poniedziałek, 14 września 2015

Siewcy antywęgierskich oszczerstw


Jerzy Robert Nowak
Siewcy antywęgierskich oszczerstw

   Viktor Orbán w ciągu ostatnich pięciu lat zdobył sławę największego polityka-reformatora, który nader skutecznie walczy o umocnienie niezależności swego kraju w starciu z zagranicznymi koncernami i bankami. Zdecydowanie wygrał kilkuletnią wojnę z bankami, zyskując dla  budżetu Węgier znaczące sumy dzięki podatkowi bankowemu i transakcyjnemu. Najkorzystniej dla frankowiczów rozwiązał problem przewalutowania franków na forinty. W informacji Agencji Bloomberga pisano: „"Orbán zrobił najlepszy interes  na frankach szwajcarskich”. Wyciągając kraj z ruiny po rządach  postkomunistów doprowadził pomimo prób izolacji przez bardzo wpływowe gremia z  Zachodu do znakomitych efektów gospodarczych swego kraju.. Efektów, które  w maju tego roku musieli przyznać nawet przedstawiciele  wypędzonego  z Węgier Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dzięki temu wszystkiemu Orbán stał się najlepszym symbolem walki o niezależność gospodarczą wbrew interesom potężnych korporacji. I tego właśnie nie mogą mu wybaczyć polscy liberalni i postkomunistyczni rzecznicy stałego uzależniania Polski od zagranicznych mocodawców. Szczególnie niepokoi ich bowiem myśl zatriumfowania w Polsce  „węgierskiej zarazy”, naszego wejścia na drogę realizacji podobnych reform po zwycięstwie sił patriotycznych w wyborach. Jakże wymownym pod tym względem był komentarz Wojciecha Maziarskiego  w "Gazecie Wyborczej" z 8 kwietnia 2014 r.: ”Węgry mogą się stać w Europie rozsadnikiem nacjonalizmu gospodarczego i etatyzmu. Łatwo sobie wyobrazić, że np. węgierska ustawa o ziemi rolnej wywoła entuzjazm PiS-u czy nawet PSL-u, które zaproponują, by Polska poszła tą samą drogą”. Stąd wywodzą się wciąż powtarzające się w Polsce niezwykle gwałtowne ataki na  reformy Węgier Orbána, pełne jadowitych kłamstw i oszczerstw.

     
Napaści  A. Michnika,  T. Lisa et consortes
    
W ataku na Węgry Orbána zdecydowanie przoduje niezawodna „Gazeta Wyborcza”, ciągle próbując  odstraszyć od węgierskich reform i nieustannie wieszcząc koniec rządów Fideszu. Sam naczelny „Wyborczej” A. Michnik posunął się do wręcz bezprzykładnej kalumni na łamach tygodnika „Der Spiegel” z 29 lipca 2013 r. Michnik powiedział tam, że Orbán mówi „tak samo jak Hitler, gdy  ogłaszał specjalne dekrety i rozporządzenia rządu Rzeszy" - "To droga do piekła". Większość atakujących Orbána jego polskich wrogów nie grzeszy nadmiarem kultury osobistej. By przytoczyć choćby    pełen nienawiści atak na Orbána na Twitterze ze strony Waldemara Kuczyńskiego, niesławnego "zausznika" premiera Mazowieckiego i jednego z najbardziej nieudolnych ministrów całego okresu po 1989 r. „Nienawistnik" Kuczyński pisał na Twitterze 21 stycznia 2014 : Obejrzałem Węgry Orbana. Doleciał mnie smród PRL. I to nie ten najłagodniejszy. Jak taki reżim może być tolerowany w Unii”. Nader chamskim atakiem na Orbána "popisał się"  też Tomasz  Lis w  tzw. "Piątkowej Trzódce" w TOK FM z 30 stycznia 2015 r. Lis powiedział tam o Orbánie: "To przywódca państwa nad zgniłym jeziorem (...) To nie jest poważne  państwo ".
       Wśród atakujących Orbána znalazł się  również nasz największy szkodnik gospodarczy po 1989.r. współtwórca osławionej terapii szokowej (wraz z Sorosem i J.Sachsem) Leszek Balcerowicz . Ostro  krytykował rozwiązania, jakich dokonano na Węgrzech rządzonych przez Victora Orbána.  Powiedział: "- Zawęża się w ten sposób zakres wolności, żeby nie było żadnego ryzyka i lądujemy w jakimś interwencjonalistycznym systemie  (...). Nie idźmy drogą Orbána”.

        Jak R. Petru oskarżał Węgry  Orbána o "nacjonalizm"
     
Do najzajadlejszych i zarazem najmniej mądrych napaści na Orbána w Polsce należał atak Ryszarda Petru z 2011  r , oskarżający go o "nacjonalizm". R. Petru pisał m.in.:”Przepis na Budapeszt nie należy do najtrudniejszych. Wlewamy dwie szklanki populizmu, dodajemy dwie duże chochle nacjonalizmu i kilka łyżek interwencjonizmu państwowego. (...) Po słynnych protestach ulicznych, gdy socjalistyczny premier Gyurcsany przyznał się do tego, że okłamywał swoich rodaków, powrócił do władzy Wiktor Orban. Zamiast jednak reformować, nałożył podatki na banki, zagraniczne firmy telekomunikacyjne i handel, zamroził poziom kursu wymiany franka wobec forinta, zmuszając banki do poniesienia strat, znacjonalizował prywatne fundusze emerytalne. Wszystko to podlewał narodowym sosem, co przypada wciąż do gustu wielu mieszkańcom Węgier. (...)Na Węgrzech większość działań uzasadnia się narodowym interesem. (...). Populizm narodowy jest niestety dobrze przyjmowany. Emocje polityczne w węgierskim społeczeństwie były tak wysokie, że na demonstracje na ulicach Budapesztu przychodziło po pół miliona osób. Ostatnie 20 lat na Węgrzech to przestroga dla innych państw regionu. Ważne, aby w Warszawie nie powtórzyć błędów Budapesztu”.

        Jakże nonsensowną samokompromitacją był ten atak liberała i b. dyrektora banku R. Petru na Orbána za jego obronę węgierskich narodowych interesów, za zwycięską jak się okazało walkę przeciw bankom w  interesie milionów Węgrów. Przypomnijmy tu, że Petru był przez lata asystentem L. Balcerowicza, który tak zaszkodził Polsce. Sam Petru też zdążył już zaszkodzić Polakom. Paweł Korsun wspominał o Petru na łamach " w Sieci" z 6 lipca 2015 r. : "Jak na wziętego doradcę banków od zadłużania Polaków przystało, u progu kryzysu  finansowego namawiał do brania kredytów we frankach". Potem po cichu swój kredyt prewalutował, ale sam dalej określał kredyt we frankach jako bezpieczny. (Por. P.Korsun: op.cit.). Petru nigdy jakoś nie zdobył się na przeproszenie Polaków, których wpakował w kredyt  we frankach. Co więcej z niebywałą arogancją gardłuje jako inicjator liberalnej partyjki, gorączkowo wspieranej prze część mediów.

        Plugawy atak prof. W. Sadurskiego

      Na początku września tego roku doszło do najplugawszego ataku na  premiera Orbána i nawet na Węgrów jako naród w tekście liberała, profesora prawa Wojciecha  Sadurskiego. W. Sadurski należy do „czerwonych dynastii”, jest synem PRL-owskiego prominenta, b. wiceministra sprawiedliwości i długoletniego posła z rekomendacji ZSL-u Franciszka Sadurskiego. Jest zajadłym wrogiem  lustracji i PiS-u, a w 2010 r. był początkowo nawet kandydatem SLD na Rzecznika Praw Obywatelskich, ale zrezygnował z kandydowania, gdy okazało się, że nie ma w Sejmie szerszego poparcia dla jego kandydatury. Mieni się liberałem, ale  jest to liberalizm najpośledniejszego chowu,  nader ordynarny i prostacki. Nieodżałowanej pamięci  Maciej Rybiński nazwał swoisty „liberalizm”  Sadurskiego  „liberalizmem rozporkowym”. Ze względu na  ogromnie niewybredny styl jego tekstów w blogach  nazywany jest „Stefanem Niesiołowskim blogosfery”. Skrajny wróg prawicy nie może się pogodzić z tak wielką rolą Viktora Orbána w walce przeciwko postkomunistom i liberałom i jego oddziaływaniem  na środowiska patriotyczne w Polsce. Nienawiść do Orbána popchnęła go do pełnego jadu  i wręcz ksenofobicznego i rasistowskiego ataku na  kraj naszych naddunajskich przyjaciół pt. „Po co nam Węgry”. Oto niektóre z bogatego zestawu obelg, którymi  Sadurski poczęstował Orbána i Węgrów jako naród w swym paszkwilanckim  teście, umieszczonym na portalu T.Lisa: „ (…) Jedynym powodem, dla którego węgierskim herosom udało się pozwierzęcać nad nieszczęśnikami (tj. imigrantami –[ JRN), jest to że ich śmieszny kraik przypadkiem znajduje się na drodze między południem Europy, dokąd uchodźcom udało się dotrzeć ze swojego piekła, a Niemcami, które pokazują dziś Europie, co to znaczy honor i wielkie serce. (…) madziarzy pokazali reszcie Europy i świata złą, nienawistną, pozbawioną cienia empatii postawę(…) Przybrała ona w szczególności nalany kształt kieszonkowego Duce (…) Zdążył już zmienić konstytucję by utrwalić swoją władzę, (…), a dziś naucza resztę Europy, jak nie pomagać imigrantom.

Małe, złośliwe państewko – przesiąknięte kompleksami i poczuciem żalu do całego świata (Trianon); tonące w toksycznej atmosferze połączenia smuty z agresywnością wobec słabych. Tłusta, niezdrowa kuchnia, marne wina, przereklamowana stolica z wdziękiem zapyziałych lat 1970-tych, marna muzyka„ – czy ktoś wytrzymał od początku do końca jeden utwór Zoltana Kodaly? No dobrze, Bartok, ale też kiczowaty. Jako peryferium europejskiego imperium, biedniejszy kuzyn Wiednia i Pragi, Jako państwo Unii Europejskiej – powód do wstydu i zażenowania (…)”.


     Prawda o węgierskich zasługach

„Małe, złośliwe państewko” jak nazywa Węgry Sadurski, było wielokrotnie w czasie stuleci naszym najwierniejszym sojusznikiem, m.in. wydatnie wspierając  Władysława Łokietka w najtrudniejszych czasach jego walk z  Czechami i Krzyżakami.  Ten „śmieszny kraik” dał Polsce wspaniałą królową Jadwigę, która założyła uniwersytet w Krakowie i największego króla doby  władców elekcyjnych Stefana Batorego. Ten „śmieszny kraik” udzielił nader gościnnego schronienia jakże wielu   żołnierzom konfederacji barskiej i  bojownikom Powstania Listopadowego. Temu „małemu złośliwemu państewku” zawdzięczamy  wielkie, jakże cenne dostawy broni i amunicji  latem 1920 r, które  ułatwiły polski triumf  w bitwie pod Warszawą. To „małe złośliwe państewko”  ryzykując nader wiele odrzuciło w sierpniu i wrześniu 1939 r. naciski potężnych nazistowskich Niemiec w sprawie przepuszczenia wojsk niemieckich przez Węgry przeciw Polsce, co odcięłoby jakąkolwiek szansę eskapadę tysięcy polskich żołnierzy na Zachód.  Dzięki temu  przez Węgry przeszło aż 140 tysięcy polskich uchodźców. Bez pomocy Węgrów  nie dotarliby na Zachód ani polscy lotnicy, ani pancerniacy generała S. Maczka. Ten „śmieszny” węgierski kraik  zasłynął w 1956 r. największym i najwspanialszym zarazem powstaniem narodowym przeciwko Związkowi Sowieckiemu, powstaniem zdradzonym przez  Zachód. Przypomnijmy haniebną rolę Francji i W. Brytanii, które w tym samym czasie uderzyły na Egipt, dając  Sowietom doskonały pretekst do drugiej interwencji zbrojnej na Węgrzech. Wszyscy, którzy pamiętają bohaterskie zmagania Węgrów z października – listopada 1956 r. mogą  przyglądać się   paszkwilanckim  opluwaniem tego narodu przez Sadurskiego tylko z absolutną pogardą.
        Jakże szokujący jest nagromadzony przez Sadurskiego plugawy zestaw epitetów, konsekwentnie równający z błotem tak bliskich nam  bratanków  naddunajskich. Dla Sadurskiego wszystko jest  marne na Węgrzech od kuchni i wina po  muzykę  Kodálya i „kiczowatego” Bartóka. Najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia o słynnej węgierskiej szkole filmowej, która przez lata dominowała w tzw. obozie komunistycznym, ani o poezji Petőfiego czy Adyego, czy o słynnych wegierskich noblistach. Słynnego węgierskiego reformatora premiera Orbána Sadurski nazywa z  pogardliwą wyższością nieuka „kieszonkowym Duce”. Ciekawe, czy taki publicystyczny karzełek jak W. Sadurski   w ogóle słyszał  o tym  jak określali Orbána tak słynni politycy jak b. kanclerz Niemiec Helmut Kohl, który nazwał premiera Węgier „wielkim Europejczykiem”. Podobnego określenia użył o Orbánie znany polityk francuski Joseph Daul– przewodniczący grupy Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim. Jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r.,  współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA, Christopher H. Smith. przyrównał osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana. Sadurski ze skrajną arogancją ośmielił się przyrównać  Orbána do twórcy faszyzmu  B. Mussoliniego. Orbána, ktory ma tak wielkie zasługi dla walki o wolność w Europie. Człowieka, który jako pierwszy  polityk w całej Europie środkowo-wschodniej już w czerwcu 1989 r. ośmielił się publicznie wezwać do wycofania wojsk sowieckich z naszego regionu.Niezwykle dynamicznego przywódcy opozycyjnego, który doprowadził  dzięki wytrwałej bezkompromisowej walce do obalenia okradajacych Węgry rządów postkomunistycznych.
     Szczególnie podłe są słowa Sadurskiego, wyśmiewającego Węgry jako „państewko, przesiąknięte kompleksami i poczuciem żalu do całego świata (Trianon)”. W Polsce, którą w zdradziecki sposób pozbawiono  semper fidelis Lwowa i Wilna, tylko absolutny niegodziwiec może wykpiwać bez porównania większą tragedię Węgrów. Przypomnijmy, że ograbieni w pokoju w Trianon w 1920 r. Węgrzy stracili  aż 71,5  proc. Swego dotychczasowego terytorium.  I stracili nie tylko „swój  Lwów i swoje Wilno”, ale nawet odpowiedniki polskiego Krakowa i Małopolski (tereny Siedmiogrodu ) czy odpowiedniki Poznania, Gniezna i  generalnie Wielkopolski (regiony wokół Koszyc (Kassa) i Bratysławy  (Pozsony).  Sadurski, naukowiec- nieuk, pastwiący się nad Węgrami, które zapłaciły tak straszną cenę w swojej historii, każe nam zachwycać się „Niemcami, które pokazują dziś Europie, co to znaczy honor i wielkie serce”. Tymi samymi Niemcami, które poparły ludobójczy reżim nazistowski, zrujnowały Polskę i wymordowały miliony Polaków, (w tym mojego ojca) i zagrabiły tak wiele dóbr materialnych i dóbr kultury. Niemiec, które dotąd  nie chcą uznać  dwóch milionów Polaków w ich kraju za mniejszość narodową, choć uznawali to nawet naziści do  września 1939 r. Niemiec, które dotąd nie zwróciły Polakom mienia  zrabowanego  polskiej mniejszości w 1939 i 1940 roku. Niemiec, które wszystkimi środkami dążą do dominacji w Europie i już teraz posuwają się do brutalnych  gróźb wobec Polski. Vide najnowsze  nikczemne wystąpienie Martina Schulza  (niedouczonego polityka bez matury, ale z ogromną dawką agresywności), nie  bez kozery nazwanego „kapo” przez premiera Włoch Silvio Berlusconiego ).

 
Przeważająca część Polaków po stronie Węgier Orbána
     
I jeszcze jedna jakże istotna sprawa  na koniec. W związku z paszkwilem W. Sadurskiego usłyszałem sporo gorzkich uwag od węgierskich przyjaciół ,m, in,. od mieszkającego w Warszawie wspaniałego patrioty węgierskiego i polskiego Károlya Tara, który bardzo mi pomógł swymi uwagami  przy opracowaniu moich najnowszych książek o Węgrzech.  Pod paszkwilem Sadurskiego znalazłem m.in. parę jakże wymownych komentarzy Węgrów, godnych zacytowania. Pál Nagy ·z Budapesztu  pisał: „Dear Wojciech Which country let 50000 polish refugees in 1939(even though that country was in an alliance with Hitler? Yes Hungary. Are you polish?” (Drogi Wojciechu. Jaki kraj wpuścił do siebie 50000 polskich  uchodźców w 1939 r,  pomimo, ze  ten kraj był w sojuszu z Hitlerem? Tak, to były Węgry. Czy ty jesteś Polakiem?). Inny Węgier Tibor Gerencsér  pisał: „Jestem rozczarowany i smutny. Nie spodziewałem się, że istnieją takie antywęgierskie głosy w Polsce, jednak mam nadzieję, że to tylko opinia mniejszości. Nie wiem, co chciał autor z tym tekstem, ale chciałbym wszystkich zapewnić, że mimo tej prowokacji Węgrzy nadal będą lubić Polaków”. W  świetle takich wypowiedzi   szczególnie widać jak bardzo potrzebne jest, by na Węgry dotarły informacje, że  takie  antywęgierskie bluzgi jak grafomański tekst „profesora” W. Sadurskiego reprezentują bardzo nikłą cząstkę ogółu Polakow. Jakże wyrazistym potwierdzeniem tego faktu było to, że wśród 171 komentarzy pod  tekstem paszkwilu  Sadurskiego ponad 90 proc. stanowiły opinie bardzo ostro go potępiające. Oto   krótki wybór niektórych z tych opinii:

 - Michał Niedźwiedź z Budapesztu pisał : „Sadurski - byłeś i będziesz pełnym kompleksów gościem, którym pomiatają, ale koniecznie chce podlizać się zachodnim mocodawcom. Dla nich jesteś zerem. Dla czytelników? Jak widać również”.

 - Adam Zlomańczuk z AON Warszawa pisał: „Przepraszam Was Bracia Węgrzy, za Sadurskiego. W Polsce mało kto wie kto to jest, to postanowił zaistnieć lejąc pomyje na dumny i szlachetny bratni naród”.

 - Tomasz Sieracki   pisał :  Sadurski, mały nikczemny sprzedawczyk, pała nienawiścią do węgierskiego narodu i jego przywódcy, bo ci inaczej niż Sadurski, posiadają godność i honor, i nie dają się sterować, będąc ściśle suwerennymi. Sadurski, ty kłaniałeś się, kłaniasz się i będziesz kłaniać przed każdym aktualnie panującym władcą w twoim państwie odrzucając wolność i suwerenność. Pytanie brzmi po co nam stary krypto-komuch Sadurski? WON lewacka zakało!”.

 - Mirosław  Popkowski z Warszawy skomentował krótko:  „pokraczny bękart traktatu wersalskiego"... jakby znany mi skądś język..

 - Jacek Bętkowski z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie napisał: „Sadurski czy zdajesz sobie sprawę , że siejesz nienawiść do drugiego narodu , a to podlega karze pozbawienia wolności”.

 - Jan Brzeski napisał: „Odsłonił się towarysz Sadurski. Pokazał twarz małego, nędznego człowieka i jeszcze do tego się ośmieszył, bo Węgrzy zatrzymują uchodźców na życzenie Niemiec (LOL!).
Sadurski nie kapuje, że Niemcy eksploatują Europę, wystarczy popatrzeć jak niemieckie firmy przy wsparciu własnego państwa korumpowały greckich polityków, co bardzo przyczyniło się do zapaści finansów publicznych Grecji. A swoją drogą to strasznie was lewacy musi boleć ten Orban, który potrafił postawić się Niemcom i UE w sprawach ekonomicznych. Rezultat - Węgry najlepsza koniunktura gospodarcza w 2015 w regionie, Polska – najgorsza”,

 - Mat Malificarum napisał:Tak się zastanawiam czy ten gniot pseudo naukowca "profesora" Sadurskiego nie wyczerpuje znamion przestępstwa z art 256 Par 1 KK, który mówi o karach za mowę nienawiści, jak dla mnie ten lewak właśnie nawołuje do przemocy w stosunku do narodu węgierskiego. Tak się też zastanawiam, gdzie są wszyscy ci, którzy krzyczą o mowie nienawiści, tekst tego bałwana jest idealnym przykładem właśnie mowy nienawiści. Myślę że wszechobecna zaraza lewacka dostaje spazmów tylko dlatego, że znalazł się jeden przywódca który nie składa hołdów tylko dba o swój naród i szeroko rozumianą kulturę i dziedzictwo europy. No cóż niestety postkolonialna mentalność nadal obecna, szkoda tylko że raz na jakiś czas daje głos, coż psy szczekają a karawana jedzie  dalej”.

   Warto dodać, że  na blogu „w Polityce.pl” ukazały się dwa świetne teksty  miażdżące antywęgierski  paszkwil W. Sadurskiego. Wymowne były już  ich tytuły. Pierwszy z nich,  opublikowany 6 września 2015 r. tekst głośnego publicysty Łukasza Warzechy stwierdzał w tytule: „Po co komu "profesor" Sadurski? Wiadomo, skąd piana na jego ustach - jej przyczyną jest Viktor Orbán, który nie boi się walić prosto z mostu prawdy niewygodnej dla eurolewicy”. Kolejny tekst  pióra świetnego znawcy Węgier, redaktora naczelnego „Frondy” Grzegorza Górnego, opublikowany 7 września 2015 r. głosił w tytule: „Antywęgierski paszkwil Wojciecha Sadurskiego jak antypolska propaganda Jánosa Kádára?”.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz