środa, 2 marca 2016

Wydarzenia dobre i złe (II)

Premier B. Szydło przeciw beneficjentom „grubej kreski”

W „Gazecie Polskiej” z 2 marca 2016 r. ukazał się niewątpliwie jeden z najważniejszych i najciekawszych zarazem wywiadów ostatnich miesięcy z premier Beatą Szydło. Przeprowadzony przez Katarzynę Gójską – Hejke wywiad ukazał się pod tytułem : „Krzyki, komisje i inspekcje mnie nie przestraszą”. Wywiad jest bardzo stanowczy. Premier Szydło stwierdza w nim m.in.:„Gdybyśmy rozliczyli PRL, nie pozwolili ludziom z komunistyczna przeszłością przejmować za bezcen majątku narodowego, gdybyśmy rozbijali układy rodem ze służb specjalnych z poprzedniego systemu i dbali o uczciwy rozwój Polski, bylibyśmy państwem znacznie zamożniejszym.(…)Mamy naprawdę ogromny potencjał, ale obciążenia z przeszłości są kulą u nogi. To ostatni moment, by z tym skończyć. (Podkr.-JRN). I my tego dokonamy. Nie przestraszą mnie krzyki beneficjentów „grubej kreski”, kolejne komisje, inspekcje i działania UE”. W interesie Polski jest zmiana i ona się dokona”.
W tymże wywiadzie premier Szydło stanowczo zaakcentowała potrzebę budowy sojuszu krajów naszego regionu dla lepszej obrony naszych polskich interesów narodowych. Powiedziała m.in. : „Prawda jest taka, że to tzw. państwa nowej Unii są w stanie zagwarantować Europie bezpieczeństwo i pozostanie przy wartościach, które legły u podstaw kształtowania się Wspólnoty. Z kolei tzw. Stara Europa kompletnie się pogubiła. Posługuje się pozorami partnerstwa, pozorami współpracy, pozorami równości.. (Podkr.-JRN). To świetnie widać na przykładzie projektu Nord Stream. Zbudowanie sojuszu krajów naszego regionu to nie tylko szansa na obronę naszych interesów, ale przede wszystkim na zatrzymanie tych tendencji w UE, które kompletnie wypaczają i wręcz podważają sens jej istnienia. Podczas ostatniej rozmowy z Viktorem Orbánem doszliśmy do wniosku, że zbliża się dobry czas na przedstawienie pomysłów reformujących Unię (…)”.

Dziwna „zmiana” i zaniechania w publicznym radiu i telewizji
 
Wbrew apelom premier B. Szydło publiczne radio i telewizja jakoś nie mogą uskarżać się. na nadmiar pospiechu w reformowaniu .Najnowsza "Gazeta Polska” (nr z 2 marca 2016 r.) alarmuje w tekście Marcina Marosza, że Kuba Sufin, były redaktor naczelny Agencji TVN i szef portalu TVN 24. został dyrektorem mediów interaktywnych w Telewizji Polskiej. Według Marosza : „W kierowanym przez niego (Sufina - JRN) portalu po katastrofie smoleńskiej ukazywały się skandaliczne teksty dotyczące smoleńskiej tragedii. W relacjonowaniu zdarzeń z nią związanych portal TVN 24 mówił jednym głosem z "Gazetą Wyborczą” (…)”. Pytanie, kto zadecydował o przyjęciu dziennikarza, splamionego tego typu działaniami, do „reformującej się” telewizji publicznej? Coś tu nie gra , panie prezesie Jacku Kurski! 
Nie mogę się nadziwić, że na tak ważnym stanowisku w publicznym Radiu –szefa redakcji publicystycznej w „Trójce” nadal pozostaje zajadły wróg środowisk narodowych i chrześcijańskich, przez lata publicysta "Gazety Wyborczej”, Jerzy Sosnowski.. Przypomnę tu tylko kilka z jego jakże wymownych i jakże samo kompromitujących wypowiedzi. Oto, co pisał Sosnowski w „Gazecie Wyborczej” z 1993 r. (nr 75 ) o postawie takich jako on ziejących nienawiścią: „liberałów” w stosunku do narodowych katolików:
Jesteśmy naprawdę wrogami (…) musi się tu rozegrać walka prowadzona do wyniszczenia (podkr.-JRN), uczynienia bezsilnym któregoś z przeciwników. Bo narodowi katolicy nie spoczną, póki nie zorganizują Polski po swojemu”. Jako wyraźny przeciwnik pojęcia „naród” Sosnowski pisał w ‘Gazecie Wyborczej” z 12 sierpnia 1994 r.: „Dziś podobnie jak wielu ludzi (a zwłaszcza jak publicyści „Gazety” wolę mówić o „społeczeństwie” niż o „narodzie”. (…) Treść słów: „ojczyzna”, „patriotyzm”
zaczęła przypominać dawno nie porządkowany składzik, w którym rzeczy cenne leżą obok bezwartościowych rupieci”. Nieco wcześniej („Gazeta Wyborcza” z 22 stycznia 1994 r). Sosnowski ujawnił się jako bezwzględny przeciwnik symboli narodowych, pisząc: „Zatem nie tylko zdegenerowanej młodzieży, ale nam wszystkim trochę śmierdzi trupem ów język wzniosłych pojęć i symboli, choć nie zawsze mamy odwagę się do tego przyznać”/
  5 sierpnia 1991 r. w tekście : „Polskość i polactwo” Sosnowski „zabłysnął” stwierdzeniami o Niemcu Koperniku, Francuzie Chopinie, nie mówiąc już o Żydzie po babce Adamie Mickiewiczu. Trzy kłamstwa w jednym zdaniu .W przypadku „Niemca Kopernika” nieuk z „Trójki” Sosnowski powinien udać się na korepetycje do niemieckiego historyka Wolfganga Plata. W książce „Deutsche und Polen. Geschichte der deutsch- polnischen Beziehungen“,( Köln 1980) Plat na trzech stronach (45-47) zgromadził dowody polskości Kopernika. Chopin był synem spolonizowanego przybysza z Francji, który walczył w powstaniu kościuszkowskim. Sam „Francuz Chopin” pisał w listopadzie 1831 roku na wieść o upadku warszawy:„Niech najstraszniejsze męki dotkną Francuzów, którzy nam nie pomogli!.” (Podkr.- JRN). Jeszcze w 1848 roku, na rok przed śmiercią Chopin wyrażał niewzruszoną nadzieję, że znowu odrodzi się „Polska, świetna, duża, słowem Polska”. Co do Mickiewicza, rzekomego wnuka babki- Żydówki kilkanaście lat temu białoruski historyk S. Rybczonok odnalazł dokumenty, że matka Mickiewicza wywodzi się ze starej polskiej szlacheckiej rodziny, osiadłej na Nowogródczyźnie już w XVII wieku.. (Pisała o tym nawet „Gazeta Wyborcza” z 26 października 2000 r.) Jak widać kłamczuszek Sosnowski ma wyraźnie negatywne uczulenie do polskości?. Co na to kierująca dziś Radiem Pani minister Barbara Stanisławczyk, tak dzielnie walcząca przez lata o docenienie polskich tradycji? Trudno zrozumieć to, że taka odrażająca postać jak J. Sosnowski pozostaje ciągle szefem publicystyki w Trójce.

Przy okazji dodam, że 8 czerwca 2015 r. Sosnowski po audycji W. Reszczyńskiego z udziałem M. Świrskiego i M. Pawlickiego wezwał na dywanik W. Reszczyńskiego. I ostro zaatakował go za to, że powołał się w swej audycji na mnie, jako na osobie, która rzekomo przytaczała fałszywe cytaty z jego tekstów w książce "Zagrożenia dla Polski i polskości”.(Warszawa 1998). Każdy może się przekonać, że wszystkie przytaczane przez mnie cytaty z żałosnych tekstów Sosnowskiego były aż nadto prawdziwe, a niegodziwy osobnik tego typu, co on nie powinien nigdy sprawować ważnych funkcji w polskim (! ) Radiu. 

Szczyt chamstwa w wykonaniu H. Krzywonos

W czasie manifestacji KOD-u w Gdańsku 28 lutego 2016 Henryka Krzywonos pobiła wszelkie granice chamstwa, zachowując się jak osoba wywodząca się spośród najgorszego motłochu. W czasie swego wystąpienia krzyczała „To my wygraliśmy naszą wolność, którą nam teraz jakiś kurdupel chce zabrać”. Następnie , zwracając się do tłumu, inicjowała skandowanie nienawistnych okrzyków: „Precz z kurduplem!”. I taka prymitywa jest posłem do Sejmu RP!

Idiotyczny wyskok Danuty Wałęsowej

Nie popisała się też Danuta Wałęsowa. W wystąpieniu na wspomnianej manifestacji KOD-u w Gdańsku zaatakowała Kościół i ks. abp. Sławoja Głodzia mówiąc :.”My nie możemy w tej chwili liczyć na Kościół, choć to przykre i smutne, choć biskup Głódź mówi, żeby Wałęsa przeprosił, ale za co ma Wałęsa przepraszać?”
W swym wystąpieniu Wałęsowa grubiańsko zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego, stwierdzając:” Ja przyszłam tutaj, aby zamanifestować swój sprzeciw względem tego rządu i względem tego małego człowieczka, który stoi za tymi, których tam wybrał, i nawet się nie wychyli, bo się boi, bo on się bał i w stanie wojennym: nie internowali go, zamknął się w czterech ścianach z kotem”. I pomyśleć, że tak mocno kiedyś kibicowaliśmy D. Wałęsowej podczas jej jakże świetnego występu przy odebraniu Nagrody Nobla w Sztokholmie,. No, cóż, wyraźnie odbiło kobiecie na starość! -

Ciekawe, że "Gazeta Wyborcza” z 29 lutego 2016 r. całkowicie przemilczała treść tak kompromitującego wystąpienia H. Krzywonos i jej zachęt do skandowania „Precz z kurduplem!. „Wyborcza” przemilczała również głupawy atak Wałęsowej na Kościół i abp,. S. Głodzia oraz jej obelżywe słowa pod adresem J. Kaczyńskiego.”

Waszczykowski znowu spartolił

Minister Waszczykowski jest nową odmianą króla Midasa. Jak wiadomo, czego dotknął król Midas, to zmieniało się w złoto. U Waszczykowskiego odwrotnie, czego dotknie, to zamienia się w błoto.. Kilkakrotnie wcześniej pisałem na tym blogu o błędach Waszczykowskiego. Teraz widać, że nie jestem odosobniony w swym osądzie, Dość przytoczyć dwa tytuły artykułów z dzisiejszego dnia na temat działalności ministra Waszczykowskiego. „Fakt” już w tytule nazywa go „człowiekiem klęski”. Z kolei tytuł tekstu w „Rzeczypospolitej” stwierdza „Minister w potrzasku”. W świetle ujawnionego projektu rezolucji komisji weneckiej na temat sytuacji w Polsce dobrze widać jak poważny błąd popełnił minister Witold Waszczykowski prosząc tę komisje o zbadanie sytuacji Polsce, zwłaszcza w kontekście Trybunału Konstytucyjnego. Skrytykował pomysł zwrócenia się do Komisji Weneckiej sam prezes PiS-u Jarosław Kaczyński w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Kubaszewskiemu z "Polska the Times” 29 lutego 2016 r. pt. „ Nie ma co kryć, że pewne błędy zostały popełnione”. Wicemarszałek Sejmu z ramienia „Kukiz 15” Stanisław Tyszka skomentował w telewizji w dniu 29 lutego 2016 r.: „Minister Waszczykowski popełnił poważny błąd , odwołując się do decyzji komisji weneckiej. O sprawach polskich powinniśmy decydować w Polsce”. Warto przytoczyć w tym kontekście też głos z internetu z dnia 29 lutego 2016 r. w tej sprawie: JP - Polskie sprawy należy załatwiać w Polsce, a nie zwracać się do jakieś obcej siły, jaką jest komisja wenecka. Nikt za nas nam naszych spraw nie załatw, a jedynie tylko namiesza, dlatego kiedy Waszczykowski zwrócił się do komisji weneckiej napisałem Waszczykowski oszalał. Wyglądamy jak małe dzieci, jak bardzo nieudolni ludzi, jeżeli zwracamy się do obcych sil, by załatwiły nam nasze wewnętrzne sprawy”.
 W najnowszym numerze „Do Rzeczy” (nr z 29 lutego 2016 r.) znajdujemy kolejny przyczynek do fatalnej polityki kadrowej ministra Waszczykowskiego. „Dwaj panowie G.” (P. Gursztyn i P. Gociek) piszą m.in.: „ Nie nadążamy za dobrą zmianą w MSZ. Ledwie ustrzeliliśmy jednego esbeka, niejakiego Teskę, którego odwołano po notatce z naszej rubryki, a już Waszczu mianował kolejnego. Szefem Departamentu Azji i Afryki został Piotr Puchta. Jego konterfekt mógłby zdobić okładkę wszystkich wydań "Resortowych dzieci”. Syn wieloletniego bezpieczniaka z wojskówki. Tatuś, czli pułkownik Janusz Puchta, za czasów prezydentury TV „Bolka” był nawet szefem WSI. Syn poszedł w ślady tatusia i wiernie służył wojskowej bezpiece pod przykrywką w MSZ. Aby nie czuć się obco, młody Puchta swym zastępcą mianował niejakiego Piotra Ciećwierza – absolwenta MGIMO”. 
 Przypominam tu, że chodzi o osławiony Moskiewski Instytut Spraw Międzynarodowych, znany jako swego rodzaju kuźnia agentury dla dyplomacji Związku Sowieckiego i innych krajów socjalistycznych. Oczywiście nie każdy z absolwentów wspomnianej rosyjskiej uczelni musiał obowiązkowo stać się agentem. Pytam jednak, czy naprawdę w 27 roku „suwerennej” RP trzeba sięgać po kadry absolwentów z tak skompromitowanej uczelni ? Jeśli jest prawdą, to co podaje „w Sieci”, że minister Waszczykowski zastąpił na stanowisku jednego esbeka drugim, to łagodnie mówiąc taki minister nie wygląda na zbyt rozgarniętego!
 Z kolei w „Przeglądzie prasy” Mazurka i Zalewskiego w najnowszym numerze „w Sieci „ (z 29 lutego 2016 r.) czytamy: „Czym tak podpadł Waszczu Kaczorowi? (…) Podpadł tym, że w MSZ nic nie zmienia, co zyskało mu nawet w partii przydomek „Człowiek Gmachu” (…) Mała ilustracja zarzutów wobec Waszczykowskiego. Na spotkaniu z kadrą MSZ dyrektor generalny resortu, prawa ręka ministra mówi do ludu dyplomatycznego: „Są naciski, ale nie martwcie się. Włos wam z głowy nie spadnie”.Autorzy tekstu o Waszczykowksim: „Człowiek klęski „ w "Fakcie” z 2 marca 2016 r.: Magdalena Bugaj i Radosław Gruca piszą z kolei: „PiS ma mu (Waszczykowskiemu - JRN) też za złe, że nie czyści resortu i placówek zagranicznych z ludzi dawnego układu. Więcej- po cichu ich obsadza! Ostatnio ambasadorem na Białorusi został bliski współpracownik Ewy Kopacz, do niedawna wiceminister Konrad Pawlik, który na placówkę wziął też byłego rzecznika resortu Mariana Wojciechowskiego”. Po prostu dziwne!
 Pytanie, dlaczego rząd B. Szydło toleruje w swym gronie Głównego Hamulcowego, jakim jest niewątpliwie Waszczykowski. Czy nie można go byłoby zastąpić dużo kompetentniejszymi i dużo ciekawszymi od niego osobowościami typu europosła Ryszarda Legutko, odpowiedzialnego za sprawy integracji z UE ministra Konrada Szymańskiego czy b. wiceministra spraw zagranicznych Krzysztofa Szczerskiego?!  
Doroto Wellman – marsz do kuchni!
Znana dotąd głównie z telewizyjnych praktyk kulturalnych celebrytka Dorota Wellman postanowiła zabłysnąć komentarzami w sferze polityki.. Wielka szansę dla niej stworzył dodatek „Gazety Wyborczej” – „Wysokie obcasy", gdzie „popisała się” równie zjadliwym jak głupim atakiem na Pawła Kukiza pt.:„Wściekłe psy”.Przytoczę tu kilka pierwszych zdań z jej wściekłego ataku, przyrównującego Kukiza do hałaśliwego psa:: „Paweł Kukiz jest jak pies moich sąsiadów. Szczeka,, kiedy ktoś idzie i kiedy nic się nie dzieje. Po prostu robi dużo hałasu Lata wzdłuż płotu i sika, gdzie popadnie. A miał pilnować porządku, strzec swoich gospodarzy i odstraszać intruzów. Teraz jest utrapieniem, które nie daje spać”.
Wyrokowanie D. Wellman w sprawie Kukiza jako polityka okazało się równie beznadziejne jak jej debiut aktorski. Jak wiadomo po jej próbkach aktorskich przy reklamie jogurtów Wellman zadebiutowała w filmie Wajdy o Wałęsie w roli Henryki Krzywonos,. Jak komentowała przyznanie jej tej roli : „Moja grubość wreszcie się przydała”. Okazało się jednak, że sama grubość nie wystarcza przy zupełnym braku talentów aktorskich .Nie błysnęła zdolnościami aktorskimi. Surowo ocenił Wellman Stanisław Cenckiewicz w recenzji filmu o Wajdzie pisząc : W miejsce jej (tj. A.Walentynowicz- JRN ) heroizmu „mistrz” Andrzej podstawia TVN-owską gwiazdeczkę i beztalencie aktorskie – Dorotę Wellman, czyli Henrykę Krzywonos”.. Trudno się nie zgodzić z tą opinią Cenckiewicza. Wellman rzeczywiście okazała się całkowitym beztalenciem aktorskim.
Świeżo kreowana na eksperta politycznego „Wyborczej” Wellman okazała się równie wielkim beztalenciem jak w fachu aktorskim. Wypada wiec tylko zaapelować: „Doroto Wellman – wróć do kuchni. Bo przecież gotowanie jest jedyną rzeczą, na której Pani się zna!” .
Dlaczego rządy PiS-u tolerują łajdackie oszczerstwa?
Polsat w dniu 28 lutego 2016 r. pokazał w pochodzie KOD-u jakąś młodą idiotkę, która publicznie prezentowała rzekomą teczkę Jarosława Kaczyńskiego jako tajnego współpracownika. To publicznie pokazywane oszczerstwo jest ordynarnym przestępstwem. Podobnie jak to, że telewizja Polsat-u publicznie nagłośniła bez krytycznego komentarza to przestępstwo. Przecież zarówno ta młoda idiotka z pochodu KOD-u, jak i nagłaśniający to dziennikarz Polsatu powinni jak najszybciej znaleźć się za kratkami!. Dlaczego PiS jest tak miękki i toleruje bezkarność przestępców? Dlaczego dotąd nie wprowadził wzorem Węgier ustawy medialnej, karzącej świadome oszczerstwa milionowymi grzywnami ? Czas najwyższy, by prokurator zajął się nagraniem Polsatu z manifestacji KOD-u w dniu 28 lutego 2016 r. około godz. 11 przed południem.

1 komentarz:

  1. Jeden Kurski w Telewizji, drugi Kurski w "Gadzinie wybiórczej" i wszystko jasne panie doktorze.

    OdpowiedzUsuń