowania przez polskie środowiska patriotyczne. Otóż w parlamencie węgierskim postanowiono, że w przyszłości można będzie natychmiast odbierać wszelkie odznaczenia i tytuły honorowe każdemu, kto po ich przyznaniu zachowa się niegodnie wobec Węgier. Prawnicy spierali się tylko o to, czy należałoby też odbierać wartość pieniężną wcześniej przyznanych nagród państwowych. Jakże przydałoby się wprowadzenie podobnej ustawy w Polsce. Oczyma wyobraźni widzę już, jak odbierano by niesłusznie przyznane Ordery Orła Białego przeróżnym osobom, począwszy od ukraińskiego nacjonalisty Bohdana Osadczuka, stypendysty w hitlerowskim Berlinie w czasie wojny, po Adama Michnika i  słynnego „profesora” – maturzystę Władysława Bartoszewskiego.

Po dziesięcioleciach dominacji narodowego masochizmu na Węgrzech premier Viktor Orbán przywrócił Węgrom poczucie godności narodowej. Skończyły się czasy, gdy bezkarnie lżono naród węgierski, wypisując najohydniejsze plugastwa na jego temat, tak, jak to się dzieje u nas z polskim narodem. Co najważniejsze jednak oba przypadki antywęgierskich oszczerców: nadrabina Budapesztu Györgya Landeszmanna i pisarza Akosa Kertésza dowiodły, że otwarte obrażanie Węgrów jako narodu kończy się natychmiast prawdziwą eskalacją potępień ze strony Węgrów, m.in. ze strony kolejnych premierów Węgier. U nas natomiast wielokrotnie urągano Polakom, polskiej godności narodowej i kończyło się to totalną bezkarnością ludzi obrażających Polskę, typu A,. Michnika, D. Warszawskiego, A.. Holland, P. Śpiewaka, S. Blumsztajna, czy antypolskiego beztalencia A. Całej. Czołowi węgierscy Żydzi odnoszą się z dużo większym szacunkiem do Węgrów i do węgierskiej historii niż to ma miejsce w przypadku stosunku czołowych polskich Żydow do Polski i polskiej historii.

Z czego wynika tak wielka różnica miedzy sytuacja w Polsce i na Węgrzech?. Przede wszystkim ze względu na fakt, że na Węgrzech w odróżnieniu od Polski nie zmasakrowano patriotycznej inteligencji (przez Niemców, Sowietów, w czasach stalinizmu i w efekcie stanu wojennego).Na Węgrzech także przez dziesięciolecia prześladowano patriotyczną inteligencję, zwłaszcza w czasach stalinizmu i po stłumieniu przez Sowietów Powstania Węgierskiego. Nigdy jednak nie doszło tam do tego stopnia fizycznego wyniszczenia patriotycznej inteligencji jak w Polsce. Dzięki temu patrioci węgierscy w o wiele większym stopniu, i w bez porównania większej masie niż w Polsce reagują na wszelkie próby upokarzania narodu węgierskiego. Można im tylko zazdrościć. Mam nadzieję jednak, że wraz z nową polityką historyczną obecnego rządu i prezydenta RP coraz bardziej będą wchodzić na arenę życia publicznego młode pokolenia patriotyczne, które już tak mocno zaznaczyły swoje pragnienia w czasie Marszów Niepodległości i działaniami dla uczczenia kultu „Żołnierzy Wyklętych”..


Słynny maturzysta Władysław Bartoszewski przyłapany na nieuctwie

Władysław Bartoszewski, rzekomy profesor, a faktycznie bardzo zdolny maturzysta, niejednokrotnie popełniał błędy nawet ze swej głównej dyscypliny naukowej, czyli historii. Robił te błędy głównie z pospiechu w swej chęci przypodobania się Żydom i przy okazji dołożenia Polakom. Jakże znamienny pod tym względem był fragment jego wywiadu pt :Cieszę się, że jestem Polakiem. Mimo, że wśród nas byli też zdrajcy, udzielonego Agatonowi Kozińskiemu z ‘Polska The Times” (nr z 25 stycznia 2013 ). Bartoszewski stwierdził tam z wielką pewnością siebie::„Po powstaniu 40 tys. Polaków wysłano na Sybir. Jaki był w tym udział polskich kolaborantów? Nie wiadomo. A kto wydał Romualda Traugutta? Polak. Nie Rosjanin, ani nie Żyd, tylko Polak”.(Podkr.- J.R.Nowak). Jak z tego widać niedouczek Bartoszewski nie znał jednego z ważniejszych faktów z historii Powstania Styczniowego. Bo Traugutta nie wydał żaden Polak, lecz Żyd Artur Goldman z powstańczego Wydziału skarbu. Pisał o tym czołowy badacz Powstania Styczniowego profesor Stefan Kieniewicz w swej ł monumentalnej monografii tego powstania (Por. S. Kieniewicz : „Powstanie Styczniowe”, Warszawa 1983 ,s.714 ). Prof. Kieniewicz dodał w swej książce również informację (na s,.736) o „nagrodzie”, jaka otrzymał Goldman za swa haniebną zdradę - „za usługi oddane Komisji Śledczej został wyłączony spod sądu i wyprawiony dyskretnie na wolny pobyt w głąb Rosji”. O ile wiem, nikt na bieżąco nie sprostował w „Polska The Times” bredni Bartoszewskiego w sprawie wydania Traugutta, wypowiedzianej przez nadęty „Autorytet”. A szkoda !

Jak młody stalinowiec Jacek Kuroń wzywał do czujności i czystek po śmierci Stalina wiosna 1953 r.

Wertując rocznik niskonakładowego periodyku „Politechnik” z 1953 r. można odnaleźć całkowicie zapomniany, a wręcz przerażający w swym upojeniu stalinizmem tekst młodego, 19-letniego wówczas Jacka Kuronia. . Napisany wkrótce po śmierci Stalina (5 marca 1953 r.) tekst Kuronia , zatytułowany „O lepsza pracę organizacji ZMP na politechnice Warszawskiej” („Politechnik” nr z 11 kwietnia 1953 r.) wzywał do wzmożenia czujności i czystek. Czytamy tam m.in.: „(…) Wzmocnienie Związku Młodzieży Polskiej na naszej uczelni jest równocześnie osłabieniem wroga. Towarzysz Stalin uczy nas, że wróg im słabszy, tym jego uderzenia są boleśniejsze, dlatego równocześnie z poprawą stylu naszej pracy musi się zaostrzyć nasza czujność. I to nie tylko czujność instancji organizacyjnych, ale czujność każdego członka naszej organizacji. Czujność nie polegająca na rejestrowaniu wrogich wystąpień, ale czujność polegająca na wykrywaniu i likwidowaniu wroga”.(Podkr.- J.R.N.)

Niemowlę – „kombatant” Jacek Taylor

Niektórych „demokratów”, którzy zrobili karierę dzięki Unii Wolności cechowała niebywała pazerność. Szczególnie wymowny był pod tym względem przykład nominata Unii Wolności na stanowisko szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób represjonowanych adwokata Jacka Taylora. W czasie, gdy prawdziwi kombatanci czekali nieraz przez lata na uwzględnienie ich wniosków o rentę kombatancka, Taylor błyskawicznie wykorzystał swoje stanowisko do przyznania sobie renty kombatanckiej za to, że jako niemowlę przez jeden miesiąc(! ) przebywał w obozie przejściowym. Wieść o uhonorowaniu rentą kombatancką miesięcznych „dokonań” niemowlęcia Taylora wywołała powszechne oburzenie. Nawet w tak bliskiej Taylorowi „Gazecie Wyborczej” Piotr Pacewicz przyznał w tekście „Ironia biografii” ( nr z 23 lipca 1998 ): „Teraz jakieś dziwne zaślepienie nie pozwala mu (Taylorowi ) dostrzec tego, co widzą wszyscy, ze uzyskanie uprawnień represjonowanego, gdy jest szefem urzędu, który te uprawnienia przydziela, jest nie błędem politycznym, lecz zdumiewającym postępkiem ministra, który nie przestrzega wymogów etyki służby politycznej”. (Podkr.- J.R.N.).

Skrajny epitet Wojciecha Cejrowskiego o przewodniczącej Federacji do Spraw Kobiet i Rodziny - Wandzie Nowickiej

Jak się okazuje nie tylko część PO w stylu S, Niesiołowskiego i palikociarnia miała i ma ciągotki do sięgania po różne niewybredne epitety pod adresem swych przeciwników. Nawet nieraz tak genialny w swej pomysłowości W. Cejrowski miewał słabsze momenty. Jednym z nich było powiedzenie w odniesieniu do przewodniczącej Federacji ds. Kobiet i Rodziny Wandy Nowickiej niezbyt grzecznymi słowami: „Och, ja bym tę krowę popieścił, jak się pieści krasulę”. ( Cyt za : Paweł Wołdan: Krowa na czele federacji, „Angora” 20 sierpnia 1995 ).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz