środa, 23 marca 2016

Wydarzenia dobre i złe (VIII)

Czy wreszcie wyciągniemy wnioski z zamachów w Brukseli ?

Zamachy w Brukseli, to kolejny cios w bezmyślnych niereformowalnych rzeczników „poprawności politycznej”, dążących do pełnego otwarcia na napływ imigrantów do Europy. Niepokoją mnie jednak również i reakcje naszego rządu i prezydenta, niepotrzebnie uspokajające naród, głoszące, że Polsce nic nie grozi, że jesteśmy bezpieczni, etc. Otóż wcale nie mamy pewności bezpieczeństwa, zwłaszcza przy stanie naszych służb specjalnych, totalnie rozregulowanych w ciągu 8 lat rządów PO. Najnowsze przykłady ,to osławiona „opona" i kolacyjka prezydenta A. Dudy z senatorami amerykańskimi w hotelu, którego współwłaścicielem jest prymitywne babsko z krakowskiego KOD-u, ziejące wręcz fanatyczna nienawiścią do naszego prezydenta RP.
 
Parę miesięcy temu znalazłem w węgierskiej gazecie przedruk opublikowanej we Francji przez tamtejsze służby mapy krajów, które mogą stać się celami islamistów w Europie. Była wśród nich m.in. Polska z wyraźnie oznaczonymi dwoma miastami : Kraków i Wrocław. Obawiam się, że Kraków z dwoma milionami pielgrzymów z okazji Światowych Dni Młodzież może stać się aż nazbyt łatwym celem dla zamachów islamistów. Jeśli uznają, że Polska jest dużo słabiej przygotowana do odparcia ataków terrorystycznych niż wciąż zmagające się z tym problemem zachodnie służby specjalne. Ewentualny sukces islamistów mógłby zaś być stać się świetnym argumentem dla cynicznych graczy z „Nowoczesnej” i PO, dla ich oskarżeń o brak odpowiednich zabezpieczeń ze strony rządu PiS-u, a w wyniku, nawet do wielkich perturbacji politycznych. Przypomnijmy, że udany zamach islamistów w Madrycie doprowadził do obalenia rządów prawicowych, poprzednio mających zdecydowana przewagę i przejęcia władzy przez socjalistów. W obecnej sytuacji najgorszą możliwie taktyką władzy byłoby dalsze uspokajanie narodu, zapewnianie, że jesteśmy absolutnie bezpieczni, że nie ma żadnych zagrożeń dla Polski. W przypadku dojścia do najgorszego obróciłoby się to fatalnie przeciwko obecnemu rządowi PiS-u. Należy stosować zupełnie odmienną taktykę: ostrzegać przed zagrożeniami i mobilizować społeczeństwo do czujnej obserwacji wszystkich spraw, które mogą wydać się podejrzane. Lepiej być w tej sytuacji nadmiernie podejrzliwymi niż bezmyślnie nieostrożnymi!
Osobiście jestem za przeprowadzeniem w ciągu najbliższych paru miesięcy akcji dokładnego, acz bardzo uprzejmego w formie, przeczesania wszystkich mieszkań, zajętych w ostatnich kilku latach przez przybyszy z Azji i Afryki. Towarzyszyć temu powinna akcja natychmiastowej deportacji z Polski wszystkich osób nielegalnie przybyłych do naszego kraju.

 
Hanna Gronkiewicz – Waltz ma już 8000 urzędników!
 
Mamy już nowe szokujące dane o rozmiarach biurokratycznego „imperium” Hanny Gronkiewicz- Waltz. Okazało się, że stan zatrudnienia w stołecznym samorządzie jest dziś zaiste rekordowy - po raz pierwszy przekroczył 8 tysięcy urzędników! (Wg .I.Kraj: „Tak zarabiają na ratuszu, „Super Warszawa”, dodatek do „”Super Expressu” z 22 marca 2016). Taka ilość urzędników stanowi jeden z rekordów w historii światowej biurokracji. Ogromna liczebność urzędników, plus kilkakrotnie większa ilość członków ich rodzin, zapewnia bardzo dużą „armię” agitatorów na czas wyborów samorządowych. Będą oni zajadle bronić swojej ukochanej Pani Prezydent, jako niepowtarzalnego trwałego zabezpieczenia ich „koryta”. A mają o co walczyć, bo prezydent Waltzowa bardzo hojnie wyposaża rój swoich biurokratów. Niektórzy z tych urzędników zarabiają lepiej od ministrów. Na przykład skarbnik miasta zarabia 27 tys. zł brutto. Czterej wiceprezydenci -23-25 tysięcy zł. Redaktorka „SuperExpressu” Izabela Kraj przeciwstawia tym gigantycznym zarobkom dochody ministrów- średnio po 15-16 tys. zł. Dodaje przy tym, że zarobki burmistrzów- 12 tys .zł.- porównywalne są z zarobkami wiceministrów. Według I. Kraj „średnie wynagrodzenie ponad 500 naczelników wynosi 9,7 tys. zł.” (Podkr.- J.R.N.). Żyć, nie umierać! Prezydent Waltzowa jest hojna także i dla najniżej zarabiających u niej sprzątaczek ( 2700-3300 zł) i gońców ( 3000 zł)


Upadek „donosiciela” – Jerzego Sosnowskiego

2 marca tego roku pisałem na tym blogu („Wydarzenia dobre i złe.” II) o szoku, jaki wywołuje pozostawianie na czele redakcji publicystyki radiowej „Trójki” zajadłego wroga wartości narodowych i chrześcijańskich, przez lata dziennikarza "Gazety Wyborczej”, Jerzego Sosnowskiego. No i wreszcie parę dni temu doszło do tak opóźnionego usunięcia tego szkodnika z szefostwa publicystyki w „Trójce". Liberalne i lewicowe media zaczęły natychmiast rozpisywać się nad nieszczęsnym losem Sosnowskiego jako „ofiary” okrutnej „czystki” PiS-u. Dziwnie zapomniały o utrwalonej przez lata opinii J. Sosnowskiego jako „donosiciela” na inaczej myślących i ich „czyściciela”. Przypomnę tu więc parę jakże znamiennych faktów W 2010 r. Jerzy Sosnowski jako szef związków zawodowych w 2 i 3 programach Polskiego Radia wystąpił z obrzydliwym donosem przeciw redaktorowi Wojciechowi Reszczyńskiemu po jego kolejnym programie „Trójka na poważnie”. Chodziło o audycję Reszczyńskiego z udziałem trzech znanych publicystów, wówczas oficjalnie współpracujących z „Trójką” B.Wildsteina, R.F. Ziemkiewicza i J. Lichockiej. W swym donosie ,skierowanym do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Sosnowski gromko napiętnował program jako rzekomy przykład braku obiektywizmu i pluralizmu. Główny adresat jego donosu, związany z PO prezes Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak natychmiast zaakceptował opinię z donosu Sosnowskiego i napisał w tej sprawie „odpowiednie” pismo do Zarządu Polskiego Radia,. Zarząd błyskawicznie powołał Komisje Etyki Polskiego Radia na czele z Markiem Czajznerem. Ośmioosobowa Komisja 7 lipca 2010 r. potępiła Reszczyńskiego, twierdząc, że jakoby naruszył wszystkie normy etyki dziennikarskiej., co było wstępem do błyskawicznego usunięcia go z pracy w Polskim Radiu. Reszczyński musiał dwa lata procesować się z polskim Radiem, zanim uznano decyzję o jego usunięciu z Radia za niewłaściwą i znowu przywrócono go do pracy,.
Sosnowski interweniował też z osobnym donosem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przeciwko zaproszeniu do audycji ks. Stanislawa Małkowskiego, dr. hab. Grzegorza Majchrzaka z IPN-u i Jana Pospieszalskiego do programu Tomasza Sakiewicza „Trójka po 3-ej”_. Oskarżył wszystkich tych „obrońców Krzyża” za rzekomy „zestaw jednostronnych propagandowych wypowiedzi przeciwko Trzeciej RP i jej własnym instytucjom”. Według donosu Sosnowskiego osoby wypowiadające się w tej audycji oskarżały władze III RP o przestępcze współdziałania. Tak wyglądała niegodna działalność Sosnowskiego, dziś prezentowanego jako nieszczęśliwą ofiarę PiS-owskiej „czystki” !
A swoją drogą zachęcałbym dziennikarzy do zabrania się za temat : „Czystki w publicznym Radiu i Telewizji w latach 1989 -2015”. Byłaby to lektura bardzo pokaźnych rozmiarów, a przy tym niezwykle fascynująca i szokująca.
 

Tylko Węgier poparł Polskę w Komisji Weneckiej

Tylko sędzia węgierski András Zs .Varga bronił Polskę w Komisji Weneckiej, uznając krytyczną wobec Polski decyzję tej Komisji za jednostronną. (Wg. DP: Tylko Węgier poparł Polskę, „Fakt z 14 marca 2016 ). Szczególnie skandaliczne było zachowanie wiceprzewodniczącej Komisji Weneckiej Hanny Suchockiej, która dołączyła się do krytyki władz polskich. Wszystko to wbrew niepisanej zasadzie, że Polacy powinni bronić Polski na międzynarodowych forach. Tak Hanna Suchocka odpłaciła się PiS-owi za niebywałą i niezrozumiałą dobrotliwość świętej pamięci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który utrzymał ją jako ambasadora na synekurze w Watykanie przez cały okres rządów PiS-u. Dzięki tej dobrotliwości Suchocka zdecydowanie przekroczyła wszelkie normy pracy ambasadorów za granica (ambasadorowała przy Watykanie aż 12 lat (!) , od 2001 r do 2013 roku ). Dziwnie wybaczono Suchockiej nawet podjęte za jej rządów działania dla dezintegracji prawicy, a przede wszystkim partii J. Kaczyńskiego. Znając jej poglądy można przypuszczać, że na stanowisku ambasadora przy Watykanie wyraźnie szkodziła, urabiając w Stolicy Watykańskiej szkodliwy obraz sytuacji politycznej w Polsce.

 
A Staniszkis wciąż bajdurzy

Prof. Jadwiga Staniszkis nie ustaje w niemądrych atakach na rządy PiS-u i prezydenta Andrzeja Dudę. Wyrazem tego jest m.in. jej ogromniasty wywiad w „Rzeczpospolitej” (Plus-Minus) z z 19-20 marca 2016 pt. „Jarosław Kaczyński przeraża Zachód”, udzielony Elizie Olczyk. Wyrzeka tam na „diabelskość” Jarosława Kaczyńskiego, jego rzekomą „wyłączną grę na emocjach”. Pisze o swym wielkim rozczarowaniu prezydenturą Andrzeja Dudy, zarzucając mu, jakoby : „ostatnie jego wypowiedzi- np. ta w Otwocku- były nie do wytrzymania”. Stwierdza, że : „Kontakty z PiS stały się toksyczne”. Z kolei w wypowiedzi dla TVP Staniszkis posunęła się do szczególnie grubiańskiego określenia, nazywając „małymi pieskami” marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Marka Asta i Stanisława Piotrowicza. Tym poziomem określeń zniżyła się do epitetów godnych KOD-owskiej hołoty.
 
Snuje się różne wytłumaczenia przedziwnych zachowań prof. Staniszkis, a zwłaszcza gorączkowości jej ataków na PiS. Jedni tłumaczą to tym, jakoby Staniszkis reagowała tak nerwowo ze względu na to, ze coś na nią jest w lustracyjnych papierach. Inni tłumacza jej zachowanie urazą, że została pominięta przez PiS w różnych gremiach, choćby przy tworzeniu Narodowej Rady Rozwoju. Ja osobiście odrzuciłbym tego typu spekulacje i przypisałbym nagłą agresję Staniszkis przeciw PiS-owi po prostu zaawansowanej sklerozie. Już kilka lat temu dało się zauważyć, że ze stateczna niegdyś profesor Staniszkis coś wyraźnie źle się dzieje. We wspomnieniach ekshibicjonistycznie rozpamiętywała stary swój romans z pisarzem , narkomanem i gwałcicielem Ireneuszem Iredyńskim, (siedział kilka lat w więzieniu za gwałt) Staniszkis z dziwną lubością opisywała w stylu piosenki „Mój kochanek to bandyta” jak Iredyński bił ją smyczą ze sprzączką, czy ganiał po piwko dla siebie i kolesiów. Opisywała nawet to, jak Iredyński, będąc w Berlinie telefonicznie żądał, by tłumaczyła dokładnie niemieckim prostytutkom, jakie ma zachcianki seksualne. Na starość nieraz chętnie rozpamiętuje się przeżycia miłosne z młodości. Ale robienie to w tak masochistyczny sposób jak prof. Staniszkis ,to prawdziwy dziwoląg, a nawet patologia. Chore !

Wbrew części autorów z prawicy od dawna przestałem traktować prof. Staniszkis jako jakikolwiek "autorytet”. Złudzenia co do niej prysły u mnie jak bańka mydlana po tym jak w 2001 r. ta niby –prawicówka wypowiedziała się za utworzeniem rządzącej koalicji SLD i PO. Dziwię się, że nikt jakoś nie pamięta o tej tak głupawej wypowiedzi profesorskiej wieszczki. Czy o innej jej wypowiedzi – z 2007 r., gdy powiedziała o TVN 24: „Dla mnie głównym gwarantem demokracji jest TVN 24”. (Cyt. za tygodnikiem „Przegląd” z 29 lipca 2007 ).. Z dziesięć lat temu występowałem razem z prof. Staniszkis w radiowym programie red. Zdzisławy Gucy :„W samo południe”. I wtedy z zaszokowaniem usłyszałem jak Staniszkis uznała za coś marginalnego moje ostrzeżenia przez antypolonizmem, za coś, czym nie warto się zajmować. Znamy dziś aż nadto dobrze, do czego doprowadziło lekceważenie antypolonizmu, choćby J. T. Grossa. Trudno jednak nie dziwić się, że do tego lekceważenia zagrożeń antypolonizmu dopisała swój wkład J. Staniszkis, córka i wnuczka znanych i zasłużonych polityków narodowych. Za to jej córka zasiliła szeregi „Nowoczesnej”, bezskutecznie próbując dostać się do Sejmu dzięki nazwisku matki.

 
Chamstwo Władysława Frasyniuka

Znany kompan Michnika Władysław Frasyniuk nigdy nie słynął z odrobiny choćby ogłady, rażąc skrajną gburowatością i prymitywizmem. Pod tym względem świetnie rywalizował z innym osobnikiem „chorym z nienawiści” – Waldemarem Kuczyńskim. Znających „poziom’ Frasyniuka na pewno nie zaskoczył jego ostatni wyskok na antenie TVN 24 .Frasyniuk powiedział tam dosłownie : „Jarku, stoisz nie tam, gdzie stało ZOMO, ale został Putin albo Łukaszenka. Będziemy krzyczeć: zdradziłeś ludzi z Armii Krajowej, zdradziłeś „Solidarność”, zdradziłeś własnego brata’.. (Cyt. za : m-c: Chamstwo Frasyniuka, „Warszawska Gazeta” 18 marca 2016 ).


Kolejny wybryk warchoła S. Niesiołowskiego
 
Stefan Niesiołowski od dawna należy do szczególnie odrażających postaci polskiego życia publicznego (przygotowuję możliwie szeroki zestaw jego grubiańskich napaści na różne znane postacie polskiego życia publicznego). Tym razem „popisał się” haniebnym wręcz apelem o zachodnie sankcje przeciw Polsce, pisząc na Facebooku: "Sankcje nałożone na reżim PiS są dobre dla Polski! Rezim Kaczyńskiego to nie polska – to pisowska dyktatura, nie wahajcie się! Wszystkie sankcje, które osłabiają reżim, są dobre”. (Cyt. za tekstem ipw: Znerwicowany Stefan przemówił, „Warszawska Gazeta” z 18 marca 2016 ). Marcin Wolski, nawiązując do pasji Niesiołowskiego jako znanego zbieracza owadów, pisał kiedyś: jakże celnie ; „Senator Niesiołowski tak długo zbierał muchy plujki, aż się upodobnił do jednej z nich”. (Podkr.-JRN). Wystąpienia Niesiołowskiego stają się coraz bardziej kompromitujące dla PO. Stąd - według „Wprost”- podobno nowe kierownictwo PO uznało Niesiołowskiego, podobnie jak I. Śledzińską- Katarasińską, J. Protasiewicza i A. Szejnfelda „za osoby, które pogarszają wizerunek partii”. (Wg.JOM: Kto w imieniu PO, „Wprost” z 20 marca 2016 ).


To zwykłe stado zdrajców”

Gazeta Polska codziennie" z 15 marca 2016 cytuje niezwykle mocne oskarżycielskie słowa jednego z czołowych polityków narodowych Marcina Kowalskiego: o uczestnikach manifestacji KOD-u : „To zwykłe stado zdrajców, których trzeba fotografować, aby wiedzieć, kto wychodzi na ulice, bowiem tacy ludzie nie powinni być obecni w przestrzeni publicznej (…) zwykli kolaboranci, sięgający najgorszych tradycji –szmalcownictwa”.. (Cyt. za :K. Karnkowski : Osobno..Opozycja 2016, „Gazeta Polska codziennie”, 15 marca 2016 ).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz