środa, 28 października 2015

Przypomnienie...

Przypomnienie: Co pisałem w wydanej w 2002 r. książce „Jak oszukano naród” o sfuszerowaniu "bilansu otwarcia” przez rząd Buzka.


  Sfuszerowany „bilans otwarcia”


    Jeszcze na szereg miesięcy przed powołaniem rządu Buzka na przeróżnych forum akcentowałem potrzebę dokonania przez przyszły rząd prawicowy prawdziwie gruntownego bilansu otwarcia-raportu o stanie państwa. By było jasne, z jak trudnej sytuacji się startuje, by można było mówić o rozmiarach szkód i zaniechań, wynikłych z poli­tyki dotąd rządzącej SLD.
Gdyby zrobiono taki uczciwy, głęboki bilans właśnie wtedy, po powstaniu rządu koalicyjnego AWS-UW w 1997 r., mianoby bardzo wiele argumentów, które przeszkodziłyby dzisiaj – w 2001 r. – obcią­żaniu rządów solidarnościowych całą winą za tak katastrofalny stan państwa. Trzeba było jednak chcieć! Premier Buzek i jego koledzy, zamiast prawdziwego, głębokiego raportu bilansującego stan pań­stwa, zaprezentowali przygotowany na odczepnego, aby zbyć „Bilans otwarcia”, który niczego faktycznego nie dokumentował, tonąc w rozlicznych powierzchownych ogólnikach. Przypomnę tu fachową ocenę tego pseudoraportu, dokonaną na łamach „Nowego Państwa” w tekście „Bilans niekompetencji” z 20 marca 1998 r. przez Marka Krukowskiego. Pisał on m.in.: Zawarta między AWS a UW umowa koali­cyjna zakładała sporządzenie do końca zeszłego roku „szczegółowego »bilansu otwarcia« – raportu o stanie państwa po czterech latach rządów SLD i PSL”.


Raport zapowiadano jako wysokiej rangi wydarzenie, polityczna bombę mają­cą wstrząsnąć Polską i pokazać obywatelom bezmiar zła wyrządzonego przez poprzednią koalicję, jak również towarzyszące jej działaniom świadome inten­cje uczynienia z Rzeczypospolitej „republiki kolesiów”. Bilans miał stanowić legitymację dla nowego gabinetu do podjęcia zarzuconych przez postpeerelow-skie ekipy rządzące niezbędnych, a przy tym znowu kosztownych reform. Miał gruntownie udokumentować wysuwane wcześniej pod adresem obozu postpeerelowskiego propagandowe zarzuty. Okazał się jednak dokumentem słabym. Niektóre fragmenty raportu porażają wprost banalnością (…).
W raporcie roi się od ogólnych danych, ale często nie ma ich tam, gdzie aż się o nie prosi, aby pokazać skalę kosztów zaniechań. Na przykład nie ma informacji, ile przez cztery lata budżet musiał wyłożyć na utrzymanie pań­stwowych molochów gospodarczych, ile wynosi zadłużenie przedsiębiorstw państwowych czy ile zapłaciliśmy za brak restrukturyzacji w górnictwie. Nie uzmysłowiono groźby krachu finansów publicznych, jaki nastąpi w niedale­kiej przyszłości wskutek nie przeprowadzenia reformy systemu emerytalnego.
Nie odniesiono się do kondycji średnich i drobnych przedsiębiorstw-nie otrzymaliśmy oceny, jak tamte cztery lata wpłynęły na szansę założenia czy utrzymania firm rodzinnych. Nie poświęcono nawet wzmianki patologiom naszego systemu bankowego i fiskalnego. Nie określono skali procederu wprowadzania koncesji, kontyngentów, subwencji czy ulg podatkowych dla wybranych podmiotów gospodarczych, tak jak nie oceniono poziomu monopo­lizacji gospodarki czy rozrostu biurokracji, a tym samym marnotrawienia publicznego grosza. Zabrakło informacji o rozmiarach szarej strefy, próby oceny, czy się ona przez ostatnie cztery lata rozszerzyła, czy też umocniła i z jakich powodów (…).Bilans otwarcia nie wszedł głębiej w istotę rzeczy, nie dotarł do jądra działania mechanizmów państwa. Nie pokuszono się o przedstawienie wpły­wu błędów, zaniechań i złych intencji postkomunistycznych gabinetów na kieszeń przeciętnego obywatela czy kondycję gospodarstw domowych. Podsumowując: z raportu nie wynika żadna rządowa wizja państwa ani to, co rząd zamierza zrobić. Poza tym, że ogólnie ma być lepiej.
Nazywając rządowy raport „propagandowym niewypałem”, Krukowski pisał dalej, że: Zamiast raportu o stanie państwa otrzymaliśmy kiepskie, pisane „na kolanie” wypracowanie (…). Raport powstawał m.in. na podstawie materiałów otrzymanych ze zdominowanych przez „czerwone kadry” ministerstw. Być może w tym kryje się jedna z przyczyn kiepskiego efektu końcowego, jeśli tak, to powinno to być sygnałem ostrzegawczym, że nadszedł najwyższy czas na gruntowne zmiany kadrowe, bo w przeciwnym razie niewiele da się osiągnąć.
  Lektura „Bilansu otwarcia” sprawia niewątpliwy zawód. Zapewne tym większy, im więcej dany czytelnik pokładał nadziei w gabinecie premiera Jerzego Buźka. Bilans, na tle innych poczynań rządu i koalicyjnych sił w parlamencie, rodzi dramatyczne pytanie, czy te nadzieje nie s} aby płonne. Czy przygotowywany przez ekipę Buźka bilans nie jest dowodem niekompe­tencji również obecnego rządu ? Wcześniej, jeszcze na parę tygodni przed felietonem Krakowskie­go, w „Nowym Państwie” z 5 marca 1999 r. równie ostro „zrecenzował” wspomniany „Bilans otwarcia” Paweł Siennicki, pisząc: Przygotowany przez służby informacyjne rządu „Bilans otwarcia” okazał się propa­gandowym ziewnięciem o małej wartości merytorycznej. To bardzo utrudniło politykę reform, które jawiły się nie jako konieczne, a wymyślone przez AWS-owskich i unijnych polityków. Dziś po czterech latach rządów AWS SLD-owcy mogą tym łatwiej zwalać na nią winy za całe zło we wszystkich dziedzinach. Tylko dla­tego, że kiedyś przez lenistwo nie przeprowadzono prawdziwie grun­townego „bilansu otwarcia”.


   Były to jedne z pierwszych, jakże wymownych i jakże słusznych -jak się okazało – alarmistycznych ostrzeżeń na temat zaniechań i nie-kompetencji rządu Jerzego Buźka. Przypomnijmy jednak, że ten uczciwy ton analizy działań i zaniechań rządu Buźka nie był niestety naśladowany w dużej części zbliżonych do „Solidarności” mediów. Czy trzeba przypominać, jak dalej w niektórych z tych mediów feto­wano – bez żadnych większych zasług – rząd Buźka, jak tego niewydarzonego premiera ogłaszano „Człowiekiem roku”, nazywano naj­lepszym z premierów, etc. etc. Może dziś wytłumaczą się niektórzy z najskrajniejszych pochlebców owych dni.


28 października 2015 r.

1 komentarz:

  1. Nominowanie posła K.J Ujazdowskiego na Ministra Spraw Zagranicznych byłoby poważnym błędem PIS-u ze szkodą dla stosunków polsko - węgierskich i szeroko pojętych interesów polski

    OdpowiedzUsuń