piątek, 29 lipca 2016

Likwidowanie świadków „pogromu” (Kielce 1946)

(Niżej zamieszczam znacząco rozszerzony tekst mego artykułu dla „Warszawskiej Gazety” z 8-14 lipca 2016 r.)

Komunistyczni sprawcy prowokacji kieleckiej z 4 lipca 1946 r. usiłowali zrobić wszystko co możliwe dla zatarcia śladów popełnionej zbrodni. Przede wszystkim starali się o systematyczne zlikwidowanie wszystkich tych ważnych świadków zajść, którzy mogli „wygadać się” i ujawnić komunistycznych mocodawców rzekomego „pogromu”. I właśnie to likwidowanie kolejnych niewygodnych świadków wydaje się być bardzo mocnym potwierdzeniem tezy o tym, że rzekomy „pogrom kielecki” był starannie zaplanowaną bezpieczniacką zbrodnią. Pierwszą ofiarą ówczesnych Nieznanych Sprawców był nader znaczący świadek wydarzeń- zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach ppor. Albert (Fajwisz Alter) Grynbaum. Warto przypomnieć, że właśnie on już w dwa dni po „pogromie”- 6 lipca 1946 w sprawozdaniu z przebiegu zajść bardzo krytycznie oceniał głównego ich sprawcę ze strony polskiej bezpieki, agenta NKWD, majora Władysława Sobczyńskiego i krytykował brak zdecydowanej postawy wojska (Por. uwagi dr R. Śmietanki- Kruszelnickiego z IPN w drugim tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego, Warszawa 2008,s.112). W czasie zajść Grynbaum na próżno błagał mjr Sobczyńskiego o użycie kampanii ze szkoły UB w Zgórsku, co Sobczyński wciąż odwlekał. Przypuszczalnie organizatorzy zbrodni mogli się obawiać, że ppor Grynbaum może okazać się zbyt dociekliwy w tropieniu sprawców mordu na jego żydowskich rodakach, bo nie zdawał sobie sprawy, że zbrodnia była zaplanowana z góry przy udziale takich czołowych żydowskich komunistów jak Jakub Berman.

Tajemnicza śmierć A. Grynbauma

Grynbaum zginął w nader podejrzanych okolicznościach już 10 sierpnia 1946 r. Dr R. Śmietanka – Kruszelnicki pisał na ten temat: „Zaskakujące (…) są okoliczności jego śmierci. Jest rzeczą niezrozumiałą, że tak ważnego świadka wydarzeń pogromowych (przebywającego prawie od samego początku obok lub w środku obleganego .przez tłum budynku, usiłującego bronić znajdujących się tam Żydów, interweniującego w WUBP (Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego- J.R.N). i będącego świadkiem zachowania się wielu wyższych oficerów sił represji w czasie pogromu, wysyła się służbowo taksówką, bez ochrony, przez tereny powiatu radomskiego, należące wówczas do najbardziej zagrożonych działaniami oddziałów partyzanckich w województwie kieleckim”.(Por, tekst R. Śmietanki- Kruszelnickiego w pierwszym tomie „Wokół pogromu…op.cit.s,70). Samochód z Grynbaumem i towarzyszącym mu H. Ochinem z KW PZPR został zatrzymany przez partyzantów, a następnego dnia obaj zostali zastrzeleni. Dr Śmietanko- Kruszelnicki wskazuje przy tym. że oddział ppor „Dołęgi”, który zastrzelił Grynbauma i Ochina „podlegał nie rozpoznanej bliżej Komendzie Okręgu Narodowego Związku Zbrojnego” (…) Wątpliwości co do zakwalifikowania tej struktury podziemnej do autentycznego nurtu niepodległościowego sprawiają, że można postawić pytanie, czy śmierć ppor Grynbauma była przypadkowym i niefortunnym zbiegiem okoliczności, czy też został on „wystawiony” partyzantom Jego śmierć bardzo ograniczyła możliwości rekonstrukcji przebiegu antyżydowskich zajść w Kielcach”.(Podkr.- J,.R.N.) (Por.tamże,s.71).

Warto w tym momencie przypomnieć, co pisał na temat śmierci Grynbauma prawdziwie uczciwy autor żydowski, b .oficer Informacji Wojskowej WP Michał Chęciński. To on w wydanej w 1982 roku książce „Poland: Communism- Nationaliśm- Antisemitism , oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, jako pierwszy wskazał na jej głównego sprawcę oficera sowieckiego wywiadu –Michaila Aleksandrowicza Diomina. Pisząc o tak tajemniczym, a tak wygodnym dla sprawców zbrodni kieleckiej zabójstwie Grynbauma, Chęciński stwierdził m.in.: „ Nie ulega wątpliwości, że Grynbaum wiedział wiele, jeśli nie za wiele, o kulisach pogromu. Miał liczną agenturę wśród mieszkańców Kielc i zapewne próbował po pogromie ustalić wiele zagadkowych szczegółów, co należało zresztą do jego obowiązków służbowych”.

Inne tajemnicze zgony świadków „pogromu”

Chęciński pisał w cytowanej książce również o dalszych nader tajemniczych zgonach ważnych świadków kieleckiej zbrodni: „W dziwnych okolicznościach zginęli też inni wtajemniczeni świadkowie pogromu. Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach ginie, otruty w szpitalu, kierowniczy pracownik WUBP Kielce, Majewski, przedwojenny komunista, znany z uczciwości i bezkompromisowości. Pielęgniarz, który otruł Majewskiego, umiera tego samego dnia, gdy nadchodzi ekspertyza potwierdzająca, że Majewski został otruty. Ten splot dziwnych okoliczności nie został do dziś wyjaśniony”

Wiele mówiącym o postępowaniu władz komunistycznych był fakt, że uniknął jakiejkolwiek kary, pomimo przejściowego aresztowania, szef WUBP major Władysław Sobczyński główny wspólnik ze strony kieleckiej bezpieki dla sowieckiego majora Diomina, jako organizatora prowokacji kieleckiej. Co więcej Sobczyński został później nawet ambasadorem PRL –u w Sofii. Na tle całej późniejszej kariery mjr Sobczyńskiego, tym bardziej dają do myślenia represje, które uderzyły w ówczesnego komendanta MO, ppłk Wiktora Kuźnickiego. Podobnie ,jak jego zastępca mjr Kazimierz Gwiazdowicz i mjr Sobczyński, ppłk Kuźnicki był oskarżony o zaniedbanie obowiązków dniu zajść, ale przesiedział od nich znacznie dłużej. Jak pisał M. Chęciński: Sobczyńskiego i Gwiazdowicza uniewinniono, i widać było w czasie rozprawy w grudniu 1946 roku „zniekształcanie faktów w celu wybielenia Sobczyńskiego i Gwiazdowicza”. Zdaniem Chęcińskiego ,o nieporównanie dużo surowszym potraktowaniu ppłk. Kuźnickiego zadecydowało jego niezastosowanie się do dyktowanych odgórnie reguł gry. Otóż- jak pisał Chęciński : „Kuźnicki (…) domagał się, aby jego proces odbył się jawnie i żeby powołano świadków, którzy mogliby dowieść jego niewinności. Zwracał się w tej sprawie do wszystkich możliwych instancji i przełożonych. Ponieważ nikt na jego prośby nie reagował, zaczął w więzieniu głodówkę. Wypuszczono go z więzienia w stanie agonalnym. W domu kontynuował głodówkę. Po kilku tygodniach zmarł”..
Red. Krzysztof Kąkolewski pisał w swej podstawowej książce demaskatorskiej o rzekomym „pogromie kieleckim” : „Umarły cmentarz” (Warszawa 1996, s.134), iż: „Wiktor Kuźnicki zaczął mówić nieostrożnie, że to, co się zdarzyło w Kielcach, było absolutną prowokacją”. Mówił o tym współwięźniem. Kąkolewski nie wykluczał, że w odpowiedzi na tego typu „wyznania” UB poddało Kuźnickiego torturom, tak że z więzienia „powrócił w stanie ruiny fizycznej i psychicznej”. Zmarł w wieku zaledwie 44 lat.

Dość nieoczekiwany tragiczny los spotkał jednak również i b. zastępcę ppłk Kuźnickiego majora K. Gwiazdowicza. Po latach utonął – według jednej wersji – w Wietnamie, według innej – w Laosie./ Kąkolewski pisał (op.cit.,s.136) : „Powierzono mu (…)ważną misję, ale czy przypadkiem nie po, by jako nosiciela tajemnicy zgładzić potajemnie na obszarze bardzo dalekim od Polski”.

Jak zastraszano rzekomo porwanego chłopca –H. Błaszczyka

Przez wiele lat blokowano wyświetlenie w którejkolwiek z telewizji nakręconego w 1996 r. filmu-dokumentu brata Czesława Miłosza- Andrzeja Milosza „Henio”. Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich. Chłopiec Henryk Błaszczyk przez 50 lat bał się wyznać prawdę, z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki. To, co powiedział było niesamowite. Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i w towarzystwie innych zaprzyjaźnionych ubeków wspierali prowokację kielecką, a zastraszony Henio był ich narzędziem Znamienne, że tak ważny, odsłaniający prawdę film pokazano dopiero w 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. - w posiadającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia” Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, ze autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę” Andrzej Miłosz był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów.

Nader ciekawe były szczegóły ujawnionych przez Andrzeja Miłosza na przesłuchaniu w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach w dniu 3 grudnia 2001 r. rozmów z Henrykiem Blaszczykiem: „Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mój kolega ze Związku Literatów Bogdan Wojdowski, zajmujący się tematyką żydowską, będąc na spotkaniu podczas wieczorów autorskich w Kielcach, dowiedział się, gdzie mieszka Henryk Błaszczyk, wtedy już dorosły mężczyzna. Doszło do spotkania pomiędzy nimi, chociaż Błaszczyk unikał wszelkich kontaktów z ludźmi pióra. Bał się czegoś, ale nie wiadomo czego. Jak Wojdowski mi potem opowiadał, podczas pierwszego ich spotkania poprosił Błaszczyka o prawdziwą relację, jaka była jego rola w pogromie . Użył słów: „niech Pan to nareszcie ujawni”. Błaszczyk wtedy powiedział Wojdowskiemu, że musi poradzić się swojej matki, do której miał wielkie zaufanie i która wiedziała wszystko o okolicznościach pogromu. Następnego dnia ponownie się spotkali i wtedy Błaszczyk oświadczył Wojdowskiemu, co następuje: „Matka powiedziała: synu, ty tej prawdy nie ujawniaj, bo te ubowce jeszcze żyją i będzie koniec z nami”(…)

W tym momencie przypomina mi się, że gdy już Błaszczyk zaczął mówić prawdę, to powiedział też, że ojciec, jak żył, często przypominał mu, że nie wolno z nikim rozmawiać o pogromie, bo może to być tak – tu pokazując ręką podcinanie gardła – dla całej rodziny. Film złożony z dwóch części pod tytułem „Pogrom” skończyłem na początku lata 1996 r. Został on skolaudowany przez program II TVP i wstawiony do programu na rocznicę pogromu. Na kilka dni przed oddaniem filmu do telewizji pojechałem z operatorem do Kielc (…) Na ulicy Sienkiewicza spotkałem przypadkowo Henryka Błaszczyka, który na mój widok bardzo się ucieszył i powiedział : „Panie Miłoszu, chyba Bóg tak chciał, że ja pana spotykam, bo byłem u spowiedzi i ksiądz kazał mi całą prawdę o pogromie powiedzieć”. Dodał przy tym jeszcze od siebie Błaszczyk: „Człowiek nigdy nie wie, kiedy stanie przed Sądem Boskim i powinien być zawsze na to przygotowany, a sprawa tego pogromu to był ciężar, który nie dawał mi spokoju. Bałem się o tym mówić. Pan Bóg może mi to wybaczy,, ale dłużej milczeć nie będę i powiem wszystko, niech pan nakręci o tym film”. Słysząc takie słowa Błaszczyka, od razu umówiłem się z nim na spotkanie i nakręciliśmy film „Henio” ze spowiedzi Błaszczyka.

Po powrocie do Warszawy w ciągu kilku dni i nocy zmontowaliśmy film dokumentalny „Henio” i dostarczyliśmy do telewizji jako trzecia część filmu o pogromie. W programie było na to miejsce, bo po pierwszej i drugiej części filmu zarezerwowano około pół godziny na ewentualną dyskusję. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że telewizja filmu „Henio” nie pokaże. Zamiast podziękowania za dobrą robotę dokumentalną dowiedzieliśmy się, że film nie, będzie –pokazany. Jeden z głównych decydentów miał powiedzieć: „Film oskarża władze bezpieczeństwa, ale oprócz oświadczenia Błaszczyka nie ma żadnych dowodów na piśmie”. Dodać chcę, ze film leżał na półce w TV do 2001 roku (Od 1996 r.- JRN). Po notatkach prasowych atakujących telewizję za nie pokazanie tak ważnego filmu, telewizja film pokazała po północy, bez zapowiedzi, że to film związany z pogromem i z krótką informacją – film dokumentalny. Nic więcej. Dziwne, bo TV zwykle informuje, na jaki temat jest film” (Cyt. za przygotowanym przez Jacka Żurka wykazem dokumentów , publikowanym w pierwszym tomie „Wokół pogromu…op.cit.,ss.433-434). Oto jak telewizja publiczna broniła stalinowskie UB jeszcze w 2001r. , by nie ujawniano o nim prawdy o jego zbrodniach !

Podczas przesłuchania A. Milosz dodał jeszcze jeden interesujący szczegół: „W tym miejscu chciałbym jeszcze podzielić się moimi wnioskami, w jaki sposób Błaszczyk, ojciec Henia, mógł zostać wciągnięty do współpracy z UB. Henryk Błaszczyk opowiadał, że ojciec, który był szewcem, reperował, nocami buty partyzantom. W tych okolicach były silne oddziały NSZ. Wizyty partyzantów. u szewca Błaszczyka mogły wystarczyć już ubowcom do oskarżenia później Walentego Błaszczyka o przynależność do NSZ, za co groziła śmierć. Ratując swoje życie Błaszczyk mógł zgodzić się na współpracę z UB”. (Por.tamże,s.434)
Henio Błaszczyk ciężko zapłacił za to, że był tak niebezpiecznym dla bezpieki świadkiem jej poczynań. W latach 90-tych doszło do tajemniczego wypadku samochodowego, w którym o mało co nie zginął. Wyszedł z tego wypadku ze wstrząsem mózgu, złamaną ręka, uszkodzeniem kręgosłupa. Sprawczyni wypadku, jakoby pracownik ambasady polskiej w RFN. zniknęła. Na listy poszukujące jej nie otrzymano odpowiedzi.(Por. szerzej .K. Kąkolewski : „Umarły cmentarz”,op.cit. ,s. 90).

Kielecki Rejtan” – prokurator Jan Wrzeszcz

Szczególnie obrzydliwą formą rozprawy z człowiekiem w niewygodny dla władz sposób drążącym sprawę zbrodni kieleckiej było zaszczucie i doprowadzenie do przedwczesnej śmierci prokuratora wojewódzkiego Jana Wrzeszcza. Prokurator ten na wieść o oblężeniu żydowskiego domu na Plantach natychmiast udał się na miejsce, chcąc, zgodnie z obowiązującym wówczas jeszcze prawem przedwojennej RP, przejąć władzę nad aparatem policyjnym i wojskiem zgromadzonym wokół budynku i przywrócić porządek.. Na próżno domagał się od wojska rozproszenia tłumu albo przynamniej „wywiezienia wszystkich, oblężonych Żydów samochodami pod eskortą”. Oficerowie wprost stwierdzili, że nie wydadzą takiego rozkazu. W dokumencie o wydarzeniach, sporządzonym po tragedii lipcowej 1946 r. i przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach zapisano m. in. o wypadkach po przybyciu prokuratora J. Wrzeszcza: „Całą akcja kierowało UB (…) prokuratorowi powiedziano, że jest niepotrzebny, gdyż akcją kieruje UB. Po tym fakcie prokurator złożył oficjalny raport do Województwa i Ministerstwa, zaznaczając, że odpowiedzialność za wypadki kieleckie spada wyłącznie na Urząd Bezpieczeństwa”.(Wg. ks. J. Śledzianowski:: „Pytania nad pogromem kieleckim”, Kielce 1998,s.76),.

Dzień później prokurator J. Wrzeszcz uczestniczył w Łodzi w Zjeździe Delegatów Związku Zawodowego pracowników Sądowych i Prokuratorskich RP jako prezes Okręgu Kieleckiego tego związku. Pisał o tym później m.in. :”Zgłoszona została rezolucja potępiająca mord kielecki, dokonany „przez czynniki reakcyjne” oraz zawierająca stwierdzenie, że mord ten okrywa hańbą cały naród polski ( (…) W dyskusji zabrałem głos, mówiąc, że nie należy w rezolucji przesądzać, kto dokonał mordu, gdyż jeszcze dochodzenie nie ustaliło tego, a my jako sędziowie i prokuratorzy jesteśmy przyzwyczajeni do wydawania wyroku po dokładnym zbadaniu dowodów (…) Następnie powiedziałem, że hańba, jaka spada na nas, jest niezawiniona przez ten naród. Stoję bowiem na stanowisku odpowiedzialności indywidualnej, zgodnie z nowoczesną teorią prawa karnego i obowiązującym u nas kodeksem karnym. Zbiorowa odpowiedzialność była bronią hitleryzmu i nasz naród oraz naród żydowski najbardziej odczuli skutki tej odpowiedzialności na sobie. Za zbrodnię chuliganów oraz niedołęstwo pewnych czynników nie może spadać odpowiedzialność na cały naród. Przemówienie moje spotkało się z gorącym przyjęciem całej sali .”.(Cyt. za: K. Kąkolewski :op. cit.,s. 125 ).

Już w kilka dni później prokuratora Wrzeszcza gwałtownie zaatakowano w organie KW PZPTR „Głos Robotniczy” w artykule pt. „Łajdactwo” nazywając go prokuratorem – obrońcą czarnej sotni (a więc grup antysemicko-szowinistycznych w stylu tych inspirowanych niegdyś przez carską Ochranę). Jeden z najgorszych politruków pochodzenia żydowskiego, stalinizator wymiaru sprawiedliwości, były agent NKWD, a 1946 r. wiceminister sprawiedliwości, Leon Chajn zaatakował prokuratora Wrzeszcza, insynuując jakoby bronił on morderców z Kielc. Wrzeszcza natychmiast zawieszono w pełnieniu funkcji prokuratorskich, Zapowiedziano wytoczenie mu postępowania dyscyplinarnego, ale nic takiego się nie stało. Prokurator Wrzeszcz zdecydował się na odejście z aparatu sprawiedliwości i przejście do adwokatury. Został radcą prawnym kurii kieleckiej i osobiście biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Bezpieka nie zapomniała jednak o nim. Wraz z rozpoczętą później akcją przeciwko ks. bp. Kaczmarkowi aresztowano również i byłego niepokornego prokuratora. Przesiedział dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszedł niezwykle brutalne śledztwo. Według relacji jego syna, zmarł przedwcześnie, świadomie zarażony gruźlicą (zamknięto go w więzieniu wraz z umierającym na gruźlicę więźniem Niemcem, który miał otwartą gruźlicę, jej ostatnią fazę). Według relacji syna prokuratora Wrzeszcza, w momencie przyjmowania jego ojca po przywiezieniu go z Kielc na Mokotów oficer bezpieki powiedział mu od razu „na przywitanie” :„ty już stąd nie wyjdziesz”.(Por. K. Kąkolewski : op.cit.,s.128). Tak traktowano w stalinizowanej Polsce polskich patriotów !

Prokurator Jan Wrzeszcz był prawdziwym bohaterem ówczesnych ponurych stalinowskich czasów. Za swój uparty opór w obronie prawdy i dobrego imienia Polski i Polaków prokurator ten powinien być nazwany „kieleckim Rejtanem”. Apeluję do władz miasta Kielce o jak najszybsze uhonorowanie bohaterskiego prokuratora przez nadanie jego nazwiska nowej ulicy. Bardzo mocno na to zasłużył! Myślę też, że pięknym gestem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy byłoby jak najszybsze pośmiertne uhonorowanie prokuratora J. Wrzeszcza jednym z najwyższych polskich odznaczeń.

PS. Warto dodać, że we wrześniu 1988 roku miał miejsce niewyjaśniony pożar w archiwum Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kielcach., mający prawdopodobnie utrudnić szukanie świadectw o ubeckiej zbrodni w Kielcach.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mój apel o uhonorowanie tak zasłużonego dla Kielc i dla obrony prawdy o Polsce prokuratora Jana Wrzeszcza szybko przyniósł bardzo ważny efekt. Znana patriotyczna działaczka kielecka (b prezes kieleckiego Kik-u, a obecnie wiceprezes Stowarzyszenia Ruch Społeczny im. Lecha Kaczyńskiego w Kielcach) Małgorzata Sołtysiak wystąpiła do prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego o pośmiertne uhonorowanie Prokuratora Wojewódzkiego Jana Wrzeszcza poprzez nadanie Jego nazwiska nowej ulicy/skweru w Kielcach, za niezłomną postawę w czasie reżimu stalinowskiego w Polsce i odważne dążenie do podjęcia śledztwa i ujawnienia faktycznego przebiegu, inspiratorów i sprawców tragicznych wydarzeń w Kielcach 4 lipca 1946 roku. Jej wniosek podpisali również czwórka innych znanych kieleckich działaczy patriotycznych:  Wojciech Zapała – prezes Grupy Rekonstrukcji Historycznej im. Por. Stanisława Grabdy ps. Bem,

Michał Sadko – prezes zarządu Fundacji „Odzyskajmy Naszą Historię”,
Karolina Lebiedowicz – Stowarzyszenie „Głos Bohatera”,
Karol Michalski – prezes Stowarzyszenia Kieleccy Patrioci.

Na końcu wniosku do prezydenta W. Lubawskiego stwierdzano, że: „Historyczne uzasadnienie naszego wniosku przygotował prof. Jerzy Robert Nowak (za „Warszawską Gazetą” 8-14 lipca 2016 roku”.).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz