środa, 23 września 2015

Podły wybryk Moniki Olejnik


Podły wybryk Moniki Olejnik



      Znana absolwentka zootechniki Monika Olejnik  jako dziennikarka wyróżnia się niebywałym nagromadzeniem jadu i „mowy nienawiści”. Kilka dni temu „popisała się” dość szczególnym wybrykiem  w stosunku do prezydenta RP Andrzeja Dudy. Usilnie  starając się wykpić prezydenta za jego wystąpienie do Polaków w W. Brytanii, do swego tekstu o nim dołączyła jego zdjęcie z wyciągniętą do przodu z zaciśniętą pięścią.  W rzeczywistości rzekome zdjęcie prezydenta było fotomontażem – twarz prezydenta była doklejona w fotografię norweskiego mordercy Andersa Breivika. Łatwo zorientować się o tym mógł ktoś nawet z minimum inteligencji – gest   ręki z wyciągniętą zaciśniętą pięścią absolutnie nie pasuje do  prezydenta Dudy. Olejnik w reakcji na protesty licznych  internautów z powodzeniem udawała głupią, twierdząc, że rzekomo nie poznała się na fotomontażu, i przeprosiła poniewczasie za swój „błąd”.



      Czy tego typu rzekomo nieświadomy wybryk powinien ujść Olejnik bezkarnie? Dodam tu,  że red. Paulina Jaworska  przypomniała w kontekście podłego wyczynu  Olejnik, że artykuł 135 Kodeksu  karnego  stanowi: „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej  Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. (Por. P. Jaworska : Olejnik zrobiła z prezydenta mordercę, ale przeprosiła”, „SuperExpress” 16 września 2015). Uważam, że ktoś z Kancelarii Prezydenta powinien zaskarżyć Olejnik za jej obrzydliwy „wyczyn” który powinien się zakończyć przynajmniej surową grzywną dla tej osoby  „chorej z nienawiści” do prawicy. Już raz ludzie z otoczenia  prezydenta popełnili fatalny błąd zaniechania, kiedy nie zaskarżyli do sądu nikczemnego nagłaśniania przez Tomasza Lisa rzekomego wpisu internetowego Kingi Dudy, mającego ją skompromitować. W rezultacie Lis wykpił się przeproszeniem A. Dudy w czasie rozmowy i oszkalowanie  córki  obecnego prezydenta uszło mu na sucho.W rezultacie  dalej  rozzuchwalony wciąż  ordynarnie atakuje  prezydenta. Jest to jakże wyrazisty dowód, że pobłażliwość wobec podłości nie popłaca.



     Monika Olejnik jest córką  wysokiego oficera  komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i niektórzy w tej koligacji doszukują się wpływu na  rażąco tendencyjny prokuratorski ton  audycji. Ciekawe, że sam Aleksander Kwaśniewski powiedział  w jej „Kropce nad  i” z 13 czerwca 2007 r. : „Pani Moniko, Pani ma czasem taki prokuratorski styl”. Szczególnie wymowna była ocena rozmów, a raczej „przesłuchań” Moniki Olejnik, dana przez świetnego specjalistę z zakresu socjotechniki prof. Mirosława Karwata z Uniwersytetu Warszawskiego: „Monika  Olejnik prezentuje popularną wśród części dziennikarzy manierę prokuratorską czy też inkwizytorską, informację podszytą agitacją oraz rozdzielaniem nagród i kar”. Długo można by wyliczać przykłady krytyk jej skrajnej tendencyjności,  kompromitującej wręcz  jakże niedopuszczalny styl jej „dziennikarstwa’. Dość przypomnieć choćby wypowiedzi b. przewodniczącej Rady Programowej TVP red. Janiny Jankowskiej, prof. Z. Żmigrodzkiego, red. Z. K. Rogowskiego, czy ks. D. Oko. (Odsyłam do ich wypowiedzi w moim tekście o „jadowitej dziennikarce” Monice Olejnik w   trzecim tomie moich „Czerwonych Dynastii”.) Olejnik potrafi uciekać się do wręcz haniebnych kłamstw, co kiedyś ostro napiętnował   ks. biskup Piotr Jarecki ( w „Życiu” z  3 października 2000 r.). Jedną z ulubionych  metod manipulowania audycjami przez Olejnik jest dobieranie takiego  składu uczestników audycji (gdy ma dwóch, lub dwoje rozmówców), żeby znalazł się wśród nich podobny jej ideowo  fanatyk.  Ostatnio  taki przykład zauważyłem z 10 dni  temu, gdy w audycji Olejnik uczestniczyli posłanka Beata  Kempa i znany   specjalista od  pełnego obelg słowotoku  poseł Stefan Niesiołowski. Wraz z takim „partnerem” Olejnik starała się usilnie zakrzyczeć  posłankę B. Kempę, łamiąc wszelkie reguły przyzwoitego dziennikarstwa.

        

       Powróćmy jednak jeszcze raz do opisanej na początku tego tekstu próby kopania prezydenta  A,. Dudy przez  jadowitą  dziennikarkę TVN-u. Zalecałbym   polskim siłom patriotycznym, aby po coraz pewniejszym ich zwycięstwie w wyborach  październikowych jak najszybciej wprowadzili na wzór Węgier specjalną ustawę prasową, bardzo ostro karzącą wszelkie przejawy oszczerstw Na Węgrzech wśród dziennikarzy i polityków nie brakowało ludzi formatu Olejnik czy Palikota. Zdarzały się tam wręcz niebywałe wybryki dziennikarzy lewackich i liberalnych. Między innymi w czasie, gdy Orbán był jeszcze w opozycji, doszło do niebywale podłej audycji w jednej z lewackich stacji telewizyjnych. Jej redaktor przeprowadził  tam sfingowaną audycję z rzekomym rosyjskim gangsterem. W czasie audycji zapytano domniemanego  „gangstera’,  za  jaką ilość pieniędzy gotów byłby zamordować Viktora Orbána. Padła odpowiedź: „Za milion dolarów!”  Ostra  węgierska ustawa prasowa zapobiegła powtarzaniu się takich medialnych wybryków. Warto będzie i u nas wziąć  wzór w tej sprawie z Węgier, a może nawet po prostu skopiować węgierskie rozwiązania.



    23 września 2015 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz