niedziela, 20 września 2015




      Bajdurzenia szanownej pani profesor



   Kilka dni temu prof. Jadwiga Staniszkis z werwą perorowała w TVN 24 na rzecz zwiększenia polskiej pomocy dla fali imigrantów. Zaakcentowała, polemizując z prezesem J. Kaczyńskim, że jej „nie podoba się straszenie Polaków uchodźcami”. Przy okazji ostro zaatakowała rzekomą  „ksenofobiczną  polska retorykę w sprawie  uchodźców”.  A mnie się nie podoba to, że p. Staniszkis w swych wypowiedziach ciągle porusza się „od ściany do ściany”, jakby była po jakimś mocno zakrapianym rauszu. Niejednokrotnie powie jakieś ważne, wielce słuszne rzeczy, aby potem wpadać w bajdurzenia typu jej wspomnianej wypowiedzi w TVN 24. Sprawa zagrożeń dla Polski w  związku z napływem uchodźców nie jest kwestią wydumaną i powinien z tego zdawać sobie sprawę każdy, kto poważnie myśli o Polsce. Tym mocniej ubolewam, że  przez swe nieprzemyślane uogólnienia na ten temat prawicowa  profesor  J. Staniszkis stała się mimowolnym sojusznikiem p. E.Kopacz w  jej ataku na prawicę w sprawach uchodźców. O  całym tak istotnym problemie zalewu Europy przez uchodźców napiszę szerzej w  jednym z najbliższych tekstów. W przeszłości parokrotnie z sympatią cytowałem opinie prof. Staniszkis o różnych sprawach,  m.in. pisałem na  łamach „Niedzieli” o jej uwagach na temat postkomunistycznych układów. Trudno mi ukryć jednak wzburzenie, gdy taki prawicowy „autorytet” jak profesor J. Staniszkis popełnia horrendalne głupstwa. By przypomnieć choćby najskrajniejsze z nich- prawicowy „autorytet” - prof. Staniszkis w 2001 r.  proponowała  rządy koalicji SLD z PO !!!



    Szczególnie irytuje mnie u  prof. Staniszkis jakieś nieodpowiedzialne tropienie rzekomej polskiej  „ksenofobii” czy „nacjonalizmu” przy zupełnej obojętności na zagrożenia antypolonizmu. Przed laty kiedyś wystąpiliśmy razem w programie red. Z. Gucy „W samo południe”. Dotąd pamiętam jak prof. Staniszkis  gniewnie żachnęła się, gdy wspomniałem o niebezpieczeństwie antypolonizmu. Kilka lat później  - w maju 2008 r. dowiedziałem się, że prof. Staniszkis  zwierzyła się podczas debaty na UW, iż dręczy ją „kompleks endeckiego wychowania”. Czy rzeczywiście ma  powody wstydzić się swego endeckiego dziadka i ojca? Przypomnijmy, że dziadek prof. J. Staniszkis Witold Teofil był przed wojna endeckim posłem na Sejm, a później został zamordowany w Auschwitz. Jej ojciec Witold Staniszkis  przed wojna był członkiem RNR Falanga, później był więzionym w latach stalinowskich, a w 1992 r. został wiceprzewodniczącym Rady Politycznej Stronnictwa Narodowo –Demokratycznego. Jak widać jednak wychowanie przez tych tak zasłużonych polityków  endeckich okazało się bardzo mało skuteczne. Dowodem niech będzie  nieodpowiedzialne, wręcz żałosne, wystąpienie p. Staniszkis we wspólnym książkowym wywiadzie z zajadłym wrogiem Polski i Polaków reżyserem Kazimierzem Kutzem we wspólnym wywiadzie książkowym „ to … nie tak miało być”(Warszawa 2004). Kutz mnożył w tej książce nienawistne obelgi pod adresem Polski, kilkakrotnie przyrównywał nasz kraj do wiejskiej wywłoki , pisał  wprost:  ”problem Polski to problem wiejskiej wywłoki”. A Pani prof. Staniszkis nic nie przeszkadzało towarzystwo Kutza- polakożercy we wspólnej książce.. Nie przeszkodziło jej nawet to, że w pewnym miejscu swej książkowej rozmowy Kutz stwierdził, że  cały dorobek polskiego życia umysłowego w XIX wieku nadaje się tylko do kosza. A więc według  reżysera i parlamentarzysty RP tylko na wyrzucenie  do kosza nadają się: Mickiewicz, Słowacki, Chopin, Norwid, Wyspiański, Prus, Sienkiewicz, Żeromski, etc. I p. Staniszkis nie przeszkodziło  umieszczenie  swoich wypowiedzi w tomie  obok  takich przejawów mowy nienawiści do Polski. Dodajmy, że wywiad z p. Staniszkis i Kutzem przeprowadził skrajny skandalista i polakożerca S. J. Mac. To była prawdziwa kompromitacja, której o dziwo nikt nie wypomniał szanownej Pani Profesor z tak godnej narodowej rodziny!



    Jeszcze raz podkreślam: p. prof. Staniszkis miała w swym życiu twórczym wiele bardzo ciekawych, czasem nawet odkrywczych sądów. Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego trwoni swój autorytet powierzchownymi i nieodpowiedzialnymi sądami.  Takimi jak wypowiedź w czasie ostatnich euro wyborów, gdy żarliwie popierała jako  swego faworyta ministra finansów J. Rostowskiego, mistrza w zadłużaniu Polski. Czy  niemądra wypowiedź z czasów ostatniej kampanii prezydenckiej, gdy w maju 2015 r. nazwała  obecnego prezydenta RP Andrzeja Dudę „maminsynkiem” i politykiem bez charyzmy. A poza tym ubolewam, że  Pani Profesor od czasu do czasu zdarza się popełniać jakieś dziwne rzeczy. Z prawdziwą przykrością np. czytałem ekshibicjonistyczne fragmenty jej wspomnień z młodości. Z lubością zwierzała się w nich ze swego burzliwego romansu z pisarzem Ireneuszem Iredyńskim, znanym  m.in. z pasji do picia i skazania za gwałt na 3 lata więzienia. Dziwiłem się  zamieszczanym przez  prof. Staniszkis opisom jak Iredyński pobił ją smyczą czy kluczami oraz posyłał po piwko dla siebie i kolegów. Bardzo lubię piosenki w stylu „Mój kochanek to bandyta! Kiedy jednak zdawałoby się stateczna Pani Profesor masochistycznie rozpamiętywała zdarzenia swej młodości w stylu tej piosenki, to zakrawało na prawdziwą groteskę.

    

 19 września 2015 r.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz