czwartek, 21 lipca 2016

Wydobyte z mojego archiwum (II)

Jak pięć rozjuszonych megier zgwałciło 14-letniego Kazimierza Kutza

We „Wprost” z 30 listopada 2003 r. (s.61) czytamy dramatyczną historię przeżyć reżysera Kazimierza Kutza w jego młodości: „Reżyser i senator Kazimierz Kutz opowiada, że w 1943 r., gdy miał 14 lat, został wywieziony na roboty przymusowe w okolice dzisiejszego Bolesławca. Praktycznie wszyscy mężczyźni byli na wojnie, więc kobiety przejęły ich role. Wokół miasta grasowały gangi kobiet, które gwałciły, a nawet mordowały mężczyzn. Sam Kutz padł ofiarą gwałtu piątki mieszkających w sąsiedztwie kobiet”. Być może wywołany przez ten gwałt uraz psychiczny zaciążył na trwałe na psychice Kutza. I to jest chyba głównym źródłem jego jakże nienawistnych wynurzeń na temat Polski. Przypomnę, że we wspólnie wydanej z J. Staniszkis książce – wywiadzie : „To nie to… nie tak miało być” (Warszawa 2004 z słynny reżyser bredzi że cały dorobek polskiego życia umysłowego w XIX wieku „nadaje się do kosza” (s.21 ) i kilkakrotnie „pieszczotliwie” porównuje Polskę do „wywłoki wiejskiej” (por.ss.9,11,13, 14)/ .W tejże książce zapewnia ) (s.158 ),że „może być konieczny jakiś zarząd nad Polska, taki swoisty treuhanderyzm”. Dla ,mnie tego typu uwagi Kutza są wyrazem swoistego myślenia w duchu Targowicy. Najbardziej szokowało mnie, że współautorka wywiadu prof. podobno prawicowa prof. Jadwiga Staniszkis jakoś nie zaprotestowała przeciw umieszczeniu wypocin Kutza obok tekstu jej zwierzeń!

Niesamowite wyznanie miłosne Jacka Kuronia

Jacek Kuroń w początku lat pięćdziesiątych był pełnokrwistym stalinistą w stopniu graniczącym z fanatyzmem. Nader wymowne pod tym względem było przypominanie w pamiętnikach Kuronia jego wyznanie miłosne. Swej wybrance Kuroń powiedział z wielką werwą: „Kocham Cię prawie tak bardzo jak partię”.

Jak Wałęsa i Kuroń zamartwiali się tym, że wyborcza drużyna „Solidarności” może uzyskać „zbyt wiele mandatów’ w wyborach z 1989 r.

Red. Krzysztof Wolicki przypomniał w rozmowie z b. ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego Krzysztofem Kozłowskim: pt. Długi cień Okrągłego Stołu („Tygodnik Powszechny” nr, nr 19 z 1992 r.: „Czy pamiętacie wypowiedzi przywódców drużyny Wałęsy podczas kampanii wyborczej? Jak Wałęsa się bał żebyśmy – broń Boże – nie dostali więcej niż 22 procent mandatów. Kuroń mu basował, co to będzie za katastrofa, jak dostaniemy więcej. To jest kolosalny brak wyczucia społeczeństwa”.
Jak Michał Kamiński świnił się antypolsko w Parlamencie Europejskim

W opasłym dziele „Stosunki polsko-ukraińskie. „Głos Kresowian”, otrzymanym w darze od nieodżałowanej pamięci obrońcy kresowej polskości płk Jana Niewińskiego, znalazłem szokujący wręcz fragment z debaty w Parlamencie Europejskim 1 grudnia 2006. Świętej pamięci europoseł Filip Adwent (prawdopodobnie zamordowany w rzekomej kraksie ) ,występując na forum Parlamentu Europejskiego w dniu 1 grudnia 2004 i wyrażając poparcie dla demokratycznej i niepodległej Ukrainy, przestrzegł równocześnie przed pojawiającymi się w niej przejawami szowinizmu. Za stroną internetową gazety ukraińskiej zacytował szokujący wręcz skalą agresywnego nacjonalizmu tekst ulotki wyborczej rozdawanej na Zachodniej Ukrainie przez niektórych zwolenników Juszczenki. Jak opowiedział Filip Adwent : „Pod tytułem „Ukraina dla Ukraińców” można przeczytać dosłownie, co następuje: Wiktor Juszczenko w wypadku jego wybrania gwarantuje wprowadzenie dyktatury narodowej..Wygonić z naszych ziem Moskali, Przeków (Polaków) i Żydów… Nasza władza będzie straszna dla Moskala, Żyda, Polaka, jeśli nie przyjmą naszego wyznania”.(Podkr.- J.R.N.)

Wystąpienie F. Adwenta wywołało natychmiastową gniewną kontrę innego, polskiego europosła Michała Kamińskiego, który stwierdził m.in. „Chcę Państwu powiedzieć również, że kłamstwem i ohydną prowokacją są powtarzane niestety także w tej Izbie stwierdzenia, jakoby w ekipie prezydenta Juszczenki znajdowały się elementy o charakterze szowinistycznym czy nacjonalistycznym. Szkoda, że w tej Izbie są osoby gotowe przystać na tę prowokację. Ja spędziłem dziesięć dni na ulicach Kijowa, stałem w tłumie ludzi walczących o wolność i nie spotkałem ani jednego głosu, który byłby głosem wymierzonym w Rosjan, Polaków i Żydów. A tym kolegom w tej Izbie, którzy się troszczą o antysemityzm na Ukrainie, powiem tak zatroszczcie się o antysemityzm w Polsce, bo tam jest go więcej. (Podkr. – J.R.N.).

To ostatnie zdanie było jawnym antypolskim oszczerstwem wymierzonym w Polskę na międzynarodowym forum Parlamentu Europejskiego i było po prostu całe z gruntu fałszywe - w Polsce na pewno jest dużo mniejszy antysemityzm niż na Ukrainie. Polski europoseł, który tak szkalował Polskę przed znaczącym forum zagranicznym , powinien być już następnego dnia wyrzucony na zbity łeb z PiS-u. Nie rozumiem, dlaczego tak się nie stało!

Patentowany leń, ignorant i śpioch - kawalerem Orderu Orła Białego

Tę postać mało kto dziś pamięta. Myślę o niejakim Janie Kułakowskim, Po 50 latach na emigracji Kułakowski już w 1990 r szybko zyskał świetną „fuchę”. W latach 1990–1996 zajmował stanowisko ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego oraz szefa Misji Rzeczypospolitej Polskiej przy Wspólnotach Europejskich w Brukseli. W rządzie Jerzego Buzka . w 1998 r. objął nowo powstałe stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnika ds. negocjacji Polski z Unią Europejską. Prawdziwie szokujący był opis jak negocjował Kułakowski, przedstawiony 1 lutego 2003 w ‘Rzeczypospolitej (w tekście „Negocjatorzy”) przez Andrzeja Stankiewicza i Jędrzeja Bieleckiego :” „Wybór Kułakowskiego był ze wszech miar nietypowy. Żaden z pozostałych krajów kandydujących nie powierzył odpowiedzialności, za swoje najważniejsze interesy człowiekowi, który przez blisko pięćdziesiąt lat przebywał poza krajem. Nikt także nie postawił na czele ekipy negocjacyjnej człowieka sześćdziesięciosiedmioletniego. Większość negocjatorów była jak spod sztancy (…) technokraci znający na wyrywki brukselskie dyrektywy. Dokładnie tacy, jak ich unijni partnerzy. On. był inny – wolał wytyczać dalekosiężne cele, niż rozmawiać o kształcie ogórków czy unijnych dyrektywach. Bywało, ,że nie pamiętał tuż po sesji, jakiem rozdziały rokowań zawsze zamknął. Unijni urzędnicy przyznają, że niejednokrotnie zdarzało mu się zdrzemnąć podczas negocjacji” (Podkr.- J.R.N.)
A ja bym osobiście takiego „śpiocha” już po pierwszym jego zaśnięciu wziął za kark i raz na zawsze wyprowadził z sali. Przez takich nierobów i ignorantów Polska „wytargowała” fatalne warunki wejścia Unii Europejskiej. U nas jednak lenia Kułakowskiego jeszcze nagrodzono za nieróbstwo, W 2002 został odznaczony Orderem Orła Białego. 3 czerwca 2004 został wybrany do Parlamentu Europejskiego jako bezpartyjny kandydat z listy Unii Wolności. Przez takich gamoni Polska traciła miliardy złotych , czy nawet miliardy dolarów.

Polska –Królestwem Świętego Biurokracego.

Szokujące dane o rozmiarach rozrostu biurokracji w Polsce przynosił już w 1997 r. artykuł prof. Witolda Kieżuna o rozmiarach rozrostu biurokracji w Polsce. (Por. W. Kieżun: Patologia reformowania, „Rzeczpospolita” z 4-5 stycznia 1997 r.) Według tego tekstu w 1938 r. w Kancelarii Sejmu pracowało tylko 30 pracowników (a nie było wtedy tak pomocnych faksów i komputerów- J.R.N.). Tymczasem w 1995 roku w kancelarii Sejmu pracowało już 1619 osób, czyli przeszło dwa razy więcej niż w 1990 r., gdy było tam 649 zatrudnionych pracowników. Kancelaria Prezydenta RP ze stanu 193 etatów w 1990p r. wzrosła w roku 1995 do 466 etatów, a wiec przeszło dwukrotnie,. Urząd Rady Ministrów zatrudniał w 1990 r. 646 pracowników, a w roku 1995 już 1832 osoby, a więc 2,83 razy więcej.
Ciekawe o ile wzrosło zatrudnienie w tych kancelariach od 1995 roku?!

Jak psuto KUL „Dziwni” studenci i absolwenci katolickiej uczelni

Na KUL-u przez lata panowała niebywała tolerancja wobec ateistów i przeciwników Kościoła. Niewiele osób wie, że Jan Hartman ukończył studia filozoficzne na KUL-u w 1990 r., i to, że Seweryn Blumsztajn, znany ostatnio głównie z transparentu :”pier., nie rodzę”, jest absolwentem Filozofii Chrześcijańskiej KUL,. Na KUL-u studiował też Janusz Palikot – na Wydziale Filozoficznym Nie wygląda na to, by studia na KUL-u wywarły na tych panów jakiś wielki wpływ wychowawczy.
.
Jak Z. Rurarz postraszył Biuro Polityczne i rząd groźbą powstawania hormonów homoseksualnych w rezultacie jedzenia mięsnych konserw

W wydanej w 1998 r. w Warszawie książce „Zagrożenia dla Polski i polskości”(t.2,s.90) przytoczyłem zabawną historię, opowiedzianą przez Zbigniewa Rurarza, niegdyś doradcę B, a później ambasadora PRL w Japonii, który „wybrał wolność” po wprowadzeniu w 1981 r. stanu wojennego w Polsce. Rurarz chwalił się swym fortelem, którym utrącił dość nieszczęsny pomysł władz z 1976 r. Według Rurarza po tragicznym fiasku podwyżki cen z czerwca 1976 r. zasmęcone Biuro Polityczne KC PZPR i rząd długo naradzały się, jak wybrnąć z trudnej sytuacji. I wtedy wicepremier Mieczysław Jagielski miał wystąpić z „rewelacyjnym” pomysłem, sugerując, ze należy całkowicie zlikwidować sprzedaż świeżego mięsa pod jakimś pretekstem higienicznym. Całe mięso miało być odtąd puszkowane, a wynikłą z tego zwyżkę cen będzie się tłumaczyć „wysokimi kosztami puszek”. Wyglądało już na to, że cały ten niesamowity pomysł przejdzie, gdy głos zabrał Rurarz. Przypomniawszy sobie o jakimś artykule ze skandalizującego pisma angielskiego powiedział, zwracając się do Jaroszewicza: „Towarzyszu Premierze – wyczytałem w poważnym zachodnim piśmie, że spożywanie mięsa konserwowanego chemicznie wpływa na wzrost skłonności… homoseksualnych u konsumentów!” Głos Rurarza wywołał prawdziwą konsternacje. Ponure milczenie przerwało po minucie warknięcie Jaroszewicza: „No Mietek –pedałów to ty z nas nie rób”. (Taka była ówczesna, dziś niedopuszczalna, ordynarna stylistyka wypowiedzi komunistycznego premiera P. Jaroszewicza). Ciekawe, że któryś z ekonomistów przytoczył opowiedzianą przez Rurarza story jako dowód, że nawet Jaroszewicza i Gierka można było czasem przekonać. I przeciwstawił tej sytuacji obraz Leszka Balcerowicza jako upartego doktrynera, pozbawionego nawet cienia elastyczności.

Pomysł przyznania sto tysięcy złotych nagrody w quizie temu, kto dobrze wytypuje inicjatorów wniosku o przyznanie Balcerowiczowi ekonomicznej Nagrody Nobla.

W Polsce ciągle za mało się wie, że wbrew mitowi „genialnego Balcerowicza" b jego teoryjki były krytykowane przez licznych wybitnych ekonomistów zagranicznych, m.in. przez noblistów z dziedziny ekonomii : Miltona Friedmana, Gary Beckera , Josepha Stiglitza i in. (Por. szerzej mój tekst w „Encyklopedii Białych Plam” ,Radom 2000, ss.222-246): Balcerowicza planu krytyki .Gdy się przypomina te krytyki czasem pada argument: „ No cóż, wielka sprawa, przecież sam Balcerowicz był typowany do Nagrody Nobla z ekonomii” .Media w Polsce robiły kiedyś wielki szum na temat tego jak to Balcerowicza już wytypowano do Nagrody Nobla z ekonomii, skrzętnie pomijały natomiast to, kto go do niej wytypował. Dlatego lubiłem na moich spotkaniach zabawiać się zapytaniem o tę ostatnia sprawę, mówiąc, że ten, kto udzieliłby trafnej odpowiedzi, zasługiwałby na nagrodę stu tysięcy złotych w jakimś teleturnieju. Padały przeróżne odpowiedzi ze strony zebranych: Wałęsa! Kwaśniewski! Szoros! ,Geremek! A wtedy wyjaśniałem : Balcerowicza do Nagrody Nobla wysunął polski Instytut Nauki i Sztuki w Nowym Jorku. W skład jego zaś wchodzili tacy arcyznawcy ekonomii, tacy jak poeta Czesław Miłosz, poeta Stanisław Barańczak, b. kurier Jan Nowak- Jeziorański oraz grupa malarzy i rzeźbiarzy.

Superhumor w pamiętnikach Bronisława Wildsteina

Czytając wydane w 2015 r. pamiętniki Bronisława Wildsteina „Cienie moich przodków” podziwiałem wspaniały humor tego publicysty. Dość przypomnieć jego barwną opowieść o straszliwie popijawie, jaką przeżył będąc w Paryżu, po narodzinach syna Dawida.(ss.336-337 Po opowieści o mozolnej wspinaczce w pijanym widzie Wildstein doszedł do kulminacyjnego punktu swej opowieści, pisząc: „Kiedy wreszcie, mimo wszystko, udaje mi się i docieram pod własne drzwi, orientuję się, że nie mam w kieszeni klucza, co właściwie mało mnie obchodzi, i zasypiam na wygodnej wycieraczce pod brwiami, jakbym znalazł się już w środku. Musiało upłynąć parę godzin. Budzę się i widzę przerażone oczy mojej młodej sąsiadki. Uśmiecham się promiennie, zwłaszcza, że klucz, który wcześniej ukrył się przede ,mną, wpycha mi się w-palce,
- Comment ca va? - pytam grzecznie, gramoląc się z wycieraczki i otwierając drzwi mieszkania, a widząc jak ogromnieje zdumienie Niemki na widok tego, że w każdym momencie mogłem wejść do środka , dodaję, że urodził mi się właśnie syn. Dziewczyna kiwa głową i próbuje się uśmiechnąć, ale widzę, że trudno jej pojąć sytuacje. Płuczę się nieco nad wanną i dochodzę do wniosku, że nie mogę zostawić jej w tym poznawczym zawieszeniu. Stukam do jej drzwi i już od przedpokoju zaczynam tłumaczyć, że w Polsce istnieje obyczaj, który nakazuje ojcu, gdy urodzi mu się pierwszy syn, noc spędzić na progu domu, aby nie wpuścić doń złego. Jej oczy przez moment robią się jeszcze bardziej szerokie, ale nieomal w tym samym momencie rozpromienia się. Zrozumiała.
- Ach to tak, to w ten sposób- mówi nieco nieskładnie.- To takie, takie wzruszające i …i piękne.
Patrzy na mnie jak na bohatera, który, było nie było, w nieszczególnie sprzyjających okolicznościach i narażony na prawdopodobne niezrozumienie ze strony otoczenia, twardo trzyma się reguł swojej tradycji. Ja sam także zaczynam czuć się jeszcze lepiej i doceniać swoja wierność zasadom. To od tego czasu datuje się nasza przyjaźń”.
Można tylko podziwiać wspaniały refleks Wildsteina!

Jerzy Zaruba opowiada historię popijawy Janusza Minkiewicza

Do najwspanialszych zbiorów barwnych opowieści należy niestety dziś już niemal całkowicie zapomniana książka Jerzego Zaruby „ Z pamiętników bywalca”. Zacytuję chyba najpiękniejszą z zawartych tam story (za trzecim wydaniem tej książki (Warszawa 1968r.,ss,156,157,158,159): „W listopadzie (1944 r,.) przedstawiciel rządu ZSRR przy PKWN-ie generał Bułganin wydał wielki bankiet z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej. Na bankiecie tym poza najznakomitszymi nazwiskami ze sfer oficjalnych znaleźli się też liczni przedstawiciele sztuki. Wśród zaproszonych byliśmy Janusz Minkiewicz (bardzo znany satyryk- J.R.N.) i ja (…) Kiedy drzwi się otworzyły, ujrzeliśmy stoły uginające się dosłownie pod wódkami, indykami, kawiorami i tłustymi frykasami, (…) Zaczęły się przemówienia, co nie przeszkadzało słuchaczom gorliwie atakować stojących przed nimi frykasów. Mniej więcej po pół godzinie większość z obecnych była już mocno „pod gazem”. Po sali kręcił się jakiś „nasz’, porucznik z listą obecnych i kiedy zauważył , że ktoś zbyt hałaśliwie się zachowuje albo niedostatecznie uważnie słucha przemówień, stawiał przed nazwiskiem winowajcy krechę. Osoby z krechą, jako nie umiejące się odpowiednio zachować były skreślane z listy „:delegacji inteligencji polskiej do Moskwy”.(…) Minio (Minkiewicz) nie dostał krechy. Leżał zalany pod stołem i porucznik naturalnie go nie zauważył – dlatego pojechał do Moskwy. Natomiast profesor K., który sobie grzeczniutko „kimał”, pochrapując, dostał krechę i do Moskwy nie pojechał (Nie chcąc opuścić śpiącego pod stołem Minia, usiłowałem go obudzić. Na próżno, leżał jak zabity, ani ręką, ani nogą. Zwróciłem się więc do jednego z gospodarzy w mundurze generalskim z prośba o rade, co mam zrobić, gdyż przyjaciel mój, znakomity satyryk i poeta,, „zasnął” pod stołem. Generał powiedział: - Poproszę napisać jego adres na kartce i wsunąć ja do górnej kieszonki marynarki – my go odstawimy do domu. Proszę się nie niepokoić(…) Nazajutrz kolo południa udałem się do Minkiewicza, który mieszkał na Krakowskim Przedmieściu u jakiejś swojej rozparcelowanej ciotki. Kiedy mi otworzono, zapytałem o Minia. – Jest, jest- powiada ciotka, ale proszę pana, co ja się nadenerwowałam! Okazało się, że nad ranem obudziło ja walenie w drzwi. Światła nie było. Drżąca ze strachu ciotka pyta: „kto tam?” – Enkawude- brzmi odpowiedź. – Czy tu mieszka Janusz Minkiewicz? – Tak, mieszka – odpowiada przerażona- ale go nie ma w domu.- Otwierajcie, otwierajcie – on tu. Myśmy go tu przywieźli. Kiedy otworzyła, weszli ostrożnie i położyli go na wskazanym łóżku”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz