wtorek, 13 października 2015

Przestrzegam przed brudnym paszkwilem na Orbána



  Węgierskie reformy mogą służyć jako świetny wzór do naśladowania  przez zwycięskie siły patriotyczne w Polsce po najbliższych wyborach. I właśnie ta groźba opanowania Polski przez „węgierska zarazę” wywołuje prawdziwą furię nienawistnych ataków rzeczników III RP od A. Michnika ( na lamach „Der Spiegel;” przyrównał Orbána do Hitlera) L,Balcerowicza, T.Lisa , W. Kuczyńskiego do R. Petru. Ten ostatni oskarżył Węgry o „nacjonalizm” - jak mogą bronić swoich interesów wobec banków tak kochanych przez R. Petru. Niedawnym nikczemnym atakiem na węgierskie reformy był atak liberalnego łże – profesora z „Czerwonych dynastii” Wojciecha Sadurskiego, który nazwał Węgry „małym śmiesznym kraikiem” , a Orbána przyrównał do Mussoliniego. (Por. moja odpowiedź na ten paszkwil: „Siewcy antywęgierskich oszczerstw” na tym blogu.) Najnowszą napaść na Węgry zaprezentowało bliżej nieznane wydawnictwo Akurat, publikując obrzydliwy ponad 600-stronnicowy paszkwilancki gniot na temat V. Orbána. Na okładkę książki dano wielki portret Orbána i dużymi literami wypisany tytuł „Viktor Orbán”, chcąc wyraźnie zachęcić do zakupu książki licznych polskich zwolenników węgierskiego premiera, tak żeby nie zorientowali się od razu, że chodzi o ordynarny paszkwil. Co najważniejsze zaś wydawcy całkowicie zataili najważniejszą informację o autorze paszkwilu – Józefie Debreczenim. Ten cyniczny wędrownik polityczny ( typ Michała Kaminskiego) jest renegatem z prawicy, który idąc za koniunkturą dołączył do obozu zwolenników rządzącego na Węgrzech postkomunisty osławionego Ferenca Gyurcsánya. Tego, co „wsławił się „ słowami : „Kłamaliśmy rano, wieczorem i w nocy” i nazwaniem Węgier „kurewskim krajem”, co wywołało burzliwe manifestacje i protesty. Debreczeni opublikował w 2006 r. służalczą panegiryczną biografię Gyurcsánya, a obecnie jest wiceprzewodniczącym partii Gyurcsánya „Demokratikus Koalició”, powstałej w 2011 r., głównie z byłych członków postkomunistycznej partii MSzP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). I tę tak ważną informację zataiło wydawnictwo ksiązki Debreczeniego. Ciekawe, że pisząc o sobie Debreczeni starannie wylicza swe funkcje z przeszłości od 1989, w tym członkostwo parlamentu, potem pisze o tym, że stał się dziennikarzem i publicystą politycznym. Starannie unika natomiast podania rzeczy najważniejszej, tj. tego, że od kilku lat jest przybocznym znienawidzonego polityka postkomunistycznego F.Gyurcsánya, wiceprzewodniczącym jego partii, konsekwentnie szkodzącej węgierskim interesom narodowym. Dość przypomnieć, że partię Gyurcsánya zdecydowani potępili dawni prawdziwi reformatorzy komunistyczni, narodowi komuniści :Imre Pozsgay i Mátyás Szürös. Obaj politycy mocno popierający reformy Orbána podpisali się 6 kwietnia 2014 r. pod apelem potępiającym postkomunistów (a więc partię Gyurcsánya) i liberałów, i mówiącym wprost o „podstępnych wystąpieniach przegranych sił politycznych, szkalujących Węgry w świecie oszczerstwami równającymi się zdradzie kraju”. (Zob. szerzej pierwszy tom mojej nowej książki: „Węgierska droga do zwycięstwa” (ss.174-175). Niewątpliwie Debreczeni ze swym paszkwilem, oczerniającym Orbána w Polsce, należy do najgorszych współczesnych węgierskich targowiczan.

   Kompan Gyurcsánya oskarża Orbána o faszyzujące tendencje



  Szczególnie chamskie są uwagi w książce Debreczeniego, porównujące tak zasłużonego dla wolności Węgier V. Orbána do paru faszyzujących rządów węgierskich sprzed 1939 r. : Gyuli Gömbösa (s.238) i Béli Imrédyego (s. 241). Debreczeni stara się maksymalnie wybronić policjantów rozpędzających w niezwykle brutalny sposób manifestantów przeciw rządowi Gyurcsánya, a nawet przedstawia ich jako biedne ofiary „chuliganów z nielegalnych demonstracji”(s. 372). Znów posuwa się do prawdziwie chamskiego porównania, nazywając „podburzanych” przez Orbána, „demolujących miasto” manifestantów węgierską Heimwehrą i Sturmabteilung (s.372). Szczególnie obrzydliwe jest to porównanie do hitlerowskich oddziałów SA! Dodajmy, że Debreczeni wybrania nawet haniebną mowę Gyurcsánya, w której przyznał się do okłamywania narodu, niegodnie przemilczając fakt, że postkomunistyczny premier trzykrotnie nazwał w niej Węgry „kurewskim krajem”. Na kilku stronach (ss.454-458) Debreceni posuwa się do bezczelnego poszukiwania rzekomych wspólnych cech między Orbánem a Benito Mussoliniego. Nie obeszło się też bez oskarżenia Orbána o „antysemickie uczucia”.(ss. 138, 139) i „ksenofobiczną retorykę” (s.140). Paszkwil Debreczeniego roi się od grubiańskich wyzwisk pod adresem Orbána, nazywając go „dyrygentem nienawiści” (s.407), pisząc o „bandyckim państwie Fideszu” (s.545). W rzeczywistości to sam Debreczeni jest „chorym z nienawiści” politykiem sfrustrowanym odsunięciem na margines życia politycznego. Wiadomo bowiem, że niepopularna partia Gyurcsánya, w której jest wiceprzewodniczącym, nie ma żadnych, ale to żadnych szans, dojścia kiedykolwiek do rządu.

   W książce Debreczeniego dostaje się również i braciom Kaczyńskim, których paszkwilant znad Dunaju oskarża o „autokratyczny populizm”, reprezentację sił, „które mieszają populizm narodowy z populizmem społecznym” (s. 266)./ W innym miejscu (s.517 ) Debreczeni nazywa Kaczyńskiego „politykiem operetkowym”. To wszystko najlepiej pokazuje totalną zajadłość tego autora.



   Jakże podłym jest fakt, że Debreczeni mały, złośliwy renegat znad Dunaju, stara się za wszelką cenę w swym „donosie na Węgry” dla polskich czytelników maksymalne zmieszać z błotem Orbána, niewątpliwie największego węgierskiego polityka XX wieku i pierwszego piętnastolecia XXI wieku. Jakże znamienny jest fakt, że z „donosu na Węgry”, jakim jest książki Debreczeniego nie dowiemy się niemal nic o tak licznych wielkich reformach Orbána, które zapewniły Węgrom prawdziwie skuteczną obronę węgierskich narodowych interesów. W odpowiedzi na oszczerstwa Debreczeniego warto przypomnieć jak bardzo pomniejszany przez niego polityk, jest oceniany przez prawdziwie wybitnych zagranicznych polityków i intelektualistów. Warto tu wspomnieć kilka całkowicie nieznanych w Polsce faktów. B. kanclerz Niemiec Helmut Kohl akurat w czasie jednej z większych nagonek na Węgry wywiadzie dla „Sterna” z 5 listopada 2014 r. Kohl nazwał premiera Orbána „wielkim Europejczykiem, który po europejsku myśli i działa". Wielkim Europejczykiem nazwał Orbána również przewodniczący chrześcijańsko- konserwatywnej frakcji w Parlamencie Europejskim - EPP Joseph Daul. Wśród osób występujących z jednoznacznym entuzjastycznym poparciem dla Orbána znaleźli się m. in. najsłynniejszy konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton, słynny rosyjski dysydent pisarz Władimir Bukowski, popularny pisarz brytyjski Tibor Fischer, autor książkowego eseju o "Tygrysie Orbánie", trzykrotny gubernator Nowego Jorku George Pataki i jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r. współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA Christopher H. Smith. Ten ostatni przyrównał osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana, z którym współpracował przez lata. Trudno byłoby chyba znaleźć lepszy wyraz uznania dla Orbána. W stanowczej obronie Orbána wobec ataków z zewnątrz występowali m.in. prezydent Czech Vaclav Klaus, premier Czech Petr Necas, premier W. Brytanii David Cameron,kanclerz Austrii Schlüssel, premier Bawarii Edmund Stoiber i inny premier Bawarii Horst Seehofer, włoski polityk Luca Volonte, b. wiceprzewodniczący frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim.


A ignoranci reklamują gniot Debreczeniego 

  Z pomocą Debreczeniemu w popularyzacji jego paszkwilu od razu pośpieszyło paru ignorantów. Pierwszym z nich był Tomasz Walczak, dziennikarz działu Opinie „SuperExpressu”. Zamieścił on reklamujący Debreczeniego wywiad z nim w „SuperExpressie z 1 października 2015 r. Walczak nie ograniczył się do zareklamowania paszkwilu Debreczeniego o Orbánie i gorliwego przytakiwania paszkwilantowi w jego atakach na węgierskiego premiera. „Twórczo „wzbogacił” swój wywiad własną antyorbanową tyradą, głosząc, że polscy wyznawcy Orbáną przymykają oczy na jego błędy, I dodając: „Nie widzą, że przez te wszystkie lata nie przeprowadził (Orbán- JRN) niczego pozytywnego, prócz umacniania narodowego konserwatyzm, czy obrony rzekomych interesów narodowych przed wyimaginowanymi mackami Brukseli. (Podkr.JRN). Ale z tego, co pan mówi, Orbán, to żaden ideolog, ale zwykły pragmatyk, żeby nie powiedzieć – koniunkturalista, który dba tylko o utrzymanie władzy”. Ta zaśmiecająca bulwarówkę wypowiedź red. Walczaka, atakująca Orbána, świadczy albo o jego całkowitej ignorancji, albo o świadomej złej woli. Orbán „nie przeprowadził niczego pozytywnego” – stwierdza Walczak z emfazą. Przypomnijmy więc kilka prostych faktów. Orbán zdecydowanie wygrał kilkuletnią wojnę z zachodnimi bankami, okładając je pierwszym i największym w podatkiem w Europie. Doprowadził do przewalutowania franków na forinty w sposób bardzo korzystny dla węgierskich kredytobiorców. Opodatkował supermarkety i wyrzuca je na obrzeża miast. Uderzając w zyski zachodnich koncernów, dominujących w węgierskiej energetyce, w ciągu trzech lat obniżył o 25 proc. opłaty za prąd, gaz, ciepłownictwo. Osiągnął tak duże sukcesy w poprawie stanu zrujnowanej przez postkomunistów gospodarki, że w maju tego roku został pochwalony za skuteczną politykę gospodarczą nawet przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który parę lat temu wyrzucił z Węgier. Dzięki stanowczej polityce wobec imigrantów Orbán uważany jest za czołowego obrońcę Europy przeciw „najazdowi muzułmanów”. Ostatnio nawet premier Bawarii uznał, że to Orbán ma rację w swej polityce wobec imigrantów, a nie kanclerz Merkel. Red. „SuperExpressu” T.Walczak dał tak rażący wyraz swej niekompetencji, że powinien być natychmiast usunięty z bulwarówki, którą tak skompromitował swoją bzdurną oceną. Apeluję do czytelników tego tekstu o listy do naczelnego SuperExpressu” w sprawie jego pracownika- nieudacznika.
Dodajmy, że nie popisał się również redaktor OnetWiadomości Kamil Turecki, zamieszczając 24 września 2015 wywiad z Debreczenim, atakujący V. Orbána jako rzekomego „autokratę”, zagrażającego demokraci na Węgrzech. Zwykli internauci okazali się jednak o wiele mądrzejsi od redaktora Onet Wiadomości. W zamieszczonych pod wywiadem 847 wpisach ogromna część występuje ze zdecydowaną obroną Viktora Orbána przeciw jego węgierskiemu potwarcy. Oto kilka typowych wpisów :

Reytan : Bohater narodu węgierskiego, prawdziwy Europejczyk i mąż stanu, zatroskany o Polskę bardziej niż polskojęzyczna klika warszawska i zwyczajny człowiek bez zadęcia. Ale jak by mogli to pojąc chodzący w tenisówkach i rurkach przedstawiciele "czwartej władzy", ps niejaki József Debreczeni to kto? ktoś na kształt "dziennikarzy" z czerskiej? chyba tak skoro potencjalny wybór własnego narodu komentuje jako "klęskę narodu"...

~HB : Ponieważ Orban to prawie jedyny przywódca w Europie, który potrafi i nie boi się myśleć samodzielnie
i mówić to co myśli bez oglądanie się na to co mu każe UE więc jasne jest, że reszta potulnych piesków będzie na niego
szczekała. To było do przewidzenia i nie jest żadną rewelacją Szkoda, że nasi politycy z prezydentami włącznie do pięt nie dorastają temu Panu.
Premier Orban to mądry patriota Węgierski - tyle w temacie.

LEGION POLSKI do ~Atomek: Orban wygrywa wszystko, co tylko może. Wiecie dlaczego? Nie dlatego, że jest czarodziejem, który wszystko w złoto zamienia, ale dlatego, że przywrócił demoludowi, państwu tak samo postkolonialnemu, jak my jesteśmy, godność i wiarę w to, że można zbudować silne państwo na własnych warunkach.


~Vivat Orban! : József Debreczeni to ktoś na kształt węgierskiego michnika skrzyżowanego z żakowskim. W doooopie mam to co on gada. To własnie dzieki takim debreczenim zalewa nas własnie bliskowschodni chaos. A Orban oddał Węgry ludziom, tworzy kraj prawdziwie obywatelski. debereczeniemu lewakowi i postbolszewikowi to się nie może podobać. Podobnie jak reszcie tej lewackiej, paneuropejskiej hołocie. zwiń

~patriota-pl : Orban to wspanialy patriota i prawdziwy przywodca swojego narodu! Nalezy tylko brac przyklad z Jego zaangazowania w sprawy swojego panstwa. Polski rząd ma też wzory do naśladowania...Republika Bananowa Afryki.

~AnonimGall : Orban to nie czarna owca w Europie. Orban to prawdziwy Europejczyk, ale reprezentujący Europę Narodów, gdzie wspólnie pracujemy, żyjemy i obronimy się, ale zachowujemy odrębność państw i narodów. Orban ma poprostu"jaja" i nie boi się mówić i robić to co trzeba dla dobra własnego państwa i narodu.

   Wszystkie te wpisy i pozostała ogromna część z 847 wpisów pokazują, że bardzo wielka część Polaków swój rozum ma i nie da się omamić ani renegatowi- nienawistnikowi znad Dunaju, ani panom wydawcom jego paszkwilu z wydawnictwa Akurat . Dodajmy, że znakomity znawca Węgier, naczelny redaktor „Frondy” Grzegorz Górny w komentarzu na temat książki Debreczeniego na portalu : „w polityce’ jakże celnie napisał już w tytule : Nowa biografia Orbana, czyli wielka ściema. "To tak, jakby Stefan Niesiołowski napisał biografię Jarosława Kaczyńskiego".
 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz